sobota, 19 sierpnia 2017

XX NIEDZIELA ZWYKŁA



                    https://kazania.files.wordpress.com/2017/08/kobieta_kananejska.jpg

                                                                 (Mt 15,21-28)
Jezus podążył w stronę Tyru i Sydonu. A oto kobieta kananejska, wyszedłszy z tamtych okolic, wołała: Ulituj się nade mną, Panie, Synu Dawida! Moja córka jest ciężko dręczona przez złego ducha. Lecz On nie odezwał się do niej ani słowem. Na to podeszli Jego uczniowie i prosili Go: Odpraw ją, bo krzyczy za nami! Lecz On odpowiedział: Jestem posłany tylko do owiec, które poginęły z domu Izraela. A ona przyszła, upadła przed Nim i prosiła: Panie, dopomóż mi! On jednak odparł: Niedobrze jest zabrać chleb dzieciom a rzucić psom. A ona odrzekła: Tak, Panie, lecz i szczenięta jedzą z okruszyn, które spadają ze stołów ich panów. Wtedy Jezus jej odpowiedział: O niewiasto wielka jest twoja wiara; niech ci się stanie, jak chcesz! Od tej chwili jej córka została uzdrowiona.               
      Jakby w kontraście do poprzedniej niedzieli, kiedy Jezus zganił małą wiarę Piotra i Apostołów, dzisiaj słyszymy jak chwali On wielką wiarę i wielką pokorę niewiasty kananejskiej. Czy Jezus chciał upokorzyć ową kobietę odpowiadając jej w sposób -pozornie- niegrzeczny? Czy musieli interweniować Apostołowie prosząc Go o dokonanie cudu? Czy w ogóle Bóg musi być proszony abyśmy mogli otrzymać to, o co prosimy? Jak zrozumieć wydarzenie opisane w dzisiejszej Ewangelii?
    Czy nie jest tak, że św. Mateusz przedstawiając nam wydarzenie z niewiastą kananejską chce nam pokazać coś znacznie głębszego, coś co można zrozumieć czy zobaczyć tylko oczyma wiary? Bóg naprawdę nie każe się prosić i błagać,  który ma przyjemność w upokarzaniu ludzi i pokazywaniu im, że są od niego zależni. On doskonale zna nasze potrzeby i nie musimy Mu o nich stale przypominać. On jest gotowy dać nam wszystko, co potrzebujemy i co jest dla nas dobre, ale nieraz nie jest to akurat to, o co my Go prosimy. Nakazując nam modlitwę chce On raczej abyśmy my sami uświadomili sobie prawdę o tym, czego naprawdę nam potrzeba i co jest dla nas dobre. Chce nam raczej uświadomić, że nie zawsze to, o co prosimy jest dla nas dobre czy najlepsze, chociaż nam się nieraz tak właśnie wydaje. Wystawiając niewiastę kananejską na próbę pokazuje nam raczej, że On gotów jest nam udzielić wszystkiego, co jest dla nas dobre, ale to my musimy sobie uświadomić co naprawdę jest dla nas dobre. Jest pewno i tak, że niejednokrotnie On daje nam o wiele więcej niż my potrafimy prosić, a na pewno więcej niż potrafimy dostrzec.
    Ale jest jeszcze i inny aspekt dzisiejszej Ewangelii. Kobieta kananejska uczy nas ogromnej pokory, umiejętności, która w naszych czasach wydaje się być nie tylko zapomniana, ale nawet całkowicie pogardzana i niepopularna. Człowiek współczesny nie umie i nie chce być pokorny, nie chce się zadawalać okruchami i tym co spada ze stołu innych. Człowiek współczesny wymaga, żąda, domaga się, a jeśli czegoś nie otrzymuje to składa zażalenia, protestuje, strajkuje … Czy jednak znaczy to, że mamy być zdani na łaskę innych, czy mamy nic nie robić, być pokorni, niezaradni,  ubezwłasnowolnieni? Czy znaczy to, że Bóg chce nas mieć nijakich, bezwolnych, niezaradnych, zdanych całkowicie na łaskę i niełaskę innych? Nie sądzę … Kto jednak zrozumie, co to jest pokora wobec Boga, ale i pokora wobec innych i czym jest pokora bez bezradności, bez poniżenia ten naprawdę zrozumie przesłanie dzisiejszej Ewangelii.
Tyle we mnie pychy i niecierpliwości, tyle pretensji i wyrzutów … Panie, pozwól mi zrozumieć czym jest pokora … i jak doceniać nawet okruchy Twojej Miłości.

sobota, 12 sierpnia 2017

XIX NIEDZIELA ZWYKŁA

           Znalezione obrazy dla zapytania 19 niedziela zwykła rok a        (Mt 14,22-33)
Gdy tłum został nasycony, zaraz Jezus przynaglił uczniów, żeby wsiedli do łodzi i wyprzedzili Go na drugi brzeg, zanim odprawi tłumy. Gdy to uczynił, wyszedł sam jeden na górę, aby się modlić. Wieczór zapadł, a On sam tam przebywał. Łódź zaś była już sporo stadiów oddalona od brzegu, miotana falami, bo wiatr był przeciwny. Lecz o czwartej straży nocnej przyszedł do nich, krocząc po jeziorze. Uczniowie, zobaczywszy Go kroczącego po jeziorze, zlękli się myśląc, że to zjawa, i ze strachu krzyknęli. Jezus zaraz przemówił do nich: Odwagi! Ja jestem, nie bójcie się! Na to odezwał się Piotr: Panie, jeśli to Ty jesteś, każ mi przyjść do siebie po wodzie! A On rzekł: Przyjdź! Piotr wyszedł z łodzi, i krocząc po wodzie, przyszedł do Jezusa. Lecz na widok silnego wiatru uląkł się i gdy zaczął tonąć, krzyknął: Panie, ratuj mnie! Jezus natychmiast wyciągnął rękę i chwycił go, mówiąc: Czemu zwątpiłeś, małej wiary? Gdy wsiedli do łodzi, wiatr się uciszył. Ci zaś, którzy byli w łodzi, upadli przed Nim, mówiąc: Prawdziwie jesteś Synem Bożym.
 Zaraz po rozmnożeniu chleba, Jezus przynaglił uczniów, aby wsiedli do łodzi. Nie czekał na okrzyki podziwu i wdzięczność. Przebywał sam na modlitwie, gdy uczniowie wiosłowali ku drugiemu brzegowi. Był odłączony, jak Paweł, który dla zbawienia braci pragnął być nawet pod klątwą. Eliasz wchodzi na górę Horeb, aby się modlić za Izrael dryfujący ku bałwochwalstwu.

