sobota, 17 czerwca 2017

XI NIEDZIELA ZWYKŁA


Znalezione obrazy dla zapytania 11 niedziela zwykła rok aJezus widząc tłumy ludzi, litował się nad nimi, bo byli znękani i porzuceni, jak owce nie mające pasterza. Wtedy rzekł do swych uczniów: «Żniwo wprawdzie wielkie, ale robotników mało. Proście Pana żniwa, żeby wyprawił robotników na swoje żniwo». Wtedy przywołał do siebie dwunastu swoich uczniów i udzielił im władzy nad duchami nieczystymi, aby je wypędzali i leczyli wszystkie choroby i wszelkie słabości. A oto imiona dwunastu apostołów: pierwszy Szymon, zwany Piotrem, i brat jego Andrzej, potem Jakub, syn Zebedeusza, i brat jego Jan, Filip i Bartłomiej, Tomasz i celnik Mateusz, Jakub, syn Alfeusza, i Tadeusz, Szymon Gorliwy i Judasz Iskariota, ten, który Go zdradził. Tych to Dwunastu wysłał Jezus, dając im następujące wskazania: «Nie idźcie do pogan i nie wstępujcie do żadnego miasta samarytańskiego! Idźcie raczej do owiec, które poginęły z domu Izraela. Idźcie i głoście: „Bliskie już jest królestwo niebieskie”. Uzdrawiajcie chorych, wskrzeszajcie umarłych, oczyszczajcie trędowatych, wypędzajcie złe duchy! Darmo otrzymaliście, darmo dawajcie!
   "Idźcie i głoście” taki polecenie otrzymało od Jezusa Dwunastu, których wysłał On do świata z orędziem Dobrej Nowiny. Każdy z nas usłyszy na zakończenie Mszy Świętej: „Idźcie w pokoju Chrystusa”. Staniemy się w ten sposób posłani przez Pan do dawania świadectwa. Najpierw jednak sami musimy     napełnić się Bogiem, poznawać Go, aby następnie składać wiarygodne świadectwo, które łączy modlitwę, słowo i czyn. Aby tak się stało, potrzebujemy umocnienia w Eucharystii. Stąd ważne staje się jej właściwe przeżycie. Każdego człowieka – każdego katolika – określa kultura osobista i dobre wychowanie, Także w miejscu świętym – w kościele. Dla nas, katolików, dom Boży to miejsce, gdzie przebywa Chrystus w Sakramencie Miłości. Tu przychodzimy przecież, by wielbić Boga – a nie Go obrażać! I tworzyć wspólnotę, a nie złowrogo patrzeć jeden na drugiego. Jesteśmy więc odpowiedzialni za poziom naszej wiary i za siebie nawzajem.
    Poprzez Dwunastu włączeni jesteśmy w to ogromne zgromadzenie, które nazywa się Kościołem, ale które dziś chętniej określamy mianem Ludu Bożego. W każdą niedzielę na nowo spotykamy się z tym podstawowym aspektem naszej wiary: żyjemy jako lud, w Kościele i przez Kościół Chrystusowy, który jest Kościołem apostołów: "Wierzę w apostolski Kościół".
Jesteśmy członkami tego ruchu, który zrodził się w dniu, kiedy Jezus wybrał Dwunastu, aby żyć pośród nich. Jeśli zdarza nam się, że jesteśmy niezadowoleni z Kościoła, z papieża, biskupów czy naszego proboszcza, rozważmy tę sprawę... razem z Jezusem. Możemy krytykować, ale powinniśmy także troszczyć się o to, by cały Kościół był żywym zgromadzeniem wokół Jezusa i żarliwym głosicielem Jego Ewangelii.
Chrześcijanin, który przeniknięty jest miłością do Kościoła i żarliwością misyjną, idzie śladami apostołów i Jezus uważa go za jednego ze swoich.

             Od   25  czerwca  do 1  lipca  wyjeżdżam  na  rekolekcje  do  Sandomierza .
Proszę o modlitwę i zapewniam wszystkich o swojej pamięci modlitewnej.
                                    


sobota, 27 maja 2017

UROCZYSTOŚĆ WNIEBOWSTĄPIENIA PAŃSKIEGO

Podobny obrazJedenastu uczniów udało się do Galilei na górę, tam gdzie Jezus im polecił. A gdy Go ujrzeli, oddali Mu pokłon. Niektórzy jednak wątpili. Wtedy Jezus podszedł do nich i przemówił tymi słowami: Dana Mi jest wszelka władza w niebie i na ziemi. Idźcie więc i nauczajcie wszystkie narody, udzielając im chrztu w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Uczcie je zachowywać wszystko, co wam przykazałem. A oto Ja jestem z wami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata.
Trzeba  jeszcze raz przypomnieć sobie słowa z usłyszane w dzisiejszej Ewangelii:
„Jezus przemówił tymi słowami: Dana Mi jest wszelka władza w niebie i na ziemi. Idźcie więc i nauczajcie wszystkie narody, udzielając im chrztu w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Uczcie je zachowywać wszystko, co wam przykazałem. A oto Ja jestem z wami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata” (Mt 28, 18-20).
Jezus jest Bogiem. Jezus jest tym, który ma pełną władzę w niebie i na ziemi. Daje nam nakaz misyjny, posyła każdego z nas, abyśmy głosili Ewangelię i przez chrzest w imię Trójcy Świętej przyjmowali ludzi do Kościoła.
Kiedy bierzemy do ręki Pismo Święte,  przeczytamy, że najważniejsze dla człowieka jest, aby osiągał niebo, osiągnął świętość, osiągnął zbawienie. Dzisiaj w uroczystość Wniebowstąpienia Pańskiego postawmy sobie pytanie o o ten najważniejszy cel. O nasze osiąganie nieba. O naszą drogę do nieba.
„Chrystus zostawił nam wzór, abyśmy szli Jego śladami” – napisał św. Piotr Apostoł w swoim pierwszym liście. Jak chcemy iść śladami Jezusa? Co robić? Jak podążać do nieba?
Mężczyźni w białych szatach z dzisiejszego pierwszego czytania powiedzieli do Apostołów: „Mężowie z Galilei, dlaczego stoicie i wpatrujecie się w niebo?” To pytanie zostało skierowane do najbliższych uczniów Jezusa. Ale i mamy prawo, a nawet obowiązek, aby takie samo pytanie zostało postawione i nam.
Po pierwsze: dlaczego stoicie? Dlaczego stoimy na ziemi? Stoimy, ponieważ na tej ziemi postawił nas Bóg. Stworzył nas na swój obraz i podobieństwo. Dał nam nawet wolność. Niestety, nadużyliśmy trochę daru tej wolności. Pozwoliliśmy sobie na zło, grzech, cierpienie i śmierć. Bóg jednak nie pogodził się z tym naszym losem. Potwierdzeniem jest wcielenie, odkupienie, zmartwychwstanie, a dziś – wniebowstąpienie. Czy zatem „stanie na ziemi” to nasz ostateczny cel? Nie.
Przychodzi drugie pytanie owych mężczyzn: Dlaczego wpatrujecie się w niebo? To jest pytanie również do nas: Dlaczego wpatrujemy się w niebo? Bo naszym celem nie jest ziemia. Naszym celem jest niebo. I Jezus dzisiaj daje nam tego przykład. Jesteśmy wezwani, aby stojąc na ziemi, wpatrywać się jednocześnie w niebo. Kierować uwagę, swoje myśli i serce w stronę niepojętego Boga. Bo ostatecznym celem i sensem naszego życia jest niebo. Jest zjednoczenie z Bogiem.
 Jak to niebo osiągnąć? Prosta odpowiedź : przez dawanie świadectwa.
Mówi Jezus do Apostołów: Gdy Duch Święty zstąpi na was i otrzymacie Jego moc, będziecie moimi świadkami w Jerozolimie i w całej Judei, i w Samarii, i aż po krańce ziemi. Zatem, aby osiągnąć niebo potrzeba nam dawać świadectwo o Jezusie. Dla Apostołów sprawa była jasna. A co to znaczy dla nas? Dla nas powinien to być nasz dom rodzinny, nasze codzienne środowiska, nasza ojczyzna. Tam mamy być świadkami Chrystusa. Mamy świadczyć o Jezusie wśród nieznających Boga, niewierzących, nawet wśród tych, którzy nie chcą o Nim słyszeć, bo jest im niewygodny. Gdziekolwiek pojedziemy, na przykład do pracy, mamy dawać świadectwo o Jezusie, a nie się Go wstydzić i udawać, że Go nie znamy.
Czy w drodze do nieba jesteśmy sami? Czy w dążeniu do nieba  jesteśmy sami? Nie, jest z nami przede wszystkim Chrystus – Droga, Prawda i Życie, który wskazuje właściwą drogę.
Niech udział w każdej Eucharystii pomoże nam z jednej strony mocno stać na ziemi, aby wszędzie być świadkami Chrystusa, z drugiej zaś strony niech nam pomaga wiernie wpatrywać się w niebo, które jest naszym ostatecznym celem. Miejmy autentyczną wiarę w Chrystusa, który – mimo wniebowstąpienia – jest przecież z nami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata. 





