„Kościół żyje dzięki Eucharystii. Ta prawda zawiera w sobie "istotę
tajemnicy Kościoła". Tymi słowami rozpoczyna się Encyklika o Kościele
Eucharystycznym autorstwa Jana Pawła II.
Jest to kontynuacja myśli Soboru Watykańskiego II, że „Ofiara
eucharystyczna jest źródłem i zarazem szczytem całego życia
chrześcijańskiego. W Najświętszej Eucharystii zawiera się bowiem całe
dobro duchowe Kościoła, to znaczy sam Chrystus, nasza Pascha i Chleb
żywy, który przez swoje ożywione przez Ducha Świętego i ożywiające Ciało
daje życie ludziom.”
Gdy Chrystus w Wieczorniku łamał chleb i dawał Apostołom mówiąc:
„Bierzcie i jedzcie, to jest Ciało moje; pijcie z tego Kielicha, to jest
Krew moja”, bardzo wątpię, aby oni wtedy rozumieli te słowa. Oni
pojęli tę prawdę po zmartwychwstaniu Chrystusa. Nic dziwnego, że i nam trudno jest pojąć tę wielką tajemnicę przemiany, jaka dokonuje się na naszych ołtarzach. Ale to nie oznacza, że słowa Chrystusa można ignorować. Przeciwnie,
człowiek powinien z pokorą i uporem dążyć do tego, aby w Eucharystii
dostrzegać żywego Boga i Nim się żywić.
Jeden z poetów, pod koniec swojego życia napisał w liście do swojego
przyjaciela: "Gdybym miał szanse żyć po raz drugi, wiedziałbym jak moje
życie przeżyć."
My nie będziemy musieli podpisywać się pod tymi słowami, gdy będziemy
szukali zadowolenia i szczęścia prawdziwego — tego płynącego ze
zjednoczenia z Bogiem. A szansę na to szczęście daje nam Eucharystia,
Najświętszy Sakrament, pokarm niebieski, chleb z nieba…
W swojej homilii na Boże Ciało papież Benedykt XVI zwrócił uwagę na
przemieniającą moc Eucharystii. Nie jest ona podobna do pokarmu
doczesnego, który zostaje przyswojony przez nasz organizm i staje się
jego częścią.
W Ofierze Eucharystycznej dokonuje się proces w odwrotnym kierunku.
To my zostajemy przyswojeni przez pokarm, stajemy się podobni do
Chrystusa, którego przyjmujemy.
Benedykt XVI wypowiedział bardzo znamienne słowa: „Ten, kto
rozpoznaje Jezusa w Hostii Najświętszej – podkreślił – rozpoznaje Go
również w bracie, który cierpi. Staje się wrażliwy na każdego
człowieka”.
Otóż to – Eucharystia przyjmowana z umiłowaniem niesie wewnętrzny
pokój i szczęście płynące z faktu tej jedności z Chrystusem oraz z
szacunku wobec drugiego człowieka, którego Bóg tak samo kocha i tak samo
pragnie zbawić.
Nie tak dawno padły z publicznej mównicy słowa: nie będziemy klękali
przed księdzem. Wywołały one przeróżne komentarze. I choć zabrzmiały
buńczucznie, i choć miały na pewno inne odniesienie te właśnie słowa
przypomniały nam jedno – nie przed księdzem, lecz przed Bogiem – nie
tylko nam wolno, ale wręcz mamy obowiązek uklęknąć w pokorze. Uklęknąć
do modlitwy. Uklęknąć na znak szacunku dla Jego Majestatu. Uklęknąć
przed tabernakulum na znak wiary w prawdziwą obecność Chrystusa w
Eucharystii. Bo Eucharystia, pojęta jako zbawcza obecność Jezusa we wspólnocie
wiernych i jako jej pokarm duchowy, jest czymś najcenniejszym, co
Kościół posiada.
Dlatego też, z takim pietyzmem i szacunkiem otacza tajemnicę
Eucharystii i każe nam ją kochać, cenić i wielbić. Albowiem z cudownym
chlebem Eucharystii daje Chrystus każdemu swoją sprawiedliwość, swoje
zadośćuczynienie, swoje zbawienie, swoją miłość, siebie samego.
Oto jest tajemnica istotna Eucharystii. Człowiek świadomy tych darów
nie ma problemu, aby uklęknąć przed Bogiem w adoracji. Co więcej,
człowiek taki czuje potrzebę, aby pozwalać Chrystusowi, by go
przemieniał.
Dzisiejsza uroczystość przypomina nam, że Bóg przemierza nasze ulice
nie tylko niesiony w złocistej monstrancji ale i w naszych sercach. My
jesteśmy Christofori, czyli nosicielami Chrystusa, Jego życia i
Jego miłości dzięki temu, że spożywamy chleb Boży z ołtarza Pańskiego.
Właśnie ten fakt nadaje dzisiejszej uroczystości szczególnego znaczenia
i blasku.
Prawdziwie wierzący człowiek nie może pozwolić na to, aby zamarło w
nim pragnienie adoracji eucharystycznej. Nie może pozwolić, aby
dopuszczać do Siebie nadużycia powodujące zaciemnianie prawidłowej wiary
i nauczania katolickiego odnośnie do tego przedziwnego Sakramentu, czy
sprowadzanie jej do symbolu.
Dlatego dzisiaj, dziękując Bogu za dar Jego szczególnej obecności
między nami, prosimy Boga, aby obudził w nas wielką miłość do
Eucharystii.
Siostra Marta serdecznie zaprasza...
czwartek, 30 maja 2013
niedziela, 26 maja 2013
UROCZYSTOŚĆ TRÓJCY PRZENAJŚWIĘTSZEJ
Jezus powiedział swoim uczniom: Jeszcze wiele mam wam do
powiedzenia, ale teraz [jeszcze] znieść nie możecie. Gdy zaś przyjdzie
On, Duch Prawdy, doprowadzi was do całej prawdy. Bo nie będzie mówił od
siebie, ale powie wszystko, cokolwiek usłyszy, i oznajmi wam rzeczy
przyszłe. On Mnie otoczy chwałą, ponieważ z mojego weźmie i wam objawi.