    Burza. Jezus, mając przed sobą ścianę ulewy i pęknięcia nieba zarysowane piorunami, nie cofnął się do uwielbiających Go tłumów, ale podążył za zagubionymi w nawałnicy uczniami. Przyjaźń, pełna pragnienia uratowania przyjaciół, daje moc kroczenia po niemożliwym gruncie, po falach! Bóg nie zostawia swych przyjaciół w najstraszniejszych sztormach. Idzie jak orzeźwiający powiew uspokojenia. Bóg wszystko uspokaja, o nikim nie zapomina, za każdym, kto zagubił się, podąży.
    Nie poznali Go. Trudno poznać Boga w chwili, w której wydaje się, że to właśnie On nas opuścił. Wydawał się upiorem, ale był zbawcą. Czy można się dziwić, że najpierw była bojaźń, zanim przyszło uspokojenie i miłość? W książce „Zaćmienie Boga” Martin Buber, komentując zwątpienie Whiteheada, który nie mógł pogodzić Boga bojaźni, znanego ze Starego Testamentu, z Bogiem miłości, jaki się objawił w Jezusie, napisał, iż ten filozof zupełnie nie uchwycił sensu słowa „początek”. Początkiem mądrości jest bojaźń Boga. Początkiem, ale nie końcem! Kto zaczyna od miłości, nie odczuwając przedtem bojaźni, ten miłuje bożka, a nie rzeczywistego Boga, który na początku jest niezrozumiały i przerażający. Miłość bez szacunku staje się zuchwałą bezczelnością. Duch naszej epoki wymusza na nas wyobrażenie Boga, który jedynie się uśmiecha i czule przemawia. Ale jest to obraz uformowany naszymi potrzebami i spowodowany tłumieniem lęków. Bóg nas nie straszy dla zabawy albo wymuszenia czołobitności, lecz niekiedy, aby nas uratować, musi użyć swej potęgi, a ta, choć zbawienna, przeraża. Przecież zbliżał się po to, by ich uratować! Bali się, dopóki tylko był dla nich obrazem, przestali się bać, gdy stał się dla nich słowem, gdy przemówił!
    I jeszcze jedno. Wszyscy chcemy kierować swoim losem samodzielnie. Wydaje nam się, że możemy panować nad sobą i kierować łodzią losu ku wieczności bez specjalnych interwencji Boga. Pewnego dnia przychodzi burza, żywioły niewidzialnych sił przejmują nad nami kontrolę, wszystko wymyka się z rąk, a grunt spod nóg. Jesteśmy bezradni. Chcąc przed tym doznaniem zdezerterować, szukamy kogoś, kto przejmie odpowiedzialność za nasz los, pojawia się wtedy uzależnienie i podporządkowanie, dominacja i tyrania. Nikt nas nie zbawi oprócz Boga. Człowiek został obdarowany taką potęgą istnienia, że sam nie jest w stanie jej unieść. Do tego potrzeba aż Boga.
O. Augustyn Pelanowski OSPPE

sobota, 5 sierpnia 2017

ŚWIĘTO PRZEMIENIENIA PAŃSKIEGO XVIII NIEDZIELA ZWYKŁA

                     Znalezione obrazy dla zapytania święto Przemienienia Pańskiego homilia        (Mt 17,5c)
                                   To jest mój Syn umiłowany, w którym mam upodobanie, Jego słuchajcie!

