środa, 31 grudnia 2014

UROCZYSTOŚĆ ŚWIĘTEJ BOŻEJ RODZICIELKI MARYI - NOWY 2015 ROK

                              
  Z najlepszymi życzeniami na Nowy  2015  Rok , aby był dla każdego z Was udany oraz dobrze zapisany
                                                        
                               NOWA KARTKA

Lekcja była prawie skończona,
Gdy podszedł do mnie i wyszeptał drżący:
« Proszę Pana, chciałbym nową kartkę,
Tę zniszczyłem niechcący »
Podał mi kartkę pomazaną i zaplamioną,
Dałem mu nową, czystą, niezniszczoną
I rzekłem z uśmiechem, patrząc w jego oczy zasmucone:
« Postaraj się, dziecko, niech teraz to będzie lepiej zrobione »
Stary rok dobiegał już końca.
Gdy zbliżyłem się do Ojca tronu i wyszeptałem drżący,
« Ojcze, czy dla mnie również ten rok nowy?
Spójrz, stary zmarnowałem niechcący »
Wziął ode mnie kartę życia pomazaną, zaplamioną
I dał mi na ten rok nową, wcale niezniszczoną.
I rzekł z uśmiechem, patrząc w me serce zasmucone:
« Postaraj się, dziecko, niech teraz to będzie lepiej zrobione »

__________________________

sobota, 27 grudnia 2014

ŚWIĘTO ŚWIĘTEJ RODZINY

                                                                               
                                                                                                                                                 (Łk 2, 22-40)
„Gdy potem upłynęły dni ich oczyszczenia według Prawa Mojżeszowego, przynieśli Je do Jerozolimy, aby Je przedstawić Panu. Tak bowiem jest napisane w Prawie Pańskim: Każde pierworodne dziecko płci męskiej będzie poświęcone Panu. Mieli również złożyć w ofierze parę synogarlic albo dwa młode gołębie, zgodnie z przepisem Prawa Pańskiego. A żył w Jerozolimie człowiek, imieniem Symeon. Był to człowiek sprawiedliwy i pobożny, wyczekiwał pociechy Izraela, a Duch Święty spoczywał na nim. Jemu Duch Święty objawił, że nie ujrzy śmierci, aż zobaczy Mesjasza Pańskiego. Za natchnieniem więc Ducha przyszedł do świątyni. A gdy Rodzice wnosili Dzieciątko Jezus, aby postąpić z Nim według zwyczaju Prawa, on wziął Je w objęcia, błogosławił Boga i mówił: Teraz, o Władco, pozwól odejść słudze Twemu w pokoju, według Twojego słowa. Bo moje oczy ujrzały Twoje zbawienie, któreś przygotował wobec wszystkich narodów: światło na oświecenie pogan i chwałę ludu Twego, Izraela.  A Jego ojciec i Matka dziwili się temu, co o Nim mówiono. Symeon zaś błogosławił Ich i rzekł do Maryi, Matki Jego: Oto Ten przeznaczony jest na upadek i na powstanie wielu w Izraelu, i na znak, któremu sprzeciwiać się będą. A Twoją duszę miecz przeniknie, aby na jaw wyszły zamysły serc wielu. Była tam również prorokini Anna, córka Fanuela z pokolenia Asera, bardzo podeszła w latach. Od swego panieństwa siedem lat żyła z mężem i pozostawała wdową. Liczyła już osiemdziesiąty czwarty rok życia. Nie rozstawała się ze świątynią, służąc Bogu w postach i modlitwach dniem i nocą. Przyszedłszy w tej właśnie chwili, sławiła Boga i mówiła o Nim wszystkim, którzy oczekiwali wyzwolenia Jerozolimy.  A gdy wypełnili wszystko według Prawa Pańskiego, wrócili do Galilei, do swego miasta - Nazaret. Dziecię zaś rosło i nabierało mocy, napełniając się mądrością, a łaska Boża spoczywała na Nim”.
 