Wszystko, co ma Ojciec, jest moje. Dlatego powiedziałem, że z mojego
weźmie i wam objawi
(J 16,12-15)
Dzisiejsza mowa Jezusa skierowana jest stricte do Jego uczniów. Pan
Jezus mówi do tych, którzy za Nim poszli, że jeszcze wiele ma im do
powiedzenia, ale nie jest to jeszcze ten moment, żeby mówić wszystko.
Jezus dobrze wie, że teraz mogą wszystkiego nie zrozumieć, ale
jednocześnie zapowiada, że wszystko poznają, kiedy przyjdzie do nich
Duch Prawdy.
Na wszystko jest czas. Nie warto denerwować się, kiedy czegoś nie
rozumiemy i chcemy natychmiast wiedzieć, dlaczego tak się dzieje. Czy
potrafisz całkowicie zaufać Bogu i przyjąć to, że możesz czegoś teraz
nie rozumieć? Jak przyjmujesz działanie Boga w twoim życiu, który
zapewnia cię, że poznasz całą Prawdę?
W naszym życiu często nie rozumiemy pewnych rzeczy, ale kiedy patrzymy
na różne wydarzenia z dystansem, to zaczynamy więcej rozumieć. Tak
działa Boży Duch, Duch Prawdy, który stopniowo wszystko nam wyjaśnia,
kiedy nadejdzie właściwy moment. Ducha Prawdy to Boży Duch, przynoszący
radość i pokój. To zupełne przeciwieństwo szatana, który potrafi
przynieść nam tylko kłamstwo i niepokój.
Warto zastanowić się w tym punkcie, czy widzę, jak Bóg nieustannie
posyła mi swojego Ducha i ujawnia stopniowo Prawdę? Czy nie zdarza mi
się, że mylę Ducha Prawdy od ducha kłamstwa, który mnie zwodzi?
Dzisiaj przeżywamy uroczystość Przenajświętszej Trójcy. W Ewangelii
znajdujemy więc podkreślenie tego, że pomiędzy Ojcem, a Synem panuje
ścisła więź, której nikt nie może przerwać. Syn, którego Bóg posłał na
świat, aby wszystkich zbawić, jest także Bogiem. Kto poznał Jezusa, ten
poznał i Ojca. Duch Święty zaś zostaje dany wierzącym jako Duch Prawdy,
który prowadzi wszystkich do Ojca i dzięki Niemu możemy poznać miłość i
działanie Boga wśród nas.
Prawda o Trójcy Świętej nie jest łatwa do zrozumienia, ale dzięki
Duchowi jest możliwa i może właśnie dlatego tę uroczystość przeżywamy
zaraz po Zesłaniu Ducha Świętego. W tym ostatnim punkcie spróbuj po
prostu trwać na modlitwie przed Trójjedynym Bogiem i proś Go, aby Duch
doprowadził cię do całej prawdy.niedziela, 19 maja 2013
ZESŁANIE DUCHA ŚWIĘTEGO
Jakie są moje wieczory, moje znużenia, niepewności, których doświadczam? Czy w zamknięciu spowodowanym lękiem i zmęczeniem próbuję dać miejsce Bogu i wsłuchiwać się w Jego słowa "Pokój Tobie!"?
Jezus Chrystus jest darem- sam jest Posłańcem i zarazem przesłaniem. Bóg
przez Jezusa mówi, że jest z nami. Taka jest Miłość- daje z siebie, co
ma najlepszego. Zaś doświadczenie bycia ukochanym powoduje przekazywanie
miłości dalej. W każdej miłości doświadczanej przez człowieka
(otrzymywanej i dawanej) przychodzi czas kryzysu, jakiejś próby. Wówczas
właśnie zjawia się Jezus i uspokaja zalęknione i wątpiące serce. Czyni
to słowem, ale też i kojącym tchnieniem, podmuchem pełnym łagodności i
rodzicielskiej czułości. Czy doświadczam tego, że Jezus został posłany
przez Boga dla mnie? Jakim przesłaniem jest dla mnie Jezus? Z jakim
przesłaniem wychodzę do innych? O jakim Bogu, człowieku i sensie życia
mówię słowem i gestem wobec innych? Spróbuj wykonać następujące
ćwiczenie: wyobraź sobie, że przełamując nieśmiałość podchodzisz do
osoby nieznanej (np. na przystanku autobusowym) i masz jej powiedzieć w
jednym zdaniu jaki jest Bóg, którego znasz. Jak brzmiało by to zdanie?
Z posłaniem, czyli zaproszeniem do miłości, wiąże się dar Ducha
Świętego. Dany jest jako tchnienie. Pomyśl o nurtującej Cię sprawie,
trudności w życiu duchowym, międzyludzkim, zawodowym. Wyobraź sobie jak
Bóg dmucha na tą sytuację kojącym tchnieniem. To tchnienie Ducha, które
wyzwala, i pozwala spojrzeć na sprawę z innej strony, pozwala zatrzymać
się i być tam z Bogiem. Duch Święty daje siłę by zmierzyć się ze złem,
ze wszystkim co destrukcyjne w naszym życiu. On też działa dogłębnie w
naszych relacjach, zwłaszcza tam gdzie dochodzi do krzywdy, konfliktów,
zranień. Pocieszyciel umacnia w walce o jedność i zgodę. Duch Święty
uzdalnia do mówienia innym językiem, do rozmawiania "inaczej" niż
dotychczas, do takiej rozmowy w której obie strony zaczynają się
rozumieć. Pomyśl o jakiejś niejasnej relacji, pełnej podejrzeń, poczucia
krzywdy. Poproś o dar Ducha Św. dzięki któremu spojrzysz na tę osobę
inaczej.