    (Mt 17,1-9)
Jezus wziął z sobą Piotra, Jakuba i brata jego Jana i zaprowadził ich na górę wysoką, osobno. Tam przemienił się wobec nich: twarz Jego zajaśniała jak słońce, odzienie zaś stało się białe jak światło. A oto im się ukazali Mojżesz i Eliasz, którzy rozmawiali z Nim. Wtedy Piotr rzekł do Jezusa: Panie, dobrze, że tu jesteśmy; jeśli chcesz, postawię tu trzy namioty: jeden dla Ciebie, jeden dla Mojżesza i jeden dla Eliasza. Gdy on jeszcze mówił, oto obłok świetlany osłonił ich, a z obłoku odezwał się głos: To jest mój Syn umiłowany, w którym mam upodobanie, Jego słuchajcie! Uczniowie, słysząc to, upadli na twarz i bardzo się zlękli. A Jezus zbliżył się do nich, dotknął ich i rzekł: Wstańcie, nie lękajcie się! Gdy podnieśli oczy, nikogo nie widzieli, tylko samego Jezusa. A gdy schodzili z góry, Jezus przykazał im mówiąc: Nie opowiadajcie nikomu o tym widzeniu, aż Syn Człowieczy zmartwychwstanie.
     Zatrzymajmy się przy opisanym w Ewangelii wydarzeniu: Jezus wziął ze sobą Piotra, Jakuba i brata jego, Jana, zaprowadził ich na górę wysoką, osobno. Tak więc Jezus z kolegium dwunastu Apostołów wybrał trzech; tych samych, których potem zabierze też na górę Oliwną, gdzie będą świadkami Jego przedśmiertnej trwogi. Działanie Jezusa było celowe; chciał, aby przez doświadczenie chwały na górze Tabor trzej uczniowie zostali umocnieni, aby – na Górze Oliwnej – unieśli doświadczenie krwawego potu i przedśmiertnego lęku swojego Mistrza oraz Jego ukrzyżowanie na Golgocie.  
Dlaczego właśnie ci trzej? Piotr – jak wiemy – w godzinie próby nie odznaczył się specjalnym męstwem; co więcej, zaparł się znajomości z Jezusem; Jakub i Jan nie przejęli się pouczeniem Jezusa o konieczności przyjęcia postawy służby. A poprzez protekcję swojej matki starali się o zaszczytne miejsca: po prawej i lewej stronie Jezusa w Jego królestwie.
Dlaczego właśnie ci trzej? To pytanie możemy zaktualizować i pytać, dlaczego my; dlaczego ty i ja zostaliśmy wezwani, powołani na górę Tabor i na Górę Oliwną, na Golgotę i do Wieczernika, aby uczestniczyć w Eucharystii i spotkać Zmartwychwstałego. Nie mamy innej odpowiedzi – poza jedną, że stajemy przed tajemnicą Bożego wyboru, który nie bierze pod uwagę przyszłych zasług. Gdyby taka była logika i porządek Bożego działania, nie byłoby uprzedniej i darmowej łaski Bożej; danej człowiekowi niejako na kredyt, bez jego uprzednich zasług. To w chwili chrztu otrzymujemy dar uczestniczenia w życiu Boga i każdy ochrzczony powinien mieć świadomość otrzymania darmowej łaski Bożej – i na nią z wdzięcznością  i wiernością odpowiadać. Inaczej mówiąc, z nią współpracować, żyjąc we wspólnocie, w komunii z Bogiem i bliźnimi.
   W opozycji do oczekiwanej przez Boga wspólnoty, chociażby przez przestrzeganie pierwszego i najważniejszego przykazania, stawia człowieka nieposłuszeństwo Bogu, po prostu człowieczy grzech. Grzech, jako zerwanie z Bogiem, jest aktem nieposłuszeństwa stworzenia, które, przynajmniej  w sposób pośredni, odrzuca Tego, od którego pochodzi i który utrzymuje je przy życiu; grzech jest aktem samobójczym! Ponieważ przez grzech człowiek odmawia podporządkowania się Bogu, zburzeniu ulega również jego wewnętrzna równowaga, w jego wnętrzu wybuchają sprzeczności i konflikty.  A człowiek zraniony wewnętrznie – bez pokoju w sobie; nieuchronnie narusza pokój i więzi łączące go z innymi ludźmi i ze światem stworzonym. Jest to prawo i fakt, który potwierdza się bardzo często w psychologii i w życiu duchowym człowieka, jak również w rzeczywistości życia społecznego, gdzie łatwo można dostrzec skutki i oznaki owego wewnętrznego nieładu.  
Na tajemnicę grzechu składa się ta podwójna rana, którą grzesznik otwiera w sobie i w relacjach z bliźnim. Stąd można mówić o grzechu osobistym i społecznym: pod pewnym względem każdy grzech jest osobisty; pod pewnym zaś – każdy grzech jest społeczny, ponieważ zawsze pociąga za sobą jakieś skutki społeczne. Innymi słowy, nie ma grzechu, nawet najbardziej wewnętrznego i tajemnego, najściślej indywidualnego, który odnosiłby się wyłącznie do tego, kto go popełnia.
     Dziś trzykrotnie słyszeliśmy słowa już nie proroka; słyszeliśmy głos samego Boga, który powiedział: „To jest mój Syn umiłowany, w którym mam upodobanie, Jego słuchajcie” (Mt 17,5). Przyjmujemy te słowa z wiarą; dzięki Bożemu poleceniu wiemy, co mamy czynić. Trzeba słuchać Jezusa Chrystusa. Tylko na tej drodze Bóg dokonuje przemiany człowieka, a jest ona ostatecznie upodobnieniem mocą łaski Bożej – darmo danej – do Syna Bożego. Doświadczenie uczy, że tylko taki człowiek, człowiek przemieniony spotkaniem z Jezusem, może zmieniać instytucje i struktury; może się skutecznie „rozprawić” ze społecznymi skutkami grzechu i im zapobiegać.
Odejdźmy z tej góry Tabor z postanowieniem: Chcemy słuchać Jezusa, aby razem z Chrystusem zmieniać świat w duchową przestrzeń królestwa Bożego, królestwa sprawiedliwości, miłości, pokoju i prawdy. A Jego panowanie  jest panowaniem wiecznym, które nie przeminie, a Jego królestwo nie ulegnie zagładzie, bo Pan wywyższony króluje na wieki.

