niedziela, 11 grudnia 2016

NAJWIĘKSZY SKARB CZ. III

Znalezione obrazy dla zapytania największy skarb eucharystiaPan Jezus we Mszy św. modli się za nas i udziela nam łask
Jeśli czegoś potrzebujemy, prosimy tych, co nam to dać mogą. Potrzebujemy tylu rzeczy, tak dla ciała jak i dla duszy, a Bóg jest tym jedynym, który nam wszystkiego udzielić może: do Niego więc zwracajmy się o wszelkie łaski. Te prośby możemy zanosić za pomocą westchnień pobożnych, modlitw, pokuty, jałmużny i tylu innych dobrych uczynków, jednak środkiem najpewniejszym jest Msza św., w której Chrystus modli się za nas, jak modlił się na krzyżu za tych, co Go ukrzyżowali. Tak, we Mszy św. Pan Jezus modli się za nas, a ponieważ jedno słowo Chrystusa Pana warte jest milion razy więcej od naszych, Msza św. staje się modlitwą najskuteczniejszą, owszem wszechmocną.
* * *
W historii Kościoła czytamy, że św. Porfiriusz biskup udał się do Konstantynopola do cesarza Herakliusza, aby dla swoich pod-władnych uzyskać pewną wielką łaskę. Lękał się św. Porfiriusz, że nie otrzyma, o co będzie prosił, ale właśnie w tym czasie urodził się cesarzowi syn i Biskup skorzystał z tej okazji, aby otrzymać to, czego pragnął. Czekał chwili, aż dziecko przyniesiono do Chrztu i zaraz po Chrzcie św. wsunął w rączki dzieciny prośbę napisaną. Cesarz, widząc tę prośbę w rączkach swego synka, rozradowany wziął ją, przeczytał i choć łaska, o którą Święty prosił, była bardzo wielka, synkowi swemu nie chciał jej odmówić i zadość uczynił życzeniom św. Porfiriusza.
Oto piękny obraz tego, co się dzieje we Mszy św. My składamy nasze modlitwy i nasze błagania w ręce Pana Jezusa, a On przedstawia je Ojcu Swemu niebieskiemu i czyż to możliwe, aby nie były wysłuchane! Bóg nie odmówi nigdy Swojemu Synowi i udzieli nam we Mszy św. tego wszystkiego, o co Go prosimy. Udzieli grzesznikom łaski nawrócenia, sprawiedliwym wytrwałości, da nam siłę do zwalczenia złego, stałość do czynienia dobrego; udzieli nam wszelkich łask dla duszy i o ile to nie będzie z jej szkodą, wszelkich dóbr dla ciała, jako do zdrowia, pięknych pór roku, zbiorów obfitych; da nam pokój w rodzinie i społeczeństwie. O! błogosławiona Mszy św.! ona jest rzeczywiście kluczem złotym do wszelkich skarbów niebieskich. O ile tylko możemy, uczęszczajmy na Mszę św., słuchajmy jej uważnie i prośmy zawsze o liczne i wielkie łaski.
* * *
Niedawno temu pewien chłopczyk przystąpił po raz pierwszy do Komunii św. Pan Jezus przemówił do tej duszy niewinnej; biedne dziecko bolało bardzo nad tym, że ani ojciec, ani matka nie chodzili nigdy na Mszę św. Prosił ich o to i błagał, ale nadaremnie. Wiecie, co wtenczas uczynił! Dwa razy na tydzień zaczął chodzić na Mszę św. raz za ojca, raz za matkę.
Matka spostrzegła się, że w niektóre dnie chłopiec wstaje tak rano i zaczęła go obserwować, nawet poszła raz za nim cichutko do kościoła, tam ujrzała dziecko swoje klęczące, skupione jak anioł, modlące się z niezwykłą gorliwością. Czeka więc na niego przed kościołem i ze wzruszeniem pyta, co to znaczy. Chłopiec rzuca się jej na szyję, mówiąc: "Mamo, wczoraj za tatę, a dziś, za ciebie".
Domyślcie się dalszego ciągu. - Dodam tylko, że następnych dni ten anielski synek był na Mszy św. i klęczał między ojcem a matką. - Łaskę nawrócenia wyjednał.
 Msza św. chroni nas od nieszczęść
Św. Elżbieta, królowa Portugalii, miała pazia bardzo cnotliwego, któremu zawsze polecała rozdawać jałmużnę biednym. Drugi paź, zazdrosny, oskarżył go przed królem o ciężki występek. Król uwierzył i postanowił ukarać go zaraz. Przywołał do siebie kierownika wielkich pieców i rzekł mu, iż dnia następnego przyśle mu pazia z zapytaniem czy wypełnił rozkaz króla? wtenczas ma go schwycić i wrzucić na spalenie do najgorętszego pieca. Tak rzecz postanowiwszy, na drugi dzień rano cnotliwy paź został wysłany do kierownika pieców. Lecz, przechodząc koło kościoła, przypomniał sobie, że tego dnia jeszcze nie był na Mszy św., wszedł więc i zatrzymał się na dwóch, jednej po drugiej.
W tym to przeciągu czasu król niecierpliwie oczekiwał wiadomości o wyniku tej zbrodni, a nie mogąc się doczekać, wysłał owego zazdrosnego pazia, aby zobaczył, czy rozkaz jego został spełniony. Kierownik . pieców, myśląc, że ów paź jest ten, co ma być ukarany, schwycił go i wrzucił do tak rozpalonego pieca, że wkrótce płomień doszczętnie go zniszczył. Niedługo potem nadszedł pierwszy paź i zapytał: "Czy wypełniliście rozkazy króla?". "Tak - odrzekł kierownik - idź i powiedz królowi, że wszystko poszło doskonale".
Wraca więc do króla z odpowiedzią, a król, ujrzawszy go, zdumiał, lecz gdy się dowiedział o tym, co było zaszło, musiał uznać sprawiedliwość sądów Bożych i zwrócił szacunek swój dobremu i cnotliwemu paziowi, przez Mszę św. wybawionemu od strasznej śmierci.
* * *
Św. Antoni nam opowiada, iż razu jednego dwóch młodych ludzi, bardzo niedobrych, wybrało się na przechadzkę. Jeden z nich wysłuchał był Mszy św., a drugi nie. Gdy byli w lesie, niebo pokryło się chmurami i zarwała się straszna burza. Wśród grzmotów i błyskawic usłyszeli głos: "Zabij, zabij!". I nagle piorun uderzył w jednego z nich i zwęglił go zupełnie. Drugi przerażony zaczął uciekać; a oto ten sam głos woła za nim: "Zabij, zabij!". Biedny młodzieniec uważał się za straconego i oczekiwał tylko chwili, w której piorun w niego trafi, lecz oto inny głos odpowiada pierwszemu: "Nie mogę, nie mogę, bo on dziś rano Mszy św. wysłuchał, a Msza św., na której był obecny, nie pozwala mi w niego uderzyć".
Nawet kosztem wysiłku ofiary, chodźmy na Mszę św., gdyż ona to dla świata całego jest piorunochronem, przed słusznym, za grzechy nasze, zagniewaniem Boga. O! ileż razy Bóg nas wybawił od śmierci i licznych niebezpieczeństw dla Mszy św. przez nas wysłuchanej!
Msza św., mówi św. Leonard, tak jak i słońce rzuca swoje promienie na dobrych i na złych, a nawet najgorsza na świecie dusza, która wysłucha Mszy św. lub ją każe odprawić, ciągnie z niej wielkie korzyści, chociaż nie prosi o nie i nawet o nich nie myśli.
* * *
W 1906 r. 31 maja uczyniono w rannych godzinach zamach na życie króla hiszpańskiego i królowej. Bomba, dana do użytku królobójcy, wybuchła z hukiem wielkim, siejąc śmierć wokoło, lecz król Alfons XIII i królowa wyszli cudem bez szwanku.
Dowiedziano się potem, że tego samego dnia i mniej więcej o tej samej godzinie, w której był zamach, odprawiała się Msza św. przez parę królewską zamówiona w Bawarii, przed obrazem cudownym Matki Bożej. Na tę pamiątkę króli królowa posłali do miejsca cudownego odłamki bomby, które były wpadły do ich karety galowej, oprawne w złoto, z napisem: "W dowód wdzięczności Królowej Nieba i naszej ukochanej Pani król hiszpański Alfons XIII i królowa Wiktoria 31 maja 1906 r."

czwartek, 1 grudnia 2016

NAJWIĘKSZY SKARB cz. II

Znalezione obrazy dla zapytania eucharystia      
  We Mszy św. Pan Jezus spłaca i zadość czyni za nasze grzechy
        
    Kto z nas, najmilsi, jest bez grzechu? Kto może powiedzieć, że nigdy go nie popełnił? A grzech, jest wielką obrazą Boga i aby za niego zadość uczynić, nie wystarczają wszystkie nasze dobre uczynki, wszystkie modlitwy Świętych i zasługi Męczenników. Każdy grzech zasługuje na najsroższe kary; kto, powstrzyma rękę Pańską i gromy Jego słusznego gniewu! Jezus we Mszy św., bylebyśmy Mu nie stawiali przeszkód, On to uczyni, ofiarując się jako Ofiara, Ojcu Przedwiecznemu przez ręce kapłana.
* * *
Pewien kapitan marynarki, Alfons Albucherche, człowiek gorący i odważny, znajdował się razu pewnego na morzu w wielkim niebezpieczeństwie życia, wraz z wszystkimi podróżnymi, z powodu gwałtownej burzy. Nie pozostawała już żadna nadzieja: bałwany uderzały na statek, który zdawał się lada chwila zatonąć w głębokościach morskich. - Podróżni i marynarze krzyczeli z rozpaczy, a uważając, że wszystko stracone, polecali dusze swe Stwórcy. Kapitan, choć zamyślony i odpowiedzialnością zatrwożony, dodawał wszystkim odwagi, ale gdy burza szalała coraz bardziej i on zaczął drżeć i tracić wszelką nadzieję. Nagle ujrzał na pokładzie matkę, która tuliła do piersi kilkomiesięczne dziecko. Błysnęła mu myśl. "Kobieto, pożycz mi twojego dziecka" - rzekł jej. - "Nigdy - odpowiedziała - bo je wrzucisz w morze". "Nie - odrzekł Alfons - mam tylko nadzieję uratować wszystkich". Mówiąc to, wziął z rąk niewiasty dziecko, a podnosząc je ku niebu, błagalnie zwrócił się do Pana, mówiąc: "Boże wielki, Boże sprawiedliwy i wszechmocny, my wszyscy jesteśmy grzesznicy i tysiąc razy zasługujemy na śmierć, ale to dziecko jest niewinne. Och! Boże miłości i miłosierdzia, przez miłość dla tego dziecka przebacz nam wszystkim i wybaw nas od burzy i śmierci". Ten akt żywej wiary i ta prosta, pełna zapału modlitwa tak się Bogu spodobała, że wkrótce potem ucichł wiatr, rozpogodziło się niebo, uspokoiły się bałwany i wszyscy zostali uratowani.
Jeśli niewinność dziecka małego pobudzić może Boga do miłosierdzia, o ileż więcej może Dzieciątko Jezus, gdy Mu jest we Mszy św. ofiarowane jako Hostia pokoju. I tę ofiarę składają Bogu kapłani co-dziennie, w każdej Mszy św., a gdy kapłan podnosi Hostię, cud ten się powtarza.
Od Mszy św. zależy zbawienie świata i jego istnienie; bez Mszy św. świat już od dawna byłby zniszczony dla grzechów naszych.
* * *
W Rzymie znajduje się wspaniały obraz, który nosi nazwę "Ostatnia Msza św." Na tym obrazie wymalowane są sceny, poprzedzające koniec świata. W głębi kapłan kończy Mszę św., a Aniołowie, nachyleni nad trąbami, czekają jej końca, aby oznajmić  światu straszną godzinę sprawiedliwości Boskiej.
Obraz ten jest dziełem słynnego malarza Leonarda da Vinci, który za pomocą pędzla chciał wyrazić to, co miał w sercu: "Jestem głęboko przekonany, że bez ofiary Mszy św. świat taki, jaki jest obecnie, byłby się już zapadł pod ciężarem własnej niegodziwości...".
Przypisujmy więc Mszy św. wielką wartość i słuchajmy jej ze świętą miłością i drżeniem, a jeśli możemy, przystępujmy również i do Komunii św.
    Pan Jezus we Mszy św. dzięki za nas składa Bogu za dobrodziejstwa otrzymane
W żywocie czcigodnej Franciszki Farnese czytamy, że gdy razu jednego smuciła się, że nie umie należycie dziękować Bogu za otrzymane dobrodziejstwa, ukazała się jej Matka Najświętsza, a składając w jej objęcia Dzieciątko Jezus, rzekła z uśmiechem macierzyńskim: "Weź Go, ofiaruj Go jako dziękczynienie. On uczyni to, czego ty nie możesz, a Bóg będzie w pełni zadowolony".
A my, czy dziękujemy należycie Bogu za tyle dobrodziejstw otrzymanych? Wszystko to, czym jesteśmy, wszystko to, co mamy, wszystko przychodzi nam z nieskończonej dobroci Bożej. To On dał nam życie i nam je zachowuje. To On sprawił, że narodziliśmy się w kraju chrześcijańskim i On to skierował nasze kroki ku Niebieskiej Ojczyźnie. On nas broni od tylu niebezpieczeństw duszy i ciała, jednym słowem darzy nas ciągle zdrowiem, siłą, powietrzem, światłem, chlebem, który pożywamy i wszelkimi innymi dobrami. A teraz co my damy Bogu w zamian za wszystkie i tak wielkie otrzymane dobrodziejstwa? Trzeba, by Matka Najśw. pożyczyła nam Swoje Dzieciątko, abyśmy mogli ofiarować Je Bogu, jako dziękczynienie. I to właśnie czynimy w czasie Mszy św.
O! Błogosławiona Mszo św., którą codziennie składa nam w ręce Jezusa, tę świetlaną monetę nieskończonej wartości, aby nią zadość uczynić zupełnie, obficie, za ten dług wdzięczności, jaki mamy względem naszego Stwórcy, Zachowawcy i Ojca niebieskiego! Otwórzmy w końcu, najmilsi, nasze oczy, aby dobrze poznać i ocenić ten skarb ukryty i wołajmy pełni podziwu: Och! cóż to za skarb wielki, skarb drogocenny i nigdy dość nieoceniony znajduje się we Mszy św.! Nie dość jest wołać z podziwem, trzeba używać tego skarbu; uczęszczajmy na Mszę św., nawet codziennie, jeśli możemy i słuchajmy jej nabożnie. Ileż tracą ci, którzy pozostają w łóżku, gubią się w drobnych, nic nieznaczących zajęciach domowych, tracą czas na niepotrzebnych rozmowach i czytaniu, gdy tymczasem mogliby wysłuchać Mszy św.!
* * *
Aleksander Manzoni, nawet w późnej starości, codziennie z wielkim nabożeństwem uczęszczał na Mszę św. Czasami rodzina i domownicy starali się odwieść go od pójścia do kościoła ze względu na wiek jego podeszły lub na niepogodę.
Pewnego poranku mżył deszcz. Manzoni, spostrzegłszy się, iż godzina Mszy św. minęła, a nikt go o tym nie ostrzegł, zawołał żonę i domowników i rzekł im: "Dlaczego nie daliście mi iść na Mszę św.?". - "Dziś rano tak było brzydko, a tak bardzo potrzebujesz odpoczynku" - odrzekła żona. "Ach! moi drodzy, gdybym był wygrał na loterii 300 000 lirów i gdyby dziś był ostatni termin do podniesienia tej sumy, bylibyście mnie obudzili nawet o północy, bez względu na brzydki czas. A wiedzcie, że Msza św. warta jest o wiele więcej!".
Tak, Msza św. warta więcej od jakiejkolwiek wygranej; warta ona tyle, co Bóg, ile samo niebo; a wartość jej będzie podwójna, jeśli przystąpicie do Komunii św.

sobota, 26 listopada 2016

NAJWIĘKSZY SKARB

Znalezione obrazy dla zapytania cud eucharystiiJest to wspaniała książeczka , którą czytam i bardzo pragnę aby każdy mógł przeczytać te strony o wspaniałości jaką jest MSZA ŚW. Zapraszam do lektury.  Będę chciała przekazywać po jednym  rozdziale.

Jezus jest rzeczywiście obecny we Mszy Św.
Tak, Jezus jest rzeczywiście obecny we Mszy św.
Król Maurów Ad-Abulet uwięził kapłana katolickiego imieniem Genazjusza i zapytał go, czy umie czynić cuda. "Tak - odrzekł Genazjusz - i taką mam moc, że kilku słowami zamieniam chleb w Ciało potężnego Pana niebios, a wino w Krew Jego".
Zaśmiał się król na te słowa i rozkazał, aby mu ten cud wielki pokazał.
Ks. Genazjusz z natchnienia Bożego zgodził się. Kazał przygotować ołtarz i dnia następnego przystąpił do Mszy św. Król z całą swoją rodziną, licznymi podwładnymi, był obecny; uważnie śledził każdy ruch kapłana, nagle, w chwili przeistoczenia czyli Konsekracji, ujrzał Hostię św., przemieniającą się w rękach kapłana w prześliczne Dzieciątko, promieniujące cudnym blaskiem. Na widok tego cudu król uwierzył w prawdziwość wiary katolickiej i zapragnął poznać jej naukę. Niedługo potem został ochrzczony, a z nim razem wielu jego podwładnych. Chociaż nie widzimy Pana Jezusa z ciałem obecnego w Hostii św. musimy jednak w to wierzyć, bo tak uczy nas wiara św. i stwierdzają nam to liczne cuda. Musimy więc wierzyć niezachwianie, tak jak w to wierzył św. Ludwik, król Francji.
 W 1263 roku, pewien kapłan Niemiec, bardzo pobożny, wpadł w pokusę i miał wątpliwość co do rzeczywistej obecności Pana Jezusa w Eucharystii. Aby uprosić sobie światło u Boga, przedsięwziął podróż do Rzymu. Przejeżdżając przez miasto Bolsena, zatrzymał się tam i odprawiał Mszę św. w kościele św. Krystyny. I oto w chwili, w której podnosił Hostię nad kielichem, zamiast trzymać w ręku Chleb, uczuł i zobaczył prawdziwe Ciało, zbroczone Krwią i to tak obficie, iż zalany został korporał. Jakże łatwo domyśleć się wielkiego zdumienia, jakiego ów kapłan doznał. Ale oto drugi niepojęty cud: każda kropelka miała na sobie odbite oblicze ludzkie.
Kapłan ów nie miał już siły, ani odwagi dokończyć Ofiary Mszy św., otwiera tabernakulum, wstawia kielich i korporał, drżący odchodzi od ołtarza. Biegnie rzucić się do stóp papieża Urbana IV, który właśnie się znajdował w mieście Orvieto w pobliżu Bolseny i błaga go o przebaczenie mu tego, choć niedobrowolnego, powątpienia w wierze. W kościele św. Krystyny, gdzie miało miejsce to zdarzenie, aż do obecnych czasów zachowują się ślady tego cudu. Gdy ów kapłan opuszczał ołtarz, kilka kropli Krwi padło na posadzkę i te plamy tak silnie się wryły, iż po dziś dzień są tak wyraźne i widoczne, jak w 1263 r. i są one dla pielgrzymów i podróżujących przedmiotem podziwu.
Nie czyńmy uszczerbku naszej wierze św. Wierzmy mocno i prawdziwie w rzeczywistą obecność Pana Jezusa w św. Eucharystii, uczęszczając jak najczęściej na Mszę św., prośmy Boga, aby się otworzyły oczy tylu niedowiarkom.
                      Pan Jezus we Mszy za nas czci i wielbi Boga
To Dzieciątko uwielbia i czci za nas Boga Ojca Swego Przedwiecznego.
Opowiadana, że jedna dusza święta, w Bogu rozmiłowana, tak się razu jednego przed Panem modliła: "O Boże mój! O Boże mój! chciałabym mieć tyle serc, tyle języków, ile jest liści na drzewach, ile ziarnek piasku na ziemi, ile kropli wody w morzu, aby kochać Cię, czcić Cię, tak jak na to zasługujesz; owszem chciałabym kochać Cię i czcić Cię więcej niż Cię kochają i czczą wszystkie stworzenia razem wzięte, więcej niż Aniołowie, więcej od nieba całego". A Bóg jej odpowiedział: "Pociesz się, córko moja, pociesz się, albowiem słuchając dobrze Mszy św., możesz dać mi nieskończenie większą chwałę".
Nie dziw się temu, miły czytelniku, bo tak jest rzeczywiście, słuchając Mszy św., składamy Bogu pokłon, cześć nieskończenie większą niż ta, którą Mu oddaje całe niebo, wszyscy Aniołowie, wszyscy razem Święci, bo we Mszy św. Jezus łączy się z nami, by czcić Boga, więcej nawet, to Jezus Sam, który pokłon składa Bogu i czci Go z nami i za nas.
A Jezus Chrystus jest nieskończony, więc cześć i pokłon, jaki słuchając Mszy św. oddajemy Bogu z Jezusem i przez Jezusa, jest czcią nieskończenie wielką.
Oto, najmilsi, najłatwiejszy i najpewniejszy sposób, aby uczcić Boga i chwałę Mu przynieść, temu Bogu, naszemu Stwórcy i Ojcu i w ten sposób również spłacić dług nasz, jaki zaciągnęliśmy u Niego, ale trzeba na to słuchać Mszy św. z żywą wiarą i wielką pobożnością.
 W żywocie młodego Dominika Savio, który zmarł mając 15 lat, w aureoli świętości, wychowanka tego nadzwyczajnego człowieka jakim był św. Jan Bosko, czytamy, że zawsze słuchał Mszy św. z wielką pobożnością, a często, zwłaszcza po Komunii św., wpadał w zachwyt - unosił się ponad ziemię i pozostawał tak dość długo z rękoma złożonymi, z twarzą rozjaśnioną uśmiechem, z oczyma utkwionymi w Ołtarzu, dokąd towarzysze lub sami przełożeni nie oderwali go od tak ścisłego obcowania z Bogiem, by przywołać go do zwykłych zajęć. W takich to zachwytach młody Dominik mówił poufale z Bogiem i otrzymywał ważne objawienia. W tych to chwilach rozumiał dobrze, jak jest słodko i pięknie czcić Boga. -
My zwykle słuchamy Mszy św. w pośpiechu, z wiarą słabą, z pobożnością małą i nie możemy zrozumieć tego wielkiego aktu, tak jak go rozumieli Święci. Ale odwagi i trochę dobrej woli, a do tego powoli dojdziemy.

niedziela, 20 listopada 2016

CHRYSTUS KRÓL POLSKI


Znalezione obrazy dla zapytania chrystus król polski



Nieśmiertelny Królu Wieków, Panie Jezu Chryste, nasz Boże i Zbawicielu! W Roku Jubileuszowym 1050-lecia Chrztu Polski, w roku Nadzwyczajnego Jubileuszu Miłosierdzia, oto my, Polacy, stajemy przed Tobą [wraz ze swymi władzami duchownymi i świeckimi], by uznać Twoje Panowanie, poddać się Twemu Prawu, zawierzyć i poświęcić Tobie naszą Ojczyznę i cały Naród.
 Wyznajemy wobec nieba i ziemi, że Twego królowania nam potrzeba. Wyznajemy, że Ty jeden masz do nas święte i nigdy nie wygasłe prawa. Dlatego z pokorą chyląc swe czoła przed Tobą, Królem Wszechświata, uznajemy Twe Panowanie nad Polską i całym naszym Narodem, żyjącym w Ojczyźnie i w świecie.

Pragnąc uwielbić majestat Twej potęgi i chwały, z wielką wiarą i miłością wołamy: Króluj nam Chryste!

- W naszych sercach – Króluj nam Chryste!

- W naszych rodzinach – Króluj nam Chryste!

- W naszych parafiach – Króluj nam Chryste!

- W naszych szkołach i uczelniach – Króluj nam Chryste!

- W środkach społecznej komunikacji – Króluj nam Chryste!

- W naszych urzędach, miejscach pracy, służby i odpoczynku – Króluj nam Chryste!

- W naszych miastach i wioskach – Króluj nam Chryste!

- W całym Narodzie i Państwie Polskim – Króluj nam Chryste!

Błogosławimy Cię i dziękujemy Ci Panie Jezu Chryste:

- Za niezgłębioną Miłość Twojego Najświętszego Serca ­– Chryste nasz Królu, dziękujemy!

- Za łaskę chrztu świętego i przymierze z naszym Narodem zawarte przed wiekami – Chryste nasz Królu, dziękujemy!

- Za macierzyńską i królewską obecność Maryi w naszych dziejach – Chryste nasz Królu, dziękujemy!

- Za Twoje wielkie Miłosierdzie okazywane nam stale – Chryste nasz Królu, dziękujemy!

- Za Twą wierność mimo naszych zdrad i słabości – Chryste nasz Królu, dziękujemy!

Świadomi naszych win i zniewag zadanych Twemu Sercu przepraszamy za wszelkie nasze grzechy, a zwłaszcza za odwracanie się od wiary świętej, za brak miłości względem Ciebie i bliźnich. Przepraszamy Cię za narodowe grzechy społeczne, za wszelkie wady, nałogi i zniewolenia. Wyrzekamy się złego ducha i wszystkich jego spraw.
    Pokornie poddajemy się Twemu Panowaniu i Twemu Prawu. Zobowiązujemy się porządkować całe nasze życie osobiste, rodzinne i narodowe według Twego prawa:

- Przyrzekamy bronić Twej świętej czci, głosić Twą królewską chwałę – Chryste nasz Królu, przyrzekamy!

- Przyrzekamy pełnić Twoją wolę i strzec prawości naszych sumień – Chryste nasz Królu, przyrzekamy!

- Przyrzekamy troszczyć się o świętość naszych rodzin i chrześcijańskie wychowanie dzieci – Chryste nasz Królu, przyrzekamy!

- Przyrzekamy budować Twoje królestwo i bronić go w naszym narodzie – Chryste nasz Królu, przyrzekamy!

- Przyrzekamy czynnie angażować się w życie Kościoła i strzec jego praw – Chryste nasz Królu, przyrzekamy!

Jedyny Władco państw, narodów i całego stworzenia, Królu królów i Panie panujących! Zawierzamy Ci Państwo Polskie i rządzących Polską. Spraw, aby wszystkie podmioty władzy sprawowały rządy sprawiedliwie i stanowiły prawa zgodne z Prawami Twoimi.
 Chryste Królu, z ufnością zawierzamy Twemu Miłosierdziu wszystko, co Polskę stanowi, a zwłaszcza tych członków Narodu, którzy nie podążają Twymi drogami. Obdarz ich swą łaską, oświeć mocą Ducha Świętego i wszystkich nas doprowadź do wiecznej jedności z Ojcem.

W imię miłości bratniej zawierzamy Tobie wszystkie narody świata, a zwłaszcza te, które stały się sprawcami naszego polskiego krzyża. Spraw, by rozpoznały w Tobie swego prawowitego Pana i Króla i wykorzystały czas dany im przez Ojca na dobrowolne poddanie się Twojemu panowaniu.

Panie Jezu Chryste, Królu naszych serc, racz uczynić serca nasze na wzór Najświętszego Serca Twego.

Niech Twój Święty Duch zstąpi i odnowi oblicze ziemi, tej ziemi. Niech wspiera nas w realizacji zobowiązań płynących z tego narodowego aktu, chroni od zła i dokonuje naszego uświęcenia.

W Niepokalanym Sercu Maryi składamy nasze postanowienia i zobowiązania. Matczynej opiece Królowej Polski i wstawiennictwu świętych Patronów naszej Ojczyzny wszyscy się powierzamy.

Króluj nam Chryste! Króluj w naszej Ojczyźnie, króluj w każdym narodzie – na większą chwałę Przenajświętszej Trójcy i dla zbawienia ludzi. Spraw, aby naszą Ojczyznę i świat cały objęło Twe Królestwo: królestwo prawdy i życia, królestwo świętości i łaski, królestwo sprawiedliwości, miłości i pokoju.

* * *

Oto Polska w 1050. rocznicę swego Chrztu
uroczyście uznała królowanie Jezusa Chrystusa.


Chwała Ojcu i Synowi, i Duchowi Świętemu, jak była na początku, teraz i zawsze, i na wieki wieków. Amen.



sobota, 12 listopada 2016

XXXIII NIEDZIELA ZWYKŁA

Znalezione obrazy dla zapytania 33 niedziela zwykła rok c (Łk 21,5-19)
Gdy niektórzy mówili o świątyni, że jest przyozdobiona pięknymi kamieniami i darami, powiedział: Przyjdzie czas, kiedy z tego, na co patrzycie, nie zostanie kamień na kamieniu, który by nie był zwalony. Zapytali Go: Nauczycielu, kiedy to nastąpi? I jaki będzie znak, gdy się to dziać zacznie? Jezus odpowiedział: Strzeżcie się, żeby was nie zwiedziono. Wielu bowiem przyjdzie pod moim imieniem i będą mówić: Ja jestem oraz: Nadszedł czas. Nie chodźcie za nimi. I nie trwóżcie się, gdy posłyszycie o wojnach i przewrotach. To najpierw musi się stać, ale nie zaraz nastąpi koniec. Wtedy mówił do nich: Powstanie naród przeciw narodowi i królestwo przeciw królestwu. Będą silne trzęsienia ziemi, a miejscami głód i zaraza; ukażą się straszne zjawiska i wielkie znaki na niebie. Lecz przed tym wszystkim podniosą na was ręce i będą was prześladować. Wydadzą was do synagog i do więzień oraz z powodu mojego imienia wlec was będą do królów i namiestników. Będzie to dla was sposobność do składania świadectwa. Postanówcie sobie w sercu nie obmyślać naprzód swej obrony. Ja bowiem dam wam wymowę i mądrość, której żaden z waszych prześladowców nie będzie się mógł oprzeć ani się sprzeciwić. A wydawać was będą nawet rodzice i bracia, krewni i przyjaciele i niektórych z was o śmierć przyprawią. I z powodu mojego imienia będziecie w nienawiści u wszystkich. Ale włos z głowy wam nie zginie. Przez swoją wytrwałość ocalicie wasze życie.
   Dziś w czytaniach padają takie słowa: „oto nadchodzi dzień palący”, „Przyjdzie czas, kiedy z tego, na co patrzycie, nie zostanie kamień na kamieniu”. Słowa te i podobne, jakich nie brak w Biblii, kształtowały przez stulecia wrażliwość moralną, opartą na strachu przed „Sędzią Sprawiedliwym”, karzącym do „siódmego pokolenia” . My, współcześni, odrzucamy tę wrażliwość jako znoszoną, zmurszałą szatę, przytłoczeni mnóstwem, często sprzecznych z sobą – opinii ludzi uczonych, polityków, ekspertów, z których każdy z osobna wydaje się mieć rację, jesteśmy ponad tym. Ponad moralnością. Ukołysani opowieściami o „Bogu pełnym miłosierdzia”, który „kocha mnie takiego jakim jestem i cieszy się każdym moim gestem”, z jednej skrajności – przekonania o nadmiernej bożej surowości, wpadamy w drugą skrajność – przekonania o bezbrzeżnej bożej pobłażliwości. Podobnie z obrzędową stroną naszej wiary. Jedni odrzucają drobiazgowe posty, paciorki, nabożeństwa, nawet spowiedzi i Msze niedzielne, na rzecz „Boga, który jest Duchem i nie mieszka w świątyniach nie ręką ludzką wzniesionych”. I wszystko w Imię Boga. Idą całe zastępy ludzi nawiedzonych, jak mówi Pan Jezus w dzisiejszej Ewangelii – „pod Jego imieniem”, i mówią: „Ja jestem głosem bożym w twoim domu”. I nakładają na ludzi nadmierne brzemiona, mnożą puste pacierze, przywdziewają dostojne szaty, wielomówstwem maskują miałkość myśli. Jezus przestrzega: Nie chodźcie za nimi, bo nie w wielomówstwie będziecie wysłuchani.
    Przestrzega: „będą was prześladować. Wydadzą was do synagog i do więzień z powodu mojego imienia”. Z powodu mojego imienia.  Nie z innego powodu.
                Gdy „słyszymy o wojnach i przewrotach” nie róbmy z siebie męczenników. „Przez swoją wytrwałość ocalicie wasze życie” – zaręcza Pan Jezus. Myślę, że można to wyrazić nieco inaczej: ocalicie to, za co gotowi jesteście oddać wasze życie. Czyli co? Pomyślmy.
    Ocalimy przez wytrwałość. Wytrwałość w modlitwie, w pracy, w nauce, w wierności zasadom, a nie tylko hasłom naszej wiary, przez wierność przesłaniu „naszego” papieża, dziś już Świętego, i otwartość na głos Franciszka, którego mowa dla wielu „staje się twarda”, przenikająca aż do szpiku naszych sumień.