Trwamy w okresie bożonarodzeniowym. W kolejnym świątecznym dniu oktawy obchodzimy święto Świętej Rodziny Jezusa, Maryi i Józefa. W Liturgii Słowa czytamy opis ofiarowania Jezusa w świątyni. Dwiema najbardziej wyeksponowanymi postaciami tego wydarzenia są Symeon i Maryja.
Starzec Symeon to człowiek sprawiedliwy i pobożny, napełniony Duchem świętym. Jest w Nim głęboka tęsknota i pragnienie, by ujrzeć Jezusa, Mesjasza. Jest w nim cichość, pokora, ciągłe życie w obecności Boga. To wszystko sprawia, że otrzymuje od Boga obietnicę, nie umrze nim zobaczy Zbawiciela. Dzięki natchnieniu Ducha Świętego udaje się do świątyni, gdzie rozpoznaje w małym Dziecku wniesionym na rękach Maryi Mesjasza. Symeon bierze w swoje ramiona Dziecko i błogosławi Boga.
Scena ta ma w sobie coś bardzo głęboko ludzkiego. Tchnie nadzieją, radością. Jest nam bardzo bliska. Rodzice cieszą się swym potomstwem. Dziadkowie wnukami. Mistrz cieszy się, gdy uczeń podejmuje jego myśl. Człowiek cieszy się, gdy widzi, że inni podejmą jego dzieło. Mimo schyłku życia, mimo przemijania istnieje odrodzenie, przedłużenie życia, nadzieja.
 Ale z drugiej strony obraz ten jest zapowiedzią trudu, cierpienia, krzyża, obumierania. Starcowi wcale nie jest tak łatwo, bez obaw, przyjąć dziecko . Pojawia się niepokój, lęk, że będzie ono niezdolne do kontynuacji, że nie zechce wybrać tego samego ideału, zajmie centralne miejsce, pozostawi starca na uboczu.
W scenie ofiarowania Jezusa uderza spotkanie Symeona z Maryją. Między nimi wywiązuje się swoisty dialog. Symeon mówi, a Maryja słucha. Symeon jest pierwszym prorokiem chrześcijańskim. Ma wgląd w przyszłość Jezusa i Maryi. Widzi, jak cierpienie Maryi i Jezusa wzajemnie się splatają.
Ponad tym cierpieniem jest jednak radość i nadzieja, które wnoszą głęboki pokój. Symeon modli się przepiękną, prostą modlitwą, którą odmawiamy codziennie w wieczornej Liturgii Godzin: "Teraz, o Władco, pozwól odejść słudze Twemu w pokoju, według Twojego słowa. Bo moje oczy ujrzały Twoje zbawienie, któreś przygotował wobec wszystkich narodów: światło na oświecenie pogan i chwałę ludu Twego, Izraela".
Symeon mówi, modli się. Natomiast Maryja słucha. Jej odpowiedzią jest milczenie, słuchanie, zachowywanie wszystkiego w sercu. Każdy, kto pragnie kontaktu z Maryją otrzymuje coś z tego milczenia, otwartości, kontemplacji. Może dlatego, gdy odmawiamy proste modlitwy do Maryi, różaniec czy litanie, rodzi się w nas pokój. Poprzez stałe, monotonne powtarzanie modlitw maryjnych, człowiek staje się łagodny, cichy, bardziej pokorny. Wchodzi w kontemplacje Boga.   
Czego mogę nauczyć się od Symeona? A czego od Maryi? Czy jest we mnie tęsknota za Zbawicielem? Jak wygląda mój dialog z innymi? Czy cenię sobie modlitwę różańcową?
                                                      

środa, 24 grudnia 2014

UROCZYSTOŚĆ BOŻEGO NARODZENIA


BOŻE NARODZENIE

- 2014 -

 

 

„Oto zwiastuję wam radość wielką,

która będzie udziałem całego narodu:

dziś w mieście Dawida narodził się wam

Zbawiciel, którym jest Mesjasz, Pan.