sobota, 29 lipca 2017

XVII NIEDZIELA ZWYKŁA

                  Znalezione obrazy dla zapytania 17 niedziela zwykła rok a  (Mt 13,44-52)
Królestwo niebieskie podobne jest do skarbu ukrytego w roli. Znalazł go pewien człowiek i ukrył ponownie. Z radości poszedł, sprzedał wszystko, co miał, i kupił tę rolę. Dalej, podobne jest królestwo niebieskie do kupca, poszukującego pięknych pereł. Gdy znalazł jedną drogocenną perłę, poszedł, sprzedał wszystko, co miał, i kupił ją. Dalej, podobne jest królestwo niebieskie do sieci, zarzuconej w morze i zagarniającej ryby wszelkiego rodzaju. Gdy się napełniła, wyciągnęli ją na brzeg i usiadłszy, dobre zebrali w naczynia, a złe odrzucili. Tak będzie przy końcu świata: wyjdą aniołowie, wyłączą złych spośród sprawiedliwych i wrzucą w piec rozpalony; tam będzie płacz i zgrzytanie zębów. Zrozumieliście to wszystko? Odpowiedzieli Mu: Tak jest. A On rzekł do nich: Dlatego każdy uczony w Piśmie, który stał się uczniem królestwa niebieskiego, podobny jest do ojca rodziny, który ze swego skarbca wydobywa rzeczy nowe i stare.
    Każdy z nas lubi marzyć o skarbie ukrytym, który czeka w miejscu niedostępnym na to, byśmy to właśnie my mogli go znaleźć, spieniężyć i wykorzystać dla poprawienia własnego życia, statusu, kondycji finansowej. Ale szukać skarbu w sobie? Niby jak? Czyżbyśmy mieli w sobie coś, co pozwala nam poprawić naszą ziemską dolę? W dniu naszego Chrztu zostaliśmy obdarzeni różnorodnymi darami Ducha Świętego, a zatem i w nas znajdują się skarby. Wystarczy je tylko wyłuskać, ogładzić, rozwinąć i w pełni z nich korzystać. Ale nie tylko dla siebie, dla lepszej kondycji finansowej, psychicznej i fizycznej, lecz głównie po to, by poprawić nasz stan duchowy, bowiem w sercu naszym jest świątynia Boga, Ducha Świętego, w nim to mieszka Jezus Chrystus.
                    (1 Krl 3,5.7-12)                   Znalezione obrazy dla zapytania 17 niedziela zwykła rok a
W Gibeonie ukazał się Pan Salomonowi w nocy, we śnie. Wtedy rzekł Bóg: Proś o to, co mam ci dać. Teraz więc, o Panie, Boże mój, Tyś ustanowił królem Twego sługę w miejsce Dawida, mego ojca, a ja jestem bardzo młody. Brak mi doświadczenia! Ponadto Twój sługa jest pośród Twego ludu, któryś wybrał, ludu mnogiego, którego nie da się zliczyć ani też spisać, z powodu jego mnóstwa. Racz więc dać Twemu słudze serce pełne rozsądku do sądzenia Twego ludu i rozróżniania dobra od zła, bo któż zdoła sądzić ten lud Twój tak liczny? Spodobało się Panu, że właśnie o to Salomon poprosił. Bóg więc mu powiedział: Ponieważ poprosiłeś o to, a nie poprosiłeś dla siebie o długie życie ani też o bogactwa, i nie poprosiłeś o zgubę twoich nieprzyjaciół, ale poprosiłeś dla siebie o umiejętność rozstrzygania spraw sądowych, więc spełniam twoje pragnienie i daję ci serce mądre i rozsądne, takie, że podobnego tobie przed tobą nie było i po tobie nie będzie.
   Z pierwszego czytania o Salomonie można wyciągnąć naukę, jak postępować wobec Boga i wobec bliźnich. Nasze zapędy egoistyczne należy przełożyć na troskę o innych, nasze prośby o usunięcie przeszkód zamienić na prośbę o umiejętne rozstrzyganie problemów życiowych, partnerskich, w domu i pracy. To właśnie umiejętności, które wychodzą naprzeciw bliźnim, są naszymi skarbami. Każdy z nas chciałby usłyszeć Słowa Boga skierowane do Salomona: „Ponieważ poprosiłeś o to, a nie poprosiłeś dla siebie o długie życie ani też o bogactwa, i nie poprosiłeś o zgubę twoich nieprzyjaciół, ale poprosiłeś dla siebie o umiejętność rozstrzygania spraw sądowych, więc spełniam twoje pragnienie i daję ci serce mądre i rozsądne, takie, że podobnego tobie przed tobą nie było i po tobie nie będzie”, ale to tylko od nas zależy, czy równie mocno zapadną w nasze serca i wpłyną na nasze życie.  Konieczność takiego postępowania potwierdza w dwóch zdaniach święty Paweł, który -mówiąc o naszym powołaniu do dobra – podkreśla, że to Bóg nas wybiera i wyznacza nam zadania: „Albowiem tych, których od wieków poznał, tych też przeznaczył na to, by się stali na wzór obrazu Jego Syna, aby On był pierworodnym między wielu braćmi. Tych zaś, których przeznaczył, tych też powołał, a których powołał  tych też usprawiedliwił, a których usprawiedliwił  tych też obdarzył chwałą.”
W przekazie ewangelicznym słuchamy dwóch przypowieści, przyrównujących Królestwo Boże do skarbu lub perły oraz do sieci zagarniającej ryby. Skarb został znaleziony przypadkowo, drogocenna perła była celem poszukiwań, ale zarówno rolnik, jak i kupiec, pozbywają się wszystkiego, co posiadają, aby stać się właścicielami skarbu lub perły. Czy stać nas na taki radykalizm w zdobywaniu Królestwa niebieskiego? Ostrzeżeniem dla nas jest przyrównanie do sieci, która wprawdzie zagarnia wszystkie ryby, ale której zawartość zostaje później przebrana, a to, co złe  odrzucone. Jezus przypomina, co nas może czekać; „Tak będzie przy końcu świata: wyjdą aniołowie, wyłączą złych spośród sprawiedliwych i wrzucą w piec rozpalony; tam będzie płacz i zgrzytanie zębów.”                           
     Jezu Chryste, pozwól nam odnaleźć w sobie skarby wieczne, byśmy mogli zrealizować nasze powołanie i cieszyć się na spotkanie z Tobą. Przez Chrystusa, z Chrystusem i w Chrystusie.
 

sobota, 22 lipca 2017

XVI NIEDZIELA ZWYKŁA

   Znalezione obrazy dla zapytania xvi niedziela zwykła rok A         (Mt 13,1-23)
Tego dnia Jezus wyszedł z domu i usiadł nad jeziorem. Wnet zebrały się koło Niego tłumy tak wielkie, że wszedł do łodzi i usiadł, a cały lud stał na brzegu. I mówił im wiele w przypowieściach tymi słowami: Oto siewca wyszedł siać. A gdy siał niektóre [ziarna] padły na drogę, nadleciały ptaki i wydziobały je. Inne padły na miejsca skaliste, gdzie niewiele miały ziemi; i wnet powschodziły, bo gleba nie była głęboka. Lecz gdy słońce wzeszło, przypaliły się i uschły, bo nie miały korzenia. Inne znowu padły między ciernie, a ciernie wybujały i zagłuszyły je. Inne w końcu padły na ziemię żyzną i plon wydały, jedno stokrotny, drugie sześćdziesięciokrotny, a inne trzydziestokrotny. Kto ma uszy, niechaj słucha! Przystąpili do Niego uczniowie i zapytali: Dlaczego w przypowieściach mówisz do nich? On im odpowiedział: Wam dano poznać tajemnice królestwa niebieskiego, im zaś nie dano. Bo kto ma, temu będzie dodane, i nadmiar mieć będzie; kto zaś nie ma, temu zabiorą również to, co ma. Dlatego mówię do nich w przypowieściach, że otwartymi oczami nie widzą i otwartymi uszami nie słyszą ani nie rozumieją. Tak spełnia się na nich przepowiednia Izajasza: Słuchać będziecie, a nie zrozumiecie, patrzeć będziecie, a nie zobaczycie. Bo stwardniało serce tego ludu, ich uszy stępiały i oczy swe zamknęli, żeby oczami nie widzieli ani uszami nie słyszeli, ani swym sercem nie rozumieli: i nie nawrócili się, abym ich uzdrowił. Lecz szczęśliwe oczy wasze, że widzą, i uszy wasze, że słyszą. Bo zaprawdę, powiadam wam: Wielu proroków i sprawiedliwych pragnęło ujrzeć to, na co wy patrzycie, a nie ujrzeli; i usłyszeć to, co wy słyszycie, a nie usłyszeli. Wy zatem posłuchajcie przypowieści o siewcy! Do każdego, kto słucha słowa o królestwie, a nie rozumie go, przychodzi Zły i porywa to, co zasiane jest w jego sercu. Takiego człowieka oznacza ziarno posiane na drodze. Posiane na miejsce skaliste oznacza tego, kto słucha słowa i natychmiast z radością je przyjmuje; ale nie ma w sobie korzenia, lecz jest niestały. Gdy przyjdzie ucisk lub prześladowanie z powodu słowa, zaraz się załamuje. Posiane między ciernie oznacza tego, kto słucha słowa, lecz troski doczesne i ułuda bogactwa zagłuszają słowo, tak że zostaje bezowocne. Posiane w końcu na ziemię żyzną oznacza tego, kto słucha słowa i rozumie je. On też wydaje plon: jeden stokrotny, drugi sześćdziesięciokrotny, inny trzydziestokrotny.
    Trzeba dobrze wczytać się w słowa z  Jezusowej przypowieści o pszenicy i chwaście, aby zobaczyć, że Chrystus w przypowieściach przybliża spokojnie i rzetelnie „rzeczy ukryte od założenia świata” w odpowiednich proporcjach. Obok dobrego nasienia istnieją chwasty; dobro i zło współistnieją, aż do czasu żniw, czyli sądu ostatecznego. To zamysł Boga, który dał nam wolność. Wszechmocna dłoń nie przestaje jednak czuwać nad nami i światem: „Potęgą władasz, a sądzisz łagodnie i rządzisz nami z wielką oględnością, bo do Ciebie należy moc, gdy zechcesz” (Mdr 12,18). 
     Jak ważne jest abyśmy cierpliwie i z ufnością czynili dobro na wzór Chrystusa . Nie chcieli „niszczyć” zła i to czasami razem z ludźmi, nie tworzyć z Kościoła jako sekty czystych, ale byli nadzieją dla zbłąkanych i obojętnych. Chwast nigdy nie stanie się pszenicą, ale człowiek postępujący źle, może się nawrócić. Do kogo, gdzie wróci? Do fanatyka, który rzuca gromy na złych, życząc im śmierci i piekła, do faryzeusza, który jest ciągle lepszy od innych. Jezus zabrania Jakubowi i Janowi „sprowadzić ogień” na miasto samarytańskie (por. Łk 9,51-55), a modlitwę faryzeusza podaje jako przykład modlitwy niewysłuchanej przez Boga (por. Łk 18,9-14). Chwasty są również w naszym sercu, w działaniu i modlitwie, nie tylko u inn
 Należy mówić prawdę innym, ale jeszcze gorliwiej głosić Ewangelię Jezusa Chrystusa. Do tego wzywa przypowieść o siewcy, pszenicy i chwastach. Bóg siejąc ziarno królestwa, na glebie skażonej ludzkim grzechem – dał początek królestwu, które się rozwija i wzrasta. Ponieważ Bóg to czyni, każdy kto przyjmuje nasienie królestwa Bożego i Jego Siewcę – otrzymuje moc przemiany i jak zaczyn w cieście – skutecznie przemienia swoje otoczenie. Ziemia staje się bardziej przygotowana na ostateczne żniwa. Zmienia się nasz sposób modlitwy, jesteśmy pewni naszej relacji z Bogiem i Jego potęgi, cieszymy się z obecności Boga między nami, który pragnie wszystkich zbawić, modlimy się odważnie i o rzeczy wielkie. Duch Jezusa „przyczynia się za nami w błaganiach, których nie można wyrazić słowami… przyczynia się za świętymi zgodnie z wolą Bożą” (Rz 8,26-27).
                                                                                 Znalezione obrazy dla zapytania xvi niedziela zwykła rok A

sobota, 15 lipca 2017

XV NIEDZIELA ZWYKŁA

        Znalezione obrazy dla zapytania XV NIEDZIELA ZWYKLA ROK A             (Mt 13,1-23)
Tego dnia Jezus wyszedł z domu i usiadł nad jeziorem. Wnet zebrały się koło Niego tłumy tak wielkie, że wszedł do łodzi i usiadł, a cały lud stał na brzegu. I mówił im wiele w przypowieściach tymi słowami: Oto siewca wyszedł siać. A gdy siał niektóre [ziarna] padły na drogę, nadleciały ptaki i wydziobały je. Inne padły na miejsca skaliste, gdzie niewiele miały ziemi; i wnet powschodziły, bo gleba nie była głęboka. Lecz gdy słońce wzeszło, przypaliły się i uschły, bo nie miały korzenia. Inne znowu padły między ciernie, a ciernie wybujały i zagłuszyły je. Inne w końcu padły na ziemię żyzną i plon wydały, jedno stokrotny, drugie sześćdziesięciokrotny, a inne trzydziestokrotny. Kto ma uszy, niechaj słucha! Przystąpili do Niego uczniowie i zapytali: Dlaczego w przypowieściach mówisz do nich? On im odpowiedział: Wam dano poznać tajemnice królestwa niebieskiego, im zaś nie dano. Bo kto ma, temu będzie dodane, i nadmiar mieć będzie; kto zaś nie ma, temu zabiorą również to, co ma. Dlatego mówię do nich w przypowieściach, że otwartymi oczami nie widzą i otwartymi uszami nie słyszą ani nie rozumieją. Tak spełnia się na nich przepowiednia Izajasza: Słuchać będziecie, a nie zrozumiecie, patrzeć będziecie, a nie zobaczycie. Bo stwardniało serce tego ludu, ich uszy stępiały i oczy swe zamknęli, żeby oczami nie widzieli ani uszami nie słyszeli, ani swym sercem nie rozumieli: i nie nawrócili się, abym ich uzdrowił. Lecz szczęśliwe oczy wasze, że widzą, i uszy wasze, że słyszą. Bo zaprawdę, powiadam wam: Wielu proroków i sprawiedliwych pragnęło ujrzeć to, na co wy patrzycie, a nie ujrzeli; i usłyszeć to, co wy słyszycie, a nie usłyszeli. Wy zatem posłuchajcie przypowieści o siewcy! Do każdego, kto słucha słowa o królestwie, a nie rozumie go, przychodzi Zły i porywa to, co zasiane jest w jego sercu. Takiego człowieka oznacza ziarno posiane na drodze. Posiane na miejsce skaliste oznacza tego, kto słucha słowa i natychmiast z radością je przyjmuje; ale nie ma w sobie korzenia, lecz jest niestały. Gdy przyjdzie ucisk lub prześladowanie z powodu słowa, zaraz się załamuje. Posiane między ciernie oznacza tego, kto słucha słowa, lecz troski doczesne i ułuda bogactwa zagłuszają słowo, tak że zostaje bezowocne. Posiane w końcu na ziemię żyzną oznacza tego, kto słucha słowa i rozumie je. On też wydaje plon: jeden stokrotny, drugi sześćdziesięciokrotny, inny trzydziestokrotny.
    Gleba ludzkiego serca ma zapewnić to, co jest potrzebne do owocowania Bożego słowa. Dopiero ta wzajemna współpraca Bożej siły życia z glebą gwarantuje odpowiednie owoce. Ale nie tylko słowo Boga jest ziarnem, nasze ludzkie słowo skierowane do drugiego człowieka też jest ziarnem. Różnica jednak między Bożym słowem a naszym, ludzkim, jest wielka. Boże słowo jest zawsze dobre, pełne życia i świętości. Nasze słowa ludzkie bywają puste, zawodzą, nie mają w sobie siły życia. Co więcej, mogą być nawet ziarnem złym.
  Często zdarza się nam szukać odpowiedzi na to, jakim rodzajem gleby jesteśmy. Czy bardziej jesteśmy drogą, ziemią skalistą, czy też może ziemią, która wymaga wyplewienia z niej bardzo wielu jeszcze chwastów. Choć pytanie takie nie jest bezzasadne, to wydaje mi się, że każdy z nas może zidentyfikować się z każdym z wymienionych przez Jezusa typów gleby. Najtrudniej jest nam odnaleźć w sobie ziemię żyzną. W jednej dziedzinie życia będziemy bowiem bardziej niestali niż w innej; nie zawsze potrafimy dochować wierności nie tylko Jezusowi, ale także swoim słowom. Choć dziś jesteśmy wierni, to musimy uważać, abyśmy tej wierności Jemu dochowali także i jutro. „Niech przeto ten, komu się zdaje, że stoi, baczy, aby nie upadł”, poucza nas św. Paweł (1Kor 10,12).
Być ziemią żyzną oznacza bowiem być świętym, a do świętości doprowadzić może nas jedynie On sam, o własnych siłach uświęcić się nie zdołamy. 