niedziela, 21 maja 2017

VI NIEDZIELA WIELKANOCNA

Znalezione obrazy dla zapytania 6 niedziela wielkanocna rok a J 14,15–21
Jezus powiedział do swoich uczniów: „Jeżeli Mnie miłujecie, będziecie zachowywać moje przykazania. Ja zaś będę prosił Ojca, a innego Pocieszyciela da wam, aby z wami był na zawsze,Ducha Prawdy, którego świat przyjąć nie może, ponieważ Go nie widziani nie zna. Ale wy Go znacie, ponieważ u was przebywa i w was będzie.
Nie zostawię was sierotami. Przyjdę do was. Jeszcze chwila, a świat nie będzie już Mnie oglądał. Ale wy Mnie widzicie, ponieważ Ja żyję i wy żyć będziecie.W owym dniu poznacie, że Ja jestem w Ojcu moim, a wy we Mnie i Ja w was.
Kto ma przykazania moje i zachowuje je, ten Mnie miłuje. Kto zaś Mnie miłuje, ten będzie umiłowany przez Ojca mego, a również Ja będę go miłował i objawię mu siebie”.
    Jezus zmartwychwstały jest także w ruchu. Spotykamy Go w Galilei i Jerozolimie, w drodze do Emaus. On wie, że idzie dalej do Ojca. Musi tę prawdę przekazać swoim uczniom, aby ponownie nie pogrążyli się w zwątpieniu utraty. W tym kontekście jest szczególnie interesujący dzisiejszy fragment Ewangelii spisany przez św. Jana. Otóż św. Jan pisze językiem zakochanego. Jest to przekaz powściągliwy, pełen tajemniczej symboliki, jakby szept ukochanego do oblubienicy. Bo właśnie tak ma wyglądać Wniebowstąpienie Jezusa, które wkrótce nastąpi. A Słowo Boga skierowało do nas dzisiaj miłosne wyznanie i obietnicę.
 Jezus mówi: „Jeżeli Mnie miłujecie, będziecie zachowywać moje przykazania”. Jeżeli… Właśnie – czy ja, czy moja dusza miłuje Cię, Panie? Czy wiem, o jakie przykazania Ci chodzi? Te dziesięć z Góry Synaj? Czy te, które rozwinąłeś, abym lepiej rozumiała, w Kazaniu na Górze? Czy pragnę być tak jak Ty? Czy szczerze chcę być Twoją Oblubienicą, która we wszystkim podoba się Tobie? To stwierdzenie Jezusa rozpala moją miłość i wyobraźnię. Odkrywam, że Jemu  zależy na mnie, bo obiecuje za moją wierność towarzystwo Swoje i Ojca poprzez Ducha Świętego. „Ja zaś będę prosił Ojca, a innego Pocieszyciela da wam, aby z wami był na zawsze, Ducha Prawdy”… To znaczy, że już nigdy nie pozostanę sama po Jego Wniebowstąpieniu, a moją duszę wypełni obecność Trójcy Świętej.
   To jest najpiękniejsza Nowina, jaką może usłyszeć chrześcijanin. Nie zostaniesz sierotą! Zawsze Ten, który jest , czyli wiatr, czyli poruszający się, będzie we mnie i tobie, i z nami będzie współpracował. To znaczy już mogę wyglądać łaski tych obiecanych darów, bez których nasze życie jest udręką, zmartwieniem, pasmem smutku, nierozumnego cierpienia. Już czekam na mądrość, męstwo, rozróżnianie, rozumowanie, na bojaźń pańską. Z drżeniem otrzymania tego skarbu ponownie zanurzam się w Ewangelię. Wiem, że Twoje przykazania są prawdą, że mogę je zachować wpatrując się w Twoje spokojne oblicze, kontemplując Drogę Krzyżową.
Sama z siebie potrafię tylko grzeszyć. Lecz z Twoim Duchem wszystko dobre jest możliwe. „Kto zaś Mnie miłuje, ten będzie umiłowany przez Ojca mego, a również Ja będę go miłował i objawię siebie”.

