sobota, 7 października 2017

XXVII NIEDZIELA ZWYKŁA

Znalezione obrazy dla zapytania 27 niedziela zwykła rok a Miłosierdzie Boże(Mt 21,33-43)

Jezus powiedział do arcykapłanów i starszych ludu: Posłuchajcie innej przypowieści! Był pewien gospodarz, który założył winnicę. Otoczył ją murem, wykopał w niej tłocznię, zbudował wieżę, w końcu oddał ją w dzierżawę rolnikom i wyjechał. Gdy nadszedł czas zbiorów, posłał swoje sługi do rolników, by odebrali plon jemu należny. Ale rolnicy chwycili jego sługi i jednego obili, drugiego zabili, trzeciego zaś ukamienowali. Wtedy posłał inne sługi, więcej niż za pierwszym razem, lecz i z nimi tak samo postąpili. W końcu posłał do nich swego syna, tak sobie myśląc: Uszanują mojego syna. Lecz rolnicy zobaczywszy syna mówili do siebie: To jest dziedzic; chodźcie zabijmy go, a posiądziemy jego dziedzictwo. Chwyciwszy go, wyrzucili z winnicy i zabili. Kiedy więc właściciel winnicy przyjdzie, co uczyni z owymi rolnikami? Rzekli Mu: Nędzników marnie wytraci, a winnicę odda w dzierżawę innym rolnikom, takim, którzy mu będą oddawali plon we właściwej porze. Jezus im rzekł: Czy nigdy nie czytaliście w Piśmie: Właśnie ten kamień, który odrzucili budujący, stał się głowicą węgła. Pan to sprawił, i jest cudem w naszych oczach. Dlatego powiadam wam: Królestwo Boże będzie wam zabrane, a dane narodowi, który wyda jego owoce.
    Czasem stawiamy sobie pytania dotyczące przejawów wiary: czy chodzę do kościoła, czy modlę się, czy przyjmuję sakramenty, jaki jest mój stosunek do drugiego człowieka? To wszystko ważne. Ale są pytania fundamentalne, które określają samą istotę naszej wiary. Jakie miejsce w moim życiu zajmuje Bóg? Czy mam z Nim relację osobową? Czy jest On w moim doświadczeniu wiary Stwórcą nieba i ziemi, najlepszym Ojcem, Panem winnicy doczesności, która została mi dana i zadana, bym czynił sobie ziemię poddaną?
Do tych pytań trzeba wracać często, aby wiara nie stała się jałowa, byśmy nie zapomnieli skąd przyszliśmy i dokąd idziemy. Trzeba w sobie pielęgnować pokorną wdzięczność wobec Boga, który bez naszych zasług obdarzył nas tyloma łaskami. Wielką pomocą na tej drodze ufności i pokory są dla nas święci, którzy trudzili się w winnicy Pana. Stanowią dla nas żywy komentarz do dzisiejszej przypowieści. Siedemdziesiąt sześć lat temu odeszła z tego świata czyli narodziła się dla nieba święta Faustyna, zwana Apostołką Miłosierdzia Bożego. Ten niezwykły tytuł otrzymała od samego Zbawiciela rok przed śmiercią, podczas uroczystości Najświętszego Serca Pana Jezusa: „W czasie mszy św. miałam poznanie Serca Jezusa: jakim ogniem miłości płonie ku nam, jest morzem miłosierdzia; wtedy usłyszałam głos: Apostołko mojego miłosierdzia, głoś światu całemu o tym niezgłębionym miłosierdziu moim, nie zniechęcaj się trudnościami, jakie spotkasz w głoszeniu mojego miłosierdzia. Te trudności, które cię tak boleśnie dotykają, są potrzebne do twego uświęcenia, i dla wykazania, że dzieło to moim jest.” (Dz. 1142)
W przeciwieństwie do niewdzięcznych pracowników winnicy z dzisiejszej Ewangelii święta Faustyna odpowiedziała na wezwanie Pana Jezusa, wypełniając wolę Boga w codziennej drodze powołania. Choć miała niezwykłe wizje i doświadczenia mistyczne, była zwykłą zakonnicą, która pragnęła jednego – kochać Boga całym sercem, całą duszą i ze wszystkich sił iść drogą wiary i powołania do świętości. Droga ta nie była łatwa, ale jak mówi św. Paweł: „Bóg z tymi, którzy Go miłują współdziała we wszystkim dla ich dobra” (Rz 8, 28).
     Pan Jezus powiedział do swych uczniów: „Idźcie na cały świat”. W tym nakazie misyjnym streszcza się cały wysiłek pracowników winnicy, aby Bóg był znany, kochany i czczony przez wszystkich ludzi. Gdy czytamy Dzienniczek św. Faustyny uderza przede wszystkim jej gorąca miłość do Boga, jej wielki trud i wysiłek zmierzał zawsze do tego, aby wszyscy ludzie poznali bezmiar Bożego miłosierdzia i przestali odrzucać miłosiernego Zbawiciela – Syna Pana winnicy.
Czy za życia Faustyny mógł ktoś przypuszczać, że ta przedwcześnie zmarła zakonnica stanie się wielką Apostołką Bożego miłosierdzia, znaną i czczoną na całym świecie? Ojciec Święty Jan Paweł II, podczas konsekracji bazyliki w Łagiewnikach, powiedział słowa, które są dla nas wszystkich zobowiązaniem: „Trzeba tę iskrę Bożej łaski rozniecać. Trzeba przekazywać światu ogień miłosierdzia. W miłosierdziu Boga świat znajdzie pokój, a człowiek szczęście! To zadanie powierzam wam, drodzy bracia i siostry, Kościołowi w Krakowie i w Polsce oraz wszystkim czcicielom Bożego miłosierdzia, którzy tu przybywać będą z Polski i z całego świata. Bądźcie świadkami miłosierdzia!”.
Tylko w ten sposób wyzbędziemy się obojętności i niewdzięczności jaką widzimy w postawie rolników z dzisiejszej przypowieści, którą Jezus daje nam ku przestrodze, byśmy Bożych łask nie marnowali. Ale jednocześnie Zbawiciel ukazuje nam św. Faustynę, jako wzór przyjęcia Bożych łask, zaufania do swego Stwórcy i wierności aż do śmierci, która po trudach pracy w winnicy Pana staje się bramą do wiecznego szczęścia w Królestwie miłości, sprawiedliwości i pokoju.

sobota, 30 września 2017

XXVI NIEDZIELA ZWYKŁA

Znalezione obrazy dla zapytania ewangelia na 26  NIEDZIELA ZWYKŁA ROK A (Mt 21,28-32)