A to będzie znakiem dla was:

Znajdziecie Niemowlę,

owinięte w pieluszki i leżące w żłobie”

Łk 2, 10-12

 

... a czemu dzisiaj wśród ludzi tyle łez,

jęków, katuszy;

bo nie ma miejsca dla Ciebie,

w niejednej człowieczej duszy” - (Słowa kolędy)

 

Ta najradośniejsza Tajemnica Bożej miłości,

staje przed nami znowu w tegoroczną Noc Bożego Narodzenia.

W jej promieniach łamiemy się opłatkiem i składamy sobie życzenia.

 

Dziś, gdy świat pogrążony jest w ciemności

niech światło nocy betlejemskiej rozbłyśnie na nowo w sercach naszych,

abyśmy z radością przyjęli Odwieczne Słowo Ojca,

które daje nam moc stawania się dziećmi Bożymi.

Niech Boża Dziecina obdarza błogosławieństwem

i pomaga życie uczynić szczęśliwym.

 

Do tych życzeń dołączam modlitwę oraz wdzięczność.

Niech łaska Bożego Narodzenia owocuje w duszy wiarą, nadzieją i miłością

oraz nieustannym obcowaniem z Tym, który przyszedł na świat,

by być EMMANUELEM – „Bogiem z nami”.

 

Wszystkiego co najlepsze w dniu Bożego Narodzenia

i na cały Nowy Rok 2015.

życzy wszystkim blogowiczom
 
s. marta

 

niedziela, 21 grudnia 2014

IV NIEDZIELA ADWENTU

                                                      ( Łk 1, 26-38 )


"W szóstym miesiącu posłał Bóg anioła Gabriela do miasta w Galilei, zwanego Nazaret, do Dziewicy poślubionej mężowi, imieniem Józef, z rodu Dawida; a Dziewicy było na imię Maryja. Anioł wszedł do Niej i rzekł: Bądź pozdrowiona, pełna łaski, Pan z Tobą, [błogosławiona jesteś między niewiastami]. Ona zmieszała się na te słowa i rozważała, co miałoby znaczyć to pozdrowienie. Lecz anioł rzekł do Niej: Nie bój się, Maryjo, znalazłaś bowiem łaskę u Boga. Oto poczniesz i porodzisz Syna, któremu nadasz imię Jezus. Będzie On wielki i będzie nazwany Synem Najwyższego, a Pan Bóg da Mu tron Jego praojca, Dawida. Będzie panował nad domem Jakuba na wieki, a Jego panowaniu nie będzie końca. Na to Maryja rzekła do anioła: Jakże się to stanie, skoro nie znam pożycia z mężem? Anioł Jej odpowiedział: Duch Święty zstąpi na Ciebie i moc Najwyższego osłoni Cię. Dlatego też Święte, które się narodzi, będzie nazwane Synem Bożym. A oto również krewna Twoja, Elżbieta, poczęła w swej starości syna i jest już w szóstym miesiącu ta, która uchodzi za niepłodną. Dla Boga bowiem nie ma nic niemożliwego. Na to rzekła Maryja: Oto Ja służebnica Pańska, niech Mi się stanie według twego słowa. Wtedy odszedł od Niej anioł".