sobota, 13 maja 2017

V NIEDZIELA WIELKANOCNA


Znalezione obrazy dla zapytania 5 niedziela wielkanocna rok a„Niech się nie trwoży serce wasze. Wierzycie w Boga? I we Mnie wierzcie! W domu Ojca mego jest mieszkań wiele. Gdyby tak nie było, to bym wam powiedział. Idę przecież przygotować wam miejsce. A gdy odejdę i przygotuję wam miejsce, przyjdę powtórnie i zabiorę was do siebie, abyście i wy byli tam, gdzie Ja jestem. Znacie drogę, dokąd Ja idę». Odezwał się do Niego Tomasz: «Panie, nie wiemy, dokąd idziesz. Jak więc możemy znać drogę?» Odpowiedział mu Jezus: «Ja jestem drogą i prawdą, i życiem. Nikt nie przychodzi do Ojca inaczej jak tylko przeze Mnie. Gdybyście Mnie poznali, znalibyście i mojego Ojca. Ale teraz już Go znacie i zobaczyliście». Rzekł do Niego Filip: «Panie, pokaż nam Ojca, a to nam wystarczy». Odpowiedział mu Jezus: «Filipie, tak długo jestem z wami, a jeszcze Mnie nie poznałeś? Kto Mnie zobaczył, zobaczył także i Ojca. Dlaczego więc mówisz: „Pokaż nam Ojca?” Czy nie wierzysz, że Ja jestem w Ojcu, a Ojciec we Mnie? Słów tych, które wam mówię, nie wypowiadam od siebie. Ojciec, który trwa we Mnie, On sam dokonuje tych dzieł. Wierzcie Mi, że Ja jestem w Ojcu, a Ojciec we Mnie. Jeżeli zaś nie – wierzcie przynajmniej ze względu na same dzieła! Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Kto we Mnie wierzy, będzie także dokonywał tych dzieł, których Ja dokonuję, owszem, i większe od tych uczyni, bo Ja idę do Ojca”.
     Odchodząc do Ojca Jezus zapewnia uczniów, że zabierze ich „do Siebie”, do domu swego Ojca.  Jest to poczucie ciepła, intymności, serdeczności, które stanowi o czuciu się u siebie w domu. Natomiast słowo „mieszkanie”  przypomina antyczny budynek klasztorny, który jest otwarty, gościnny, ma wiele pomieszczeń, w którym doświadcza się braterskiej atmosfery życzliwości, przyjaźni i miłości, „który jest jakby Arką Noego, gdzie każdy odnajduje się jak u siebie w domu”.
W domu Ojca jest wiele mieszkań. Każdy więc może z zaufaniem przyjąć, że również dla niego. Nie musimy być idealni, doskonali, perfekcyjni duchowo czy moralnie, absolutnie wierni. Zresztą nikt z nas takim nie jest. Wystarczy, że zawierzymy i zaufamy Jezusowi i Bogu Ojcu.
      Po zapewnieniu Jezusa, że jest drogą do domu Ojca, Filip prosi: „Panie, pokaż nam Ojca, a to nam wystarczy”. W ten sposób wyraża myśli i pragnienia, które nurtowały Apostołów i nurtują każdego człowieka żyjącego na ziemi. Pragniemy zobaczyć Boga. Ale nie tylko zobaczyć. Chcemy Go dotknąć, objąć, zrozumieć, i często zamknąć we własne wizje, schematy, pragnienia, potrzeby.
Na pytanie Filipa Jezus odpowiada: „Kto Mnie zobaczył, zobaczył także i Ojca”. I dodaje z wyrzutem: „Czy nie wierzysz, że Ja jestem w Ojcu, a Ojciec we Mnie?” Jezus przyszedł, aby objawić, odsłonić prawdziwe oblicze Ojca. Odtąd nie można mówić o Bogu, nie mówiąc o Jezusie z Nazaretu. Bóg niewidzialny, niedotykalny, przekraczający wszelkie wyobrażenia o Nim chce być poznany, spotkany i kochany w swoim Synu, który stał się człowiekiem. Jaki Ojciec, taki Syn: „Ja i Ojciec jedno jesteśmy” (J 10, 30).
W pewnym stopniu doświadczymy czy przenikniemy tajemnicę „osobowości Boga”, gdy przez wiarę zgodzimy się ujrzeć Go w Jezusie Chrystusie. Osoba Jezusa, Jego życie, słowa, czyny, Jego miłosierdzie, dobroć, miłość są najdoskonalszym odbiciem oblicza i Serca Boga. Jedynie Jezus rzeczywiście widział Boga, ponieważ sam jest Bogiem. Spoczywa w sercu Boga. Pozostaje w najbardziej intymnej więzi z Ojcem. I ten Jezus, który jest odbiciem Ojca, stał się człowiekiem, przyjął ciało, wstąpił w naszą historię.
Kontemplując Jego ziemskie życie, Jego słowa i czyny, możemy uchwycić coś z życia niezgłębionej tajemnicy Ojca. W Jezusie my, ludzie, oglądamy Boga i Jego miłość. I w Jezusie uzyskujemy intymną więź z Ojcem. W Nim możemy niejako spoczywać w sercu Ojca.
Ale Jezus idzie jeszcze krok dalej. Oblicze Boga można odnaleźć w człowieku, w uczniu Jezusa, w nas samych. „Kto we Mnie wierzy, będzie także dokonywał tych dzieł, których Ja dokonuję, owszem i większe od tych uczyni”. Nasze czyny, podobne do czynów Jezusa, a nawet większe, objawiają Boga. Są to czyny przebaczenia, miłosierdzia, ofiary, poświęcenia, dobroci, miłości…
 Jak wyobrażam sobie „dom Ojca”? Czy wierzę, że jest w nim również miejsce dla mnie i moich bliskich? Czy mam świadomość, że człowiek jest odblaskiem piękna Boga? W jakim stopniu poznałem już prawdziwe oblicze Ojca?

sobota, 6 maja 2017

IV NIEDZIELA WIELKANOCNA - DOBREGO PASTERZA


  Znalezione obrazy dla zapytania 4 niedzielawielkanocna rok a  (J 10,1-10)
Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Kto nie wchodzi do owczarni przez bramę, ale wdziera się inną drogą, ten jest złodziejem i rozbójnikiem. Kto jednak wchodzi przez bramę, jest pasterzem owiec. Temu otwiera odźwierny, a owce słuchają jego głosu; woła on swoje owce po imieniu i wyprowadza je. A kiedy wszystkie wyprowadzi, staje na ich czele, a owce postępują za nim, ponieważ głos jego znają. Natomiast za obcym nie pójdą, lecz będą uciekać od niego, bo nie znają głosu obcych. Tę przypowieść opowiedział im Jezus, lecz oni nie pojęli znaczenia tego, co im mówił. Powtórnie więc powiedział do nich Jezus: Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Ja jestem bramą owiec. Wszyscy, którzy przyszli przede Mną, są złodziejami i rozbójnikami, a nie posłuchały ich owce. Ja jestem bramą. Jeżeli ktoś wejdzie przeze Mnie, będzie zbawiony - wejdzie i wyjdzie, i znajdzie paszę. Złodziej przychodzi tylko po to, aby kraść, zabijać i niszczyć. Ja przyszedłem po to, aby /owce/ miały życie i miały je w obfitości.

     W dzisiejszą niedzielę, nazywaną Niedzielą Dobrego Pasterza, Kościół tradycyjnie modli się o powołania kapłańskie i zakonne. Powołanie, to słowo, które kryje w sobie tajemnicą miłości. Miłości Syna Bożego, Jezusa Chrystusa do swego Ojca i do wszystkich ludzi. Pragnąc ponawiać swoje oddanie Niebieskiemu Ojcu i ofiarowywać się za ludzi w Najświętszej Ofierze, Chrystus powołuje bowiem niektórych spośród swego ludu aby użyczyli Mu swych rąk, ust i serca, po to aby aż do skończenia świata mógł wydawać swoje Ciało i swoją Krew dla naszego zbawienia. Powołanie nie jest więc pomysłem człowieka, ale pragnieniem samego Chrystusa, który chcąc być realnie, fizycznie, obecny pośród nas mówi do niektórych: "Pójdź za mną".
      W Ewangelii św. Jana, której fragment czytamy w dzisiejszą niedzielę, Chrystus podaje nam trzy podstawowe kryteria dobrego pasterza: staje na czele owiec, prowadzi je do pełni życia  i gotów jest za nie umrzeć . Staje na czele - w Ewangeliach usłyszymy nie raz jak Chrystus szedł na czele swoich uczniów, także wtedy do Jerozolimy, gdzie czekała go śmierć. Dobry Pasterz gotów jest umrzeć za swoje owce. W życiu na co dzień, często operujemy pojęciem "dobry": "dobry kolega", "dobry przyjaciel", "dobrzy znajomi". Ilu z nich byłoby jednak gotowych, już nie mówimy oddać za nas życie, ale stanąć na świadka w sądzie czy pielęgnować w czasie choroby. A Chrystus? Nawet gdyby chodziło tylko o mnie jednego, tylko o moje zbawienie, jeśli byłaby taka potrzeba, raz jeszcze wziąłby krzyż na swoje ramiona.
  Panie, Ty jesteś moim pasterzem, nie brak mi niczego. Pozwalasz mi leżeć na zielonych pastwiskach, prowadzisz mnie nad wody, gdzie mogę odpocząć, orzeźwiasz moją duszę, wiedziesz mnie po właściwych ścieżkach przez wzgląd na swoje imię. Chociażbym chodził ciemną doliną, zła się nie ulęknę, bo Ty jesteś ze mną. Twój kij i Twoja łaska mnie pocieszają.
Ty stół dla mnie zastawiasz... namaszczasz mi głowę olejkiem, mój kielich jest przeobfity! Tak, dobroć i łaska pójdą w ślad za mną przez wszystkie dni mego życia
(Psalm 23).

sobota, 29 kwietnia 2017

III NIEDZIELA WIELKANOCNA

Znalezione obrazy dla zapytania 3 niedziela wielkanocna rok a(Łk 24,13-35)