Jezus powiedział do arcykapłanów i starszych ludu: Co myślicie? Pewien człowiek miał dwóch synów. Zwrócił się do pierwszego i rzekł: Dziecko, idź dzisiaj i pracuj w winnicy! Ten odpowiedział: Idę, panie!, lecz nie poszedł. Zwrócił się do drugiego i to samo powiedział. Ten odparł: Nie chcę. Później jednak opamiętał się i poszedł. Któryż z tych dwóch spełnił wolę ojca? Mówią Mu: Ten drugi. Wtedy Jezus rzekł do nich: Zaprawdę, powiadam wam: Celnicy i nierządnice wchodzą przed wami do królestwa niebieskiego. Przyszedł bowiem do was Jan drogą sprawiedliwości, a wyście mu nie uwierzyli. Celnicy zaś i nierządnice uwierzyli mu. Wy patrzyliście na to, ale nawet później nie opamiętaliście się, żeby mu uwierzyć.
    Dzisiejsza przypowieść przedstawia w bardzo niedobrym świetle synów, jakich miał ojciec. Pierwszy mówi, że pójdzie, a nie poszedł. Drugi zaś od razu, bez żadnego udawania, stwierdza, że wcale nie pójdzie, choć później zmienił zdanie i poszedł. Pan Jezus, posługując się tym obrazem podaje mi lustro, w którym przede wszystkim siebie mam zobaczyć. A tu od razu zjawia się pokusa, aby to lustro wziąć i innym przystawić. Wiem nawet komu. Tymczasem Jezusowe lustro jest dla mnie. Ci zaś, z którymi dzielę życie, mają prawo spodziewać się ode mnie, że będę usiłował odnaleźć przynajmniej niektóre powody dlaczego ktoś buntuje się i mówi Panu Bogu: Nie pójdę. Jak to się dzieje, że zbuntowany człowiek w połowie drogi przełamuje się i ze skruszonym sercem idzie, aby wykonać zlecone mu przez Boga zadanie? A jak to jest wtedy, kiedy bywa sytuacja całkiem odwrotna? Wiem, że żaden człowiek nie jest w stanie przewidzieć, a tym bardziej nie potrafi być pewnym do końca, jaki będzie jego następny krok. Jest to tajemnica ludzkiej egzystencji, z którą koegzystuje zło sięgające aż do nieposłuszeństwa pierwszych rodziców, zgadzających się na to co sprytnie podsunął zbuntowany anioł. I na tym polegał grzech Adama. Chciał stać się jak Bóg, co było zresztą powołaniem danym człowiekowi przez Stwórcę.
A tymczasem Bóg się objawił jako miłość, czułość, dar, jako nieskończone upodobanie w kimś drugim, przywiązanie, zależność. Bóg objawił się jako posłuszny aż do śmierci.
Każdy z nas odtwarza winę i pomyłkę Adama. Gdzie myślicie znaleźć szczęście? Czyż nie w tym, że staniecie się coraz bogatszymi, coraz więcej samodzielnymi, coraz bardziej uwolnionymi od zależności, czyniąc, co chcecie, myśląc, co się wam podoba, zapewniając sobie przyszłość, licząc na swoje zasoby? Niestety! To jest przeciwieństwo do modlitwy Ojcze nasz.
A może naprawdę waszą ambicją jest stawać się coraz więcej miłością, przywiązaniem, zależnością, pokładać swą radość w radowaniu innych, swe bogactwo w dawaniu, swą władzę w służeniu, swe szczęście w bliźnim? Wówczas stajecie się jako Ojciec. Stajecie się prawdziwymi synami.”
Diabeł, któremu poprzez swoją własną niefrasobliwość wciąż pozwalam wchodzić w moje życie, sprawia, że jego pokusa odnosi skutek: właśnie wtedy, kiedy wydaje mi się, że jestem niezależny, że czuję się bardziej sobą. Dominuje wtedy we mnie chęć posiadania, żeby móc decydować o sobie, nie być zależnym od nikogo, raczej narzucając swoją wolę innym. Wtedy naprawdę pozostaję bardzo daleki od prawdziwego wizerunku, który włożył we mnie Bóg.
Słowo Boże z dzisiejszej niedzieli ma mnie obudzić, abym zobaczył moją obłudę, kiedy na wezwanie Boga przemawiającego do mnie poprzez zdarzenia, które dotykają mego życia mówię, że idę wykonać zlecone mi zadanie. A przecież ile już razy nie poszedłem. Jeżeli w winnicy Pana jestem od wcześniejszych godzin, choć moja zasługa w tym żadna, tak łatwo jest wtedy uważać siebie za lepszego? Niech inny idzie. Ten, którego dopiero co przyprowadził Pan z rynku świata, obdarzając go wielką serdecznością – chociaż jest synem marnotrawnym. Jak często można mieć pretensje do Boga, że kocha bardziej grzeszników aniżeli sprawiedliwych. A czy istnieją sprawiedliwi? Chore dziecko, którym matka więcej się zajmuje, czy jest bardziej ukochane niż pozostałe? Nie. Matka po prostu okazuje im swoją miłość w inny sposób. Jeżeli Pan Jezus powiedział, że nierządnice wyprzedzą do Królestwa Bożego tych, którzy uważają się za tak zwanych sprawiedliwych – to znaczy po prostu, że ci, którzy nie chcą się przyznać do swoich grzechów, bo pycha nie pozwala, pozostaną w tyle. Bóg przyjął wyznanie prawdziwie upokorzonego celnika, a nie stojącego na przedzie faryzeusza, który jednocześnie przechwalając się sobą, gardził celnikiem. Wiem, co to znaczy grób pobielany. Na zewnątrz zaś słowa gładkie, dobrze ułożone i pełne gotowości, a jakże. Tworzą przecież dobrą opinię, aby ratować twarz. I taką właśnie obłudę odrzuca Bóg.
   O Panie, nie wspominaj grzechu mej młodości ani moich przewin, ale o mnie pamiętaj w Twojej łaskawości ze względu na dobroć Twą... Który to człowiek, co się boi Ciebie, o Panie? Takiego Ty uczysz, jaką drogę wybrać. Będzie przebywał wśród szczęścia... Pan przyjaźnie obcuje z tymi, którzy się Go boją...
   Oczy moje zawsze zwrócone do Ciebie, gdyż Ty sam wydobywasz nogi moje z sidła. Wejrzyj na mnie i zmiłuj się nade mną, bo jestem samotny i nieszczęśliwy... spójrz na udrękę moją i na boleść i odpuść mi wszystkie grzechy. Strzeż mojej duszy i wybaw mnie, bym się nie zawiódł, gdy się uciekam do Ciebie
(Psalm 25, 7. 12-20).

sobota, 23 września 2017

XXV NIEDZIELA ZWYKŁA

           

 
              Znalezione obrazy dla zapytania xxv niedziela zwykła rok a            Czytanie z Księgi proroka Izajasza
Szukajcie Pana, gdy się pozwala znaleźć, wzywajcie Go, dopóki jest blisko. Niechaj bezbożny porzuci swą drogę i człowiek nieprawy swoje knowania. Niech się nawróci do Pana, a ten się nad nim zmiłuje, i do Boga naszego, gdyż hojny jest w przebaczaniu.
Bo myśli moje nie są myślami waszymi ani wasze drogi moimi drogami, mówi Pan. Bo jak niebiosa górują nad ziemią, tak drogi moje nad waszymi drogami i myśli moje nad myślami waszymi.

           Znalezione obrazy dla zapytania xxv niedziela zwykła rok a         Czytanie z Listu świętego Pawła Apostoła do Filipian
                Bracia:
Chrystus będzie uwielbiony w moim ciele: czy to przez życie, czy przez śmierć. Dla mnie bowiem żyć – to Chrystus, a umrzeć – to zysk. Jeśli bowiem żyć w ciele – to dla mnie owocna praca, cóż mam wybrać? Nie umiem powiedzieć.
Z dwóch stron doznaję nalegania: pragnę odejść i być z Chrystusem, bo to o wiele lepsze, a pozostawać w ciele – to bardziej dla was konieczne. Tylko sprawujcie się w sposób godny Ewangelii Chrystusowej.