      W Łukaszowym obrazie uderza delikatność i szacunek Boga wobec człowieka. Gdy anioł Gabriel oznajmił Maryi dobrą nowinę, Bóg zamilkł. Teologowie mnożą hipotezy, co by było, gdyby Maryja odmówiła Bogu. Zapewne znalazłby On inny sposób zbawienia człowieka. Ale nie musiał, ponieważ wcześniej znalazł Maryję. Przygotował Ją, uformował, nie pozwolił dotknąć żadnemu grzechowi, najmniejszemu złu. Pewne arcydzieła udają się tylko Bogu. Maryja jest największym arcydziełem, jest pełna łaski. Jest kontemplowana przez samego Boga, aby stać się żywą świątynią Jego obecności w świecie.
Maryja jednak jest wolna, jak każdy z nas. Dlatego Bóg czeka na Jej odpowiedź. Podczas, gdy anioł milczy i oczekuje odpowiedzi, Maryja, Panna roztropna, zastanawia się, roztrząsa pojawiające się wątpliwości. Niepokalana znaczy wolna od grzechu, ale nie wolna od pytań, wątpliwości, wahań, pokus czy cierpienia. Maryja jest człowiekiem, jak my i swoją drogę musi przejść z pomocą własnej wiary. W Jej życiu będzie też wiele pytań. Będzie poszukiwać światła w ciemnościach, uczyć się odczytywać codzienne zdarzenia i znaki Boga. Jej "tak" wypowiedziane w Nazarecie jest zgodą na nieznane.
Maryja całkowicie zaufała Bogu, zawierzyła bezgranicznie Jego słowu, Jego Opatrzności. Zgodziła się na tajemnice i wszystkie konsekwencje swojej decyzji. Oto ja służebnica Pańska. Niech mi się stanie według twego słowa. Te słowa, oznaczające doskonałe posłuszeństwo, są powierzeniem życia woli Bożej. Są również modlitwą całkowitego powierzenia siebie Bogu, ofiarowania siebie.
   Najważniejsze w relacji z Panem Bogiem jest zaufanie. Jeśli powiemy "tak", z czasem przyjdą wyjaśnienia, wiedza i poznanie. Drogę poznaje się, gdy się nią idzie. Boga poznaje się, gdy się Mu zaufa i wejdzie w tajemnice, w które On sam prowadzi. Ponadto każde zaufanie sprawdza się poprzez próby. Wybór Boga, Jezusa nie jest wydarzeniem jednorazowym. Jest raczej faktem dynamicznym, który musi być nieustannie odnawiany. Nikt z nas nie wie do końca, co kryje się za ofiarowaniem siebie Bogu, za przyrzeczeniami chrztu św., przysięgą małżeńską, wyborem kapłaństwa, ślubami zakonnymi, czy innymi obietnicami. Nasze "tak", które wypowiadamy Jezusowi, kobiecie, mężczyźnie, przyjacielowi jakiemuś trudnemu zadaniu musi być potwierdzane dzień po dniu, przez całe życie.
Jakie uczucia i reakcje towarzyszą mi, gdy Bóg burzy moje plany? Czy doświadczam w moim życiu mocy Boga, osłony Boga? Co jest dla mnie ważniejsze: poznanie Boga czy zaufanie Jemu? Jakie uczucia rodzą się we mnie na myśl o całkowitym oddaniu się Bogu? Jaką rolę w moim życiu duchowym pełni Maryja? Czego uczę się od Niej?

sobota, 13 grudnia 2014

III NIEDZIELA ADWENTU

                                                          (J 1, 6-8 . 19-38)


"Pojawił się człowiek posłany przez Boga - Jan mu było na imię. Przyszedł on na świadectwo, aby zaświadczyć o światłości, by wszyscy uwierzyli przez niego. Nie był on światłością, lecz /posłanym/, aby zaświadczyć o światłości. Takie jest świadectwo Jana. Gdy Żydzi wysłali do niego z Jerozolimy kapłanów i lewitów z zapytaniem: Kto ty jesteś?, on wyznał, a nie zaprzeczył, oświadczając: Ja nie jestem Mesjaszem. Zapytali go: Cóż zatem? Czy jesteś Eliaszem? Odrzekł: Nie jestem. Czy ty jesteś prorokiem? Odparł: Nie! Powiedzieli mu więc: Kim jesteś, abyśmy mogli dać odpowiedź tym, którzy nas wysłali? Co mówisz sam o sobie? Odpowiedział: Jam głos wołającego na pustyni: Prostujcie drogę Pańską, jak powiedział prorok Izajasz. A wysłannicy byli spośród faryzeuszów. I zadawali mu pytania, mówiąc do niego: Czemu zatem chrzcisz, skoro nie jesteś ani Mesjaszem, ani Eliaszem, ani prorokiem? Jan im tak odpowiedział: Ja chrzczę wodą. Pośród was stoi Ten, którego wy nie znacie, który po mnie idzie, a któremu ja nie jestem godzien odwiązać rzemyka u Jego sandała. Działo się to w Betanii, po drugiej stronie Jordanu, gdzie Jan udzielał chrztu".