Tego samego dnia dwaj z nich byli w drodze do wsi, zwanej Emaus, oddalonej sześćdziesiąt stadiów od Jerozolimy. Rozmawiali oni z sobą o tym wszystkim, co się wydarzyło. Gdy tak rozmawiali i rozprawiali z sobą, sam Jezus przybliżył się i szedł z nimi. Lecz oczy ich były niejako na uwięzi, tak że Go nie poznali. On zaś ich zapytał: Cóż to za rozmowy prowadzicie z sobą w drodze? Zatrzymali się smutni. A jeden z nich, imieniem Kleofas, odpowiedział Mu: Ty jesteś chyba jedynym z przebywających w Jerozolimie, który nie wie, co się tam w tych dniach stało. Zapytał ich: Cóż takiego? Odpowiedzieli Mu: To, co się stało z Jezusem Nazarejczykiem, który był prorokiem potężnym w czynie i słowie wobec Boga i całego ludu; jak arcykapłani i nasi przywódcy wydali Go na śmierć i ukrzyżowali. A myśmy się spodziewali, że On właśnie miał wyzwolić Izraela. Tak, a po tym wszystkim dziś już trzeci dzień, jak się to stało. Nadto jeszcze niektóre z naszych kobiet przeraziły nas: były rano u grobu, a nie znalazłszy Jego ciała, wróciły i opowiedziały, że miały widzenie aniołów, którzy zapewniają, iż On żyje. Poszli niektórzy z naszych do grobu i zastali wszystko tak, jak kobiety opowiadały, ale Jego nie widzieli. Na to On rzekł do nich: O nierozumni, jak nieskore są wasze serca do wierzenia we wszystko, co powiedzieli prorocy! Czyż Mesjasz nie miał tego cierpieć, aby wejść do swej chwały? I zaczynając od Mojżesza poprzez wszystkich proroków wykładał im, co we wszystkich Pismach odnosiło się do Niego. Tak przybliżyli się do wsi, do której zdążali, a On okazywał, jakoby miał iść dalej. Lecz przymusili Go, mówiąc: Zostań z nami, gdyż ma się ku wieczorowi i dzień się już nachylił. Wszedł więc, aby zostać z nimi. Gdy zajął z nimi miejsce u stołu, wziął chleb, odmówił błogosławieństwo, połamał go i dawał im. Wtedy oczy im się otworzyły i poznali Go, lecz On zniknął im z oczu. I mówili nawzajem do siebie: Czy serce nie pałało w nas, kiedy rozmawiał z nami w drodze i Pisma nam wyjaśniał? W tej samej godzinie wybrali się i wrócili do Jerozolimy. Tam zastali zebranych Jedenastu i innych z nimi, którzy im oznajmili: Pan rzeczywiście zmartwychwstał i ukazał się Szymonowi. Oni również opowiadali, co ich spotkało w drodze, i jak Go poznali przy łamaniu chleba.

Jezus towarzyszy uczniom w trakcie ich drogi do Emaus, prowadząc z nimi rozmowę. On jest partnerem ich rozmowy, ale dopóki mówią o Nim w trzeciej osobie (relacja Ja-On), nie mogą z Nim nawiązać prawdziwego kontaktu, jest bowiem dla nich wciąż Nieznanym Wędrowcem. Dopiero kiedy wchodzą z Nim w prawdziwy dialog, pozwalają Mu przemówić i sami do Niego mówią, kiedy zapraszają go do środka (relacja Ja-Ty), dopiero wtedy przeskakuje iskra prawdy, dopiero wtedy ich serca pałają, dopiero wtedy ostatecznie spadną im łuski z oczu.
O Bogu nie możemy mówić w sposób autentyczny w trzeciej osobie. Gdy mówimy o Nim z dystansem, jak o przedmiocie, jeśli jest dla nas jakimś "on", czy "ono", wtedy się z Nim mijamy. Wszelkie próby zamykania Boga w naszych definicjach, wyobrażeniach, teoriach kończą się wykreowaniem bożka. Nasze definicje, obrazy Boga są wtedy jakby ekranami, na których zatrzymuje się nasz wzrok, nie docierając do głębi. Dopiero kiedy rozmawiamy z Bogiem i pozwalamy Mu do nas przemówić, wtedy wchodzimy z Nim w dialog, w relację "Ja i Ty" i dopiero wtedy możliwe jest autentyczne doświadczenie Boga. W takiej relacji nasze myślenie o Bogu traktuje wszelkie definicje, obrazy, teorie jako okna, przez które patrzymy w głąb. To uchroni nas od błędu faryzeuszy, których wzrok zatrzymał się na "literze Prawa", a przecież "litera zabija a duch ożywia". Ewangelia zachęca nas do takiej więzi z Jezusem Chrystusem, kiedy to szczerze i cierpliwie z Nim rozmawiamy. Trzeba czasem siąść z Nim do stołu, przymusić Go do tego - jak zrobili to uczniowie.
Trzeba, jak uczniowie, połamać z Nim chleb, spotkać się z Nim w Wieczerzy Pańskiej, Modlitwie i lekturze Pisma Św. Wtedy otworzą się nam oczy, "opadną łuski" i zobaczymy siebie i nową sytuację jako oswojoną, bezpieczną - bo Chrystus jest z nami - światło Ewangelii okazuje się wtedy oświetlać każde ciemne miejsce ludzkiego zagubienia, bólu i samotności. Tak może wyglądać nasze spotkanie z Jezusem w "Emaus".
 Co jest moim miejscem ucieczki, „moim Emaus”?  Przed czym uciekam? Co jest przedmiotem moich codziennych rozmów? Czy rozmowy, jakie prowadzę z innymi, wnoszą w ich życie pokój, nadzieję, miłość, pozwalają „dotknąć Boga”? Czy pozwalam, by Pismo święte było dla mnie drogowskazem i światłem w trudnych pytaniach i wątpliwościach w wierze?

sobota, 22 kwietnia 2017

NIEDZIELA MIŁOSIERDZIA BOŻEGO

Znalezione obrazy dla zapytania niedziela miłosierdzia bożegoNa całym świecie są miliony czcicieli Bożego Miłosierdzia. W kwietniu 1993 roku Jan Paweł II beatyfikował s. Faustynę Kowalską i ogłosił jej święto, a 30 kwietnia 2000 roku dokonał jej uroczystej kanonizacji.
"Jestem miłością i miłosierdziem samym" - mówił o sobie Jezus, prosząc siostrę Faustynę, żeby ogłosiła to orędzie całemu światu. Pan Jezus wskazał s. Faustynie pięć sposobów, w jaki ludzie mogą wypraszać zbawienie dla siebie i całego świata: koronkę do Miłosierdzia Bożego, modlitwę przed obrazem Jezusa Miłosiernego z napisem: "Jezu, ufam Tobie", modlitwę w godzinie konania Chrystusa na krzyżu, zwaną Godziną Miłosierdzia (godz. 15.00), obchodzenie święta Miłosierdzia i szerzenie czci Miłosierdzia Bożego modlitwą, słowem i czynem.