niedziela, 6 listopada 2016

XXXII NIEDZIELA ZWYKŁA

      Znalezione obrazy dla zapytania 32 niedziela zwykła rok c      Wówczas podeszło do Niego kilku saduceuszów, którzy twierdzą, że nie ma zmartwychwstania, i zagadnęli Go w ten sposób: «Nauczycielu, Mojżesz tak nam przepisał: Jeśli umrze czyjś brat, który miał żonę, a był bezdzietny, niech jego brat weźmie wdowę i niech wzbudzi potomstwo swemu bratu. Otóż było siedmiu braci. Pierwszy wziął żonę i umarł bezdzietnie. Wziął ją drugi, a potem trzeci, i tak wszyscy pomarli, nie zostawiwszy dzieci. W końcu umarła ta kobieta. Przy zmartwychwstaniu więc którego z nich będzie żoną? Wszyscy siedmiu bowiem mieli ją za żonę». Jezus im odpowiedział: «Dzieci tego świata żenią się i za mąż wychodzą. Lecz ci, którzy uznani zostaną za godnych udziału w świecie przyszłym i w powstaniu z martwych, ani się żenić nie będą, ani za mąż wychodzić. Już bowiem umrzeć nie mogą, gdyż są równi aniołom i są dziećmi Bożymi, będąc uczestnikami zmartwychwstania. A że umarli zmartwychwstają, to i Mojżesz zaznaczył tam, gdzie jest mowa „O krzaku”, gdy Pana nazywa Bogiem Abrahama, Bogiem Izaaka i Bogiem Jakuba. Bóg nie jest [Bogiem] umarłych, lecz żywych; wszyscy bowiem dla Niego żyją»
     Pytanie saduceuszów jest pustą retoryką, która nie dotyka istoty problemów i przerzuca uwagę na rzeczy drugorzędne.
Taka postawa może zagrażać naszemu życiu duchowemu. Zamiast podejmować duchowe i egzystencjalne pytania o sens i wartość życia możemy pozostawać na ich obrzeżach, zajmując się tym, co względne lub nieistotne.
    Jezus odpowiadając saduceuszom pomija problem kazuistyki i dotyka głębi problemu. Odwołuje się do  Ks.Wj 3, 6, gdzie jest mowa o Bogu żywym. Jezus sięga do serca Pisma, do korzeni. Jeżeli Bóg jest Bogiem żywych, musiał wzbudzić do życia Abrahama, Izaaka i Jakuba. Jeżeli Bóg kocha człowieka, nie może pozostawić go w mocy śmierci. I to jest Dobra Nowina dla nas. Nasze życie wykracza poza doczesną związaną z cierpieniem i bólem ziemską egzystencję. Jego celem jest Bóg, jest Miłość która przetrwa śmierć.
Życie duchowe przekracza ziemski wymiar myślenia, nie obowiązują w nim prawa rozwoju ani narodzin i śmierci. Wszystko będzie nowe, duchowe, oczywiste, przeniknięte Bogiem i miłością. Będziemy równi aniołom, a więc nie podlegający ludzkiemu wymiarowi hierarchii. Co więcej, będziemy w dosłownym tego słowa znaczeniu dziećmi Bożymi. Rzeczywistość, której doświadczamy na ziemi w zwierciadle, ukaże się w pełni. Św. Jan pisze: Umiłowani, obecnie jesteśmy dziećmi Bożymi, ale jeszcze się nie ujawniło, czym będziemy. Wiemy, że gdy się objawi, będziemy do Niego podobni, bo ujrzymy Go takim, jakim jest (1 J 3, 2).
 Jakie sprawy w życiu są dla mnie naprawdę ważne? Czy prawda o zmartwychwstaniu i życiu wiecznym jest mi bliska? Jaki obraz Boga noszę w swoim sercu? Czy Bóg miłości jest mi bliski?

sobota, 22 października 2016

XXX NIEDZIELA ZWYKŁA


               
             Znalezione obrazy dla zapytania 30 niedziela zwykła rok c                 (Łk 18, 9 – 14)

Jezus powiedział do niektórych, co ufali sobie, że są sprawiedliwi, a innymi gardzili, tę przypowieść: «Dwóch ludzi przyszło do świątyni, żeby się modlić, jeden faryzeusz a drugi celnik. Faryzeusz stanął i tak w duszy się modlił: „Boże, dziękuję Ci, że nie jestem jak inni ludzie, zdziercy, oszuści, cudzołożnicy, albo jak i ten celnik. Zachowuję post dwa razy w tygodniu, daję dziesięcinę ze wszystkiego, co nabywam”. Natomiast celnik stał z daleka i nie śmiał nawet oczu wznieść ku niebu, lecz bił się w piersi i mówił: „Boże, miej litość dla mnie, grzesznika!” Powiadam wam: Ten odszedł do domu usprawiedliwiony, nie tamten. Każdy bowiem, kto się wywyższa, będzie poniżony, a kto się uniża, będzie wywyższony.  
    Przypowieść o faryzeuszu i celniku jest formą przykładu z życia. Jezus obserwuje modlitwę dwóch kontrastowych postaci w świątyni jerozolimskiej i na ich podstawie wydaje zaskakujący dla słuchaczy osąd.
    Faryzeusz posiada wiele plusów, które jednakże zostają zdewaluowane przez nieczyste motywacje, przez pychę. Religia jest mu potrzebna, by się dowartościować, wywyższyć. Ten człowiek o nic Boga nie prosi, niczego od Niego nie oczekuje.
    Celnik również nie jest postacią jednoznaczną. Podobnie jak w faryzeuszu, splatają się w nim ciemne i jasne strony. Jest poborcą podatkowym, kolaborantem współpracującym z wrogiem Żydów – Rzymianami. Z tego powodu jest znienawidzony przez współobywateli, pogardzany, uważany za człowieka ostatniej kategorii. Z drugiej strony ten właśnie celnik jest wzorem godnym naśladowania. Stoi przed Bogiem zawstydzony i pełen skruchy, gdyż zrozumiał swój grzech. Wie, że grzech czyni go dalekim od Boga. Dlatego staje przed Bogiem jak żebrak. Ma świadomość, że sam z siebie jest nikim i potrzebuje Boga, Jego miłosierdzia i łaski, by móc żyć inaczej.  Rodzi w nim pokorę wobec Boga i siebie, jak również wyrozumiałość dla słabości i grzechów innych.
Ocena modlitwy faryzeusza i celnika przez Jezusa jest zaskakująca. Słuchacze przypowieści nie mieli wątpliwości, że Jezus pochwali faryzeusza, który był wzorem wierności Bogu i prawu, a zdyskredytuje celnika, człowieka z marginesu społecznego i moralnego. Tymczasem Jezus ocenia inaczej. Dla Jezusa ważna jest nie tyle doskonałość moralna, ile pokora, szczera skrucha za grzechy i pragnienie nawrócenia, zmiana myślenia. W Kazaniu na Górze mówił: Jeśli wasza sprawiedliwość nie będzie większa niż uczonych w Piśmie i faryzeuszów, nie wejdziecie do królestwa niebieskiego (Mt 5, 20).
Czy uważam się za sprawiedliwego, przykładnego chrześcijanina i jestem dumny z mojej religijnej poprawności, doskonałości? Czy jest we mnie zdrowa pokora, która pozwala mi przyznawać się do własnych słabości i błędów, a z drugiej strony cenić własne zalety, talenty i osiągnięcia? Co dla mnie jest ważniejsze: doskonałość moralna czy miłość?