      Ewangelia z niedzieli "Gaudete" rozpoczyna się fragmentem Prologu. Jan Chrzciciel przyszedł, aby świadczyć o Światłości, która wypełniła ziemię z chwilą narodzenia Jezusa Chrystusa.
Jan jest posłanym, aby świadczyć. Jest to trudna misja, która wymaga rezygnacji i trudu. Jezus wszedł na teren jego działalności i "zabrał mu uczniów". Jan trudził się, aby zgromadzić uczniów, a Jezus zebrał  plon na "jego polu". Jednak Jan nie widzi w Nim konkurenta, który pozbawia go sławy, popularności, osiągnięć. Przeciwnie, sam wskazuje uczniom Jezusa. Cieszy się, że Jezus będzie wzrastał, a on zejdzie z centrum, na bok, w cień. Jan zna swoją tożsamość, swoje miejsce i swoją życiową rolę. Dlatego nazwie siebie głosem; będzie głosił Jezusa, by później zamilknąć.
W języku greckim świadectwo pokrywa się z męczeństwem. Jan wskazuje Jezusa jako Mesjasza, ale również zginie z Jego powodu. Śmierć Jana jest wspaniałym dopełnieniem świadectwa. Przyszedł, by się "umniejszać, aby Jezus mógł wzrastać". Z chwilą śmierci umniejszył się ostatecznie. Został stracony z powodu swego posłannictwa. Został "wchłonięty" przez Jezusa i misję. Do Jana można odnieść słowa Pawła: Teraz zaś już nie ja żyję, lecz żyje we mnie Chrystus (Ga 2, 20).
Nasze życie, jako uczniów Jezusa ma być również świadectwem. Miejmy nadzieję, że ominie nas śmierć męczeńska, ale powinniśmy nieustannie "obumierać" własnemu egoizmowi i zatapiać się w Chrystusa. Prawdziwy świadek nie przeszkadza, nie zasłania Jezusa, nie skupia uwagi na sobie, ale pozostawia miejsce dla Jezusa. Pozostawia również przestrzeń wolności dla innych.
   Dzisiejsza niedziela nosi nazwę "Gaudete". Jest niedzielą radości. Jej źródłem jest Jezus Chrystus. Niedługo będziemy w uroczysty sposób obchodzić pamiątkę Jego przyjścia na ziemię. Ale przecież On Zmartwychwstały jest już pośród nas: Pośród was stoi Ten, którego wy nie znacie.
W  życiu wewnętrznym zbyt jednostronnie kładziemy nacisk na przykre i trudne doświadczenia, na walkę ze złem, pokonywanie wad, trudności, umartwienie i zapieranie siebie. Mniej natomiast przeżywamy radości i przyjemności ze spotkania z Bogiem, z Chrystusem. Mało jest doświadczeń pokoju, nadziei, entuzjazmu, radości. Brak radości, częste stany zniechęcenia, przygnębienia, frustracji świadczą o braku dojrzałej więzi osobowej z Chrystusem. Autentyzm życia chrześcijańskiego mierzy się również doświadczeniem wewnętrznej radości, dzielonej w spontaniczny sposób z innymi.
Jakim świadkiem Jezusa jestem dziś? Czy nie gram pierwszych skrzypiec, skupiając uwagę wszystkich na sobie? Czy wiem kiedy odejść? Jak wygląda na co dzień moje "obumieranie"? Jakie przeszkody muszę usuwać, by Jezus mógł "we mnie wzrastać"? Czy w moim życiu jest dużo radości? Czy jej źródłem jest Chrystus? Czy dzielę się radością z innymi?
                                                                   

