sobota, 23 kwietnia 2016

V NIEDZIELA WIELKANOCNA

              (J 13, 31-35) 
                        
„Po wyjściu Judasza z Wieczernika Jezus powiedział: Syn Człowieczy został teraz otoczony chwałą, a w Nim Bóg został chwałą otoczony. Jeżeli Bóg został w Nim otoczony chwałą, to i Bóg Go otoczy chwałą w sobie samym, i to zaraz Go chwałą otoczy. Dzieci, jeszcze krótko jestem z wami. Będziecie Mnie szukać, ale – jak to Żydom powiedziałem, tak i teraz wam mówię – dokąd Ja idę, wy pójść nie możecie. Przykazanie nowe daję wam, abyście się wzajemnie miłowali tak, jak Ja was umiłowałem; żebyście i wy tak się miłowali wzajemnie. Po tym wszyscy poznają, żeście uczniami moimi, jeśli będziecie się wzajemnie miłowali” .
 Miłujcie waszych nieprzyjaciół, dobrze czyńcie tym, którzy was nienawidzą, błogosławcie tym, którzy was przeklinają i módlcie się za tych, którzy was oczerniają . Taki rodzaj miłości jest naśladowaniem Boga Ojca, który jest dobry dla niewdzięcznych i złych .
    Przykład takiej miłości dał Jezus, szczególnie w czasie swojej męki. Do Judasza, który Go zdradza mówi: Przyjacielu, po coś przyszedł? (Mt 26, 50). Na krzyżu modli się za wszystkich wrogów, oprawców i prosi Ojca o przebaczenie ich zbrodni; a nawet usprawiedliwia ich nieświadomość: Ojcze, przebacz im, bo nie wiedzą, co czynią (Łk 23, 34). Co więcej, umiera z miłości do grzeszników: Nikt nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół swoich (J 15, 13). Św. Paweł napisze: Chrystus bowiem umarł za nas, jako za grzeszników, w oznaczonym czasie, gdyśmy [jeszcze] byli bezsilni. A [nawet] za człowieka sprawiedliwego podejmuje się ktoś umrzeć tylko z największą trudnością. Chociaż może jeszcze za człowieka życzliwego odważyłby się ktoś ponieść śmierć. Bóg zaś okazuje nam swoją miłość [właśnie] przez to, że Chrystus umarł za nas, gdyśmy byli jeszcze grzesznikami (Rz 5, 6-8).
    Jezus zaprasza swoich uczniów do naśladowania Go. Jesteśmy prawdziwie uczniami Jezusa, gdy kochamy się wzajemnie, jak On. W czasie Wieczerzy Pożegnalnej (J 13, 1-17) Jezus pozostawił nam wzór, matrycę miłości. Jezus klęka przed uczniami i obmywa im nogi. Zdejmowanie gościom sandałów i mycie ich zakurzonych stóp było posługą, którą wykonywali niewolnicy, czasami również kobiety. Nigdy jednak nie czynił tego ojciec rodziny ani mistrz wspólnoty. Woda wylewana na stopy zmywała brud. Olejek, którym smarowano stopy – goił rany. Namaszczanie stóp i zranionych miejsc oliwą było jak delikatny dotyk czułości, miłości. Ten gest ukazuje logikę miłości, służby i daru. Testament z Wieczernika, potwierdzony na krzyżu jest dla uczniów wzorem, matrycą. Podobnie jak Jezus, uczniowie winni sobie nawzajem umywać nogi, czyli w pokorze wzajemnie sobie posługiwać, dotykać zranionych miejsc oliwą miłości, umierać jedni za drugich. Miłość Jezusa jest modelem, wzorem i miarą bezinteresownej, uniwersalnej miłości.

 Dla jakich ludzi nie ma jeszcze miejsca w moim sercu?  Czy doświadczam na co dzień dotyku miłości Jezusa?  Czy potrafię dotknąć drugiego człowieka w sposób czuły? Czy jestem jak oliwa, balsam na rany moich bliźnich czy raczej kimś, kto je zadaje?  Przed kim chciałbym otworzyć swoje serce, okazać miłość i życzliwość?