Kult Miłosierdzia Bożego zaczął się rozwijać wkrótce po śmierci s. Faustyny, zwłaszcza w latach II wojny światowej. Żołnierze polscy roznieśli orędzie o Bożym Miłosierdziu na cały świat. Dzięki Polakom z armii Andersa, utworzonej w 1941 roku w ZSRR, kult miłosierdzia dotarł do Iranu, Palestyny, Libanu, Egiptu, a stamtąd - do Afryki i Włoch. Wielkie zasługi w szerzeniu kultu poza granicami oddał marianin ks. Józef Jarzębowski, który podczas okupacji wydostał się z Wilna wywożąc memoriał o nabożeństwie do Miłosierdzia Bożego ks. Michała Sopoćki i dotarł w niemal cudowny sposób do Stanów Zjednoczonych, podróżując przez Syberię i Japonię. Jeszcze w czasie wojny pojawiły się teksty nowenny, koronki oraz litanii do Miłosierdzia Bożego w językach: niemieckim, litewskim, francuskim, włoskim i angielskim.
W 1943 r. krakowski spowiednik s. Faustyny, o. J. Andrasz, jezuita, poświęcił obraz namalowany przez Adolfa Hyłę według wizji s. Faustyny i ofiarowany do klasztornej kaplicy jako wotum za ocalanie rodziny z wojennej zawieruchy. O. Andrasz zapoczątkował też uroczyste nabożeństwo ku czci Miłosierdzia Bożego. Kaplica, która służyła dotąd siostrom i wychowankom, stała się miejscem publicznego kultu. Już w następnym roku o. Andrasz poświęcił drugi obraz Jezusa Miłosiernego pędzla A. Hyły, dopasowany wielkością do wnęki bocznego ołtarza.
Wizerunek bardzo szybko zasłynął łaskami
Kult Miłosierdzia Bożego ma bardzo bogatą i burzliwą przeszłość. W latach 1959-1979 obowiązywało nawet ograniczenie tego kultu. Od 1946 roku w sprawę zaangażowali się biskupi polscy. W 1948 roku skierowana została wyraźna prośba do Stolicy Apostolskiej o ustanowienie święta Miłosierdzia Bożego w myśl poleceń, które otrzymała s. Faustyna (Dzienniczek, nr 49,88,1530). 27 lutego 1948 r. rozgłośnia Radia Watykańskiego nadała audycję o siostrze Faustynie i jej posłannictwie. Pod koniec lat 50, według M. Winowskiej - autorki biografii s. Faustyny, postać apostołki Miłosierdzia Bożego znana była w całej Europie, obu Amerykach, w Australii, w wielu krajach Azji i Afryki. Obrazek Jezusa Miłosiernego z podpisem Jezu, ufam Tobie doczekał się aż 60 wersji językowych. W Polsce istniało już wiele ośrodków, w których czczono Boże Miłosierdzie.
W tej sytuacji tak dynamicznie rozwijającego się kultu, sporym zaskoczeniem była Notyfikacja Kongregacji Św. Oficjum z 6 marca 1959 roku, która wprowadzała wyraźne ograniczenie kultu w formach zaproponowanych przez s. Faustynę. Wątpliwości związane były nie tyle z samym kultem, co wynikały z pewnych nieprawidłowości w jego formach. Tym niemniej usunięte zostały obrazy ze świątyń. Zaprzestano organizowania nabożeństw. Jedynym miejscem, gdzie za zgodą władz kościelnych, w ołtarzu głównym pozostał obraz Jezusa Miłosiernego był kościół w Dolinie Miłosierdzia Bożego, nieopodal Jasnej Góry. Tu też trwał, a nawet rozwijał się kult. Wołanie o Miłosierdzie Boże dla świata nabierało rozmachu. Wzrost pobożności stał się wyzwaniem dla duszpasterzy. Przy kościele powstał Ośrodek Studium Miłosierdzia Bożego. Kościół dostrzegał bowiem konieczność teologicznego pogłębienia, czym jest Miłosierdzie Boże i jaka forma kultu jest rzeczywiście poprawna. Konieczne było podjęcie działania w kierunku oczyszczenia kultu z niewłaściwych naleciałości powstałych wskutek zbyt powierzchownego i wadliwego odczytania treści objawienia danego s. Faustynie. Od roku millenijnego 1966 w Ośrodku miały miejsce sympozja, w których uczestniczyli dogmatycy, liturgiści, bibliści, zarówno duchowni, jak i świeccy. Podejmowane były tematy teologii Miłosierdzia Bożego, apostolstwa jako odpowiedzi człowieka na wezwanie Miłosiernego Boga oraz zależności, jakie zachodzą między Bożym Miłosierdziem a zbawieniem i życiem wiecznym. Pieczę nad całością sprawował kard. Stefan Wyszyński, jako prymas Polski, a z ramienia Komisji ds. Nauki Katolickiej Episkopatu Polski - kard. Karol Wojtyła.
Równolegle nie gasł żar pobożności. Ograniczenie wydane przez Kongregację wpłynęło jednak bardzo pozytywnie. Kult Miłosierdzia Bożego dojrzał, pogłębił się i rozwinął, przynosząc zbawienne owoce. Pozostawienie sprawy kultu "roztropnemu uznaniu" polskich biskupów okazało się wielką mądrością. Pasterze z troską i miłością bowiem wsłuchali się w rytm życia religijnego wiernych. W duchu pasterskiej miłości wspierali to, co ich zdaniem, było przejawem autentycznej pobożności chrześcijańskiej. Pod ich opieką odbywały się nabożeństwa w świątyniach Krakowa, Warszawy, Łodzi, Poznania, Gdańska, Wrocławia, Częstochowy, Białegostoku i wielu innych miejscowości. Zaś do Stolicy Apostolskiej kierowane były nieustannie prośby o oficjalne i pełne uznanie kultu. To wszystko złożyło się na to, że w kwietniu 1978 roku Kongregacja Nauki Wiary wydała nową Notyfikację. W odpowiedzi na liczne zapytania, szczególnie z Polski: czy zakazy z 1959 roku są nadal aktualne, Kongregacja "biorąc pod uwagę głęboko zmienione okoliczności oraz licząc się ze zdaniem polskich ordynariuszy" oświadczyła, że zakazy i ograniczenia z 1959 roku zostały uchylone.
Dalszy rozwój wydarzeń związanych z zatwierdzeniem kultu odbywał się już bardzo szybko. Nie bez znaczenia była wydana w 1980 roku przez Jana Pawła II encyklika Dives in misericordia o Bożym Miłosierdziu. Ważny etap rozwoju kultu stanowiła beatyfikacja s. Faustyny (18 kwietnia 1993 roku). W ten sposób dobiegł końca, rozpoczęty jeszcze w 1968 r. proces beatyfikacyjny. Siedem lat później, 30 kwietnia 2000 r. bł. s. Faustyna Kowalska została wyniesiona do chwały ołtarzy jako święta. 5 maja tego roku Kongregacja Kultu Bożego i ds. Dyscypliny Sakramentów wydała dekret ustanawiający Święto Miłosierdzia Bożego.
W Polsce kult Miłosierdzia Bożego i działalność ośrodków miłosierdzia zintensyfikował się dalej po roku 1981, kiedy to wydano pierwsze, krytyczne opracowanie "Dzienniczka" w jego oryginalnym kształcie. W połowie lat 80. nie było diecezji, która by nie miała parafii pw. Miłosierdzia Bożego.
Do sanktuarium Miłosierdzia Bożego w Krakowie Łagiewnikach przybywa corocznie ponad milion pielgrzymów z Polski i wszystkich kontynentów. Największe tłumy od lat przybywają w pierwszą niedzielę po Wielkanocy, czyli Święto Miłosierdzia Bożego, które od roku 2000 jest obchodzone przez cały Kościół katolicki.
17 sierpnia 2002 roku, Jan Paweł II w Krakowie-Łagiewnikach konsekrował świątynię pod wezwaniem Bożego Miłosierdzia i ustanowił światowe sanktuarium Miłosierdzia Bożego. Jan Paweł II także zawierzył świat Bożemu Miłosierdziu.
Do Łagiewnik docierają także dziesiątki tysięcy listów z całego świata z prośbami i podziękowaniami. Wiele spośród nich zawiera świadectwa doznanych łask: uzdrowień, pojednań w rodzinie, uwolnieniu od alkoholizmu lub sekty i nawróceń.
Kult, zapoczątkowany objawieniami św. Faustyny, jest bardzo rozpowszechniony w Ameryce Południowej i Afryce, na Filipinach, Korei i Nowej Zelandii. W Australii działa Bractwo Miłosierdzia Bożego, które zrzesza ponad 5 tys. osób z 14 krajów. Bardzo prężnym ośrodkiem duszpasterskim i wydawniczym jest również kanadyjska wspólnota w Verdun, której członkowie troszczą się o ludzi zagubionych moralnie.
Czciciele Miłosierdzia Bożego zrzeszają się w dwóch organizacjach: Stowarzyszeniu Apostołów Bożego Miłosierdzia "Faustinum", które liczy kilka tys. osób z ponad 40 krajów oraz w wielomilionowym Apostolskim Ruchu Bożego Miłosierdzia.
Szerzeniem orędzia Miłosierdzia Bożego w szczególny sposób zajmuje się zgromadzenie Matki Bożej Miłosierdzia, do którego należała s. Faustyna oraz siostry Jezusa Miłosiernego - zgromadzenie założone przez kierownika duchowego s. Faustyny, sługę Bożego ks. Michała Sopoćkę.