      Znalezione obrazy dla zapytania winnica Pańska              Słowa Ewangelii według świętego Mateusza
                 Jezus opowiedział swoim uczniom tę przypowieść:
„Królestwo niebieskie podobne jest do gospodarza, który wyszedł wczesnym rankiem, aby nająć robotników do swej winnicy. Umówił się z robotnikami o denara za dzień i posłał ich do winnicy. Gdy wyszedł około godziny trzeciej, zobaczył innych, stojących na rynku bezczynnie, i rzekł do nich: »Idźcie i wy do mojej winnicy, a co będzie słuszne, dam wam«. Oni poszli. Wyszedłszy ponownie około godziny szóstej i dziewiątej, tak samo uczynił. Gdy wyszedł około godziny jedenastej, spotkał innych stojących i zapytał ich: »Czemu tu stoicie cały dzień bezczynnie?«. Odpowiedzieli mu: »Bo nas nikt nie najął«. Rzekł im: »Idźcie i wy do winnicy«. A gdy nadszedł wieczór, rzekł właściciel winnicy do swego rządcy: »Zwołaj robotników i wypłać im należność, począwszy od ostatnich aż do pierwszych«. Przyszli najęci około jedenastej godziny i otrzymal
i po denarze. Gdy więc przyszli pierwsi, myśleli, że więcej dostaną; lecz i oni otrzymali po denarze. Wziąwszy go, szemrali przeciw gospodarzowi, mówiąc: »Ci ostatni jedną godzinę pracowali, a zrównałeś ich z nami, którzyśmy znosili ciężar dnia i spiekoty«. Na to odrzekł jednemu z nich: »Przyjacielu, nie czynię ci krzywdy; czy nie o denara umówiłeś się ze mną? Weź, co twoje, i odejdź. Chcę też i temu ostatniemu dać tak samo jak tobie. Czy mi nie wolno uczynić ze swoim, co chcę? Czy na to złym okiem patrzysz, że ja jestem dobry«. Tak ostatni będą pierwszymi, a pierwsi ostatnimi”.
   Dzisiejsza Liturgia Słowa prowadzi do naszego pierwszego spotkania z Bogiem w Sakramencie chrztu świętego. Czy pamiętasz ten dzień? Niezwykłe to było spotkanie. To właśnie wtedy Stwórca Wszechświata, mocą Ducha Świętego uczynił mnie i ciebie swoim dzieckiem. Przygarnął każdego z nas do siebie, do swojego zawsze kochającego nas Serca. Stał się naszym najwierniejszym Przyjacielem. Zaprosił nas do wielkiej Bożej Rodziny, którą nazywamy Kościołem. Czy jesteś świadomy tego wielkiego wybrania? Zobacz - Bóg kocha ciebie i mnie niepodzielną miłością. Czy jestem za to mojemu Bogu wdzięczy ? Może już daleko odszedłem,  z Jego Kościoła, który dzisiaj Ewangelia nazywa Winnicą. Może jestem jeszcze w nim tylko obecny ciałem, a moje serce jest już gdzieś daleko, uwikłane w wiry i zamęty dzisiejszego  świata. Zobacz to Bóg jest tym dobrym, troskliwym, wyrozumiałym ewangelicznym Gospodarzem Winnicy z dzisiejszej Ewangelii. Tak jak wtedy tak również  i dzisiaj wychodzi do każdego z nas i zaprasza tak jak w momencie naszego Chrztu świętego do swojej Winnicy. Nieustannie prosi, zachęca, obdarza łaską: „Przyjdźcie do mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście a Ja was pokrzepię,
Ja wam pomogę, Ja was pocieszę”. Czy ty jeszcze dzisiaj słyszysz to zaproszenie?. Nie usłyszysz już Bożej prośby, jeśli twoje serce, dusza, sumienie wypełnione są tylko tymi przyziemnymi tak często grzesznymi sprawami. Nie usłyszysz Bożego zaproszenia w gwarze, w hałaśliwej muzyce, , w  kłótniach i swawoli. Zobacz życie tak szybko przemija. Żaden przeżyty przez nas dzień, rok już nigdy do nas taki sam nie powróci. Czy chcesz się z tym pogodzić czy nie, każdy z nas zmierza do kresu ziemskiego życia. Kiedyś moje i twoje ziemskie  życie naprawdę dobiegnie końca. Czy jesteś tego świadomy ? Pamiętaj - „Nie wszystko umiera z chwilą ludzkiej śmierci”. Dusza ludzka jest nieśmiertelna! To prawda, że tak wiele nie możemy w wierze zrozumieć, dotknąć, zobaczyć. Ufamy, wierzymy ludziom, dlaczego więc tak trudno nam zaufać i zawierzyć naszemu Bogu. On  nasze wątpliwości doskonale rozumie. Dlatego w dzisiejszym pierwszym czytaniu poprzez proroka Ezechiela mówi nam: „Myśli moje nie są myślami waszymi, ani drogi wasze moimi drogami”. Prosi nas jednak, byśmy Jemu zawsze ufali i wierzyli. On nas nigdy nie okłamie.  On zna naszą słabość, niestałość, chwiejność i przewrotność. Nigdy jednak nas nie potępia gdy do Niego powracamy. Zawsze pragnie nam przebaczyć. Słyszeliśmy również w dzisiejszym pierwszym czytaniu, że „Bóg jest hojny w przebaczaniu”. Trzeba zawsze być świadomi, że „Bóg góruje nad naszymi drogami i nad naszymi myślami”. Może tułasz się i błądzisz już od wielu lat po krętych ścieżkach twojego ziemskiego, niełatwego życia? Pamiętaj, bądź świadomy, że życie ziemskie bez Boga - nie zapewni ci na dłużej prawdziwej radości, szczęścia i pokoju. Nie ma i nie będzie piękniejszego drogowskazu życia od Dekalogu. Według jakiego wzorca rodzice wychowują dzisiaj swoje dzieci? Pamiętaj, że niedziela jest dniem świętym. Każdy z nas powinien w tym dniu uczestniczyć we Mszy świętej, dzieci i młodzież również. Za naszych najmłodszych  wszyscy jesteśmy odpowiedzialni przed Bogiem. Może już wiele lat nie należysz aktywnie do tej Bożej Winnicy? Może należysz do grupy tych pracowników ewangelicznych, którzy będą aktywni w Winnicy pod koniec swojego życia?. Być aktywnym w Bożej Winnicy, czyli mówiąc językiem dzisiejszej Ewangelii - pracować w Niej, to znaczy być każdego dnia dobrym chrześcijaninem. Nie szczędzić czasu na modlitwę. Pogłębiać swoją wiarę przez lekturę Pisma świętego i innych pozycji religijnych.  Każdego dnia starać się czynić jak najwięcej dobra wobec bliźnich. W niedzielę nie z obowiązku, czy tradycji być na Mszy świętej ale z potrzeby serca. Pracować dobrze  w Bożej Winnicy - to zapraszać jak najczęściej do swojego serca Jezusa w Komunii świętej.  Czynić jak najwięcej dobrych uczynków. Być zatroskanym o swoje i moich bliskich zbawienie. Jesteśmy za siebie nawzajem przed Bogiem odpowiedzialni. Zwłaszcza o nasze  zbawienie. Obyśmy mogli radosnym i przekonanym sercem powtarzać za święty Pawłem z dzisiejszego drugiego czytania: „Chrystus niech będzie zawsze uwielbiony przez całe moje życie jak również w godzinie mojej śmierci. Prawdziwe ziemskie życie dla mnie - to Chrystus a czekająca mnie śmierć niech mi otworzy Niebo”. Obyśmy ziemskiego życia nie oddali kiedyś w ręce szatana! Czuwajmy i bądźmy gotowi.