4 komentarze:

  1. Na Na facebooku odezwała się kiedyś do mnie żona syna mojego brata stryjecznego. Nigdy jej na oczy nie widziałem, ale miała jakąś prośbę związaną z moim zawodem, więc jej pomogłem. Ale z czasem zaczęła mi opowiadać o swoich ranach – tyle ich było, że aż zasadne staje się pytanie, czy to wszystko jest prawdą (odnawiająca się choroba nowotworowa, ojciec wykorzystujący ją w każdy możliwy sposób, a i mąż, którego przy niej nie ma, bo jest teraz przy innej). W pewnym momencie napisała, że traktuje mnie, jak ojca, że się zmienia pod wpływem tego, co do niej piszę (choćby wyzbywa się nienawiści do swojego prawdziwego ojca – ja pisałem tylko o tym, że mając teraz sprawę sądową ze swoim ojcem, musi mieć w tyle głowy, że w pewnym momencie będzie musiała mu przebaczyć; że to jej samej będzie potrzebne), że działam na jej rany jak balsam. I rzeczywiście widać, że się zmienia – choćby na swoim profilu nie udaje już kogoś, kim nie jest.
    Ale z drugiej strony w tę środę zadzwonił do nas syn, który dostał właśnie Fryderyka. Sam na galę wręczania Fryderyków nie poszedł, ale było to jeszcze przed retransmisją Gali w telewizji – więc na koniec prosił, by póki co jeszcze nikomu o tym nie mówić. Tyle że ja gadałem właśnie na fejsie z tą dziewczyną, więc od razu się pochwaliłem (jeszcze zanim syn poprosił o nieujawnianie informacji). Gdy więc po zakończonej rozmowie żona specjalnie adresowała do mnie prośbę syna, by nic nie mówić, od powiedziałem, że za późno. No i wtedy się zaczęło, że jak ja mogłem i że na dodatek KOMU! No i żona śmiertelnie się na mnie obraziła – zła była na mnie do końca dnia.

    OdpowiedzUsuń
  2. Widzisz Leszku tak bywa, że chcesz pomóc , a obraca się przeciw Tobie. Znam ten ból i świetnie Cię rozumiem. Musisz pewne sprawy wypośrodkować jeśli się da bo inaczej zawsze będzie ktoś przeciw Tobie. Nie znam Cię, ale czytając Twoje postu bardzo często się uspakajam, więc coś w tym jest, że masz coś w sobie co drugiego uspakaja. Pozdrawiam i jeszcze raz dzięki za wczorajszą pomoc z blogiem.

    OdpowiedzUsuń
  3. Najpierw nie potrafiłam zamieścić komentarza; teraz napisałam i zanim kliknęła na enter, to go sobie skasowałam.Odniosę się do pytań;
    "Dla jakich ludzi nie ma jeszcze miejsca w moim sercu?"
    a u jakich ludzi nie ma dla mnie miejsca w ich sercu?
    " Czy doświadczam na co dzień dotyku miłości Jezusa?" NIE. Ciemność. Pustka. Nic nie widzę, nic nie słyszę i nic nie czuję.
    " Czy potrafię dotknąć drugiego człowieka w sposób czuły?"
    NIE, nie potrafię pocieszać strapionych, bądź chorych.
    "Czy jestem jak oliwa, balsam na rany moich bliźnich czy raczej kimś, kto je zadaje?" działam na ludzi niczym czerwona płachta na byka, dlatego ich unikam.
    "Przed kim chciałbym otworzyć swoje serce, okazać miłość i życzliwość?" Chyba tylko przed Bogiem, ale... we czwartek przyjeżdża do mnie koleżanka z Częstochowy [singielka, samotna, biedna, którą zaprosiłam na pielgrzymkę do Łagiewnik. Może ten gest życzliwości Pan przyjmie w prezencie gdy Go spotkam w Sanktuarium Miłosierdzia Bożego??? może dzięki temu poznam zadanie jakie mi Pan przygotował; odnajdę swoje miejsce we wspólnocie parafialnej,wśród znajomych i w rodzinie??? może ta ciemność nieco się rozjaśni po tym spotkaniu ?

    OdpowiedzUsuń
  4. Basiu , nie zgodzę się z Tobą, wcale taka nie jesteś. Bardzo surowo się oceniasz, nie mniej wspaniale, że zaprosiłaś koleżankę i poświęcisz jej troszkę czasu :) Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń