sobota, 25 marca 2017

IV NIEDZIELA WIELKIEGO POSTU

             (J 9,1.6-9.13-17.34-38)
Jezus, przechodząc, ujrzał pewnego człowieka, niewidomego od urodzenia. Splunął na ziemię, uczynił błoto ze śliny i nałożył je na oczy niewidomego, i rzekł do niego: «Idź, obmyj się w sadzawce Siloe», co się tłumaczy: Posłany. On więc odszedł, obmył się i wrócił, widząc.
A sąsiedzi i ci, którzy przedtem widywali go jako żebraka, mówili: «Czyż to nie jest ten, który siedzi i żebrze?». Jedni twierdzili: «Tak, to jest ten», a inni przeczyli: «Nie, jest tylko do tamtego podobny». On zaś mówił: «To ja jestem».
Zaprowadzili więc tego człowieka, niedawno jeszcze niewidomego, do faryzeuszów. A dnia tego, w którym Jezus uczynił błoto i otworzył mu oczy, był szabat. I znów faryzeusze pytali go o to, w jaki sposób przejrzał. Powiedział do nich: «Położył mi błoto na oczy, obmyłem się i widzę».
Niektórzy więc spośród faryzeuszów rzekli: «Człowiek ten nie jest od Boga, bo nie zachowuje szabatu». Inni powiedzieli: «Ale w jaki sposób człowiek grzeszny może czynić takie znaki?». I powstało wśród nich rozdwojenie. Ponownie więc zwrócili się do niewidomego: «A ty, co o Nim myślisz w związku z tym, że ci otworzył oczy?». Odpowiedział: «To jest prorok».
Na to dali mu taką odpowiedź: «Cały urodziłeś się w grzechach, a śmiesz nas pouczać?». I precz go wyrzucili.
Jezus usłyszał, że wyrzucili go precz, i spotkawszy go, rzekł do niego: «Czy ty wierzysz w Syna Człowieczego?». On odpowiedział: «A któż to jest, Panie, abym w Niego uwierzył?». Rzekł do niego Jezus: «Jest Nim Ten, którego widzisz i który mówi do ciebie». On zaś odpowiedział: «Wierzę, Panie!», i oddał Mu pokłon.
 
Kto tak naprawdę jest ślepcem w dzisiejszej Ewangelii? Czy niewidomy od urodzenia, czy raczej faryzeusze mówiący, że Jezus „nie jest od Boga, bo nie zachowuje szabatu”? Dzisiejsza niedziela zachęca, abyśmy pomyśleli także o nas – czy nie jesteśmy ślepcami, gdy nie postępujemy jak dzieci światłości?
Uczniowie Jezusa chorobę i nieszczęście niewidomego od urodzenia widzą jako zasłużoną karę. Pozostaje tylko ustalić, czyje grzechy to spowodowały. W ten sposób można, rozważając nad Bożą sprawiedliwością, zobaczyć i minąć nieszczęśliwego człowieka, jak kapłan i lewita z przypowieści o Samarytaninie. Rzeczywiście, „człowiek patrzy na to, co widoczne dla oczu”. Bóg zgoła inaczej – patrzy na serce . To w nim mają się objawić sprawy Boże.
Jezus, który jest Światłością świata, przyszedł, „aby ci, którzy nie widzą, przejrzeli”  i dostrzegli swój grzech. Potrzeba tu nie tyle zdrowych oczu, ile wiary. Dzięki wierze widzimy Jezusa i rozpoznajemy Go jako naszego Zbawiciela. Dokładnie tak, jak niewidomy od urodzenia. Dzięki wierze widzimy siebie i rozpoznajmy prawdę o sobie jako grzesznikach. Inaczej niż faryzeusze.
„Niegdyś byliście ciemnością” – stwierdza św. Paweł . Przez chrzest jednak zajaśniał nam Chrystus i staliśmy się dziećmi światłości. Nie możemy być pogrążonymi w ciemnościach ślepcami. Pamiętajmy o tym, że „nadchodzi noc, kiedy nikt nie będzie mógł działać” . To znaczy, że nie możemy czekać z nawróceniem. Jezus zna nasze serce i już pragnie nas uzdrowić. Czy my tego pragniemy?
 

sobota, 18 marca 2017

III NIEDZIELA WIELKIEGO POSTU

 Znalezione obrazy dla zapytania 3 niedziela wielkiego postu rok a 




Pamiętajmy, że najważniejszym zadaniem w tym świętym czasie jest nasze nawrócenie. Chodzi o nawrócenie we wszystkich wymiarach naszego życia osobistego i społecznego, rodzinnego. Potrzeba wiele pokory i silnej wiary w Boże miłosierdzie. Nawrócenie ma się bowiem dokonać przede wszystkim w naszym sercu.
  
                  (J 4,5 - 42)
Jezus przybył do miasteczka samarytańskiego, zwanego Sychar, w pobliżu pola, które /niegdyś/ dał Jakub synowi swemu, Józefowi. Było tam źródło Jakuba. Jezus zmęczony drogą siedział sobie przy studni. Było to około szóstej godziny. Nadeszła /tam/ kobieta z Samarii, aby zaczerpnąć wody. Jezus rzekł do niej: Daj Mi pić! Jego uczniowie bowiem udali się przedtem do miasta dla zakupienia żywności. Na to rzekła do Niego Samarytanka: Jakżeż Ty będąc Żydem, prosisz mnie, Samarytankę, bym Ci dała się napić? Żydzi bowiem z Samarytanami unikają się nawzajem. Jezus odpowiedział jej na to: O, gdybyś znała dar Boży i /wiedziała/, kim jest Ten, kto ci mówi: Daj Mi się napić - prosiłabyś Go wówczas, a dałby ci wody żywej. Powiedziała do Niego kobieta: Panie, nie masz czerpaka, a studnia jest głęboka. Skądże więc weźmiesz wody żywej? Czy Ty jesteś większy od ojca naszego Jakuba, który dał nam tę studnię, z której pił i on sam, i jego synowie i jego bydło? W odpowiedzi na to rzekł do niej Jezus: Każdy, kto pije tę wodę, znów będzie pragnął. Kto zaś będzie pił wodę, którą Ja mu dam, nie będzie pragnął na wieki, lecz woda, którą Ja mu dam, stanie się w nim źródłem wody wytryskającej ku życiu wiecznemu. Rzekła do Niego kobieta: Daj mi tej wody, abym już nie pragnęła i nie przychodziła tu czerpać. A On jej odpowiedział: Idź, zawołaj swego męża i wróć tutaj. A kobieta odrzekła Mu na to: Nie mam męża. Rzekł do niej Jezus: Dobrze powiedziałaś: Nie mam męża. Miałaś bowiem pięciu mężów, a ten, którego masz teraz, nie jest twoim mężem. To powiedziałaś zgodnie z prawdą. Rzekła do Niego kobieta: Panie, widzę, że jesteś prorokiem. Ojcowie nasi oddawali cześć Bogu na tej górze, a wy mówicie, że w Jerozolimie jest miejsce, gdzie należy czcić Boga. Odpowiedział jej Jezus: Wierz Mi, kobieto, że nadchodzi godzina, kiedy ani na tej górze, ani w Jerozolimie nie będziecie czcili Ojca. Wy czcicie to, czego nie znacie, my czcimy to, co znamy, ponieważ zbawienie bierze początek od Żydów. Nadchodzi jednak godzina, owszem już jest, kiedy to prawdziwi czciciele będą oddawać cześć Ojcu w Duchu i prawdzie, a takich to czcicieli chce mieć Ojciec. Bóg jest duchem; potrzeba więc, by czciciele Jego oddawali Mu cześć w Duchu i prawdzie. Rzekła do Niego kobieta: Wiem, że przyjdzie Mesjasz, zwany Chrystusem. A kiedy On przyjdzie, objawi nam wszystko. Powiedział do niej Jezus: Jestem Nim Ja, który z tobą mówię. Na to przyszli Jego uczniowie i dziwili się, że rozmawiał z kobietą. Jednakże żaden nie powiedział: Czego od niej chcesz? - lub: - Czemu z nią rozmawiasz? Kobieta zaś zostawiła swój dzban i odeszła do miasta. I mówiła tam ludziom: Pójdźcie, zobaczcie człowieka, który mi powiedział wszystko, co uczyniłam: Czyż On nie jest Mesjaszem? Wyszli z miasta i szli do Niego. Tymczasem prosili Go uczniowie, mówiąc: Rabbi, jedz! On im rzekł: Ja mam do jedzenia pokarm, o którym wy nie wiecie. Mówili więc uczniowie jeden do drugiego: Czyż Mu kto przyniósł coś do zjedzenia? Powiedział im Jezus: Moim pokarmem jest wypełnić wolę Tego, który Mnie posłał, i wykonać Jego dzieło. Czyż nie mówicie: Jeszcze cztery miesiące, a nadejdą żniwa? Oto powiadam wam: Podnieście oczy i popatrzcie na pola, jak bieleją na żniwo. żniwiarz otrzymuje już zapłatę i zbiera plon na życie wieczne, tak iż siewca cieszy się razem ze żniwiarzem. Tu bowiem okazuje się prawdziwym powiedzenie: Jeden sieje, a drugi zbiera. Ja was wysłałem żąć to, nad czym wyście się nie natrudzili. Inni się natrudzili, a w ich trud wyście weszli. Wielu Samarytan z owego miasta zaczęło w Niego wierzyć dzięki słowu kobiety świadczącej: Powiedział mi wszystko, co uczyniłam. Kiedy więc Samarytanie przybyli do Niego, prosili Go, aby u nich pozostał. Pozostał tam zatem dwa dni. I o wiele więcej ich uwierzyło na Jego słowo, a do tej kobiety mówili: Wierzymy już nie dzięki twemu opowiadaniu, na własne bowiem uszy usłyszeliśmy i jesteśmy przekonani, że On prawdziwie jest Zbawicielem świata.