niedziela, 16 października 2016

XXIX NIEDZIELA ZWYŁA

  Jezus opowiedział uczniom przypowieść o tym, że zawsze powinni modlić się i nie ustawać: W pewnym mieście żył sędzia, który Boga się nie bał i nie liczył się z ludźmi. W tym samym mieście żyła wdowa, która przychodziła do niego z prośbą: Obroń mnie przed moim przeciwnikiem. Przez pewien czas nie chciał; lecz potem rzekł do siebie: Chociaż Boga się nie boję ani z ludźmi się nie liczę, to jednak, ponieważ naprzykrza mi się ta wdowa, wezmę ją w obronę, żeby nie przychodziła bez końca i nie zadręczała mnie. I Pan dodał: Słuchajcie, co ten niesprawiedliwy sędzia mówi. A Bóg, czyż nie weźmie w obronę swoich wybranych, którzy dniem i nocą wołają do Niego, i czy będzie zwlekał w ich sprawie? Powiadam wam, że prędko weźmie ich w obronę. Czy jednak Syn Człowieczy znajdzie wiarę na ziemi, gdy przyjdzie?
  Znalezione obrazy dla zapytania 29 niedziela zwykła rok c       W    przypowieści o ubogiej wdowie Jezus kreśli dwie przeciwstaw  W przypowieści o ubogiej wdowie Jezus kreśli dwie przeciwstawne postacie. Pierwszą jest niesprawiedliwy sędzia. Jest on praktycznym ateistą, nie liczy się z Bogiem ani przykazaniami. W konsekwencji nie liczy się z ludźmi. Zgodnie ze starożytnym prawem sędziowie mieli okazywać bojaźń Bożą i bronić uciśnionych. Istniały przewidziane prawem surowe kary dla niesprawiedliwych sędziów. Sędzia z przypowieści Jezusa nie jest bezstronny.           W przypowieści o ubogiej wdowie Jezus kreśli dwie przeciwstawne postacie. Pierwszą jest niesprawiedliwy sędzia. Jest on praktycznym ateistą, nie liczy się z Bogiem ani przykazaniami. W konsekwencji nie liczy się z ludźmi. Zgodnie ze starożytnym prawem sędziowie mieli okazywać bojaźń Bożą i bronić uciśnionych. Istniały przewidziane prawem surowe kary dla niesprawiedliwych sędziów. Sędzia z przypowieści Jezusa nie jest bezstronny. Prawdopodobnie jest przekupiony . Jego bezbożność znajduje odbicie w życiu ne postacie. Pierwszą jest niesprawiedliwy sędzia. Jest on praktycznym ateistą, nie liczy się z Bogiem ani przykazaniami. W konsekwencji nie liczy się z ludźmi. Zgodnie ze starożytnym prawem sędziowie mieli okazywać bojaźń Bożą i bronić uciśnionych. Istniały przewidziane prawem surowe kary dla niesprawiedliwych sędziów. Sędzia z przypowieści Jezusa nie jest bezstronny. Jego bezbożność znajduje odbicie w życiu moralnym. Jest twardy, nieczuły, niewrażliwy, antypatyczny, odpychający . Człowiek, jakiego nie chcielibyśmy spotkać na swej drodze. Sędzia jest zamknięty w skorupie własnego egoizmu. Jest zimny, cyniczny i nieczuły wobec cierpienia, bólu i łez. Nie interesuje go sprawiedliwość ani cierpienie człowieka niesłusznie skrzywdzonego. Sędzia  odzwierciedla naszą ciemną stronę. W każdym z nas jest dwubiegunowość. Na jednym biegunie naszej osobowości jest dobro, piękno, miłość, duchowa tęsknota za Bogiem. Z drugiej jednak strony drzemie w nas potencjalny „niesprawiedliwy sędzia”. Mamy swoje wady, czułe punkty, zagrożenia; dręczą nas lęki, skłonność do depresji, niezdolność nawiązywania relacji; cechuje nas również bezbożność, grzeszność, słabość, skłonność do pójścia za najniższymi instynktami.
     Drugą postacią z przypowieści jest uboga wdowa. Uboga wdowa jest ofiarą podwójnego bezprawia. Wobec tego stosuje pewną taktykę, która pomoże jej odnieść zwycięstwo. Kobieta odkryła słaby punkt sędziego – egoizm, snobizm. I wykorzystuje go, nieustannie go nachodząc, naprzykrzając się mu . Jej upór i cierpliwość wystarcza, by została wysłuchana. Arogancki sędzia wysłuchuje ją, aby go więcej nie zadręczała. Ubogą wdowę można zidentyfikować symbolicznie z łaską Bożą. Jeśli odnajdujemy siebie w niesprawiedliwym sędzi, doświadczamy, że Bóg jak uboga wdowa, nieustannie nas „nachodzi i zadręcza”, prowokując do zmiany myślenia i życia; do nawrócenia. Czyni to poprzez nasze myśli, uczucia, pragnienia, wspomnienia, reakcje, a także przez głos sumienia, ludzi i wydarzenia. Nasze zbliżenie do Boga jest ostatecznie skutkiem „nachodzenia Jego nieustannej łaski”, cierpliwości i uporu w miłości. Jeżeli zidentyfikujemy się z ubogą wdową, odkryjemy że naszą siłą i strategią wobec Boga może być jedynie nasza słabość, upór i cierpliwość.
     Czym jest dla mnie łaska Boża i w jaki sposób objawia się jej skuteczność w moim życiu?

niedziela, 9 października 2016

XXVIII NIEDZIELA ZWYKŁA

            Znalezione obrazy dla zapytania 28 niedziela  zwykła rok c 
    Zmierzając do Jerozolimy przechodził przez pogranicze Samarii i Galilei. Gdy wchodzili do pewnej wsi, wyszło naprzeciw Niego dziesięciu trędowatych. Zatrzymali się z daleka i głośno zawołali: «Jezusie, Mistrzu, ulituj się nad nami!» Na ich widok rzekł do nich: «Idźcie, pokażcie się kapłanom!» A gdy szli, zostali oczyszczeni. Wtedy jeden z nich widząc, że jest uzdrowiony, wrócił chwaląc Boga donośnym głosem, upadł na twarz do nóg Jego i dziękował Mu. A był to Samarytanin. Jezus zaś rzekł: «Czy nie dziesięciu zostało oczyszczonych? Gdzie jest dziewięciu? Żaden się nie znalazł, który by wrócił i oddał chwałę Bogu, tylko ten cudzoziemiec». Do niego zaś rzekł: «Wstań, idź, twoja wiara cię uzdrowiła.