   
Spraw, o Panie, abym słuchał z uwagą i przypominał sobie wytrwale Twoją naukę i wykonywał ją mężnie i pilnie, gardząc bogactwami i oddalając się od wszystkich niepokojów życia światowego... Spraw, abym umocnił się pod każdym względem i rozważał Twoje słowa, zapuszczając głęboko korzenie i oczyszczając się ze wszystkich przywiązań światowych (św. Jan Chryzostom).

sobota, 8 lipca 2017

XIV NIEDZIELA ZWYKŁA

                                 Znalezione obrazy dla zapytania Serce Jezusa pokorne i ciche
                             Jezus łagodny i pokorny sercem
                       W owym czasie Jezus przemówił tymi słowami:
 „Wysławiam Cię, Ojcze, Panie nieba i ziemi, że zakryłeś te rzeczy przed mądrymi i roztropnymi, a objawiłeś je prostaczkom. Tak, Ojcze, gdyż takie było Twoje upodobanie. Wszystko prze kazał Mi Ojciec mój. Nikt też nie zna Syna, tylko Ojciec, ani Ojca nikt nie zna, tylko Syn, i ten, komu Syn zechce objawić.
Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię. Weźmijcie moje jarzmo na siebie i uczcie się ode Mnie, bo jestem łagodny i pokorny sercem, a znajdziecie ukojenie dla dusz waszych. Albowiem jarzmo moje jest słodkie, a moje brzemię lekkie”.

             Co stanowi istotę naszego życia? Czynienie znaków czy dokładne i doskonałe życie
chrześcijańskie? Oczywiście, że to drugie. Znaki natomiast z niego właśnie biorą początek i
na nim się kończą. Kto bowiem prowadzi żywot doskonały, ten jedna sobie tę łaskę, kto zaś
tę łaskę otrzymuje, otrzymuje ją dlatego, aby życie innych naprawiać. Dobre życie może przynieść więcej korzyści. Życiem nie nazywam  tego, że pościsz, że chodzisz we włosiennicy , ale  że miłujesz bliźniego, że chlebem swoim karmisz biednego, że gniew poskramiasz, że się uwalniasz od próżności, że zazdrość wykorzeniasz. Tak i Chrystus pouczał: „Uczcie się ode Mnie, bo jestem cichy i pokornego serca” (Mt 11,29). Nie powiedział: pościłem, chociaż mógł wspomnieć o owych czterdziestu dniach postu, ale
mówi, że jest cichy i pokornego serca. I gdy ich rozsyłał, nie powiedział: pośćcie, ale: „Jedzcie,
co przed wami położą”
(Łk 10,8). Wydał natomiast surowe prawa dotyczące pieniędzy: „Nie
miejcie złota ani srebra, ani pieniędzy w trzosach waszych”
(Mt 10,9). Gdy to mówię, nie
ganię  postu, broń Boże, gorąco pochwalam, ale ubolewam widząc, że nie troszczycie się o inne cnoty sądząc, iż wystarcza do waszego zbawienia post, który w rzędzie cnót zajmuje ostatnie miejsce. Najważniejszymi bowiem są: miłość, sprawiedliwość i jałmużna, która nawet dziewictwo przewyższa. Tak więc jeśli chcesz być równy Apostołom, nie masz żadnej przeszkody. Wystarczy bowiem tylko te cnoty posiadać, a nie będziesz miał mniej od nich.
                        Czy  mam coś, czego bym nie dostał od Boga?             