     Dzisiejsza Ewangelia przytacza niezwykłe spotkanie Jezusa z Samarytanką. Kobieta jest zaskoczona. Spodziewała się raczej, że Nieznajomy oddali się prędko widząc kogoś z Samarii. Spodziewała się wzgardy. Przecież Żydzi i Samarytanie byli wrogo do siebie nastawieni. Jezus nie zważa jednak na pochodzenie kobiety. To nie jest istotne, by dokonało się spotkanie. Pan rozpoczyna rozmowę. Spotkanie z Jezusem całkowicie odmienia życie Samarytanki. Możemy domyślać się, że dotąd było ono historią pełną zranień. Jezus nie każe jej rozpamiętywać przeszłości, analizować, nie obarcza jej poczuciem winy, nie oskarża. Trzeba jednak uznać prawdę o sobie samym, bo spotkanie z Jezusem odbywa się zawsze w konkrecie naszych doświadczeń z przeszłości, naszych słabości, naszych niechlubnych decyzji, niewykorzystanych szans, upadków. „Prawdę powiedziałaś”, mówi Jezus, a to wyznanie przez kobietę prawdy o sobie jest początkiem całkowitej przemiany.
Samarytanka uważnie słucha Jezusa. Kiedy Pan mówi o wodzie żywej, kobieta nie waha się prosić: „Daj mi tej wody”. Nie jest więc tylko bierną słuchaczką, lecz natychmiast pragnie się zaangażować, łatwo daje się prowadzić Panu, dzięki czemu początkowo zwyczajna rozmowa o czerpaniu wody w upalny dzień staje się głęboka i przemieniająca. Samarytanka jest ufna, pokorna i niezwykle otwarta na to, co mówi Jezus. Dlatego Pan objawia jej, że jest Mesjaszem. Kobieta wierzy Jego słowom i odtąd nic nie jest już takie samo. Samarytanka pozostawia dzban, jakby zapomniała, po co przyszła do studni, nie to już jest ważne. Jezus przywraca jej życiu sens, kobieta staje się wolna i radosna, jakby piękniejsza. Biegnie do miasta i przekazuje wieść o spotkaniu z Jezusem. Radość spotkania z Bogiem pragnie być dzielona z innymi. Nie skupia na sobie lecz wychodzi dalej, ku drugim i pragnie dawać świadectwo.
     I my nie wahajmy się prosić Jezusa o wodę żywą, o Jego przemieniającą łaskę. Nam również Jezus wyznaje, że jest Mesjaszem i chce, by ta Prawda stała się osią naszego życia. Zostawmy więc na chwilę nasze dzbany codziennego zabiegania, byśmy zajęci tysiącem spraw nie zapomnieli o naszym powołaniu do świadczenia o Jezusie, który przychodzi z uzdrawiającą i wyzwalającą łaską. Jezus pragnie, byśmy byli szczęśliwi Duchem Św., który mieszka w naszych sercach.
Zapragnijmy dziś spotkania z Jezusem i otwórzmy serca na Jego zaproszenia. Możemy być pewni, że Jezus chce stać się naszym najgłębszym pragnieniem, Źródłem, z którego zawsze możemy zaczerpnąć. Jak czekał na Samarytankę przy studni o najgorętszej porze dnia, tak czeka i na nas, ze Swym Miłosierdziem, które jest źródłem niewyczerpanym, czystym i żywym. Zapragnijmy, by Jezus przemieniał nas i czynił nas piękniejszymi. Niech częste spotkania z Nim na modlitwie i w sakramentach, zwłaszcza w Eucharystii, wzbudzają w nas pragnienie ostatecznego spotkania z Nim, gdy przyjdzie powtórnie.

sobota, 11 marca 2017

II NIEDZIELA WIELKIEGO POSTU

Znalezione obrazy dla zapytania 2 niedziela wielkiego postu rok a   
 (Mt 17,1-9)
 Jezus wziął z sobą Piotra, Jakuba i brata jego Jana i zaprowadził ich na górę wysoką, osobno. Tam przemienił się wobec nich: twarz Jego zajaśniała jak słońce, odzienie zaś stało się białe jak światło. A oto im się ukazali Mojżesz i Eliasz, którzy rozmawiali z Nim. Wtedy Piotr rzekł do Jezusa: Panie, dobrze, że tu jesteśmy; jeśli chcesz, postawię tu trzy namioty: jeden dla Ciebie, jeden dla Mojżesza i jeden dla Eliasza. Gdy on jeszcze mówił, oto obłok świetlany osłonił ich, a z obłoku odezwał się głos: To jest mój Syn umiłowany, w którym mam upodobanie, Jego słuchajcie! Uczniowie, słysząc to, upadli na twarz i bardzo się zlękli. A Jezus zbliżył się do nich, dotknął ich i rzekł: Wstańcie, nie lękajcie się! Gdy podnieśli oczy, nikogo nie widzieli, tylko samego Jezusa. A gdy schodzili z góry, Jezus przykazał im mówiąc: Nie opowiadajcie nikomu o tym widzeniu, aż Syn Człowieczy zmartwychwstanie.

    W Biblii góra jest symbolem miejsca spotkania z Bogiem. Czy mam taką „górę” w moim codziennym życiu – ulubione miejsce spotkań z Bogiem? Jakie to miejsce? Udawanie się na modlitwę zawsze wymaga wysiłku oderwania się od zajęć, walki z wewnętrznymi rozproszeniami i troski o wyciszenie. Czy podejmuję ten wysiłek?
Jezus wziął uczniów na górę „po sześciu dniach” od chwili, gdy zapowiedział im, że będzie cierpiał i zostanie zabity. W ich sercu panuje smutek, przygnębienie i niepewność.
Przypomnę sobie sytuacje z mojego życia, kiedy dowiedziałem się o czymś bardzo bolesnym i popadłem w przygnębienie i smutek. Czy potrafiłem rozmawiać z Bogiem o moich bolesnych uczuciach? Czy pamiętam modlitwę, która w czasie wielkiego smutku i przygnębienia wprowadziła w moje serce pokój i ukojenie?
   Będę adorował Jezusa, który przemieniony, cały piękny staje przed apostołami. Olśnieni cudownym wizerunkiem Jezusa, zwierzają się ze swego szczęścia: „Panie, dobrze, że tu jesteśmy” .
Przypomnę sobie moje najgłębiej przeżyte modlitwy, gdy doświadczyłem szczególnej bliskości Boga i zachwytu nad Jego pięknem. W jakich okolicznościach to się wydarzyło?
„To jest mój Syn umiłowany, w którym mam upodobanie, Jego słuchajcie” . Ojciec zaprasza mnie do częstego przebywania na modlitwie z umiłowanym Jezusem. Poproszę Ojca, aby pomógł mi trwać w modlitwie serca: „Ty jesteś mój Jezus umiłowany”!

sobota, 4 marca 2017

I NIEDZIELA WIELKIEGO POSTU

Znalezione obrazy dla zapytania 1 niedziela wielkiego Postu         (Mt 4,1-11)
Duch wyprowadził Jezusa na pustynię, aby był kuszony przez diabła. A gdy przepościł czterdzieści dni i czterdzieści nocy, odczuł w końcu głód. Wtedy przystąpił kusiciel i rzekł do Niego: Jeśli jesteś Synem Bożym, powiedz, żeby te kamienie stały się chlebem . Lecz on mu odparł: Napisane jest: Nie samym chlebem żyje człowiek, lecz każdym słowem, które pochodzi z ust Bożych. Wtedy wziął Go diabeł do Miasta Świętego, postawił na narożniku świątyni i rzekł Mu: Jeśli jesteś Synem Bożym, rzuć się w dół, jest przecież napisane: Aniołom swoim rozkaże o tobie, a na rękach nosić cię będą byś przypadkiem nie uraził swej nogi o kamień. Odrzekł mu Jezus: Ale jest napisane także: Nie będziesz wystawiał na próbę Pana, Boga swego. Jeszcze raz wziął Go diabeł na bardzo wysoką górę, pokazał Mu wszystkie królestwa świata oraz ich przepych i rzekł do Niego: Dam Ci to wszystko, jeśli upadniesz i oddasz mi pokłon. Na to odrzekł mu Jezus: Idź precz, szatanie! Jest bowiem napisane: Panu, Bogu swemu, będziesz oddawał pokłon i Jemu samemu służyć będziesz. Wtedy opuścił Go diabeł, a oto aniołowie przystąpili i usługiwali Mu.
    W I Niedzielę Wielkiego Postu Słowo Boże przekazuje nam prawdę o kuszeniu do grzechu. Istotę każdej pokusy szatańskiej stanowi próba przekonania człowieka, że Bóg nie pragnie jego dobra, szczęścia, ponieważ przekazuje człowiekowi jakieś przykazanie, wymaganie postępowania w określony sposób i unikania pewnego sposobu postępowania. Z samego istnienia Bożego przykazania szatan – kosmiczny kłamca pragnie zaszczepić w umyśle człowieka przekonanie o tym, że Bóg nie jest jego Najlepszym Ojcem, ale nieprzyjacielem. Stąd, następnym z sugerowanych kroków jest poszukiwanie szczęścia poza Bogiem i Jego wolą; ale tam żadne stworzenie nie znajdzie nigdy prawdziwego szczęścia i pokoju; ponieważ w samej naszej naturze leży powołanie do wspólnoty z Bogiem. Stworzyłeś nas dla siebie i niespokojne jest serce człowieka dopóki nie spocznie w Tobie  przypominał  św.Augustyn.
    Rokrocznie wzywa nas Kościół święty na początku Wielkiego Postu do poważnego zastanowienia się nad celem naszego życia, nad uświęceniem i zbawieniem swojej duszy. Każe nam przystanąć pod krzyżem, na którym dokonało się nasze odkupienie i zapytać cierpiącego Zbawiciela: dlaczego ta Jego Męka i kto tu zawinił? By nam jeszcze lepiej uświadomić niepojętą miłość za strony Boga, a ogrom złości ze strony grzesznika, zaprasza Kościół wiernych do uczestniczenia w modlitewnym śpiewie Gorzkich Żali i do rozważania bolesnej Męki Zbawiciela w czasie odprawianej Drogi krzyżowej. W kazaniach pasyjnych przesuwa się przed naszymi oczyma cały szereg charakterów tych osób, które blisko stały tego jedynego w świecie wydarzenia, jakim była niewinna ofiara krzyżowa dokonana przez Jezusa Chrystusa, Boga – Człowieka. Jeżeli jeszcze dodamy do tego wezwanie Kościoła do zachowania postu i umartwienia pokutnego, zrozumiemy, że tu chodzi o coś bardzo ważnego, bo o poruszenie, skontrolowanie i naprawienie sumień ludzkich.

wtorek, 28 lutego 2017

ŚRODA POPIELCOWA


 Znalezione obrazy dla zapytania środa popielcowa 2017

Popielec, czyli po prostu środa popielcowa, to jeden z ważniejszych dni w katolickim kalendarzu. Jest to pierwszy dzień Wielkiego Postu, czyli okresu przygotowania na śmierć i zmartwychwstanie Jezusa. Tego dnia wierni obchodzą dzień pokuty, a ich głowy posypywane są popiołem. Właśnie w ten sposób rozpoczyna się 40-dniowy okres postu, w czasie którego
 wierni przygotowują się duchowo do obchodów Świąt Wielkiej Nocy.Zgodnie z obrządkiem katolickim zwyczajowo w środę popielcową kapłan posypuje głowy wiernych popiołem, który jest symbolem pokuty, uniżenia i poddania. Tradycja ta sięga VIII wieku n.e. i początkowo przeznaczona była wyłącznie dla osób publicznie odprawiających pokutę. Dopiero w XI wieku papież Urban II uczynił ją obowiązującym zwyczajem w całym Kościele. Ustalono wtedy także, że popiół do posypywania głów będzie pochodził z palm poświęconych w Niedzielę Palmową w poprzednim roku. Wierni zbierają się przy stopniu komunijnym lub na zewnątrz kościoła. Kapłan, posypując ich głowy, mówi słowa: "Prochem jesteś i w proch się obrócisz". 

Na początku Wielkiego Postu warto nastawić się na „sądny dzień”. Warto nastawić się na bezpośrednie obcowanie z pytaniem: o co chodzi Ci w życiu i czy masz w sobie powód, by zmieniać świat na lepsze. Czy Twoje życie każdego dnia jest wyjątkowe, bo właśnie robisz coś wielkiego? Czy też po prostu, minął dzień i tyle? Bo ten dzisiejszy dzień – niby taki jak zwykle, a jednak inny, bo kończy karnawał, kończy bale, imprezy. I przed nam popiół... Takie „niby nic”. Bez kształtu, bez wartości. A my chylimy dziś głowy, by tym popiołem zostały posypane. Jednocześnie usłyszymy z ust kapłana dobrze nam znane słowa: Pamiętaj, człowieku, że jesteś prochem i w proch się obrócisz. Słowa, które brzmią nieco jak zła wróżba. Przypominają trochę sytuację bez wyjścia. Nic tylko usiąść i płakać. Wiele osób tak podchodzi do życia. Ale jako osoby wierzące mamy nadzieję, którą przynosi JEZUS. I wbrew pozorom Środa Popielcowa to dobry czas, by o tym co ważne w naszym życiu pomyśleć. Słowa o przemijalności przypominają nam przecież, skąd zostaliśmy wzięci i dokąd zdążamy. I gdyby jedynie proch ziemi i ewolucja były naszym początkiem. Gdyby kres naszych dni wyznaczało złożenie do grobu i... nic więcej, to rzeczywiście słowa kapłana dziś wypowiadane można by uznać za złowróżbne. Ale te słowa wypowiadane przez księdza mają głębszy sens. Mają nam przypomnieć, że to wszystko, co niesie ze sobą ten świat, jest prochem, marnością i pogonią za wiatrem, jak powiedziałby starotestamentalny mędrzec Kohelet. A my? My jesteśmy przez Boga przeznaczeni do wyższych rzeczy. Nie tylko błoto ziemi, ewolucja Darwina i złożenie trumny do grobu są naszym udziałem, naszym źródłem i celem. To nasz Stwórca dał nam tchnienie życia. To nasz najlepszy Ojciec czuwa nad każdym przeżytym przez nas dniem. To Bóg jest Panem naszej śmierci, po której chce każdemu z nas dać życie wieczne w chwale nieba. To jest nasze miejsce. Właśnie – jak powiedział Jezus – w domu Ojca. Bo On nam tam u siebie przygotował mieszkania. Bóg nie chce mieć w niebie pustostanów. My mamy to niebo zaludnić.
 Rozpoczynamy czas Wielkiego Postu. Co jest w nim wielkiego? Wielka jest ze strony człowieka jego niewdzięczność, niegodziwość, grzech, ale większa od tego wszystkiego jest miłość i cierpienie Chrystusa. Oto Jezus umiera na krzyżu, za nasze grzechy, by pokazać jak wielka jest miłość Boga do nas ludzi. Taki jest Bóg i jego przeogromny dar. Po popiele z dzisiejszej Środy Popielcowej już pewnie jutro nie zostanie nawet ślad. Ale w poście nie o popiół chodzi, ale o to, co jest pod nim ukryte. Zupełnie jak w ognisku.
                               
Jałmużna – dzielenie się sobą z drugim.
Post – porządkowanie swego wnętrza.
Modlitwa – dzielenie się sobą z Bogiem.
                                                        
                                           Znalezione obrazy dla zapytania środa popielcowa 2017

niedziela, 12 lutego 2017

NAJWIĘKSZY SKARB C.D

                                                                                             
                                                     Znalezione obrazy dla zapytania NAJWIĘKSZY SKARB- EUCHARYSTIA
                          Biada temu, kto pogardza Mszą św. w dni świąteczne
O ile Bóg jest nieskończenie dobry dla tych, którzy się Go lękają i kochają, o tyle jest sprawiedliwy dla tych, co nim gardzą i nieraz surowo ich karze.
* * *
Św. Leonard opowiada, że razu jednego trzech kupców z Gubbio udało się w sobotę na jarmark do dalekiego miasteczka. Tam zanocowali i nazajutrz zaraz z rana w niedzielę dwóch postanowiło powrócić do domu, trzeci starał się ich od tego odwieść, zachęcając, aby wpierw wysłuchali Mszy św., lecz daremnie, bo prawie wyśmiewając go, udali się w drogę. Nadjechali nad rzekę Corfuone, która wskutek ulewnego deszczu bardzo była wezbrała, a nie spostrzegłszy się, że most na rzece był niepewny, podcięli konie, wjechali na niego. W tej samej chwili most się zawalił, a oni, konie i towary wpadli w nurty rzeki i marnie zginęli. W kilka godzin potem włościanie wyciągnęli na brzeg dwa ciała nieżywe, wtem nadjechał trzeci kupiec, który pozostał był w miasteczku, by Mszy św. wysłuchać, a poznawszy swoich towarzyszy, wyciągnął ręce ku niebu i podziękował Bogu, że go uratował od niechybnej śmierci, ponawiając postanowienie szanowania od dnia tego dni świątecznych przede wszystkim przez nabożne słuchanie Mszy św.
* * *
Eneasz Silvio, późniejszy papież Pius II, opowiada, że w Niemczech w mieście Scivia mieszkał ongiś bogaty rycerz, który utraciwszy majętność, znalazł się w biedzie, a popadłszy w ciężką melancholię, był bliski rozpaczy. Pewnego dnia szatan kusił go, aby położył kres życiu swemu i powiesił się, a rycerz ów, nie wiedząc jak oprzeć się pokusie, udał się o radę do świątobliwego spowiednika, ten mu rzekł: "Niech nigdy dzień nie przejdzie, abyś Mszy św. nie wysłuchał i nie lękaj się niczego". Rycerz dostosował się do rady i zaczął ją praktykować, uczęszczając co rano na Mszę św.
Lecz razu jednego, gdy szedł do kościoła, spotkał włościanina, a ten mu radził powrócić do domu, bo Msza św. była skończona i nie było już innych. Zatrwożył się rycerz na tę wiadomość, lęk go ogarnął i płacząc, powtarzał niepocieszony: "Co będzie ze mną, co będzie ze mną? Może to ostatni dzień mego życia!".
Zdziwił się wieśniak, widząc jego zmartwienie, a chcąc go pocieszyć, rzekł: "Bądź dobrej myśli, zaradzę wszystkiemu. Daj mi twój płaszcz, a ja ci za to odprzedam zasługi mojej Mszy św.". Chętnie zgodził się rycerz, oddał płaszcz swój i poszedł do kościoła. Pomodliwszy się, wracał do domu i na tym miejscu, gdzie z tak wielką lekkomyślnością wieśniak mu był sprzedał za płaszcz zasługi swojej Mszy św., ujrzał go wiszącego na drzewie, jak Judasza i już nieżywego. Pogardził i sprzedał Mszę św., a pokusa szatańska przeszła na niego, zwyciężyła go i nakłoniła do samobójstwa przez powieszenie.
O, jak wielka jest nieświadomość tych chrześcijan, co nie cenią tego wielkiego skarbu, jakim jest Msza św., zastępując ją marną zabawką lub poniżając ją do niecnego zarobku. O, jak wielka jest przewrotność tych, co nie wierząc, albo nawet wierząc, nikczemnie pogardzają Ofiarą św.
                   Codzienne słuchania Mszy św. jest wielkim dobrodziejstwem
Zrozumieli całą tego doniosłość nie tylko liczni święci, ale i królowie, cesarze, książęta.
* * *
Konstantyn Wielki co rano słuchał Mszy św. w swoim pałacu, a gdy szedł na wojnę, miał zawsze ołtarz polowy i wśród huku bitwy, szelestu zbroi codziennie Mszę św. polecał odprawiać i Ona to przyczyniła się do całego szeregu wielkich zwycięstw.
Cesarz Lotariusz na wojnie, czy w czasach pokoju, nie jednej, lecz trzech Mszy św. słuchał codziennie. Tak samo czynił pobożny król angielski Henryk III i Bóg go wynagrodził długim, bo 56-letnim panowaniem.
Św. Ludwik, król francuski, co rano chodził na Mszę św. Święty Wacław, król czeski, słuchał codziennie kilku Mszy św. i często sam służyli do Mszy św. ku zbudowaniu wszystkich. Tak wielkie miał do Mszy św. nabożeństwo, iż własnymi rękoma siał zboże, wyciskał wino, które potem służyć miało do Ofiary św. Miał na ten cel przeznaczone osobne pole, osobną winnicę, którą własnoręczne i umiejętnie uprawiał w pokorze ducha.
Wielki kanclerz Tomasz More, choć na nim ciążyły sprawy całej Anglii, bywał codziennie na Mszy św. A gdy razu jednego w czasie Mszy św. król polecił go zawezwać, pokornie i z szacunkiem, lecz również z chrześcijańską odwagą, polecił prosić monarchę, aby zechciał poczekać, aż skończy się Ofiara św.
* * *
Napoleon I-szy przeglądał pewnego dnia regulamin słynnego konserwatorium w Ecomen i gdy doszedł do paragrafu, który opiewał: "Uczennice w niedziele i w czwartki uczęszczać będą na Mszę św.", wybuchł gniewem i rzekł: "Przynieście mi pióro" i własną ręką paragraf poprawił, pisząc: "codziennie Mszy św. słuchać będą".
Potem jako wygnaniec na wyspie św.Heleny, prosił o kapłana, który by każdego rana odprawiał mu Mszę św.
Pewnego wieczora siedział sam z generałem Montholon i polecił mu przygotować wszystko do jutrzejszej Mszy św., generał okazał lekkie zdziwienie, a Napoleon na to: "Gdy siedziałem na tronie, otoczony ludźmi bez Wiary, nie kryję, że powodowałem się względami ludzkimi, ale teraz dlaczego miałbym ukrywać to, co myślę.
Ja chcę Mszy - pójdę na Mszę św. Nikogo nie zmuszam, aby mi towarzyszył, kto mnie kocha, pójdzie za mną".
* * *
Garcia Moreno, prezydent republiki w Ekwadorze, który w tym kraju uczynił wiele dobrego pod względem cywilnym, moralnym i religijnym, wstawał o 5-tej rano, szedł do kaplicy, przygotowywał do Mszy św. i służył do niej wobec wszystkich domowników. Nienawidzony przez nieprzyjaciół Chrystusa Pana, został napadnięty i zabity przez masonów. Po śmierci znaleziono w ubraniu, które nosił, Naśladowanie Jezusa Chrystusa, a na ostatniej kartce były wypisane jego postanowienia, a wśród nich: "Słuchać będę codziennie Mszy św."
Oto postanowienie, jakie wszyscy uczynić powinniśmy.
* * *
Św. Augustyn zapewnia, że jego matka codziennie chodziła na Mszę św. Św. Omobono był krawcem, św. Odon szewcem, jednak znajdowali czas, by co rano iść na Mszę św. i Bóg im dawał zdrowie, pracę i majątek.
Jak dobrą i pożyteczną byłoby rzeczą, gdybyśmy ich naśladowali i słuchali co rano Mszy św.
Nie wymawiajmy się brakiem czasu, niemożnością; przejmijmy się myślą, że gdy jesteśmy na Mszy św., Bóg błogosławić będzie wszystkim naszym zajęciom w domu, w polach i sklepie; Aniołowie, nasi stróżowie, za nas pracować będą.
* * *
Św. Izydor, ubogi włościanin, nigdy Mszy św. nie opuszczał. Jego chlebodawca niechętnym okiem na to patrzał i często nawet go gromił, choć był zdziwiony, że pomimo tego, obowiązki jego były zawsze wykonane na czas i lepiej od pracy innych sług. Razu pewnego chciał zobaczyć, kto za Izydora w polu pracuje, gdy ten jest w kościele; jakież było jego zdziwienie, gdy ujrzał anioła, orzącego parą pięknych wołów, a Izydor był w tym czasie w kościele na Mszy św.

środa, 25 stycznia 2017

NAJWIĘKSZY SKARB

                 Biada temu, który nie daje na Msze św. obowiązkowe za swoich zmarłych
O ile Bóg wynagradza tych, co słuchają i dają na Mszę św. za swoich zmarłych, o tyle karze te osoby, które zaniedbują tego świętego obowiązku.
Jeśli kto - mówi św. Leonard - należy do tych skąpców, co nie tylko mają tak mało miłości, iż nie słuchają nigdy Mszy św. za dusze zmarłych, ale nad to depcze wszelkie prawa sprawiedliwości, nie dopełniając świętego obowiązku zadość uczynienia tym Mszom św., które są zastrzeżone testamentem - och! to powiem tym ludziom: Idźcie, jesteście gorsi od szatana, boć szatani męczą dusze potępione, a wy męczycie dusze wybrane. Jesteście gorsi od barbarzyńców, bo barbarzyńcy pastwią się nad nieprzyjaciółmi, a wy jesteście okrutni dla ojca, dla matki waszej, dla przyjaciół Bożych. Dla was nie ma spowiedzi, która byłaby ważną, nie ma rozgrzeszenia, jeśli nie będziecie pokutować za tak wielki grzech i zadość nie uczynicie dokładnie wszystkim obowiązkom, które macie względem umarłych.
Nie wymawiajmy się: "Nie mam pieniędzy, nie mogę", na układy, na handel, na zabawy, na zbytki, a nawet na życie grzeszne są pieniądze i można je znaleźć, lecz, aby zadość uczynić długom zaciągniętym względem biednych zmarłych, to grosza nie ma. Pamiętajcie dobrze, że jeśli tu na ziemi nikt rachunków waszych nie przegląda, to ostateczny ich wynik złożycie przed Bogiem. Zjadajcie zapisy zmarłych, zapisy na Mszę św., ale wiedzcie, że tym okrucieństwem i niesprawiedliwością w stosunku do dusz czyśćcowych ściągacie na siebie gniew Boży, pomnażacie nieszczęścia, bo, jak mówi Pismo św., "nieszczęście na zdrowiu, na majątku, na sławie, zniszczenie wszelkiego rodzaju na tym świecie. "Spadła na nich plaga" (Ps. 106, 29). A potem? Potem po życiu nieszczęśliwym dostanie się w ręce Boga samego, przez którego będziecie sądzeni bez miłosierdzia za wasze okrutne niesprawiedliwości, zwłaszcza w stosunku do zmarłych: "Będzie to bowiem sąd nieubłagany dla tego, który nie czynił miłosierdzia" (Jak. 2, 13).
Tu nie podaje wam przykładów szczególnych ruin majątkowych, nieszczęść wielkich, jakie spadły na domy i rodziny, które nie wypełniły obowiązków swoich., w stosunku do dusz zmarłych. Obejdźcie wszystkie miasta i kraje, przypatrzcie się, ile rodzin rozproszonych, ile domów zniszczonych, ile fortun wielkich upadłych, sklepów zamkniętych, robót zawieszonych; jakaż tego przyczyna?
Gdyby się chciało dojść do dna rzeczy, znalazłaby się przyczyna w okrucieństwie w stosunku do dusz zmarłych, w zaniedbaniu legatów pobożnych, ale to są kary doczesne, inne, znacznie cięższe, są zachowane na życie przyszłe i nie raz Bóg pozwala, że tą samą monetą tym, co tak zawinili, odpłacają się spadkobiercy.
* * *
W kronikach franciszkańskich czytamy, że jeden brat ukazał się po śmierci swemu towarzyszowi i objawił mu wielkie cierpienia, jakie ponosił w czyśćcu za to, że za życia zaniedbywał swoich zmarłych, zapewniając, iż dobre uczynki, Msze św. za niego odprawione, żadnej ulgi mu nie przynoszą, bo za karę, za to niedbalstwo, Bóg pozwala, że są pomocą nie jemu, lecz innym duszom. To mówiąc, znikł.
Och! pozwólcie, bym raz jeszcze was błagał, abyście od tej chwili z wielkim staraniem wspomagali dusze czyśćcowe, przez to również zmazywali długi wasze, zaciągnięte w stosunku do sprawiedliwości Boskiej. Główny ku temu środek, to Msza św. i Komunia św., lecz przede wszystkim bądźcie skwapliwi zadość uczynić legatom, zostawionym za dusze w czyśćcu, choćby wam przyszło ponieść ofiarę.
                             O obowiązku słuchania Mszy św. w niedzielę i święta
Wiecie dobrze, najmilsi, że jest obowiązkiem naszym słuchać Mszy św. w niedzielę i w święta i kto bez ważnej przyczyny tego nie dopełnia, ma grzech ciężki. A jednak jakże wstydu godnym jest postępowanie wielu chrześcijan, którzy nie dbają o Mszę św. i tak łatwo się z niej zwalniają! Święta schodzą na zawieraniu kontraktów, na rozmowach, na spacerach, na zabawach i tak postępując, wielu zaniedbuje, traci i lekceważy Mszę św. - Nie czyńmy tak, gdy w święto słyszymy radosny głos dzwonów, pomyślmy sobie, że to głos Boga, który nas woła do domu Swego i nie odmawiajmy Panu Jezusowi, nie odwracajmy się od Niego plecami.
Przypomnijmy sobie pierwszych chrześcijan, którzy udawali się na Mszę św. z narażeniem życia.
* * *
Opowiadają o św. Anizji Dziewicy, iż, idąc razu jednego w niedzielę na Mszę św. pomimo prześladowania, jakie podówczas panowało, spotkała żołnierza cesarza Dioklecjana, a ten, ujrzawszy ją, domyślił się, że jest chrześcijanką.
"Stań - rzekł - dokąd idziesz?".
"Jestem chrześcijanką - odrzekła odważnie młoda Anizja - i idę na zebranie wiernych".
"Ach! jesteś chrześcijanką - zawołał żołnierz - przeszkodzę ci iść do twego Pana, a zaprowadzę cię, abyś bogom złożyła ofiarę".
Mówiąc to, schwycił ją za ramię i chciał pociągnąć za sobą. Anizja oparła się silnie i wezwała na pomoc swego Boga, swego Jezusa. Na to ten człowiek nieludzki wpada w złość, wyciąga miecz z pochwy i uderza w serce chrześcijanki. Pada Anizja, krwią własną zbroczona, męczeństwem zatwierdzając gorliwość słuchania Mszy św. w niedziele i święta.
* * *
Również nasi misjonarze opowiadają nam przepiękne przykłady z życia niecywilizowanych ludzi, którzy narażają się na kilkodniowe podróże przez góry, pustynie, lasy, aby tylko wysłuchać Mszy św.Ojciec Marista, misjonarz z Oceanii, przytacza fakt, który wydarzył się niedawno. Pewnego dnia miał odprawić Mszę św. na otwartym polu, nagle na morzu ujrzał coś dziwnego, co zdawało się zbliżać ku wybrzeżu. Cóż to było? Cały szczep Murzynów, którzy rzucili się wpław do morza i przepłynęli przestrzeń przynajmniej sześciu mil, z narażeniem życia, by tylko mieć tę pociechę wysłuchania Mszy św.
* * *
Ojciec Bresciani, opisując, jak coraz bardziej się szerzy wiara prawdziwa na Białej Rusi, przytacza, że biedni jej mieszkańcy, otuleni futrem niedźwiedzim lub rysim, brną w śniegu przez lasy i noc całą, byleby tylko dostać się na Mszę św. - nieraz mrozy były tak wielkie, że i wino w kielichu zamarzało, a ludzie ci, nie mogąc pomieścić się w kościele, na dziedzińcu kościelnym w śniegu stali lub klęczeli, modląc się i bijąc się w piersi; zdarzało się, że dzieci mdlały na zimnie, wtenczas matki, tuląc je do łona, ogrzewały je własnym tchnieniem, cucąc je i przywołując do przytomności.
* * *
Nie tak dawno temu arcyksiążę austriacki Franciszek Ferdynand jechał do Berlina, by trzymać do chrztu czwartego syna następcy tronu niemieckiego.
Wtenczas to zdarzył się następujący fakt charakterystyczny i pouczający.
Arcyksiążę wyjechał z Wiednia w sobotę wieczorem i miał przybyć do Berlina w niedzielę koło 11-tej rano.
Przed wyjazdem zatelegrafował, prosząc cesarza Wilhelma, by na dworcu nie witano go oficjalnie, albowiem spóźniłby się na ostatnią Mszę św. w kościele św. Jadwigi, która odprawia się o 11.30.
Odwołano więc oficjalne przyjęcie, cesarz pojechał na dworzec sam, w towarzystwie następcy tronu i adiutantów, aby powitać dostojnego gościa, skąd autem i wprost podążyli do kościoła św. Jadwigi.
Jakże powinni być zawstydzeni ci, którzy dla błahych, niemądrych powodów opuszczają Mszę św.!
Niechże te heroiczne przykłady pobudzą nas do wiernego wypełniania obowiązku słuchania Mszy św. w dni świąteczne. I gdybyśmy byli zmuszeni pracować w święto, gdyby kościół był daleko i pora roku brzydka, to i tak uczyńmy ofiarę i nie opuszczajmy Mszy św.
Iluż jest robotników, urzędników, pracowników na kolei, pocztach, telegrafach, którzy muszą w niedzielę i święta pracować, a jednakże nie opuszczają Mszy św. i słuchają jej w rannych godzinach, przystępując również do Komunii św., a Bóg z pewnością błogosławić im będzie, jak również i ich rodzinom.

sobota, 14 stycznia 2017

NAJWIĘKSZY SKARB cd.