wtorek, 12 września 2017

XXIV NIEDZIELA ZWYKŁA

(Syr 27,30-28,7)
Złość i gniew są obrzydliwościami, których pełen jest grzesznik. Tego, który się mści, spotka zemsta Pana: On grzechy jego dokładnie zachowa w pamięci. Odpuść przewinę bliźniemu, a wówczas, gdy błagać będziesz, zostaną ci odpuszczone grzechy. Gdy człowiek żywi złość przeciw drugiemu, jakże u Pana szukać będzie uzdrowienia? Nie ma on miłosierdzia nad człowiekiem do siebie podobnym, jakże błagać będzie o odpuszczenie swoich własnych grzechów? Sam będąc ciałem trwa w nienawiści, któż więc odpokutuje za jego przewinienia? Pamiętaj na ostatnie rzeczy i przestań nienawidzić; - na rozkład ciała, na śmierć, i trzymaj się przykazań! Pamiętaj na przykazania i nie miej w nienawiści bliźniego, - na przymierze Najwyższego, i daruj obrazę!
(Ps 103,1-4.9-12)
REFREN: Pan jest łaskawy, pełen miłosierdzia
Błogosław, duszo moja, Pana,
i wszystko co, jest we mnie, święte imię Jego.
Błogosław, duszo moja, Pana
i nie zapominaj o wszystkich Jego dobrodziejstwach.
On odpuszcza wszystkie Twoje winy
i leczy wszystkie choroby,
On twoje życie ratuje od zguby,
obdarza cię łaską i zmiłowaniem.
Nie zapamiętuje się w sporze,
nie płonie gniewem na wieki.
Nie postępuje z nami według naszych grzechów
ani według win naszych nam nie odpłaca.
Bo jak wysoko niebo wznosi się nad ziemią,
tak wielka jest łaska Pana dla Jego czcicieli.
Jak odległy jest wschód od zachodu,
tak daleko odsunął od nas nasze winy.
(Rz 14,7-9)
Nikt z nas nie żyje dla siebie i nikt nie umiera dla siebie: jeżeli bowiem żyjemy, żyjemy dla Pana; jeżeli zaś umieramy, umieramy dla Pana. I w życiu więc i w śmierci należymy do Pana. Po to bowiem Chrystus umarł i powrócił do życia, by zapanować tak nad umarłymi, jak nad żywymi.
(J 13,34)
Daję wam przykazanie nowe, abyście się wzajemnie miłowali, jak Ja was umiłowałem.
(Mt 18,21-35)
Piotr zbliżył się do Jezusa i zapytał: Panie, ile razy mam przebaczyć, jeśli mój brat wykroczy przeciwko mnie? Czy aż siedem razy? Jezus mu odrzekł: Nie mówię ci, że aż siedem razy, lecz aż siedemdziesiąt siedem razy. Dlatego podobne jest królestwo niebieskie do króla, który chciał rozliczyć się ze swymi sługami. Gdy zaczął się rozliczać, przyprowadzono mu jednego, który mu był winien dziesięć tysięcy talentów. Ponieważ nie miał z czego ich oddać, pan kazał sprzedać go razem z żoną, dziećmi i całym jego mieniem, aby tak dług odzyskać. Wtedy sługa upadł przed nim i prosił go: Panie, miej cierpliwość nade mną, a wszystko ci oddam. Pan ulitował się nad tym sługą, uwolnił go i dług mu darował. Lecz gdy sługa ów wyszedł, spotkał jednego ze współsług, który mu był winien sto denarów. Chwycił go i zaczął dusić, mówiąc: Oddaj, coś winien! Jego współsługa upadł przed nim i prosił go: Miej cierpliwość nade mną, a oddam tobie. On jednak nie chciał, lecz poszedł i wtrącił go do więzienia, dopóki nie odda długu. Współsłudzy jego widząc, co się działo, bardzo się zasmucili. Poszli i opowiedzieli swemu panu wszystko, co zaszło. Wtedy pan jego wezwał go przed siebie i rzekł mu: Sługo niegodziwy! Darowałem ci cały ten dług, ponieważ mnie prosiłeś. Czyż więc i ty nie powinieneś był ulitować się nad swoim współsługą, jak ja ulitowałem się nad tobą? I uniesiony gniewem pan jego kazał wydać go katom, dopóki mu całego długu nie odda. Podobnie uczyni wam Ojciec mój niebieski, jeżeli każdy z was nie przebaczy z serca swemu bratu.
 Zapraszam wszystkich  aby coś napisali swojego w komentarzu. Niestety, ja jutro wyjeżdżam ,nie będzie mnie prze około tydzień i nie będę mieć możliwości wejścia na mojego bloga. Zapraszam do komentowania niedzieli . Dziękuję i pozdrawiam wszystkich.

sobota, 9 września 2017

XXIII NIEDZIELA ZWYKŁA

Znalezione obrazy dla zapytania xxiii niedziela zwykła rok a 
(Mt 18,15-20)

Jezus powiedział do swoich uczniów: Gdy brat twój zgrzeszy [przeciw tobie], idź i upomnij go w cztery oczy. Jeśli cię usłucha, pozyskasz swego brata. Jeśli zaś nie usłucha, weź z sobą jeszcze jednego albo dwóch, żeby na słowie dwóch albo trzech świadków oparła się cała sprawa. Jeśli i tych nie usłucha, donieś Kościołowi! A jeśli nawet Kościoła nie usłucha, niech ci będzie jak poganin i celnik! Zaprawdę, powiadam wam: Wszystko, co zwiążecie na ziemi, będzie związane w niebie, a co rozwiążecie na ziemi, będzie rozwiązane w niebie. Dalej, zaprawdę, powiadam wam: Jeśli dwaj z was na ziemi zgodnie o coś prosić będą, to wszystkiego użyczy im mój Ojciec, który jest w niebie. Bo gdzie są dwaj albo trzej zebrani w imię moje, tam jestem pośród nich.
    Upomnienie braterskie, o którym mowa jest w Ewangelii, to efekt pracy nad sobą. Ma ono głęboki sens tylko wtedy, gdy upominający i upominany żyją duchem ewangelicznym. Może bowiem zaistnieć taka sytuacja, że upominający będzie upomniany przez tego, którego on upominał. I co wtedy? Oczywiście, że w duchu braterskim przyjmie upomnienie. Czy można także mówić o siostrzanym upomnieniu? Nie tylko można, ale i trzeba. W homilii akcentujemy potrzebę dialogu w duchu Ewangelii.
    Najłatwiej jest upominać – o wiele trudniej jest upomnienia przyjmować. Niezależnie od tego, czy czynimy to pierwsze, czy dotyka nas to drugie, to w przypadku ewangelicznego spojrzenia na życie osiągniemy właściwą, zgodną z wiarą postawę. Uczniowie Jezusa usłyszeli niezwykle cenną naukę dotyczącą upomnienia, wspólnej prośby. Zatrzymujemy się szczególnie na nośnych słowach: „Bo gdzie są dwaj albo trzej zebrani w imię moje, tam jestem pośród nich”. Jesteśmy zaproszeni do wspólnej modlitwy.

 Jak wierni — jeden lub dwóch świadków — powinni zgodnie starać się odciągnąć swego brata od złego, tak też powinni modlić się zgodnie. Wystarczy, że tylko dwaj zgodni są w tym, o co trzeba prosić Boga, i gromadzą się w imię Jezusa, aby ich modlitwa została wysłuchana. I niewątpliwie zostaje wysłuchana, jeśli przedmiotem jej będzie opamiętanie się winnych.
O Boże, który nam zesłałeś Zbawiciela i uczyniłeś nas przybranymi dziećmi, wejrzyj z miłością Ojca na tę swoją rodzinę wierzącą w Chrystusa i spraw, aby osiągnęła prawdziwą wolność i wieczne dziedzictwo (kolekta).

sobota, 2 września 2017

XXII NIEDZIELA ZWYKŁA

Znalezione obrazy dla zapytania 22 niedziela zwykła rok a  homilie                                      (Mt 16,21-27)
Jezus zaczął wskazywać swoim uczniom na to, że musi iść do Jerozolimy i wiele cierpieć od starszych i arcykapłanów, i uczonych w Piśmie; że będzie zabity i trzeciego dnia zmartwychwstanie. A Piotr wziął Go na bok i począł robić Mu wyrzuty: Panie, niech Cię Bóg broni! Nie przyjdzie to nigdy na Ciebie. Lecz On odwrócił się i rzekł do Piotra: Zejdź Mi z oczu, szatanie! Jesteś Mi zawadą, bo nie myślisz o tym, co Boże, ale o tym, co ludzkie. Wtedy Jezus rzekł do swoich uczniów: Jeśli kto chce pójść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech weźmie krzyż swój i niech Mnie naśladuje. Bo kto chce zachować swoje życie, straci je; a kto straci swe życie z mego powodu, znajdzie je. Cóż bowiem za korzyść odniesie człowiek, choćby cały świat zyskał, a na swej duszy szkodę poniósł? Albo co da człowiek w zamian za swoją duszę? Albowiem Syn Człowieczy przyjdzie w chwale Ojca swego razem z aniołami swoimi, i wtedy odda każdemu według jego postępowania.
   Chrystus w dzisiejszej Ewangelii zachęca nas do naśladowania Go: „kto chce pójść za Mną, niech weźmie krzyż swój i niech Mnie naśladuje”. Zauważmy, że Pan naprawdę przecierpiał krzyż wraz z jego hańbą. Przyjął ból i cierpienie, przyjął zniewagi i szyderstwa, przyjął odrzucenie i śmierć. Każdy, kto idzie za Chrystusem, także będzie odrzucony przez świat, wykpiony, umęczony złem i grzechem. W tymże duchu zachęca nas św. Paweł, mówiąc o ofierze miłej Bogu, którą składamy z naszego ciała podporządkowywanego duchowi. To wymaga ogromnego wyrzeczenia i wysiłku. Aby nasze ciało poddać duszy, potrzeba nade wszystko łaski od Jezusa, ale potrzeba także wytrwałej pracy i samozaparcia. Świętość nie przychodzi łatwo! Udoskonalanie siebie dla Boga to droga krzyża – to naśladowanie Jezusa Chrystusa w Jego pokorze i cierpliwości. 
   Jeszcze jeden ważny element dzisiejszego nauczania liturgii słowa. Są nim bardzo stanowcze słowa Jezusa skierowane do Piotra: „Zejdź mi z oczu, szatanie, bo nie myślisz o tym, co Boże, ale o tym, co ludzkie!”. Nie wolno nam bowiem redukować nauki Ewangelii tylko do wymiarów socjologiczno-kulturalnych! Ewangelia ma moc Boga, a my – uczniowie Jezusa – mamy wchodzić w tajemnice jej nadprzyrodzonego charakteru. Gdy tylko po ludzku będziemy odczytywać jej słowa, zredukujemy jej wymiar jedynie do doczesności. A Ewangelia może nas poprowadzić do świętości, do naśladowania Chrystusa we wszystkim! Nie tylko w dźwiganiu krzyża codzienności, ale także i w chwale, do której dochodzi się, krocząc za Nim. Gdy będziemy postępowali tak jak Mistrz z Nazaretu, to również zasiądziemy na tronie chwały w królestwie niebieskim. Mówi o tym Apokalipsa: „zwycięzcy dam zasiąść na moim tronie” (Ap 3,11). Parafrazując słowa Ojca Świętego, w których przestrzega przed redukowaniem wielowymiarowości Eucharystii , trzeba powiedzieć, że to człowiek winien otworzyć się na Boże wymiary tajemnicy Ewangelii.
   Wsłuchując się dziś w słowa Jezusa, czekajmy na zjednoczenie z Nim w Komunii Świętej, starajmy się Go naśladować. Dźwigajmy krzyże naszych obowiązków stanu, wszyscy jak najlepiej wykonujmy nasze prace, bądźmy uczciwi i sprawiedliwi. Do wymiaru doczesnego naszego życia dołączmy także wymiar duchowy. Korzystajmy w pełni i często z sakramentów, szczególnie pokuty i Eucharystii, i módlmy się naszym sercem – pełnią naszej duszy. Wówczas będziemy naśladowali Mistrza. Dobre życie i pobożność doprowadzą nas do zjednoczenia z Nim.