               

sobota, 6 grudnia 2014

II NIEDZIELA ADWENTU

                    (Mk 1, 1-8)

"Początek Ewangelii o Jezusie Chrystusie, Synu Bożym. Jak jest napisane u proroka Izajasza: Oto Ja posyłam wysłańca mego przed Tobą; on przygotuje drogę Twoją. Głos wołającego na pustyni: Przygotujcie drogę Panu, Jemu prostujcie ścieżki. Wystąpił Jan Chrzciciel na pustyni i głosił chrzest nawrócenia na odpuszczenie grzechów. Ciągnęła do niego cała judzka kraina oraz wszyscy mieszkańcy Jerozolimy i przyjmowali od niego chrzest w rzece Jordan, wyznając /przy tym/ swe grzechy. Jan nosił odzienie z sierści wielbłądziej i pas skórzany około bioder, a żywił się szarańczą i miodem leśnym. I tak głosił: Idzie za mną mocniejszy ode mnie, a ja nie jestem godzien, aby się schylić i rozwiązać rzemyk u Jego sandałów. Ja chrzciłem was wodą, On zaś chrzcić was będzie Duchem Świętym".
     Św. Marek rozpoczyna swoją Ewangelię od opisu publicznego wystąpienia prekursora Jezusa - Jana Chrzciciela na pustyni. Jan jest człowiekiem wielkiego formatu. Surowy, asceta, wymagający od siebie i innych, bezkompromisowy, głoszący odważnie prawdę, otwarty na Ducha Świętego i Jego prowadzenie, pokorny. Te i podobne zalety sprawiają, że ciągną do niego tłumy z całej Palestyny. Jedni z wiary i faktycznego nawrócenia, inni z pragnienia spotkania ascety i człowieka nieprzeciętnego, jeszcze inni z powodu ciekawości. Jan ma do każdego właściwe słowo, wzywające do przemiany i nawrócenia. Jan jest człowiekiem pokornym. Dobrze zna swoje miejsce, powołanie i rolę w historii. W czasach Jezusa uczniowie usługiwali swoim nauczycielom podejmując czynności niewolnicze, z wyjątkiem najbardziej upokarzających, za jaką uważano np. zdejmowanie sandałów mistrzowi. Jan w swojej pokorze czuje się niegodny, by być najmniejszym niewolnikiem Jezusa.
    Wielka godność Jezusa, na którą wskazuje Jan polega na Jego Boskiej mocy i mesjańskiej misji. Będzie chrzcił Duchem Świętym; a więc prawdziwie oczyści swój lud, udzieli mu prorockiego namaszczenia. Chrzest Święty włącza każdego ucznia Jezusa w Jego potrójną misję: kapłańską, mesjańską i prorocką. Jako prorocy chwalimy Boga słowem i przede wszystkim naszym życiem . Jako kapłani czcimy Go, czyniąc z naszego życia liturgię. Misja królewska (i tu jest wielki paradoks Ewangelii) oznacza służbę (Mt 20, 26-28).

Co mnie szczególnie pociąga  w Janie Chrzcicielu? Kto dla mnie dziś stanowi autorytet? Dlaczego słucham ludzi autorytetu i wielkiego formatu (np. Jana Pawła II)? Jak przeżywam sytuacje upokorzenia? Co dla mnie osobiście oznacza mieć udział w potrójnej misji Jezusa?
                                                                       





sobota, 29 listopada 2014

I NIEDZIELA ADWENTU

                              
                                (Mk 13, 33-37)

"Uważajcie, czuwajcie, bo nie wiecie, kiedy czas ten nadejdzie. Bo rzecz ma się podobnie jak z człowiekiem, który udał się w podróż. Zostawił swój dom, powierzył swoim sługom staranie o wszystko, każdemu wyznaczył zajęcie, a odźwiernemu przykazał, żeby czuwał. Czuwajcie więc, bo nie wiecie, kiedy pan domu przyjdzie: z wieczora czy o północy, czy o pianiu kogutów, czy rankiem. By niespodzianie przyszedłszy, nie zastał was śpiących. Lecz co wam mówię, mówię wszystkim: Czuwajcie!"