                              WITAM   W   NOWYM  ROKU  2017
Znalezione obrazy dla zapytania największy skarb eucharystia 
                       Msza św. jest największą pomocą jaką możemy dać duszom czyśćcowym
Wiecie wszyscy, jak straszne są cierpienia w czyśćcu. Św. Hieronim mówi, że ogień, którym są ogarnięte dusze w czyśćcu, niczym się nie różni od ognia piekielnego, a będąc narzędziem sprawiedliwości Boskiej, przynosi duszom cierpienia niewypowiedziane, przewyższające wszelkie męki, które na świecie możemy wycierpieć i wyobrazić sobie. Lecz również ten święty zapewnia nas, że gdy odprawia się Msza św. za duszę w czyśćcu, siła ognia niejako jest zawieszoną i przez czas ofiary Mszy św. ona nie cierpi. Owszem, zapewnia, że każda Msza św. uwalnia wiele dusz z czyśćca i wprowadza je do nieba.
Rzeczywiście św. Bernard, gdy razu jednego odprawiał Mszę św. w kościółku w Tre Fontane, w okolicach Bazyliki św. Pawła w Rzymie, ujrzał nagle drabinę, która od ziemi sięgała do nieba, a po drabinie aniołów, wchodzących i schodzących, którzy z czyśćca wyprowadzali dusze i wiedli je do nieba.
* * *
Ojciec Lacordaire, najsłynniejszy kaznodzieja francuski, zmarły w 1861 r., opowiadał, co następuje. - Pewien książę, Polak, niedowiarek, materialista napisał był książkę, w której zaprzeczał nieśmiertelności duszy. Miał ją dać już do druku, gdy dnia pewnego, spacerując po swoim ogrodzie, spotkał kobietę zalaną łzami, a to, rzucając mu się do nóg, błagała: "Ach! Książę dobry! mój mąż umarł... dusza jego pewnie cierpi w czyśćcu, a ja jestem biedna i nie mogę nawet dać na Mszę św. żałobną. Zlituj się, dopomóż mi przyjść z pomocą memu ukochanemu mężowi"...
Szlachetny ten pan, chociaż był innych przekonań religijnych, niż ta kobieta, którą uważał za ofiarę zacofania, nie miał odwagi odepchnąć jej. Wyjął sztukę złota z kieszeni i dał ją niewieście, a ona szczęśliwa, biegnie do kościoła i prosi kapłana o odprawienie Mszy św. za zmarłego.
Pięć dni potem książę czytał w swojej pracowni, nagle podniósł oczy i ujrzał o dwa kroki od siebie wieśniaka w stroju ludowym: "Książę - rzekł nieznajomy - przychodzę ci podziękować. Jestem mężem tej biednej kobiety, co przed kilku dniami prosiła cię o jałmużnę, aby Mszę św. zamówić za spokój mojej duszy. Twój czyn miłosierny był miłym Bogu i pozwolił mi Bóg przyjść ci podziękować". To powiedziawszy, wieśniak znikł, a książę wrzucił w płomienie swoje dzieło i ulegając łasce Bożej, uwierzył, nawrócił się i żył po chrześcijańsku aż do śmierci.
* * *
Opowiadają o pewnej matce, która po śmierci 10-cio letniego synka nie mogła w żaden sposób utulić swego bólu. W dzień płakała, a w nocy śniła o swoim dziecku. Razu pewnego ujrzała je we śnie w pośrodku pól urodzajnych, spalonych żarem słonecznym - w pośrodku była cysterna z wodą zepsutą o niemiłej woni, a jej synek, trawiony pragnieniem, nachylał się nad nią i chciał pić, lecz nie mógł. - Płakało biedne dziecię, wzywało pomocy, lecz nikt wołania jego nie słyszał.
Nieszczęśliwa kobieta budzi się i myśli o tym, co śniła i dochodzi do wniosku, że jej Karolek może jest w czyśćcu i potrzebuje modlitwy, więc daje na Mszę św. za spokój jego duszy. Następne trzy noce, zawsze o tej samej godzinie, słyszy wyraźnie głos, który ją woła i widzi te same pola, lecz zielone, pełne kwiecia, woda w cysternie jest przezroczysta, a jej synek, piękny jak anioł, pije ją i bawiąc się wśród kwiatów, powtarza: "Dziękuję, mamo, dziękuję"; po czym głos zamilkł i matka nie śniła już o nim więcej, lecz żyła spokojna, bo pewna, że dziecko jej jest już w niebie.
 Pomoc, którą niesiemy duszom czyśćcowym, przynosi również i nam pociechę
Zdarzenie niżej przytoczone miało miejsce w Paryżu w 1827 r. Uboga służąca miała ten piękny zwyczaj, że zawsze raz na miesiąc dawała na Mszę św. za dusze w czyśćcu cierpiące, lecz wskutek ciężkiej choroby służbę straciła, wydała zaoszczędzone pieniądze i dnia pewnego wyszła z domu tylko z 20 soldami w kieszeni (to jest z niepełną złotówką). Idąc ulicą, przypomniała sobie, że w tym miesiącu nie dała na Mszę św. za dusze w czyśćcu, wchodzi więc do kościoła i pełna ufności pozbawia się tej ostatniej złotówki, prosi o Mszę św., której pobożnie słucha. Wychodzi potem z kościoła, lecz ledwo uszła kilka kroków, spotyka młodzieńca smukłego o bladym i szlachetnym obliczu; ten, przybliżywszy się do niej, mówi: "Wszak szukasz zajęcia, nieprawda?". "Tak, Panie". "Idź na ulicę N. pod N. mieszkania N. Zdaje mi się, że tam ci dobrze będzie" i zniknął w tłumie.
Biedna dziewczyna idzie na ulicę wskazaną i znajduje się przed panią o poważnym wyglądzie. "Pani - rzecze - dowiedziałam się, że potrzebna jest tu służąca i przyszłam przedstawić się".
"Dziecko moje, tu nikt służącej nie szukał. Kto cię tu przysłał?". "Pewien młodzieniec, którego przed chwilą spotkałam na ulicy". Owa pani mocno zdziwiona, nie mogła nawet sobie wyobrazić, kto by to mógł być.
Nagle dziewczyna podniosła oczy i ujrzała portret na ścianie: "Oto, proszę pani, portret tego, z którym dziś rozmawiałam". "Ależ to mój syn, jedynak, zmarły przed dwoma laty - zawołała matrona - co to wszystko znaczy?". Wtenczas służąca opowiedziała dokładnie co było zaszło i łatwo było wyciągnąć wnioski, że dusza młodzieńca została wyzwolona z czyśćca właśnie przez tę Mszę św., zamówioną przez biedną dziewczynę, wobec tego owa pani nie tylko ją wzięła pod dach swój, lecz od tej chwili uważała ją już nie za służącą, lecz za córkę swoją.
Oto zbawienny skutek jednej Mszy św., zamówionej za dusze w czyśćcu cierpiące.
* * *
Św. Piotr Damian był małym dzieckiem, gdy stracił rodziców i był przygarnięty przez brata rodzonego, który obchodził się z nim źle, tak, że nawet nie dawał mu pożywienia, ani ubrania potrzebnego. Pewnego dnia Damian znalazł na drodze srebrny pieniądz, a nie mogąc odszukać właściciela, ucieszył się i zdawało mu się, że posiadł skarb wielki. Myślał już, że kupi sobie kapelusz, trzewiki, kurtkę, bo biedny wszystkiego potrzebował. Nagle stają mu w pamięci zmarli rodzice, oczy napełniają mu się łzami, biegnie do kapłana, wręcza mu srebrny pieniądz i prosi o Mszę św. za duszę ojca i matki.
Czy uwierzycie? Od dnia tego, dzięki opiece dusz w czyśćcu będących, życie Piotra się odmieniło. Losem jego zajął się drugi brat, kazał go uczyć i Piotr Damian został kapłanem, biskupem, kardynałem, a nadto świętym.
Oto jeden dowód więcej, jak jedna Msza św. za dusze w czyśćcu bywa początkiem niezliczonych korzyści. Ale o ileż więcej korzyści otrzymać możemy, jeśli w czasie Mszy św. przystępujemy również i do Komunii św.

sobota, 31 grudnia 2016

NAJWI ĘKSZY SKARB cd.