sobota, 26 sierpnia 2017

XXI NIEDZIELA ZWYKŁA

Znalezione obrazy dla zapytania 21 niedziela  zwykła rok a(Mt 16,13-20)
Gdy Jezus przyszedł w okolice Cezarei Filipowej, pytał swych uczniów: Za kogo ludzie uważają Syna Człowieczego? A oni odpowiedzieli: Jedni za Jana Chrzciciela, inni za Eliasza, jeszcze inni za Jeremiasza albo za jednego z proroków. Jezus zapytał ich: A wy za kogo Mnie uważacie? Odpowiedział Szymon Piotr: Ty jesteś Mesjasz, Syn Boga żywego. Na to Jezus mu rzekł: Błogosławiony jesteś, Szymonie, synu Jony. Albowiem nie objawiły ci tego ciało i krew, lecz Ojciec mój, który jest w niebie. Otóż i Ja tobie powiadam: Ty jesteś Piotr [czyli Skała], i na tej Skale zbuduję Kościół mój, a bramy piekielne go nie przemogą. I tobie dam klucze królestwa niebieskiego; cokolwiek zwiążesz na ziemi, będzie związane w niebie, a co rozwiążesz na ziemi, będzie rozwiązane w niebie. Wtedy surowo zabronił uczniom, aby nikomu nie mówili, że On jest Mesjaszem.
Wielkich dzieł Boga - nie zapominajcie - czytamy w Psalmie 78. Bóg zostawił nam cudowny, tajemniczy, nieogarniony ludzkim rozumem Wszechświat. Jaka przedziwna w nim harmonia i celowość. Dlaczego tak wielu ludzi nie zadaje sobie pytania: kiedy patrzy w Niebo, na piękną przyrodę, słyszy szum wody i wiatru, kiedy zmieniają się pory roku, gdy po nocy przychodzi dzień: Kto tym wszystkim kieruje? Kto dał temu początek?  Czy może to być tylko przypadek, zbieg okoliczności jak twierdzą niektórzy? Absurd i kłamstwo!. Nie ma w przyrodzie przypadków. Wszystko ma swój cel i swoją przyczynę. Spójrz na ludzki organizm. Rozum, praca serca, inne ludzkie organy i zmysły. Zastanów się nad tajemnicą życia ludzkiego.Jaka jest jego istota i natura? Czy to wszystko dzieło przypadku?  - jak uważają niektórzy. Nie dasz rady zapewne udzielić odpowiedniej, prawdziwej, wyczerpującej odpowiedzi. Bez Boga, Jego istnienia i Wszechmocy, nie wyjaśnimy nigdy prawidłowo nurtujących nas nieustannie pytań. Człowiek jest stworzony na obraz i podobieństwo  Boga. Jeśli uważasz inaczej, to jesteś w wielkim błędzie. Bądź pewien. „Niespokojne, pełne zapytań i problemów jest serce człowieka głosił święty Augustyn, dopóki nie spocznie w Bogu”. Jest tak wiele tajemnic. Ludzkim rozumem nie zdołamy wiele problemów rozwiązać i wyjaśnić.
Ufamy, wierzymy ludziom, często omylnym, ograniczonym: dlaczego więc nie wierzymy Bogu, który jest Źródłem wszelkiej Prawdy?. On nigdy nie zawiedzie, nie potępi, nie zapomni. Zawsze kieruje się prawdą, uczciwością i prawdziwą miłością. Taka jest natura Stwórcy Wszechświata. Zobacz jak On bardzo kocha każdego człowieka? Na każdym z nas bardzo Mu zależy. Postanowił zesłać  na ziemię, do każdego człowieka ze wszystkich ludów i narodów  swojego Jednorodzonego Syna. Po grzechu pierwszych ludzi Niebo dla wszystkich sprawiedliwych z chwilą ich ludzkiej śmierci było zamknięte. Nikt nie mógł oglądać Boga takim jaki jest - jak to obrazowo przedstawia Ewangelia „twarzą w twarz”.  Dusze ludzi sprawiedliwych przebywały w tzw. „piekłach - miejscu oczekiwania i tęsknoty”. Męka, Śmierć i Zmartwychwstanie Jezusa sprawiły, że mocą tego zbawczego wydarzenia, Brama Nieba została otwarta dla wszystkich błogosławionych i świętych. Wszystkie dusze ludzi sprawiedliwych w tym momencie wstąpiły do Nieba. Tak jest przez wieki. Każdy komu na ziemi zależy na zbawieniu, zasługuje na nie, wstępuje również i teraz do Wiecznej Ojczyzny. W dzisiejszej Ewangelii Pan Jezus pod Cezareą Filipową pyta swoich uczniów: Za Kogo Go ludzie uważają. Różne padają odpowiedzi. Pyta również dzisiaj każdego z nas: Kim tak naprawdę Ja jestem dla ciebie? Czy możemy wszyscy powtórzyć za świętym Piotrem? - Ty jesteś Mesjaszem, Synem Boga żywego! Jezus Chrystus powołał Apostołów. Założył Kościół. Wskazał nam prawdziwą, jedyną drogę przez ziemskie życie do Bożego Królestwa. Uczył, że najważniejszym celem i zadaniem dla każdego człowieka powinno być zbawienie czyli zasługiwanie na szczęście wieczne w Niebie. Czy ty jesteś zatroskany/a o swoje zbawienie? Pan Jezus świadom swojej Męki i Śmierci, powołuje na swojego zastępcę na ziemi jako widzialny znak swojej dalszej obecności w Kościele świętego Piotra. Na świętym Piotrze tak jak na skale buduje swój Kościół. Jest pewien, zapewnia, że mimo przeróżnych przeciwności jakie będzie spotykał Jego Kościół na przestrzeni wieków, nigdy nie zostanie zniszczony. „Bramy piekielne Go nie przemogą”. Piotr został pierwszym papieżem w Chrystusowym Kościele.  Powiedział przecież Jezus: „nie zostawię was sierotami. Ja będę z wami po wszystkie dni aż do skończenia świata” Czy naprawdę wierzysz, że Jezus jest zawsze z nami? W szczególny sposób jest z nami w sakramentach, które ustanowił, zwłaszcza w Eucharystii pod postacią konsekrowanego Chleba i Wina. Czy posilasz się tym Bożym Pokarmem. Pamiętaj, że jest to podstawowy warunek byś kiedyś mógł się cieszyć Niebem. Bóg dla każdego przygotował wieczne mieszkanie. Nikogo jednak do pójścia Jego drogą nie zmusza. On zawsze i wszędzie szanuje naszą wolną wolę. On tylko prosi i proponuje. Obyśmy byli zawsze mocno przekonani, że nasze zbawienie jest najważniejszym celem ziemskiego życia. Oby Bóg tak jak pisze św. Paweł w Liście do Rzymian w dzisiejszym drugim czytaniu był dla nas wszystkim ze wszystkich.  Kimś najważniejszym!. Kto Jemu ufa i wierzy, oddaje szacunek, cześć i chwałę - ten na pewno zasługuje na Niebo.