   Adwent rozpoczyna nowy rok liturgiczny i w swojej strukturze dzieli się na dwie części. Pierwsza kierunkuje uwagę na chwalebne przyjście Chrystusa w czasach ostatnich , druga przygotowuje do przeżycia tajemnicy Wcielenia Boga.
     Adwent to czas przechodzenia z jesieni w zimę; gdy przyroda, świat, człowiek po wielkiej ekspansji wiosny, lata, życia wkracza w stan szarości, wyciszania, obumierania. Ten szczególny czas ponownie przypomina, że wszystko poza Bogiem jest kruche, nietrwałe, zniszczalne. Poeta napisał: "Wczoraj nigdy się nie powtórzy. Dzisiaj szybko będzie jutrem. Jutro szybko stanie się wiecznością".
   Czytania liturgiczne wzywają do ufnej czujności. Dziś w świecie jest dużo beznadziei, zwątpienia, smutku, rozpaczy. Przygniata nas przeszłość i może zmarnowane lata. Przytłacza przyszłość i brak perspektyw, przytłaczają codzienne problemy, choroby, cierpienie, śmierć. Życie przypomina często kołowrót oczekiwań i niespełnienia. Gonimy, biegamy, szukamy, oczekujemy. Przeżywamy rozterki, rozczarowania.... Myślimy o przyszłości, czekamy lepszego jutra... I znów frustracje, brak spełnienia. Zapewne takie doświadczenia będą nam towarzyszyć do końca. Ale Jezus zaprasza nas, byśmy w Adwencie zatrzymali się z nadzieją, w wierze i radości.
Słowo "adwent" oznacza "przyjście, obecność".  W języku religijnym pogańskim oznacza objawienie się bóstwa. Chrześcijanie przejęli je, odnosząc do Jezusa. To sam Chrystus jest Władcą, Królem, Bogiem, który zstępuje na prowincję, na ziemię, objawia się człowiekowi. "Bóg nawiedził swój lud". jest wśród nas, nigdy nie wycofał się z naszego życia, z naszego świata. Jego obecność teologowie określają terminem "już i jeszcze nie". "Już", ponieważ Wcielenie jest faktem. "Jeszcze nie", gdyż obecność Boga objawi się w całej pełni, majestacie i chwale , a w indywidualnym wymiarze w chwili naszej śmierci.
Czas pomiędzy "już" i "jeszcze nie" jest czasem czujności, czuwania. "Czuwanie nie polega na wejściu w samego siebie, ale na wyjściu z siebie, aby powierzyć się Bogu" (B. Maggioni). Polega na obserwacji, kontemplacji, wejściu w ciszę, zakorzenieniu w słowie Bożym, czujnej cierpliwości, świadomym przeżywaniu codzienności. Jest przeciwieństwem letargu, snu, życia pustego, "letniego" (por. Ap 3, 15-16).
    W adwentowym czuwaniu patronuje nam Jan Chrzciciel i Maryja. Hans Urs von Balthasar porównuje Adwent do bramy, poprzez którą wkraczamy do świątyni Bożego Narodzenia. Brama ta jest strzeżona przez dwóch strażników. Pierwszym z nich jest Jan Chrzciciel; człowiek bezkompromisowy, wymagający, surowy, asceta. Drugi jest pokorny, wewnętrznie skupiony, cichy i kontemplatywny, to Maryja. Między Janem Chrzcicielem, ostatnim prorokiem, zapowiadającym przyjście Chrystusa, a Maryją jest wielka różnica. Jednak obydwoje są nieodzowni, by Bóg mógł "rozbić między nami swój namiot" (por. J 1, 14). Obydwoje są dla nas wzorem i pomocą w przeżyciu Adwentu i radości Bożego Narodzenia.