sobota, 17 czerwca 2017

XI NIEDZIELA ZWYKŁA


Znalezione obrazy dla zapytania 11 niedziela zwykła rok aJezus widząc tłumy ludzi, litował się nad nimi, bo byli znękani i porzuceni, jak owce nie mające pasterza. Wtedy rzekł do swych uczniów: «Żniwo wprawdzie wielkie, ale robotników mało. Proście Pana żniwa, żeby wyprawił robotników na swoje żniwo». Wtedy przywołał do siebie dwunastu swoich uczniów i udzielił im władzy nad duchami nieczystymi, aby je wypędzali i leczyli wszystkie choroby i wszelkie słabości. A oto imiona dwunastu apostołów: pierwszy Szymon, zwany Piotrem, i brat jego Andrzej, potem Jakub, syn Zebedeusza, i brat jego Jan, Filip i Bartłomiej, Tomasz i celnik Mateusz, Jakub, syn Alfeusza, i Tadeusz, Szymon Gorliwy i Judasz Iskariota, ten, który Go zdradził. Tych to Dwunastu wysłał Jezus, dając im następujące wskazania: «Nie idźcie do pogan i nie wstępujcie do żadnego miasta samarytańskiego! Idźcie raczej do owiec, które poginęły z domu Izraela. Idźcie i głoście: „Bliskie już jest królestwo niebieskie”. Uzdrawiajcie chorych, wskrzeszajcie umarłych, oczyszczajcie trędowatych, wypędzajcie złe duchy! Darmo otrzymaliście, darmo dawajcie!
   "Idźcie i głoście” taki polecenie otrzymało od Jezusa Dwunastu, których wysłał On do świata z orędziem Dobrej Nowiny. Każdy z nas usłyszy na zakończenie Mszy Świętej: „Idźcie w pokoju Chrystusa”. Staniemy się w ten sposób posłani przez Pan do dawania świadectwa. Najpierw jednak sami musimy     napełnić się Bogiem, poznawać Go, aby następnie składać wiarygodne świadectwo, które łączy modlitwę, słowo i czyn. Aby tak się stało, potrzebujemy umocnienia w Eucharystii. Stąd ważne staje się jej właściwe przeżycie. Każdego człowieka – każdego katolika – określa kultura osobista i dobre wychowanie, Także w miejscu świętym – w kościele. Dla nas, katolików, dom Boży to miejsce, gdzie przebywa Chrystus w Sakramencie Miłości. Tu przychodzimy przecież, by wielbić Boga – a nie Go obrażać! I tworzyć wspólnotę, a nie złowrogo patrzeć jeden na drugiego. Jesteśmy więc odpowiedzialni za poziom naszej wiary i za siebie nawzajem.
    Poprzez Dwunastu włączeni jesteśmy w to ogromne zgromadzenie, które nazywa się Kościołem, ale które dziś chętniej określamy mianem Ludu Bożego. W każdą niedzielę na nowo spotykamy się z tym podstawowym aspektem naszej wiary: żyjemy jako lud, w Kościele i przez Kościół Chrystusowy, który jest Kościołem apostołów: "Wierzę w apostolski Kościół".
Jesteśmy członkami tego ruchu, który zrodził się w dniu, kiedy Jezus wybrał Dwunastu, aby żyć pośród nich. Jeśli zdarza nam się, że jesteśmy niezadowoleni z Kościoła, z papieża, biskupów czy naszego proboszcza, rozważmy tę sprawę... razem z Jezusem. Możemy krytykować, ale powinniśmy także troszczyć się o to, by cały Kościół był żywym zgromadzeniem wokół Jezusa i żarliwym głosicielem Jego Ewangelii.
Chrześcijanin, który przeniknięty jest miłością do Kościoła i żarliwością misyjną, idzie śladami apostołów i Jezus uważa go za jednego ze swoich.

             Od   25  czerwca  do 1  lipca  wyjeżdżam  na  rekolekcje  do  Sandomierza .
Proszę o modlitwę i zapewniam wszystkich o swojej pamięci modlitewnej.
                                    


sobota, 27 maja 2017

UROCZYSTOŚĆ WNIEBOWSTĄPIENIA PAŃSKIEGO

Podobny obrazJedenastu uczniów udało się do Galilei na górę, tam gdzie Jezus im polecił. A gdy Go ujrzeli, oddali Mu pokłon. Niektórzy jednak wątpili. Wtedy Jezus podszedł do nich i przemówił tymi słowami: Dana Mi jest wszelka władza w niebie i na ziemi. Idźcie więc i nauczajcie wszystkie narody, udzielając im chrztu w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Uczcie je zachowywać wszystko, co wam przykazałem. A oto Ja jestem z wami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata.
Trzeba  jeszcze raz przypomnieć sobie słowa z usłyszane w dzisiejszej Ewangelii:
„Jezus przemówił tymi słowami: Dana Mi jest wszelka władza w niebie i na ziemi. Idźcie więc i nauczajcie wszystkie narody, udzielając im chrztu w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Uczcie je zachowywać wszystko, co wam przykazałem. A oto Ja jestem z wami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata” (Mt 28, 18-20).
Jezus jest Bogiem. Jezus jest tym, który ma pełną władzę w niebie i na ziemi. Daje nam nakaz misyjny, posyła każdego z nas, abyśmy głosili Ewangelię i przez chrzest w imię Trójcy Świętej przyjmowali ludzi do Kościoła.
Kiedy bierzemy do ręki Pismo Święte,  przeczytamy, że najważniejsze dla człowieka jest, aby osiągał niebo, osiągnął świętość, osiągnął zbawienie. Dzisiaj w uroczystość Wniebowstąpienia Pańskiego postawmy sobie pytanie o o ten najważniejszy cel. O nasze osiąganie nieba. O naszą drogę do nieba.
„Chrystus zostawił nam wzór, abyśmy szli Jego śladami” – napisał św. Piotr Apostoł w swoim pierwszym liście. Jak chcemy iść śladami Jezusa? Co robić? Jak podążać do nieba?
Mężczyźni w białych szatach z dzisiejszego pierwszego czytania powiedzieli do Apostołów: „Mężowie z Galilei, dlaczego stoicie i wpatrujecie się w niebo?” To pytanie zostało skierowane do najbliższych uczniów Jezusa. Ale i mamy prawo, a nawet obowiązek, aby takie samo pytanie zostało postawione i nam.
Po pierwsze: dlaczego stoicie? Dlaczego stoimy na ziemi? Stoimy, ponieważ na tej ziemi postawił nas Bóg. Stworzył nas na swój obraz i podobieństwo. Dał nam nawet wolność. Niestety, nadużyliśmy trochę daru tej wolności. Pozwoliliśmy sobie na zło, grzech, cierpienie i śmierć. Bóg jednak nie pogodził się z tym naszym losem. Potwierdzeniem jest wcielenie, odkupienie, zmartwychwstanie, a dziś – wniebowstąpienie. Czy zatem „stanie na ziemi” to nasz ostateczny cel? Nie.
Przychodzi drugie pytanie owych mężczyzn: Dlaczego wpatrujecie się w niebo? To jest pytanie również do nas: Dlaczego wpatrujemy się w niebo? Bo naszym celem nie jest ziemia. Naszym celem jest niebo. I Jezus dzisiaj daje nam tego przykład. Jesteśmy wezwani, aby stojąc na ziemi, wpatrywać się jednocześnie w niebo. Kierować uwagę, swoje myśli i serce w stronę niepojętego Boga. Bo ostatecznym celem i sensem naszego życia jest niebo. Jest zjednoczenie z Bogiem.
 Jak to niebo osiągnąć? Prosta odpowiedź : przez dawanie świadectwa.
Mówi Jezus do Apostołów: Gdy Duch Święty zstąpi na was i otrzymacie Jego moc, będziecie moimi świadkami w Jerozolimie i w całej Judei, i w Samarii, i aż po krańce ziemi. Zatem, aby osiągnąć niebo potrzeba nam dawać świadectwo o Jezusie. Dla Apostołów sprawa była jasna. A co to znaczy dla nas? Dla nas powinien to być nasz dom rodzinny, nasze codzienne środowiska, nasza ojczyzna. Tam mamy być świadkami Chrystusa. Mamy świadczyć o Jezusie wśród nieznających Boga, niewierzących, nawet wśród tych, którzy nie chcą o Nim słyszeć, bo jest im niewygodny. Gdziekolwiek pojedziemy, na przykład do pracy, mamy dawać świadectwo o Jezusie, a nie się Go wstydzić i udawać, że Go nie znamy.
Czy w drodze do nieba jesteśmy sami? Czy w dążeniu do nieba  jesteśmy sami? Nie, jest z nami przede wszystkim Chrystus – Droga, Prawda i Życie, który wskazuje właściwą drogę.
Niech udział w każdej Eucharystii pomoże nam z jednej strony mocno stać na ziemi, aby wszędzie być świadkami Chrystusa, z drugiej zaś strony niech nam pomaga wiernie wpatrywać się w niebo, które jest naszym ostatecznym celem. Miejmy autentyczną wiarę w Chrystusa, który – mimo wniebowstąpienia – jest przecież z nami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata. 