   Św. Paweł pisze: W każdym położeniu dziękujcie, taka jest bowiem wola Boża w Chrystusie Jezusie (1 Tes 5, 18). Stosunkowo łatwo przychodzi wdzięczność za to, co jest radosne, przyjemne, satysfakcjonujące. Trudno natomiast dziękować za dary trudne. Nie można oczekiwać wdzięczności od człowieka, który żyje przywalony cierpieniem, zmaga się z ciężkim losem, doświadcza ciemnej doliny.
Gdy stoimy przed obrazem w odległości kilku centymetrów, widzimy najczęściej niezrozumiałe szczegóły: plamy, kreski, spękania farby. Dopiero gdy oddalimy się na kilka kroków i ogarniemy wzrokiem całość, możemy dostrzec piękno obrazu i zrozumieć zamysł artysty. Podobnie jest z naszym życiem. Z bliska, w momencie przeżywania trudnych wydarzeń wydają się one niezrozumiałe, bezsensowne, uciążliwe, często niepotrzebne. Dopiero z perspektywy czasu, z dystansu widzimy, że miały sens, służyły naszemu dobru, nie były jedynie dziełem przypadku.
Być może zbyt wiele rzeczy uważamy za oczywiste. Sądzimy, że nam się należą. I dlatego nie patrzymy na nie w kontekście daru. Rodzi się wtedy postawa roszczeniowa, pretensjonalna. Zamiast logiki: „korzystam z daru, łaski”, pojawia się mentalność: „robię łaskę, że biorę”. Potrafimy wówczas upominać się o łaski, a nie potrafimy za nie dziękować. Tymczasem wdzięczność jest „pamięcią serca” i  uwalnia od rutyny i nudy.
Co jest moim trądem, moją chorobą? Co lub kto jest dla mnie „trudnym darem”? Czy widzę sens tych darów z perspektywy czasu? Komu dziś powinienem wyrazić szczególną wdzięczność?

niedziela, 2 października 2016

XXVII NIEDZIELA ZWYKŁA

                          Znalezione obrazy dla zapytania 27 niedziela zwykła rok c         (Łk 17, 5-10)


Apostołowie prosili Pana: «Przymnóż nam wiary!» Pan rzekł: «Gdybyście mieli wiarę jak ziarnko gorczycy, powiedzielibyście tej morwie: „Wyrwij się z korzeniem i przesadź się w morze!”, a byłaby wam posłuszna. Kto z was, mając sługę, który orze lub pasie, powie mu, gdy on wróci z pola: „Pójdź i siądź do stołu?” Czy nie powie mu raczej: „Przygotuj mi wieczerzę, przepasz się i usługuj mi, aż zjem i napiję się, a potem ty będziesz jadł i pił?” Czy dziękuje słudze za to, że wykonał to, co mu polecono? Tak mówcie i wy, gdy uczynicie wszystko, co wam polecono: „Słudzy nieużyteczni jesteśmy; wykonaliśmy to, co powinniśmy wykonać”» 
     Gdybyście mieli wiarę jak ziarnko gorczycy, powiedzielibyście tej morwie: Wyrwij się z korzeniem i przesadź się w morze, a byłaby wam posłuszna.

Wystarczy więc tak niewiele. Wystarczy mała raczkująca wiara, a Bóg „wykorzystując ją” czyni rzeczy wielkie. Ponadto wiara zakłada rozwój. Wiara mała jak ziarno gorczycy może rozwijać się w kierunku dojrzałej, świadomej, głębokiej. Wiara jest darem, łaską ale równocześnie zadaniem. Nie jest wartością, którą zachowuje się do końca niezmiennie. Wiara głęboka, zaangażowana, świadoma wymaga czystego serca, hojności, cierpliwości i wielkiego zaufania Bogu. Taka wiara oczyszcza się i umacnia poprzez doświadczenia i próby życiowe, nieraz bardzo bolesne.
    Druga przypowieść zawiera wątek charakterystyczny dla realiów Palestyny. Sługa, niewolnik najpierw ciężko pracuje w polu, później obsługuje swego pana, dopiero na końcu ma chwilę czasu i wytchnienia dla siebie.
    Taki niezwykły gest wykonał jednak Jezus w czasie Ostatniej Wieczerzy: Wstał od wieczerzy i złożył szaty. A wziąwszy prześcieradło nim się przepasał. Potem nalał wody do miednicy. I zaczął umywać uczniom nogi i ocierać prześcieradłem, którym był przepasany (J 13, 4-5). Jest to zwyczajna praca służących i niewolników. Wykracza poza normalne stosunki między Mistrzem i uczniami, między panem i sługami. Bóg, który służy, jak niewolnik: Ja jestem pośród was jak ten, kto służy (Łk 22, 27). Ten gest przekazał nam Jezus jako testament  dla naszego postępowania.
   Puentą przypowieści jest stwierdzenie: Słudzy nieużyteczni jesteśmy; wykonaliśmy to, co powinniśmy wykonać. Nie chodzi tutaj o zaniżanie własnej wartości, fałszywą pokorę, która nie pozwala zaakceptować własnej godności. Chodzi o świadomość relacji z Jezusem, z Bogiem. Wobec Boga będziemy zawsze sługami nieużytecznymi. Wszystko, co czynimy i możemy uczynić jest Jego darem, łaską: beze Mnie nic nie możecie uczynić (J 15, 5). Jednak z Nim możemy wszystko, nawet wyrywać i przesadzać morwy!
Jaka jest moja wiara? Czy jest świadoma, zaangażowana, głęboka? Czy służę innym bezinteresownie? Czy jest we mnie pokora, która pozwala uznać, że czasem jestem ubogi, słaby, potrzebujący pomocy? Czy mam świadomość, że bez Boga nic, a z Nim wszystko?