sobota, 19 sierpnia 2017

XX NIEDZIELA ZWYKŁA



                    https://kazania.files.wordpress.com/2017/08/kobieta_kananejska.jpg

                                                                 (Mt 15,21-28)
Jezus podążył w stronę Tyru i Sydonu. A oto kobieta kananejska, wyszedłszy z tamtych okolic, wołała: Ulituj się nade mną, Panie, Synu Dawida! Moja córka jest ciężko dręczona przez złego ducha. Lecz On nie odezwał się do niej ani słowem. Na to podeszli Jego uczniowie i prosili Go: Odpraw ją, bo krzyczy za nami! Lecz On odpowiedział: Jestem posłany tylko do owiec, które poginęły z domu Izraela. A ona przyszła, upadła przed Nim i prosiła: Panie, dopomóż mi! On jednak odparł: Niedobrze jest zabrać chleb dzieciom a rzucić psom. A ona odrzekła: Tak, Panie, lecz i szczenięta jedzą z okruszyn, które spadają ze stołów ich panów. Wtedy Jezus jej odpowiedział: O niewiasto wielka jest twoja wiara; niech ci się stanie, jak chcesz! Od tej chwili jej córka została uzdrowiona.               
      Jakby w kontraście do poprzedniej niedzieli, kiedy Jezus zganił małą wiarę Piotra i Apostołów, dzisiaj słyszymy jak chwali On wielką wiarę i wielką pokorę niewiasty kananejskiej. Czy Jezus chciał upokorzyć ową kobietę odpowiadając jej w sposób -pozornie- niegrzeczny? Czy musieli interweniować Apostołowie prosząc Go o dokonanie cudu? Czy w ogóle Bóg musi być proszony abyśmy mogli otrzymać to, o co prosimy? Jak zrozumieć wydarzenie opisane w dzisiejszej Ewangelii?
    Czy nie jest tak, że św. Mateusz przedstawiając nam wydarzenie z niewiastą kananejską chce nam pokazać coś znacznie głębszego, coś co można zrozumieć czy zobaczyć tylko oczyma wiary? Bóg naprawdę nie każe się prosić i błagać,  który ma przyjemność w upokarzaniu ludzi i pokazywaniu im, że są od niego zależni. On doskonale zna nasze potrzeby i nie musimy Mu o nich stale przypominać. On jest gotowy dać nam wszystko, co potrzebujemy i co jest dla nas dobre, ale nieraz nie jest to akurat to, o co my Go prosimy. Nakazując nam modlitwę chce On raczej abyśmy my sami uświadomili sobie prawdę o tym, czego naprawdę nam potrzeba i co jest dla nas dobre. Chce nam raczej uświadomić, że nie zawsze to, o co prosimy jest dla nas dobre czy najlepsze, chociaż nam się nieraz tak właśnie wydaje. Wystawiając niewiastę kananejską na próbę pokazuje nam raczej, że On gotów jest nam udzielić wszystkiego, co jest dla nas dobre, ale to my musimy sobie uświadomić co naprawdę jest dla nas dobre. Jest pewno i tak, że niejednokrotnie On daje nam o wiele więcej niż my potrafimy prosić, a na pewno więcej niż potrafimy dostrzec.
    Ale jest jeszcze i inny aspekt dzisiejszej Ewangelii. Kobieta kananejska uczy nas ogromnej pokory, umiejętności, która w naszych czasach wydaje się być nie tylko zapomniana, ale nawet całkowicie pogardzana i niepopularna. Człowiek współczesny nie umie i nie chce być pokorny, nie chce się zadawalać okruchami i tym co spada ze stołu innych. Człowiek współczesny wymaga, żąda, domaga się, a jeśli czegoś nie otrzymuje to składa zażalenia, protestuje, strajkuje … Czy jednak znaczy to, że mamy być zdani na łaskę innych, czy mamy nic nie robić, być pokorni, niezaradni,  ubezwłasnowolnieni? Czy znaczy to, że Bóg chce nas mieć nijakich, bezwolnych, niezaradnych, zdanych całkowicie na łaskę i niełaskę innych? Nie sądzę … Kto jednak zrozumie, co to jest pokora wobec Boga, ale i pokora wobec innych i czym jest pokora bez bezradności, bez poniżenia ten naprawdę zrozumie przesłanie dzisiejszej Ewangelii.
Tyle we mnie pychy i niecierpliwości, tyle pretensji i wyrzutów … Panie, pozwól mi zrozumieć czym jest pokora … i jak doceniać nawet okruchy Twojej Miłości.

sobota, 12 sierpnia 2017

XIX NIEDZIELA ZWYKŁA

           Znalezione obrazy dla zapytania 19 niedziela zwykła rok a        (Mt 14,22-33)
Gdy tłum został nasycony, zaraz Jezus przynaglił uczniów, żeby wsiedli do łodzi i wyprzedzili Go na drugi brzeg, zanim odprawi tłumy. Gdy to uczynił, wyszedł sam jeden na górę, aby się modlić. Wieczór zapadł, a On sam tam przebywał. Łódź zaś była już sporo stadiów oddalona od brzegu, miotana falami, bo wiatr był przeciwny. Lecz o czwartej straży nocnej przyszedł do nich, krocząc po jeziorze. Uczniowie, zobaczywszy Go kroczącego po jeziorze, zlękli się myśląc, że to zjawa, i ze strachu krzyknęli. Jezus zaraz przemówił do nich: Odwagi! Ja jestem, nie bójcie się! Na to odezwał się Piotr: Panie, jeśli to Ty jesteś, każ mi przyjść do siebie po wodzie! A On rzekł: Przyjdź! Piotr wyszedł z łodzi, i krocząc po wodzie, przyszedł do Jezusa. Lecz na widok silnego wiatru uląkł się i gdy zaczął tonąć, krzyknął: Panie, ratuj mnie! Jezus natychmiast wyciągnął rękę i chwycił go, mówiąc: Czemu zwątpiłeś, małej wiary? Gdy wsiedli do łodzi, wiatr się uciszył. Ci zaś, którzy byli w łodzi, upadli przed Nim, mówiąc: Prawdziwie jesteś Synem Bożym.
 Zaraz po rozmnożeniu chleba, Jezus przynaglił uczniów, aby wsiedli do łodzi. Nie czekał na okrzyki podziwu i wdzięczność. Przebywał sam na modlitwie, gdy uczniowie wiosłowali ku drugiemu brzegowi. Był odłączony, jak Paweł, który dla zbawienia braci pragnął być nawet pod klątwą. Eliasz wchodzi na górę Horeb, aby się modlić za Izrael dryfujący ku bałwochwalstwu.

    Burza. Jezus, mając przed sobą ścianę ulewy i pęknięcia nieba zarysowane piorunami, nie cofnął się do uwielbiających Go tłumów, ale podążył za zagubionymi w nawałnicy uczniami. Przyjaźń, pełna pragnienia uratowania przyjaciół, daje moc kroczenia po niemożliwym gruncie, po falach! Bóg nie zostawia swych przyjaciół w najstraszniejszych sztormach. Idzie jak orzeźwiający powiew uspokojenia. Bóg wszystko uspokaja, o nikim nie zapomina, za każdym, kto zagubił się, podąży.
    Nie poznali Go. Trudno poznać Boga w chwili, w której wydaje się, że to właśnie On nas opuścił. Wydawał się upiorem, ale był zbawcą. Czy można się dziwić, że najpierw była bojaźń, zanim przyszło uspokojenie i miłość? W książce „Zaćmienie Boga” Martin Buber, komentując zwątpienie Whiteheada, który nie mógł pogodzić Boga bojaźni, znanego ze Starego Testamentu, z Bogiem miłości, jaki się objawił w Jezusie, napisał, iż ten filozof zupełnie nie uchwycił sensu słowa „początek”. Początkiem mądrości jest bojaźń Boga. Początkiem, ale nie końcem! Kto zaczyna od miłości, nie odczuwając przedtem bojaźni, ten miłuje bożka, a nie rzeczywistego Boga, który na początku jest niezrozumiały i przerażający. Miłość bez szacunku staje się zuchwałą bezczelnością. Duch naszej epoki wymusza na nas wyobrażenie Boga, który jedynie się uśmiecha i czule przemawia. Ale jest to obraz uformowany naszymi potrzebami i spowodowany tłumieniem lęków. Bóg nas nie straszy dla zabawy albo wymuszenia czołobitności, lecz niekiedy, aby nas uratować, musi użyć swej potęgi, a ta, choć zbawienna, przeraża. Przecież zbliżał się po to, by ich uratować! Bali się, dopóki tylko był dla nich obrazem, przestali się bać, gdy stał się dla nich słowem, gdy przemówił!
    I jeszcze jedno. Wszyscy chcemy kierować swoim losem samodzielnie. Wydaje nam się, że możemy panować nad sobą i kierować łodzią losu ku wieczności bez specjalnych interwencji Boga. Pewnego dnia przychodzi burza, żywioły niewidzialnych sił przejmują nad nami kontrolę, wszystko wymyka się z rąk, a grunt spod nóg. Jesteśmy bezradni. Chcąc przed tym doznaniem zdezerterować, szukamy kogoś, kto przejmie odpowiedzialność za nasz los, pojawia się wtedy uzależnienie i podporządkowanie, dominacja i tyrania. Nikt nas nie zbawi oprócz Boga. Człowiek został obdarowany taką potęgą istnienia, że sam nie jest w stanie jej unieść. Do tego potrzeba aż Boga.
O. Augustyn Pelanowski OSPPE

sobota, 5 sierpnia 2017

ŚWIĘTO PRZEMIENIENIA PAŃSKIEGO XVIII NIEDZIELA ZWYKŁA

                     Znalezione obrazy dla zapytania święto Przemienienia Pańskiego homilia        (Mt 17,5c)
                                   To jest mój Syn umiłowany, w którym mam upodobanie, Jego słuchajcie!