niedziela, 21 maja 2017

VI NIEDZIELA WIELKANOCNA

Znalezione obrazy dla zapytania 6 niedziela wielkanocna rok a J 14,15–21
Jezus powiedział do swoich uczniów: „Jeżeli Mnie miłujecie, będziecie zachowywać moje przykazania. Ja zaś będę prosił Ojca, a innego Pocieszyciela da wam, aby z wami był na zawsze,Ducha Prawdy, którego świat przyjąć nie może, ponieważ Go nie widziani nie zna. Ale wy Go znacie, ponieważ u was przebywa i w was będzie.
Nie zostawię was sierotami. Przyjdę do was. Jeszcze chwila, a świat nie będzie już Mnie oglądał. Ale wy Mnie widzicie, ponieważ Ja żyję i wy żyć będziecie.W owym dniu poznacie, że Ja jestem w Ojcu moim, a wy we Mnie i Ja w was.
Kto ma przykazania moje i zachowuje je, ten Mnie miłuje. Kto zaś Mnie miłuje, ten będzie umiłowany przez Ojca mego, a również Ja będę go miłował i objawię mu siebie”.
    Jezus zmartwychwstały jest także w ruchu. Spotykamy Go w Galilei i Jerozolimie, w drodze do Emaus. On wie, że idzie dalej do Ojca. Musi tę prawdę przekazać swoim uczniom, aby ponownie nie pogrążyli się w zwątpieniu utraty. W tym kontekście jest szczególnie interesujący dzisiejszy fragment Ewangelii spisany przez św. Jana. Otóż św. Jan pisze językiem zakochanego. Jest to przekaz powściągliwy, pełen tajemniczej symboliki, jakby szept ukochanego do oblubienicy. Bo właśnie tak ma wyglądać Wniebowstąpienie Jezusa, które wkrótce nastąpi. A Słowo Boga skierowało do nas dzisiaj miłosne wyznanie i obietnicę.
 Jezus mówi: „Jeżeli Mnie miłujecie, będziecie zachowywać moje przykazania”. Jeżeli… Właśnie – czy ja, czy moja dusza miłuje Cię, Panie? Czy wiem, o jakie przykazania Ci chodzi? Te dziesięć z Góry Synaj? Czy te, które rozwinąłeś, abym lepiej rozumiała, w Kazaniu na Górze? Czy pragnę być tak jak Ty? Czy szczerze chcę być Twoją Oblubienicą, która we wszystkim podoba się Tobie? To stwierdzenie Jezusa rozpala moją miłość i wyobraźnię. Odkrywam, że Jemu  zależy na mnie, bo obiecuje za moją wierność towarzystwo Swoje i Ojca poprzez Ducha Świętego. „Ja zaś będę prosił Ojca, a innego Pocieszyciela da wam, aby z wami był na zawsze, Ducha Prawdy”… To znaczy, że już nigdy nie pozostanę sama po Jego Wniebowstąpieniu, a moją duszę wypełni obecność Trójcy Świętej.
   To jest najpiękniejsza Nowina, jaką może usłyszeć chrześcijanin. Nie zostaniesz sierotą! Zawsze Ten, który jest , czyli wiatr, czyli poruszający się, będzie we mnie i tobie, i z nami będzie współpracował. To znaczy już mogę wyglądać łaski tych obiecanych darów, bez których nasze życie jest udręką, zmartwieniem, pasmem smutku, nierozumnego cierpienia. Już czekam na mądrość, męstwo, rozróżnianie, rozumowanie, na bojaźń pańską. Z drżeniem otrzymania tego skarbu ponownie zanurzam się w Ewangelię. Wiem, że Twoje przykazania są prawdą, że mogę je zachować wpatrując się w Twoje spokojne oblicze, kontemplując Drogę Krzyżową.
Sama z siebie potrafię tylko grzeszyć. Lecz z Twoim Duchem wszystko dobre jest możliwe. „Kto zaś Mnie miłuje, ten będzie umiłowany przez Ojca mego, a również Ja będę go miłował i objawię siebie”.