Znalezione obrazy dla zapytania EUCHARYSTIAMsza św. wyprasza nam dobrą śmierć
Chociażby, najmilsi, życie nasze było najdłuższe, w końcu trzeba umrzeć i od dobrej albo złej śmierci zależy nasza przyszłość szczęśliwa, albo nieszczęśliwa i to na wieczność. Niebo albo piekło bez końca. A czy może mieć złą śmierć ten, kto w życiu słuchał często Mszy św.? Nie, nigdy. Powiedział to sam Pan Jezus św. Matyldzie.
Ukazał się razu jednego Pań Jezus Świętej, a pocieszywszy ją w jej udręczeniach wewnętrznych, zupełnie uspokoił jej lęki przed śmiercią, mówiąc: "Wiedz, Matyldo, że kto ma zwyczaj słuchać Mszy św., będzie w chwili śmierci pocieszony obecnością Aniołów i Świętych jego obrońców, którzy go dzielnie bronić będą przed wszelkimi sidłami diabelskimi tak, że w pokoju odda Bogu duszę swoją".
O! jakże piękna śmierć nastąpi po życiu, które umieliśmy zużytkować na częste słuchanie Mszy św.!
Także i dawanie ofiary na Mszę św. jest już samo w sobie bardzo skuteczne, by nam uprosić śmierć dobrą.
Św. Leonard z Porto Mauzizio opowiada, że w Rzymie żyła grzesznica, która nie dbała o zbawienie swojej duszy, tylko grzeszyła i drugich do grzechu pobudzała, nie robiła nic dobrego, tylko często dawała na Mszę św.
Upłynęło tak lat parę, nagle uczuła gwałtowny żal za grzechy, odprawiwszy spowiedź z całego życia, powoli tak dobrze się do śmierci przygotowała, iż nie można było wątpić o jej zbawieniu.
My w chwili obecnej jesteśmy wszyscy dobrymi chrześcijanami, ale być może, iż szatan wciągnie nas do złego i wprowadzi na drogę zatracenia; a więc pamiętajmy, że nabożeństwo do Mszy św. będzie potężną pomocą, by zwalczyć szatana, uzyskać nam nawrócenie i dobrą śmierć. Św. Augustyn zapewnia nas, że kto często i dobrze słucha Mszy św., nie umrze śmiercią nagłą i tu pragnę przytoczyć inny jeszcze piękny przykład, podany nam przez św. Leonarda.
* * *
Pewien rolnik jako najemnik chodził uprawiać winnice drugich i w pocie czoła z pracy swojej utrzymywał całą rodzinę. - Miał on zwyczaj co rano, nim udał się na robotę, wysłuchać Mszy św. Pewnego dnia bardzo wcześnie udał się do kościoła, a po skończonej Mszy św. pozostał jeszcze, by drugiej wysłuchać. Gdy potem wyszedł na plac, okazało się, iż roboty nie znalazł, bo wszyscy właściciele byli już zamówili robotników.
Powracał do domu bardzo zmartwiony, gdy po drodze spotkał jednego pana, który go zapytał o powód jego smutku. "Co pan chce - odrzekł robotnik - dziś rano zatrzymałem się trochę dłużej w kościele i nie znalazłem już pracy". "Nie martw się - powiedział ów pan - powróć do kościoła wysłuchać jeszcze jednej Mszy św. za mnie, a ja ci zapłacę za cały dzień roboty". Poszedł więc uszczęśliwiony i wysłuchał chętnie nie tylko jednej Mszy św., ale wszystkich, które jeszcze dnia tego odprawiano w kościele, a wieczorem otrzymał od owego pana zapłatę za dzień cały. W nocy ukazał się Jezus Chrystus temu panu, mówiąc, że dla jego życia złego, miał być tej samej nocy do piekła strącony, ale dla Mszy św., które za niego wysłuchał ów najemnik, zostawiony mu jest jeszcze czas do czynienia pokuty. I tak sam Zbawca nasz odsłonił mu, jaką Msza św. ma moc chronić nas od złej i nagłej śmierci. Lecz jakże nam do tego pomocną będzie i Komunia św., która jest zadatkiem życia wiekuistego.
 Msza św. skraca bardzo cierpienia czyśćcowe i od nich nas zachowuje
Czy po łasce dobrej śmierci nie jest najbardziej pożądania godna łaska dostania się jak najprędszego do nieba, nie przechodząc przez czyściec lub zatrzymując się w nim bardzo krótko? Otóż wszyscy Święci są tego zdania, iż Msza św. jest najpewniejszym środkiem do otrzymania od Boga łaski tak drogocennej. To też ten wielki sługa Boży św. Jan z Avili, zapytany u schyłku swego życia, gdy stał już nad grobem, co pragnie jego serce, co chce, by po śmierci mu było uczynione, odrzekł: "Msze św., Msze św., Msze św.!"
Św. Anzelm twierdzi jasno, że jedna Msza św., wysłuchana lub odprawiona, za duszę naszą jeszcze za życia, więcej nam przyniesie korzyści, niż wiele Mszy św., odprawionych po śmierci.
* * *
Św. Leonard opowiada, iż pewien bogaty kupiec z Genui umarł, nie zostawiwszy żadnego zapisu na Mszę św. za swoją duszę. Wszyscy dziwili się bardzo, jak mógł człowiek tak bogaty, pobożny i litościwy, okazać się tak okrutnym względem siebie samego. Po pogrzebie znaleziono książeczkę, z której się przekonano,, iż za życia jeszcze myślał o duszy swojej i o jej dobro, gdyż kazał odprawić za siebie przeszło dwa tysiące Mszy św. i na zakończenie umieścił następujące zdanie: "Kto chce własnego dobra, niech się za życia zabezpieczy i nie ufa tym, których po swej śmierci zostawi na ziemi". Św. Leonard po przytoczeniu owego zdarzenia, woła on także: "Msze, Msze św." i z rękoma złożonymi napomina nas, mówiąc, że tylko pod tym warunkiem możemy żywić w sercu naszym nadzieję pójścia po śmierci do nieba, nie przechodząc przez czyściec.
Zachowajmy wspomnienie tego pięknego-opowiadania i skoro już wiemy, jak doskonałym i pożytecznym środkiem jest Msza św., jakim jest ona skarbem, nie mówmy już nigdy: "Jedna Msza św. więcej, jedna mniej, wszystko mi jedno" - lub: "Dość jednej Mszy św. w dzień świąteczny... Msza św. nie da chleba".
Odnówmy postanowienie słuchania od dnia dzisiejszego jak najwięcej Mszy św. i idźmy za radą, dawania już za życia tych Mszy św., które pragnęlibyśmy, aby po śmierci naszej były odprawione - nie ufajmy tym, co nas przeżyją, pamiętni na przysłowie: "Więcej daje światła świeca co stoi przed nami, niż dziesięć stojących za naszymi plecami".

piątek, 23 grudnia 2016

ŻYCZENIA BOŻONARODZENIOWE


                                                                  
  BOŻE NARODZENIE
                                         2016


„Weszli do domu i zobaczyli

Dziecię z Matką:

upadli na twarz i oddali Mu pokłon.

I otworzywszy swe skarby,

ofiarowali Mu skarby:

złoto, kadzidło, mirrę” 
 (Mt 2, 11).







 Gdy składamy sobie życzenia ciepłych, rodzinnych i pełnych pokoju Świąt Bożego Narodzenia, gdy przyjmujemy prezentu i obdarowujemy nimi bliskich, złóżmy dary i Nowonarodzonemu Dzieciątku Jezus.

                                  Ofiarujmy Mu to, co jest najlepsze w nas,

a przede wszystkim nasze modlitwy. Modląc się, prośmy Pana Boga, Jego Syna Jezusa Chrystusa i Maryję – Matkę Bożą o zdrowie, pomoc w spełnianiu naszych życzeń i realizacji planów,

o Bożą miłość, opiekę, wszelkie łaski, dobro, i szczęście na każdy dzień  
Nowego Roku
                                                             2017
W szczególnym czasie obchodów 300. Rocznicy ukoronowania Cudownego Wizerunku Matki Bożej Jasnogórskiej koronami papieża Klemensa XI radosnych, szczęśliwych, rodzinnych i pełnych Bożego pokoju Świąt Narodzenia Pańskiego


Z darem modlitwy i pamięci przy  Bożym żłóbku
wszystkim  Przyjaciołom tego bloga
życzy 
s.marta