Z posłaniem, czyli zaproszeniem do miłości, wiąże się dar Ducha
Świętego. Dany jest jako tchnienie. Pomyśl o nurtującej Cię sprawie,
trudności w życiu duchowym, międzyludzkim, zawodowym. Wyobraź sobie jak
Bóg dmucha na tą sytuację kojącym tchnieniem. To tchnienie Ducha, które
wyzwala, i pozwala spojrzeć na sprawę z innej strony, pozwala zatrzymać
się i być tam z Bogiem. Duch Święty daje siłę by zmierzyć się ze złem,
ze wszystkim co destrukcyjne w naszym życiu. On też działa dogłębnie w
naszych relacjach, zwłaszcza tam gdzie dochodzi do krzywdy, konfliktów,
zranień. Pocieszyciel umacnia w walce o jedność i zgodę. Duch Święty
uzdalnia do mówienia innym językiem, do rozmawiania "inaczej" niż
dotychczas, do takiej rozmowy w której obie strony zaczynają się
rozumieć. Pomyśl o jakiejś niejasnej relacji, pełnej podejrzeń, poczucia
krzywdy. Poproś o dar Ducha Św. dzięki któremu spojrzysz na tę osobę
inaczej.
sobota, 11 maja 2013
UROCZYSTOŚĆ WNIEBOWSTĄPIENIA PAŃSKIEGO
„Jezus powiedział do swoich uczniów: Tak jest napisane: Mesjasz będzie cierpiał i trzeciego dnia zmartwychwstanie, w imię Jego głoszone będzie nawrócenie i odpuszczenie grzechów wszystkim narodom, począwszy od Jerozolimy. Wy jesteście świadkami tego. Oto Ja ześlę na was obietnicę mojego Ojca. Wy zaś pozostańcie w mieście, aż będziecie uzbrojeni mocą z wysoka. Potem wyprowadził ich ku Betanii i podniósłszy ręce błogosławił ich. A kiedy ich błogosławił, rozstał się z nimi i został uniesiony do nieba. Oni zaś oddali Mu pokłon i z wielką radością wrócili do Jerozolimy, gdzie stale przebywali w świątyni, wielbiąc i błogosławiąc Boga”.
Święto Wniebowstąpienia tchnie radością połączoną z nostalgią. W Liturgii przeżywamy fakt odejścia Jezusa z ziemi i powrotu do Ojca. Łukasz ewangelista kreśli obraz Jezusa na górze Oliwnej, zwróconego twarzą ku świątyni, żegnającego się z uczniami i udzielającego im błogosławieństwa.
Pożegnanie Jezusa z uczniami przypomina o wielu pożegnaniach, których doświadczamy w naszym życiu. Każdy z nas musi pożegnać się z dzieciństwem, z młodością, z okresem sukcesów, z czasem, w którym jesteśmy potrzebni, w którym jesteśmy w centrum uwagi. Musimy pożegnać się drogimi ludźmi, z miejscami, w których jest nam dobrze. Każde pożegnanie boli. Ale w każdym pożegnaniu jest też szansa na coś nowego. Każde pożegnanie oczyszcza i rozwija.
Rozstanie Jezusa z uczniami tchnie jednakże nadzieją i radością. Uczniowie pełni entuzjazmu i mocy Ducha Świętego idą do domu z wielką radością i głoszą Ewangelię. Św. Łukasz podpowiada nam, skąd uczniowie czerpią siłę do takiej radości. „Stale przebywali w świątyni, wielbiąc i błogosławiąc Boga”. Modlitwa, przebywanie w świątyni, wychwalanie Boga było dla uczniów przedsmakiem nieba, do którego wstąpił Jezus.
Doświadczenie wniebowstąpienia posyła nas do codzienności, w której mieszkamy i pracujemy. Powinniśmy nieść niebo tam, gdzie jest codzienność, gdzie jest „piekło”, gdzie panują pustka i bezsens. Nie musimy „wpatrywać się w niebo” (Dz 1, 10n). Niebo otwiera się nad nami, gdy jesteśmy z Jezusem, gdy trwamy na modlitwie, na Eucharystii. Oczywiście, są chwile, gdy modlitwa, Eucharystia staje się nużąca, męcząca. Ale od czasu do czasu doświadczamy również bliskości Jezusa, wspólnoty, otwarcia nieba. Czujemy wtedy, że wszystko inne jest względne, drugorzędne. Nie jest to kwietyzm ani ucieczka od problemów, od codzienności, ale świadomość, że nie stanowią całej przestrzeni naszego życia.
Wniebowstąpienie Jezusa wyzwala radość. W życiu duchowym nie powinniśmy zmuszać się do radości. Prawdziwa radość jest już w nas. Jest tylko przysłonięta przez problemy, zmartwienia, pożądania, zbytnie zapatrzenie w sprawy ziemskie. Jeżeli częściej będziemy wpatrywać się w niebo i uświadamiać sobie, że tam jest „nasza ojczyzna” ( Flp 3, 20), odkryjemy radość, która jest w głębi naszych serc. I ta radość będzie stopniowo przemieniać nas i naszą codzienność.
Kogo lub co powinienem dziś „pożegnać”? Co muszę pozostawić, aby rozkwitło we mnie prawdziwe życie? Czy świadomość pielgrzymowania, „wstępowania na górę Pana” (Ps 24, 3) jest głęboko wpisana w moim sercu? Czy doświadczam czasem, że „niebo jest we mnie”? Czy w moim sercu i życiu jest więcej radości czy niepokojów i smutku?