    (Mt 17,1-9)
Jezus wziął z sobą Piotra, Jakuba i brata jego Jana i zaprowadził ich na górę wysoką, osobno. Tam przemienił się wobec nich: twarz Jego zajaśniała jak słońce, odzienie zaś stało się białe jak światło. A oto im się ukazali Mojżesz i Eliasz, którzy rozmawiali z Nim. Wtedy Piotr rzekł do Jezusa: Panie, dobrze, że tu jesteśmy; jeśli chcesz, postawię tu trzy namioty: jeden dla Ciebie, jeden dla Mojżesza i jeden dla Eliasza. Gdy on jeszcze mówił, oto obłok świetlany osłonił ich, a z obłoku odezwał się głos: To jest mój Syn umiłowany, w którym mam upodobanie, Jego słuchajcie! Uczniowie, słysząc to, upadli na twarz i bardzo się zlękli. A Jezus zbliżył się do nich, dotknął ich i rzekł: Wstańcie, nie lękajcie się! Gdy podnieśli oczy, nikogo nie widzieli, tylko samego Jezusa. A gdy schodzili z góry, Jezus przykazał im mówiąc: Nie opowiadajcie nikomu o tym widzeniu, aż Syn Człowieczy zmartwychwstanie.
     Zatrzymajmy się przy opisanym w Ewangelii wydarzeniu: Jezus wziął ze sobą Piotra, Jakuba i brata jego, Jana, zaprowadził ich na górę wysoką, osobno. Tak więc Jezus z kolegium dwunastu Apostołów wybrał trzech; tych samych, których potem zabierze też na górę Oliwną, gdzie będą świadkami Jego przedśmiertnej trwogi. Działanie Jezusa było celowe; chciał, aby przez doświadczenie chwały na górze Tabor trzej uczniowie zostali umocnieni, aby – na Górze Oliwnej – unieśli doświadczenie krwawego potu i przedśmiertnego lęku swojego Mistrza oraz Jego ukrzyżowanie na Golgocie.  
Dlaczego właśnie ci trzej? Piotr – jak wiemy – w godzinie próby nie odznaczył się specjalnym męstwem; co więcej, zaparł się znajomości z Jezusem; Jakub i Jan nie przejęli się pouczeniem Jezusa o konieczności przyjęcia postawy służby. A poprzez protekcję swojej matki starali się o zaszczytne miejsca: po prawej i lewej stronie Jezusa w Jego królestwie.
Dlaczego właśnie ci trzej? To pytanie możemy zaktualizować i pytać, dlaczego my; dlaczego ty i ja zostaliśmy wezwani, powołani na górę Tabor i na Górę Oliwną, na Golgotę i do Wieczernika, aby uczestniczyć w Eucharystii i spotkać Zmartwychwstałego. Nie mamy innej odpowiedzi – poza jedną, że stajemy przed tajemnicą Bożego wyboru, który nie bierze pod uwagę przyszłych zasług. Gdyby taka była logika i porządek Bożego działania, nie byłoby uprzedniej i darmowej łaski Bożej; danej człowiekowi niejako na kredyt, bez jego uprzednich zasług. To w chwili chrztu otrzymujemy dar uczestniczenia w życiu Boga i każdy ochrzczony powinien mieć świadomość otrzymania darmowej łaski Bożej – i na nią z wdzięcznością  i wiernością odpowiadać. Inaczej mówiąc, z nią współpracować, żyjąc we wspólnocie, w komunii z Bogiem i bliźnimi.
   W opozycji do oczekiwanej przez Boga wspólnoty, chociażby przez przestrzeganie pierwszego i najważniejszego przykazania, stawia człowieka nieposłuszeństwo Bogu, po prostu człowieczy grzech. Grzech, jako zerwanie z Bogiem, jest aktem nieposłuszeństwa stworzenia, które, przynajmniej  w sposób pośredni, odrzuca Tego, od którego pochodzi i który utrzymuje je przy życiu; grzech jest aktem samobójczym! Ponieważ przez grzech człowiek odmawia podporządkowania się Bogu, zburzeniu ulega również jego wewnętrzna równowaga, w jego wnętrzu wybuchają sprzeczności i konflikty.  A człowiek zraniony wewnętrznie – bez pokoju w sobie; nieuchronnie narusza pokój i więzi łączące go z innymi ludźmi i ze światem stworzonym. Jest to prawo i fakt, który potwierdza się bardzo często w psychologii i w życiu duchowym człowieka, jak również w rzeczywistości życia społecznego, gdzie łatwo można dostrzec skutki i oznaki owego wewnętrznego nieładu.  
Na tajemnicę grzechu składa się ta podwójna rana, którą grzesznik otwiera w sobie i w relacjach z bliźnim. Stąd można mówić o grzechu osobistym i społecznym: pod pewnym względem każdy grzech jest osobisty; pod pewnym zaś – każdy grzech jest społeczny, ponieważ zawsze pociąga za sobą jakieś skutki społeczne. Innymi słowy, nie ma grzechu, nawet najbardziej wewnętrznego i tajemnego, najściślej indywidualnego, który odnosiłby się wyłącznie do tego, kto go popełnia.
     Dziś trzykrotnie słyszeliśmy słowa już nie proroka; słyszeliśmy głos samego Boga, który powiedział: „To jest mój Syn umiłowany, w którym mam upodobanie, Jego słuchajcie” (Mt 17,5). Przyjmujemy te słowa z wiarą; dzięki Bożemu poleceniu wiemy, co mamy czynić. Trzeba słuchać Jezusa Chrystusa. Tylko na tej drodze Bóg dokonuje przemiany człowieka, a jest ona ostatecznie upodobnieniem mocą łaski Bożej – darmo danej – do Syna Bożego. Doświadczenie uczy, że tylko taki człowiek, człowiek przemieniony spotkaniem z Jezusem, może zmieniać instytucje i struktury; może się skutecznie „rozprawić” ze społecznymi skutkami grzechu i im zapobiegać.
Odejdźmy z tej góry Tabor z postanowieniem: Chcemy słuchać Jezusa, aby razem z Chrystusem zmieniać świat w duchową przestrzeń królestwa Bożego, królestwa sprawiedliwości, miłości, pokoju i prawdy. A Jego panowanie  jest panowaniem wiecznym, które nie przeminie, a Jego królestwo nie ulegnie zagładzie, bo Pan wywyższony króluje na wieki.