Wierny Bóg i niewierny człowiek
Już w Starym Testamencie Bóg objawia się jako miłosierny. Miłosierdzie jest przymiotem Boga, który ukazuje się najwyraźniej, gdy - pomimo niewierności członków ludu wybranego - pozostaje wierny zawartemu z nimi Przymierzu. Kiedy w momencie objawienia na Synaju lud uczynił sobie złotego cielca, Bóg nie zapałał gniewem wobec bałwochwalców, lecz przedstawił się Mojżeszowi jako "Bóg miłosierny, litościwy, cierpliwy, bogaty w łaskę i wierność" (Wj 34, 6). Całe dzieje Starego Przymierza ukazują lud, który - mimo iż odchodzi od Boga, zdradza go, grzeszy - doświadcza troski Boga, pochylającego się nad nim i okazującego mu miłosierdzie. W mowach proroków i w psalmach miłosierdzie Boże jest wyrazem potęgi miłości, która jest większa niż grzech, niż największa nawet niewierność ludu. Miłosierny Bóg stale wychodzi na przeciw ludowi, dając mu szansę pokuty i nawrócenia. Wciąż także objawia swoją gotowość do przebaczenia.
W Nowym Testamencie miłosierdzie staje się znakiem rozpoznawczym Mesjasza. Jego dzieła miłosierdzia są wystarczającą odpowiedzią na pytanie uczniów Jana Chrzciciela: czy Ty jesteś tym, który ma przyjść (zob. Łk 7, 19). W czasie swojej misji Jezus daje świadectwo o miłosierdziu Bożym "głosząc Ewangelię o Królestwie" (Mt 4,23), odpuszczając grzechy (Mt 9, 2) oraz "lecząc wszelkie choroby i wszelkie słabości wśród ludu" (Mt 4, 23). Postawę miłosiernego Boga wobec grzesznego człowieka Chrystus ukazał w przypowieści o synu marnotrawnym. Papież Jan Paweł II zwraca uwagę, że przypowieść ta w sposób dogłębny wyraża rzeczywistość nawrócenia. Nawrócenie jest zaś najbardziej konkretnym przejawem obecności miłosierdzia w ludzkim świecie. Ojciec Święty podkreśla bowiem, że miłosierdzie nie polega na najbardziej nawet współczującym spojrzeniu na zło moralne, fizyczne czy materialne. "W swoim właściwym i pełnym kształcie miłosierdzie objawia się jako dowartościowywanie, jako podnoszenie w górę, jako wydobywanie dobra spod wszelkich nawarstwień zła, które jest w świecie i w człowieku. W takim znaczeniu - podkreśla Papież - miłosierdzie stanowi podstawową treść orędzia mesjańskiego Chrystusa oraz siłę konstytutywną Jego posłannictwa" ("Dives in misericordia", 6).
Szczytem jednak objawienia miłosierdzia Bożego jest misterium paschalne, czyli męka, śmierć i zmartwychwstanie Chrystusa. W całych dziejach zbawienia "Krzyż stanowi najgłębsze pochylenie się Boga nad człowiekiem, nad tym, co człowiek - zwłaszcza w chwilach trudnych i bolesnych - nazywa swoim losem" (jw. 13). Człowiek przytłoczony cierpieniem, a często własnym grzechem i jego niszczącymi konsekwencjami skłonny jest myśleć, że jest igraszką w rękach Boga, tymczasem Bóg dla ocalenia człowieka nie zawahał się wydać swojego Syna, aby przez Krzyż dokonał zbawienia. Miłosierdzie "jako doskonałość nieskończonego Boga jest również nieskończone" - pisze Ojciec Święty, dodając, że niewyczerpana jest także gotowość Boga w przyjmowaniu powracających marnotrawnych synów. Ograniczyć ją może tylko upór człowieka, brak dobrej woli, gotowości nawrócenia, czyli pokuty.
Miłosierdzie i sprawiedliwość
Jan Paweł II zwracał uwagę, że bardzo często ludzkie zamiary, mające urzeczywistnić sprawiedliwość ulegają wypaczeniu i stają się jej zaprzeczeniem. Chrystus wytykał swoim słuchaczom postawę "oko za oko, ząb za ząb". W modlitwie, którą przekazał swoim uczniom zawarł znamienne słowa "odpuść nam nasze winy, jako i my odpuszczamy naszym winowajcom". Sprawiedliwość sama nie wystarcza - uczył Papież-Polak - musi ona być udoskonalona miłosierdziem. Cóż to znaczy, czy miłosierdzie nie przeczy sprawiedliwości?
Jak rozumieć słowa Pana Jezusa do Piotra, że trzeba przebaczać "siedemdziesiąt siedem razy", czyli każdemu i za każdym razem? "To tak szczodrze wymagane przebaczenie - wyjaśnia Jan Paweł II - nie niweczy obiektywnych wymagań sprawiedliwości. Właściwie rozumiana sprawiedliwość stanowi poniekąd cel przebaczenia. W żadnym miejscu orędzia ewangelicznego, ani przebaczenie, ani też miłosierdzie jako jego źródło nie oznacza pobłażliwości wobec zła, wobec zgorszenia, wobec krzywdy czy wyrządzonej zniewagi. W każdym wypadku naprawienie tego zła, naprawienie zgorszenia, wyrównanie krzywdy, zadośćuczynienie za zniewagę jest warunkiem przebaczenia" ("Dives in misericordia", 14)
Wezwanie do miłosierdzia
"Błogosławieni miłosierni, albowiem oni miłosierdzia dostąpią" - mówi Chrystus w Kazaniu na Górze. Człowiek jest powołany do tego, by naśladować doskonałość Boga. "Wpatrując się w Niego - powiedział Papież-Polak podczas kanonizacji s. Faustyny - jednocząc się z Jego ojcowskim sercem, stajemy się zdolni patrzeć na braci nowymi oczyma, w postawie bezinteresowności i solidarności, hojności i przebaczenia. Tym wszystkim jest właśnie miłosierdzie! - podkreślił z naciskiem.
17 sierpnia 2002 r. Jan Paweł II zawierzył cały świat Bożemu Miłosierdziu i poświęcił sanktuarium w Krakowie Łagiewnikach. "Pozwól wszystkim mieszkańcom ziemi doświadczyć Twojego miłosierdzia, aby w Tobie, trójjedyny Boże, zawsze odnajdywali źródło nadziei" - modlił się Papież i prosił Boga, by uleczył ludzką słabość i przezwyciężył wszelkie zło. Mówiąc o dramatach współczesnego świata podkreślił: "Potrzeba miłosierdzia, aby wszelka niesprawiedliwość na świecie znalazła kres w blasku prawdy".
Bądźcie świadkami Bożego Miłosierdzia ! - wezwał swych rodaków Jan Paweł II następnego dnia, w czasie Mszy św. beatyfikacyjnej na krakowskich Błoniach w niedzielę 18 sierpnia. Papież zaapelował, aby Polacy kierowali się nową "wyobraźnią miłosierdzia", w służbie najbardziej potrzebującym. Stwierdził, że powinna stać ona u podstaw duszpasterskiego programu Kościoła w dzisiejszej Polsce.
Pamięć i tożsamość: Miłosierdzie na dzisiejsze czasy
W swojej ostatniej książce "Pamięć i tożsamość" Jan Paweł II poświęcił Miłosierdziu Bożemu oddzielny rozdział zatytułowany "Tajemnica Miłosierdzia". Papież wyjaśnia, że chciał spopularyzować doświadczenie siostry Faustyny, gdyż należy ono do skarbca Kościoła powszechnego.
"Jeśli wspominam tutaj siostrę Faustynę - napisał Ojciec Święty - i zainaugurowany przez nią kult Chrystusa miłosiernego, to także dlatego, że i ona należy do naszych czasów. Żyła w pierwszych dekadach XX stulecia, a zmarła przed II wojną światową. I właśnie w tym czasie została jej objawiona tajemnica miłosierdzia Bożego [...] Tym, którzy przeszli przez doświadczenie II wojny światowej, słowa zapisane w Dzienniczku świętej Faustyny jawią się jako szczególna Ewangelia miłosierdzia Bożego napisana w perspektywie XX wieku. Ludzie tego stulecia pojęli to przesłanie" (s. 61).
Nadzwyczajny Jubileusz Miłosierdzia
8 grudnia 2015 r. papież Franciszek otworzył Rok Święty Miłosierdzia, obchodzony w całym Kościele katolickim. "Nadzwyczajny Rok Święty jest darem łaski. Będzie to rok, w którym mamy wzrastać w przekonaniu o miłosierdziu i przedkładać je nad sąd a w każdym przypadku, sąd Boży będzie zawsze odbywał się w świetle Jego miłosierdzia" - powiedział papież w homilii wygłoszonej z tej okazji.
Papież pragnie, aby ten rok przeżywany był także jako dzielenie się Bożym miłosierdziem, mógł się stać okazją, by każdego dnia żyć miłosierdziem, jakim Bóg zawsze obdarza człowieka. W tym Roku Jubileuszowym Franciszek wzywa Kościół, by rozbrzmiewał Słowem Bożym, niestrudzenie oferował miłosierdzie, będąc zawsze cierpliwym pocieszając i przebaczając.
Jednym z centralnych wydarzeń Nadzwyczajnego Jubileuszu Miłosierdzia będą Światowe Dni Młodzieży, obchodzone w tym roku w Krakowie od 26 do 31 lipca pod hasłem: „Błogosławieni miłosierni, albowiem oni miłosierdzia dostąpią”.