Św. Augustyn modlił się: „Chrystus wstępuje do nieba, niech wstąpi z Nim i nasze serce”. Módlmy się podobnie.
sobota, 4 maja 2013
VI NIEDZIELA WIELKANOCNA

(J 14,23-29)
Jezus powiedział do swoich uczniów: Jeśli Mnie kto miłuje, będzie
zachowywał moją naukę, a Ojciec mój umiłuje go, i przyjdziemy do niego, i
będziemy u niego przebywać. Kto Mnie nie miłuje, ten nie zachowuje słów
moich. A nauka, którą słyszycie, nie jest moja, ale Tego, który Mnie
posłał, Ojca. To wam powiedziałem przebywając wśród was. A Pocieszyciel,
Duch Święty, którego Ojciec pośle w moim imieniu, On was wszystkiego
nauczy i przypomni wam wszystko, co Ja wam powiedziałem. Pokój zostawiam
wam, pokój mój daję wam. Nie tak jak daje świat, Ja wam daję. Niech się
nie trwoży serce wasze ani się lęka. Słyszeliście, że wam powiedziałem:
Odchodzę i przyjdę znów do was. Gdybyście Mnie miłowali,
rozradowalibyście się, że idę do Ojca, bo Ojciec większy jest ode Mnie. A
teraz powiedziałem wam o tym, zanim to nastąpi, abyście uwierzyli, gdy
się to stanie.
Dobrze wiemy, że nasze twarze wyrażają bardzo dużo. Widać na nich
dokładnie, co dzieje się w głębi serca. Niektórzy, będąc tego świadomi,
ćwiczą się w wątpliwej sztuce zakładania masek. Żeby tylko nie pokazać
innym, co kryją ich wnętrza. Pewnie i Tobie się to zdarza. W jakich
momentach odwracasz twarz? W jakich momentach spuszczasz wzrok, aby nie
patrzeć komuś w oczy?
Twoja twarz
Jaki ma wyraz? Co na niej zobaczyłaś, kiedy spojrzałaś w lustro? Co
poczułeś/aś? Czy uśmiechasz się do siebie? A jak myślisz, czy ludziom
wokół miło jest patrzeć Tobie w oczy? Co w nich znajdują? Ciepłe
przyjęcie czy mroźny dystans? Co Ty w nich znajdujesz? Szczerość, wesoły
błysk, pokój, głębię? A może znużenie, zazdrość, strach, pożądanie?
W tej refleksji chodzi o to, żebyś zobaczył/a, na ile przez Twoją twarz i
oczy przebija się spojrzenie Boga. Słowo mówi, że Jezus będzie mieszkał
w Twoim sercu z Ojcem. Że przyjdzie do Ciebie Duch Święty. Że kiedy
będziesz blisko Trójcy, nie będziesz musiał/a się bać, ale będziesz
miał/a pokój i radość. Że będziesz kochać. Wiesz dobrze, że nasze twarze
wyrażają bardzo dużo. Także i to, czy w głębi serca jest Bóg. Doskonale
to widać. I nawet jeśli ktoś założy maskę, która ma udawać Boga, to
szybko przemienia się ona w karykaturę. Nie da się bez końca udawać, że
się kocha.
Powiedz Panu o wszystkim, co poczułaś na tej modlitwie, przyglądając się
twarzy, którą również On kocha – Twojej twarzy. Jeśli na Twojej twarzy i
w oczach mało jest Boga – Miłości, poproś Go, aby zamieszkał w Twoim
sercu i wniósł w nie pokój, radość, miłość.
piątek, 3 maja 2013
UROCZYSTOŚĆ NMP KRÓLOWEJ POLSKI
W czasie podniesienia król zszedł z tronu, złożył berło i koronę, i padł na kolana przed wielkim ołtarzem. Zaczynając od słów: "Wielka Boga-Człowieka Matko, Najświętsza Dziewico" ogłosił Matkę Bożą szczególną Patronką Królestwa Polskiego. Przyrzekł szerzyć Jej cześć, ślubował wystarać się u Stolicy Apostolskiej o pozwolenie na obchodzenie Jej święta jako Królowej Korony Polskiej, zająć się losem ciemiężonych pańszczyzną chłopów i zaprowadzić w kraju sprawiedliwość społeczną.
Po Mszy świętej, w czasie której król przyjął również Komunię świętą z rąk nuncjusza papieskiego, przy wystawionym Najświętszym Sakramencie odśpiewano Litanię do Najświętszej Maryi Panny, a przedstawiciel papieża odśpiewał trzykroć, entuzjastycznie powtórzone przez wszystkich obecnych nowe wezwanie: "Królowo Korony Polskiej, módl się za nami".
Choć ślubowanie Jana Kazimierza odbyło się przed obrazem Matki Bożej Łaskawej we Lwowie, to jednak szybko przyjęło się przekonanie, że najlepszym typem obrazu Królowej Polski jest obraz Pani Częstochowskiej. Koronacja obrazu papieskimi koronami 8 września 1717 roku ugruntowała przekonanie o królewskości Maryi. Warto dodać, że Jan Kazimierz nie był pierwszym, który oddał swoje państwo w szczególną opiekę Bożej Matki. W roku 1512 gubernator hiszpański ogłosił Matkę Bożą szczególną Patronką Florydy. W roku 1638 król francuski, Ludwik XIII, osobiście i uroczyście ogłosił Matkę Bożą Niepokalanie Poczętą Patronką Francji.
Niestety śluby króla Jana Kazimierza nie zostały od razu spełnione. Dopiero po odzyskaniu przez Polskę niepodległości w 1918 r. Episkopat Polski zwrócił się do Stolicy Apostolskiej o wprowadzenie święta dla Polski pod wezwaniem "Królowej Polski". Papież Benedykt XV chętnie do tej prośby się przychylił (1920). Biskupi umyślnie zaproponowali Ojcu świętemu dzień 3 maja, aby podkreślić łączność nierozerwalną tego święta z sejmem czteroletnim, a zwłaszcza z uchwaloną 3 maja 1791 roku pierwszą konstytucją polską. Dnia 31 października 1943 roku papież papież Pius XII dokonał poświęcenia całej rodziny ludzkiej Niepokalanemu Sercu Maryi. Zachęcił równocześnie wielki papież, aby tegoż aktu oddania się dopełniły wszystkie chrześcijańskie narody.
Episkopat Polski uchwalił, że dnia 7 lipca 1946 roku aktu poświęcenia dokonają wszystkie katolickie rodziny polskie; dnia 15 sierpnia - wszystkie diecezje, a dnia 8 września tegoż roku cały naród polski. Na Jasnej Górze zebrało się ok. miliona pątników z całej Polski. W imieniu całego narodu i Episkopatu Polski akt ślubów odczytał uroczyście kardynał August Hlond.
W roku 1945 Episkopat Polski, pod przewodnictwem kardynała Augusta Hlonda, na Jasnej Górze odnowił akt poświęcenia się i oddania Bożej Matce. Ponowił też złożone przez króla Jana Kazimierza śluby. W uroczystości tej brała udział milionowa rzesza wiernych.
W przygotowaniu do tysięcznej rocznicy chrztu Polski (966-1966), w czasie uroczystej "Wielkiej Nowenny", na apel prymasa Polski, kardynała Stefana Wyszyńskiego, cała Polska ponownie oddała się pod opiekę Najświętszej Maryi, Dziewicy-Wspomożycielki. 26 sierpnia 1956 roku Episkopat Polski dokonał aktu odnowienia ślubów jasnogórskich, które przed trzystu laty złożył król Jan Kazimierz. Prymas Polski był wtedy w więzieniu. Symbolizował go pusty tron i wiązanka biało-czerwonych kwiatów. Po sumie pontyfikalnej odczytano przez prymasa ułożony akt odnowienia ślubów narodu.
Treść Jasnogórskich Ślubów Narodu ułożonych przez Kardynała Stefana Wyszyńskiego można przeczytać tu:
http://www.traditia.fora.pl/kosciol-w-polsce,1/jasnogorskie-sluby-narodu-stefan-kardynal-wyszynski,437.html
W odróżnieniu od ślubowań międzywojennych akt ślubowania dotykał bolączek narodu, które uznał za szczególnie niebezpieczne dla jego chrześcijańskiego życia. 5 maja 1957 r. wszystkie diecezje i parafie oddały się pod opiekę Maryi. Finałem Wielkiej Nowenny było oddanie się w święte niewolnictwo całego narodu polskiego, diecezji, parafii, rodzin i każdego z osobna (1965), tak aby Maryja mogła rozporządzać swoimi czcicielami dowolnie ku ich większemu uświęceniu, dla chwały Bożej i dla królestwa Chrystusowego na ziemi. Dnia 3 maja 1966 roku prymas Polski, kardynał Stefan Wyszyński, w obecności Episkopatu Polski i tysięcznych rzesz oddał w macierzyńską niewolę Maryi, za wolność Kościoła, rozpoczynające się nowe tysiąclecie Polski.
W 1962 r. Jan XXIII ogłosił Maryję Królowę Polski główną patronką kraju i niebieską Opiekunką naszego narodu.
sobota, 27 kwietnia 2013
V NIEDZIELA WIELKANOCNA
„Po jego wyjściu Judasza z Wieczernika Jezus rzekł: Syn Człowieczy został teraz otoczony chwałą, a w Nim Bóg został chwałą otoczony. Jeżeli Bóg został w Nim otoczony chwałą, to i Bóg Go otoczy chwałą w sobie samym, i to zaraz Go chwałą otoczy. Dzieci, jeszcze krótko jestem z wami. Będziecie Mnie szukać, ale - jak to Żydom powiedziałem, tak i teraz wam mówię - dokąd Ja idę, wy pójść nie możecie. Przykazanie nowe daję wam, abyście się wzajemnie miłowali tak, jak Ja was umiłowałem; żebyście i wy tak się miłowali wzajemnie. Po tym wszyscy poznają, żeście uczniami moimi, jeśli będziecie się wzajemnie miłowali”.
Jezus uczy miłości doskonałej, która obejmuje każdego człowieka, nawet wrogów: Miłujcie waszych nieprzyjaciół, dobrze czyńcie tym, którzy was nienawidzą, błogosławcie tym, którzy was przeklinają i módlcie się za tych, którzy was oczerniają (Łk 6, 27n). Taki rodzaj miłości jest naśladowaniem Boga Ojca, który jest dobry dla niewdzięcznych i złych (Łk 6, 35).
Przykład takiej miłości dał Jezus, szczególnie w czasie swojej męki. Do Judasza, który Go zdradza mówi: Przyjacielu, po coś przyszedł? (Mt 26, 50). Na krzyżu modli się za wszystkich wrogów, oprawców i prosi Ojca o przebaczenie ich zbrodni; a nawet usprawiedliwia ich nieświadomość: Ojcze, przebacz im, bo nie wiedzą, co czynią (Łk 23, 34). Co więcej, umiera z miłości do grzeszników: Nikt nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół swoich (J 15, 13). Św. Paweł napisze: Chrystus bowiem umarł za nas, jako za grzeszników, w oznaczonym czasie, gdyśmy [jeszcze] byli bezsilni. A [nawet] za człowieka sprawiedliwego podejmuje się ktoś umrzeć tylko z największą trudnością. Chociaż może jeszcze za człowieka życzliwego odważyłby się ktoś ponieść śmierć. Bóg zaś okazuje nam swoją miłość [właśnie] przez to, że Chrystus umarł za nas, gdyśmy byli jeszcze grzesznikami (Rz 5, 6-8).