sobota, 15 kwietnia 2017

NIEDZIELA ZMARTWYCHWSTANIA PAŃSKIEGO

                                      Moi   kochani   Przyjaciele  !Podobny obraz                                                                                                                                                           "Dlaczego szukacie żyjącego
                                                                wśród umarłych ? Nie ma Go tutaj !
                                                                                                      ZMARTWYCHWSTAŁ !"  
 
             Trwając  na modlitwie u stóp  Jasnej  Góry
                przesyłam wszystkim gorące  życzenia
                          owocnego  spotkania 
                ze  Zmartwychwstałym  Zbawicielem.
                    " Niech  Moc   Jego  Chwały
                w pełni nas umacnia do okazywania
                         cierpliwości i stałości.
                    Z radością dziękujmy Ojcu,
                który nas uzdolnił  do  uczestnictwa
                 w dziale  świętych  w  światłości " /Kol 1, 11-12/
                   wraz z   darem modlitwy   życzy   s. marta                                         

sobota, 8 kwietnia 2017

NIEDZIELA PALMOWA

   Znalezione obrazy dla zapytania HOMILIE NA NIEDZIELĘ PALMOWA         WIELKI   TYDZIEŃ
  
Zbliża się najświętszy czas w Kościele. Rozpoczyna się Wielki Tydzień, który ma nas wszystkich bezpośrednio przygotować na święta Wielkiej Nocy, Zmartwychwstania Pańskiego. Dzisiejsza liturgia streszcza cały Wielki Tydzień. Rozpoczyna się on jednak od tryumfalnego wjazdu Jezusa do Jerozolimy. Trzymane w rękach gałązki palm mają nam przypomnieć to ważne wydarzenie z życia Chrystusa. Wraz z mieszkańcami Jerozolimy witamy Go wkraczającego do miasta jako króla. Owo wkraczanie może mieć także znaczenie symboliczne, bowiem „Jerozolimą” jest moje życie, moje serce. Rozważmy więc nasze powitanie wkraczającego Mesjasza. Co z tego powinno wyniknąć, jakie powinno być nasze zachowanie?
Najpierw należy sobie uświadomić, że Jezus przychodzi jako Mesjasz – Król Pokoju. Nie można przyjmować Boga do swego serca bez wewnętrznego pokoju, płynącego z czystości serca. Niestety, w obecnych czasach istnieje wiele niepokoju, który nie pozwala na przyjęcie Jezusa. Znakiem czasu staje się lęk przed Chrystusem. Dlatego jeśli ma się powtórzyć scena wjazdu Mesjasza do „Jerozolimy” mojego serca, muszę zlikwidować strach. Chrystus nie „zamiesza” w naszym życiu, nie postawi zbyt wygórowanych wymagań. Wyjście Mu naprzeciw możliwe jest tylko wtedy, gdy Jemu zaufamy; gdy odkryjemy, że Jego „wjazd” w naszym życiu jest błogosławionym wydarzeniem. Nie uciekajmy więc przed wymaganiami, które stawia Chrystus. Nie uciekajmy przed Jego trudną nauką o krzyżu, która wymaga od człowieka samozaparcia i ofiarności. Tylko wtedy możemy go prawdziwie przywitać jako Króla Pokoju!
Patrząc na wjazd Jezusa do Jerozolimy, trzeba także odkryć prawdę, że mieszkańcy tego miasta spontanicznie zrywali gałązki i witali Mesjasza. Spontaniczność taka likwiduje wszelkie kalkulacje. Spontaniczność nie pozwala na myślenie w kategoriach „czy się to opłaca”. Dlatego też w przyjmowaniu Jezusa do swojego życia musi być wiele spontaniczności. Nie można na przykład obliczać, czy przebaczenie jest opłacalne. Przyjęcie Jezusa powinno być odruchem serca, a nie wyrachowanym działaniem. Spontaniczne przyjęcie Chrystusa likwiduje wszelką dyskusję nad słusznością prawd głoszonych przez Mistrza z Nazaretu.
W dzisiejszym wspomnieniu wjazdu Jezusa do Jerozolimy należy odnaleźć jeszcze jedno ważne przesłanie. Jest nim przestroga przed zdradą. Jak pokazały wydarzenia Wielkiego Tygodnia, w przeciągu kilku dni można od miłości przejść do nienawiści. Od wierności do zdrady może być tylko jeden krok. Powinniśmy więc dziś zapytać, w których dziedzinach życia to napięcie pomiędzy wiernością Bogu a Jego odrzuceniem jest najbardziej możliwe. U progu Wielkiego Tygodnia każdy z nas powinien odkryć to „najsłabsze ogniwo” łączące z Bogiem. Chodzi bowiem o to, aby zawsze swoim życiem mówić „witaj”, a nie „ukrzyżuj Go”! Prośmy o to gorąco PANA w modlitwie.