Jezus zaprasza swoich uczniów do naśladowania Go. Jesteśmy prawdziwie uczniami Jezusa, gdy kochamy się wzajemnie, jak On. W czasie Wieczerzy Pożegnalnej (J 13, 1-17) Jezus pozostawił nam wzór, matrycę miłości. Jezus klęka przed uczniami i obmywa im nogi. Zdejmowanie gościom sandałów i mycie ich zakurzonych stóp było posługą, którą wykonywali niewolnicy, czasami również kobiety. Nigdy jednak nie czynił tego ojciec rodziny ani mistrz wspólnoty. Woda wylewana na stopy zmywała brud. Olejek, którym smarowano stopy – goił rany. Namaszczanie stóp i zranionych miejsc oliwą było jak delikatny dotyk czułości, miłości.
Obmycie stóp uczniom rekapituluje symbolicznie wszystkie słowa i czyny Jezusa: Umiłowawszy swoich na świecie do końca ich umiłował (J 13, 1). Ten gest ukazuje logikę miłości, służby i daru. Testament z Wieczernika, potwierdzony na krzyżu jest dla uczniów wzorem, matrycą. Podobnie jak Jezus, uczniowie winni sobie nawzajem umywać nogi, czyli w pokorze wzajemnie sobie posługiwać, dotykać zranionych miejsc oliwą miłości, umierać jedni za drugich. Miłość Jezusa jest modelem, wzorem i miarą bezinteresownej, uniwersalnej miłości.
Jaki aspekt, cecha miłości jest mi najbliższa? A jaka najdalsza? Dla jakich ludzi nie ma jeszcze miejsca w moim sercu? Kto dziś jest moim największym wrogiem? Czy doświadczam na co dzień dotyku miłości Jezusa? Czy tęsknię za czułością i jestem czuły wobec siebie? Czy potrafię dotknąć drugiego człowieka w sposób czuły? Czy jestem jak oliwa, balsam na rany moich bliźnich czy raczej kimś, kto je zadaje? Kogo chciałbym dziś dotknąć moimi rękami? Przed kim chciałbym otworzyć swoje serce, okazać miłość i życzliwość?
sobota, 20 kwietnia 2013
IV NIEDZIELA WIELKANOCNA
Moje owce słuchają mego głosu, a Ja znam je. Idą one za Mną i Ja
daję im życie wieczne. Nie zginą one na wieki i nikt nie wyrwie ich z
mojej ręki. Ojciec mój, który Mi je dał, jest większy od wszystkich. I
nikt nie może ich wyrwać z ręki mego Ojca. Ja i Ojciec jedno jesteśmy.
(J 10,27-30)
Ewangelia mówi o relacji Jezusa – Dobrego Pasterza – do swoich owiec.
Jakie są właściwości tej relacji? Owce idą za Jezusem, słuchają Jego
głosu. On je zna. One należą do Niego. Nikt nie może wyrwać ich z Jego
ręki ani z ręki Ojca. Taki jest stosunek Boga do nas. On nas zna. Co to
znaczy? M.in. to, że jest blisko nas, że nie jesteśmy Mu obcy. Ta Boża
znajomość oznacza wspólnotę, bycie razem, komunię. Bóg w swojej wolności
i miłości związał się z nami. Jak czuję się w rękach Boga? Czy myśl o
tym wzbudza moją radość, wdzięczność, pokój, czy przeciwnie lęk,
obawę, niepewność? Dlaczego?
Z naszej relacji do Pasterza wypływa nasze działanie. Nie wystarczy, że
Jezus – Pasterz nas zna. Pytanie, na ile my znamy Jego. Podążanie za
Jezusem to przedsięwzięcie obejmujące całe nasze życie, wszystkie jego
wymiary: szkołę, pracę, rodzinę, wspólnotę, samotność, czas wolny,
odpoczynek itp. Każda chwila jest okazją do podążania za Jezusem. Żeby
uniknąć błądzenia po omacku, Jezus daje nam pomoce w postaci Jego słowa
oraz sakramentów. Ewangelia pomaga nam odkrywać drogi, po których
Pasterz nas prowadzi. Pewne jest, że ta droga wiedzie przez krzyż do
zmartwychwstania, bo sam Pasterz taką drogę przebył. Podążanie za
Jezusem nie sprowadza się do wykonywania zewnętrznych instrukcji,
“zaliczania” kolejnych etapów. Chodzi raczej o sposób bycia, o
wewnętrzne usposobienie, które rzutuje na nasz stosunek do innych.
Chodzi to, żebyśmy my także coraz lepiej poznawali Pasterza, wchodzili w
komunię, we wspólnotę życia z Nim. Do tej komunii prowadzą nas
sakramenty Kościoła. Gdzie jestem na mojej drodze podążania za Jezusem –
Dobrym Pasterzem? Na ile Go już znam?
Wędrówka z Pasterzem nie jest przygodą jednorazową. To program
obejmujący całe życie. Stąd Jezus mówi o życiu wiecznym. Ono rozpoczyna
się już tu i teraz, o ile wchodzimy w komunię z Jezusem. Przyjmowanie
życia wiecznego od Jezusa – to właśnie powołanie. I jeżeli dzisiejsza
niedziela jest dniem modlitw o powołania, to chodzi właśnie o to: żeby
coraz więcej uczniów Jezusa świadomie i odważnie wchodziło na drogę
podążania za Nim, na drogę poznawania Go, budowania wspólnoty z Nim. To
powołanie obejmuje także wspólnotę. Do życia wiecznego Pasterz prowadzi
całą owczarnię, a nie tylko mnie. Stąd powołanie, czyli droga do życia
wiecznego, pociąga za sobą odpowiedzialność wobec braci i sióstr w
Chrystusie. Co istotne, źródłem powołania i Jego sensem jest Jezus –
Dobry Pasterz, który daje życie wieczne. To On zaprasza do tej drogi, to
On nas po niej prowadzi, On daje nam potrzebną pomoc i to On posyła nas
do innych, żeby życie wieczne mogło się “rozprzestrzeniać”, być
udziałem całej owczarni według tego, do czego każdy jest wezwany. Jak
przeżywam moje powołanie jako ucznia Jezusa?
Czy angażuję się w rozpoznanie woli Bożej w moim życiu? Czy modlę się
za innych (i też za siebie), o łaskę dobrego rozeznania powołania i
odważnego kroczenia na drodze jego realizacji?
sobota, 13 kwietnia 2013
III NIEDZIELA WIELKANOCNA
(J 21,1-19)
Czeka Cię zaskoczenie. Nieoczekiwanie przyjdzie do Ciebie Jezus.
Przyjdzie do tego, co Ci nie zawsze wychodzi, do spraw, które zawalasz,
do porażek, wobec których obojętniejesz i które Ci już nie
przeszkadzają. Jezus chce być z Tobą!
Jak uczniowie znaleźli się w łodzi? Zabrakło im nadziei i wytrwałości.
Zlekceważyli prośby zmartwychwstałego Jezusa. Poddają się. Wracają do
zawodu, który dobrze znają. Niewierność? Bynajmniej!
Zdroworozsądkowość. Z czegoś trzeba żyć, zająć myśli, zrobić coś
pożytecznego. Ile razy sami sobie tak tłumaczymy nasze postępowanie.
Ono samo nie jest złe, co więcej, te usprawiedliwienia są nawet
prawdziwe. Tyle, że oddajemy się im zamiast zabrać się za to, co jest
ważniejsze, za to przed czym właśnie uciekamy – konfrontacją ze sobą,
lękami, Bogiem.
Połów się nie udaje, a tyle sobie po nim obiecywali. Kolejna porażka.
Nie jest dobrze, już świta, a tu nawet nie ma co jeść. Ktoś z brzegu
woła, by spróbować jeszcze raz. Wariat, akurat się zna na rybach, kto
to widział łowić o świcie? Niech będzie, i tak nie ma już nic do
stracenia. I wtedy dzieje się cud! Powtórka z historii z przed lat,
kiedy pierwszy raz spotkali Jezusa. To jest Pan! Wszystko nagle stało
się takie jasne i proste.
Zwróć uwagę na to, w ilu sytuacjach „walisz głową w mur”. Nie idzie,
ale co tam, tym gorzej dla ściany. Powracasz do swoich dawnych nawyków,
powielasz stare błędy, nie widząc, że Ktoś jest obok. Z „olśnieniem”
przychodzi refleksja , że też byłem taki głupi i nie widziałem tego
wcześniej! Jezus jest zawsze obok i czeka, aż pozwolisz sobie pomóc.
Zwróć uwagę na piękny szczegół. Na brzegu Jezus czeka na uczniów ze…
śniadaniem. Czego się nie robi dla przyjaciół? Kilkakrotnie spotkał się z
nimi po Swoim zmartwychwstaniu, za każdym razem inaczej, ale Oni się
przez to niczego nie nauczyli. Czy z nami nie jest podobnie? Zobacz co
Jezus robi, albo czego nie robi. Nie wypomina im ich uporu, niewiary,
lęku, niestałości serca. Czeka ze śniadaniem. Czeka z miłością. Czeka na
przyjaciół. A oni już „Wiedzieli, że to jest Pan…”
Porozmawiaj z Jezusem, którzy czeka na Ciebie i chce z Tobą być i Ci pomóc - dzieląc się tym co ma najcenniejszego, Sobą samym.
czwartek, 11 kwietnia 2013
Przeczytaj list do Ciebie od JEZUSA
|
"To
prawda, stoję u drzwi Twojego serca dniem i nocą. Jestem tam, nawet
kiedy nie słuchasz, nawet kiedy wątpisz, że to mógłbym być JA. Oczekuję
na najmniejszy znak Twojej odpowiedzi, przynajmniej na wyszeptanie,
które pozwoli, abym wszedł.
Chcę abyś wiedział, że kiedykolwiek mnie zapraszasz, przychodzę - zawsze i niezawodnie. Przychodzę cichy i niewidzialny ale z nieskończoną mocą i miłością, przynosząc wiele darów MOJEGO DUCHA. Przychodzę z Moim miłosierdziem, z Moim pragnieniem przebaczenia i uzdrowienia Cię, z miłością do Ciebie ponad Twoje zrozumienie - miłością tak samo wielką jak ta, którą otrzymałem od Ojca, bo jak Mnie umiłował Ojciec tak JA Was umiłowałem... Przychodzę - pragnąc pocieszyć Cię i dodać Ci siły, podnieść Cię i opatrzyć wszelkie Twoje rany. Przynoszę Ci Moje światło, aby rozproszyć Twoje ciemności i wszelkie Twoje wątpliwości. Przychodzę z Moją mocą, abym mógł nieść Ciebie i wszystkie Twoje problemy; z Moją łaską, by dotknąć Twego serca i przemienić Twoje życie, z Moim pokojem, by uspokoić Twoją duszę. Znam Cię na wskroś - wiem wszystko o Tobie. Policzyłem każdy włos na Twojej głowie. Nie ma w Twoim życiu niczego, co by nie było dla Mnie ważne. Przez lata podążałem za Tobą, zawsze kochając Cię, nawet w Twojej tułaczce. Znam wszystkie Twoje problemy. Znam Twoje potrzeby i zmartwienia. Znane Mi są również wszystkie Twoje grzechy. Jednak powtarzam, że Cię KOCHAM nie za to co zrobiłeś lub czego nie zrobiłeś, kocham Cię dla Ciebie samego, za piękno i godność, które Mój Ojciec Ci dał stwarzając Cię na swój własny obraz. To jest ta godność, o której często zapominałeś, to piękno, które zacierałeś grzechem. Ja Cię jednak kocham takim, jakim jesteś i przelałem nawet Moją krew, aby Cię odzyskać. Jeżeli tylko poprosisz Mnie z wiarą, Moja łaska dotknie wszystkiego co potrzebuje przemiany w Twoim życiu; dam Ci również siłę, abyś uwolnił się od grzechu i jego niszczącej mocy. Wiem, co kryje się w Twoim sercu - znam Twą samotność i wszystkie Twe zranienia - odrzucenia, osądy i upokorzenia. JA zniosłem to wszystko przed Tobą i dla Ciebie, aby również i Ty mógł dzielić Moją moc i zwycięstwo. W szczególny sposób znam Twą potrzebę miłości - jak bardzo pragniesz być kochany i pielęgnowany. Jakże często pragnąłeś nadaremnie, szukając tej miłości egoistycznie, starając się wypełnić wewnętrzną pustkę przemijający przyjemnościami bądź grzechem, który tylko pogłębiał tę pustkę. Czy pragniesz miłości? Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście... JA Cię zaspokoję i wypełnię. Pragniesz być otoczony czułością? Kocham Cię bardziej niż możesz to sobie wyobrazić - aż do śmierci na krzyżu - dla Ciebie. PRAGNĘ CIEBIE. Tak, to jedyny sposób w jaki mogę rozpocząć opisywanie Mojej miłości do Ciebie: PRAGNĘ CIĘ. Przyjdź do mnie, a wypełnię Twoje serce i uzdrowię Twoje rany. Uczynię Cię na nowo i dam Ci pokój w pokonywaniu trudności. PRAGNĘ CIĘ. Nie wolno Ci nigdy zwątpić w Moje miłosierdzie, moją akceptację Ciebie, Moje pragnienie przebaczenia, pragnienie błogosławienia Ci i życia moim życiem w Tobie. PRAGNĘ CIĘ, jeżeli czujesz się nieważny w oczach świata - to wiedz, że jest to w ogóle bez znaczenia. Dla mnie, w całym świecie nie ma nikogo ważniejszego od Ciebie. PRAGNĘ CIĘ. Otwórz Mi, przyjdź do Mnie, pragnij Mnie, daj Mi swoje życie - a udowodnię Ci jak bardzo ważny jesteś dla Mojego serca. Czy nie zdajesz sobie sprawy z tego, że Mój Ojciec już posiada doskonały plan przemiany Twojego życia, poczynając od chwili obecnej? Ufaj Mi. Proś Mnie każdego dnia, abym wszedł i pokierował Twoim życiem - a uczynię to. Obiecuję Ci przed Moim Ojcem w niebie, że będę czynił cuda w Twoim życiu. Dlaczego miałbym to robić? - ponieważ PRAGNĘ CIĘ. A wszystko o co Cię proszę to pragnienie, byś całkowicie powierzył mi siebie. Sam zajmę się resztą. Już teraz troszczę się o miejsce, które Ojciec Mój przygotował dla Ciebie w Moim Królestwie. Pamiętaj, że w tym życiu jesteś pielgrzymem zdążającym do domu. Grzech nigdy nie jest w stanie Cię zadowolić lub przynieść Ci pokój, którego poszukujesz. To wszystko, co szukałeś poza Mną, uczyniło Cię jedynie bardziej pustym, tak więc nie trzymaj się kurczowo rzeczy tego świata. Nade wszystko jednak nie uciekaj przede Mną, kiedy upadasz. Nie zwlekając - przyjdź do Mnie. Dając Mi swe grzechy, sprawiasz radość bycia Twoim Zbawicielem. Nie ma niczego, czego nie mógłbym przebaczyć lub uzdrowić, więc przyjdź i ulżyj swojej duszy. Nie ma znaczenia, jak bardzo się oddaliłeś, nie ma znaczenia, jak często zapominasz o Mnie, nie ma znaczenia, ile krzyży nosisz w tym życiu. Jest tylko jedna rzecz, o której chcę, abyś zawsze pamiętał, jedna rzecz, która nigdy się nie zmieni: PRAGNĘ CIĘ - takim jakim jesteś. Nie potrzebujesz się zmieniać, by uwierzyć w Moją miłość, bo to będzie Twoja wiara w Moją miłość, która Cię przemieni. Zapominasz o Mnie, JA jednak szukam Cię w każdej chwili dnia i nocy. Stoję u drzwi Twego serca i kołaczę. Czy trudno Ci w to uwierzyć? Popatrz więc na Krzyż, popatrz na Moje serce przebite dla Ciebie. Czy nie zrozumiałeś Mojego Krzyża? Wsłuchaj się ponownie w wypowiedziane tam słowa, ponieważ one mówią Ci wyraźnie dlaczego zniosłem to dla Ciebie: PRAGNĘ.... Tak, PRAGNĘ CIĘ - jak werset psalmu, którym się modliłem mówi o Mnie: "... na współczującego czekałem, ale go nie było, i na pocieszającego, lecz ich nie znalazłem" (Ps 69,21). Całe Twoje życie czekałem na Twoją miłość. Nigdy nie przestałem Cię kochać i pragnąć, aby być kochanym przez Ciebie. W poszukiwaniu szczęścia próbowałeś wielu różnych rzeczy. Dlaczego więc nie spróbujesz otworzyć dla Mnie swego serca, właśnie teraz, o wiele bardziej niż kiedykolwiek przedtem? Gdy tylko otworzysz drzwi Twego serca, gdy tylko podejdziesz wystarczająco blisko, wówczas usłyszysz Mnie, powtarzającego ciągle, nie w zwykłych ludzkich słowach, lecz w duchu: "Nie ma znaczenia to, co uczyniłeś, kocham Cię dla Ciebie samego. Przyjdź do Mnie z Twoją nędzą i Twoimi grzechami, z Twoimi kłopotami i potrzebami, z całym Twoim pragnieniem bycia kochanym. Ja stoję u drzwi Twego serca i kołaczę... Otwórz Mi, ponieważ CIĘ PRAGNĘ ...” Twój Jezus." |
Subskrybuj:
Posty (Atom)