sobota, 1 kwietnia 2017

V NIEDZIELA WIELKIEGO POSTU

https://encrypted-tbn1.gstatic.com/images?q=tbn:ANd9GcSlAmE2mJOyvDbKj9uFdxSQ01gIbl8RYPEMkMO6e8FUvQOy5Cos0w    (J 11,1-45)
Był pewien chory, Łazarz z Betanii, z miejscowości Marii i jej siostry Marty. Maria zaś była tą, która namaściła Pana olejkiem i włosami swoimi otarła Jego nogi. Jej to brat Łazarz chorował. Siostry zatem posłały do Niego wiadomość: Panie, oto choruje ten, którego Ty kochasz. Jezus usłyszawszy to rzekł: Choroba ta nie zmierza ku śmierci, ale ku chwale Bożej, aby dzięki niej Syn Boży został otoczony chwałą. A Jezus miłował Martę i jej siostrę, i Łazarza. Mimo jednak że słyszał o jego chorobie, zatrzymał się przez dwa dni w miejscu pobytu. Dopiero potem powiedział do swoich uczniów: Chodźmy znów do Judei. Rzekli do Niego uczniowie: Rabbi, dopiero co Żydzi usiłowali Cię ukamienować i znów tam idziesz? Jezus im odpowiedział: Czyż dzień nie liczy dwunastu godzin? Jeżeli ktoś chodzi za dnia, nie potknie się, ponieważ widzi światło tego świata. Jeżeli jednak ktoś chodzi w nocy, potknie się, ponieważ brak mu światła. To powiedział, a następnie rzekł do nich: Łazarz, przyjaciel nasz, zasnął, lecz idę, aby go obudzić. Uczniowie rzekli do Niego: Panie, jeżeli zasnął, to wyzdrowieje. Jezus jednak mówił o jego śmierci, a im się wydawało, że mówi o zwyczajnym śnie. Wtedy Jezus powiedział im otwarcie: Łazarz umarł, ale raduję się, że Mnie tam nie było, ze względu na was, abyście uwierzyli. Lecz chodźmy do niego. Na to Tomasz, zwany Didymos, rzekł do współuczniów: Chodźmy także i my, aby razem z Nim umrzeć. Kiedy Jezus tam przybył, zastał Łazarza już do czterech dni spoczywającego w grobie. A Betania była oddalona od Jerozolimy około piętnastu stadiów i wielu Żydów przybyło przedtem do Marty i Marii, aby je pocieszyć po bracie. Kiedy zaś Marta dowiedziała się, że Jezus nadchodzi, wyszła Mu na spotkanie. Maria zaś siedziała w domu. Marta rzekła do Jezusa: Panie, gdybyś tu był, mój brat by nie umarł. Lecz i teraz wiem, że Bóg da Ci wszystko, o cokolwiek byś prosił Boga. Rzekł do niej Jezus: Brat twój zmartwychwstanie. Rzekła Marta do Niego: Wiem, że zmartwychwstanie w czasie zmartwychwstania w dniu ostatecznym. Rzekł do niej Jezus: Ja jestem zmartwychwstaniem i życiem. Kto we Mnie wierzy, choćby i umarł, żyć będzie. Każdy, kto żyje i wierzy we Mnie, nie umrze na wieki. Wierzysz w to? Odpowiedziała Mu: Tak, Panie! Ja wciąż wierzę, żeś Ty jest Mesjasz, Syn Boży, który miał przyjść na świat. Gdy to powiedziała, odeszła i przywołała po kryjomu swoją siostrę, mówiąc: Nauczyciel jest i woła cię. Skoro zaś tamta to usłyszała, wstała szybko i udała się do Niego. Jezus zaś nie przybył jeszcze do wsi, lecz był wciąż w tym miejscu, gdzie Marta wyszła Mu na spotkanie. Żydzi, którzy byli z nią w domu i pocieszali ją, widząc, że Maria szybko wstała i wyszła, udali się za nią, przekonani, że idzie do grobu, aby tam płakać. A gdy Maria przyszła do miejsca, gdzie był Jezus, ujrzawszy Go upadła Mu do nóg i rzekła do Niego: Panie, gdybyś tu był, mój brat by nie umarł. Gdy więc Jezus ujrzał jak płakała ona i Żydzi, którzy razem z nią przyszli, wzruszył się w duchu, rozrzewnił i zapytał: Gdzieście go położyli? Odpowiedzieli Mu: Panie, chodź i zobacz. Jezus zapłakał. A Żydzi rzekli: Oto jak go miłował! Niektórzy z nich powiedzieli: Czy Ten, który otworzył oczy niewidomemu, nie mógł sprawić, by on nie umarł? A Jezus ponownie, okazując głębokie wzruszenie, przyszedł do grobu. Była to pieczara, a na niej spoczywał kamień. Jezus rzekł: Usuńcie kamień. Siostra zmarłego, Marta, rzekła do Niego: Panie, już cuchnie. Leży bowiem od czterech dni w grobie. Jezus rzekł do niej: Czyż nie powiedziałem ci, że jeśli uwierzysz, ujrzysz chwałę Bożą? Usunięto więc kamień. Jezus wzniósł oczy do góry i rzekł: Ojcze, dziękuję Ci, żeś mnie wysłuchał. Ja wiedziałem, że mnie zawsze wysłuchujesz. Ale ze względu na otaczający Mnie lud to powiedziałem, aby uwierzyli, żeś Ty Mnie posłał. To powiedziawszy zawołał donośnym głosem: Łazarzu, wyjdź na zewnątrz! I wyszedł zmarły, mając nogi i ręce powiązane opaskami, a twarz jego była zawinięta chustą. Rzekł do nich Jezus: Rozwiążcie go i pozwólcie mu chodzić. Wielu więc spośród Żydów przybyłych do Marii ujrzawszy to, czego Jezus dokonał, uwierzyło w Niego.
Wskrzeszenie Łazarza, które opisuje dzisiejsza Ewangelia św. Jana, jest ze wszystkich cudów Jezusa najbardziej dramatyczne. Łazarz mieszkał razem ze swoimi siostrami Marią i Martą w Betanii, niewielkiej wiosce położonej opodal Jerozolimy, na stoku Góry Oliwnej. Pan Jezus był częstym gościem w ich domu. I oto kiedy przebywał w okolicy za Jordanem dotarła do Niego wiadomość o chorobie Łazarza: „Panie, zachorował ten, którego Ty kochasz”.
Już tu pojawia się trudność, no bo dlaczego Chrystus nie poszedł od razu do Betanii? Dopiero po dwóch dniach powiedział uczniom: „Chodźmy znów do Judei”. Sytuacja wokół Jezusa musiała być już bardzo niebezpieczna, skoro Tomasz zareagował takimi słowami: „Chodźmy także i my, aby razem z Nim umrzeć”.
Jedynie Jezus był świadom, że jeszcze nie nadeszła Jego godzina i że „choroba ta nie zmierza ku śmierci, ale ku chwale Bożej, aby dzięki niej Syn Boży został otoczony chwałą”. Na czym więc polega chwała Boża? Właśnie na tym, że Pan Bóg tak bardzo ukochał człowieka. Czas Wielkiego Postu pozwala, jakby na nowo i bardziej dojrzale niż poprzednio, przeżyć tę wielką miłość. Ale dla człowieka zanurzonego w swoim egoizmie, ta Boża miłość jest tak trudna do zrozumienia. Jest to niemożliwe, żeby Bóg Ojciec, miłując swojego Syna, wydawał Go na mękę i śmierć. Jeżeli jednak przełamię się i przyznam, że noszę w sobie grzech  to wtedy tajemnice cierpienia i śmierci, które są następstwem grzechu, nie będą całkowitą ciemnością.
     Św. Paweł napisał takie słowa: „sami z siebie mieliśmy wyrok śmieci, abyśmy nie pokładali ufności w samych sobie, lecz w Bogu, który wskrzesza umarłych. On to nas wyrwał i wyrywa z tak wielkiego niebezpieczeństwa śmierci. W Nim mamy nadzieję, że nadal będzie nas wyrywał”.
Jezusowa moc, która czyniła cuda, nie tylko miała ulżyć ludzkiemu cierpieniu, ale przede wszystkim pomagała zobaczyć, dotknąć prawdziwej, tzn. Bożej rzeczywistości. Czy nie tak było przy uzdrowieniu paralityka? Jezus mówi do tych, którym złe myśli nurtowały w głowie: „Cóż bowiem jest łatwiej powiedzieć: Odpuszczają ci się twoje grzechy, czy też powiedzieć: Wstań i chodź!” A w dzisiejszej Ewangelii – z jaką łatwością Chrystus budzi do życia rozkładającego się trupa, tak jakby budził kogoś śpiącego. Wcześniej jednak zapłakał nad grobem Łazarza. Jak rozumieć ten płacz? Czy tak, jak niektórzy stojący obok: „Oto jak go miłował! Czy Ten, który otworzył oczy niewidomemu, nie mógł sprawić, by on nie umarł?” Ten płacz był przede wszystkim płaczem nad ludzką śmiercią. Bo człowiek tak łatwo odchodzi od Boga, tak lekkomyślnie sprowadza na siebie śmierć.
Jest jeszcze jedna bardzo ważna pociecha, którą daje dzisiejsze Słowo Boże, mianowicie prośba Marii i Marty. Mówimy – modlitwa wstawiennicza. To przecież one zawezwały Jezusa. I one też zaprowadziły Go do grobu swojego brata. Jakie to pocieszające, że dzięki modlitwie całego Kościoła, zanoszonej teraz w okresie Wielkiego Postu, jak wielu powróci ze swojej śmierci, w której trwali, Bóg jeden wie jak długo, a którą zadał im grzech.
                                                                 Znalezione obrazy dla zapytania 5 niedziela wielkiego postu rok aMateusz