  Co dla mnie oznacza słowo "czuwać"? W jaki sposób pragnę przeżyć swój kolejny Adwent?
                                                                    
 
                                                      

sobota, 22 listopada 2014

UROCZYSTOŚĆ CHRYSTUSA KRÓLA

                                                                                                              (Mt 25, 31-46)
 
"Gdy Syn Człowieczy przyjdzie w swej chwale i wszyscy aniołowie z Nim, wtedy zasiądzie na swoim tronie pełnym chwały. I zgromadzą się przed Nim wszystkie narody, a On oddzieli jednych [ludzi] od drugich, jak pasterz oddziela owce od kozłów. Owce postawi po prawej, a kozły po swojej lewej stronie. Wtedy odezwie się Król do tych po prawej stronie: Pójdźcie, błogosławieni Ojca mojego, weźcie w posiadanie królestwo, przygotowane wam od założenia świata! Bo byłem głodny, a daliście Mi jeść; byłem spragniony, a daliście Mi pić; byłem przybyszem, a przyjęliście Mnie; byłem nagi, a przyodzialiście Mnie; byłem chory, a odwiedziliście Mnie; byłem w więzieniu, a przyszliście do Mnie. Wówczas zapytają sprawiedliwi: Panie, kiedy widzieliśmy Cię głodnym i nakarmiliśmy Ciebie? spragnionym i daliśmy Ci pić? Kiedy widzieliśmy Cię przybyszem i przyjęliśmy Cię? lub nagim i przyodzialiśmy Cię? Kiedy widzieliśmy Cię chorym lub w więzieniu i przyszliśmy do Ciebie? A Król im odpowie: Zaprawdę, powiadam wam: Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili. Wtedy odezwie się i do tych po lewej stronie: Idźcie precz ode Mnie, przeklęci, w ogień wieczny, przygotowany diabłu i jego aniołom! Bo byłem głodny, a nie daliście Mi jeść; byłem spragniony, a nie daliście Mi pić; byłem przybyszem, a nie przyjęliście Mnie; byłem nagi, a nie przyodzialiście mnie; byłem chory i w więzieniu, a nie odwiedziliście Mnie. Wówczas zapytają i ci: Panie, kiedy widzieliśmy Cię głodnym albo spragnionym, albo przybyszem, albo nagim, kiedy chorym albo w więzieniu, a nie usłużyliśmy Tobie? Wtedy odpowie im: Zaprawdę, powiadam wam: Wszystko, czego nie uczyniliście jednemu z tych najmniejszych, tegoście i Mnie nie uczynili. I pójdą ci na mękę wieczną, sprawiedliwi zaś do życia wiecznego".
   Ewangelia św. Mateusza z uroczystości Chrystusa Króla zachęca do kontemplacji Jezusa Sędziego i "rachunku sumienia" z czynów miłosierdzia.
   W obrazie Sądu Ostatecznego Jezus odwołuje się do praktyki stosowanej przez pasterzy w Palestynie. Owce i kozły w ciągu dnia pasły się razem. Jednak na zakończenie dnia pasterze je rozdzielali. Kozły potrzebowały cieplejszego pomieszczenia, owce, które bardziej ceniono, wolały świeże powietrze.
 Sąd Ostateczny, który obejmie wszystkich (nie tylko chrześcijan), będzie symbolicznym aktem separacji, oddzielania. Jezus, Dobry Pasterz, ale także Sędzia, oddzieli "owce od kozłów", dobro od zła, miłość od grzechu.
  Kryterium separacji nie będzie tylko wiara, ale praktyczne czyny miłosierdzia i miłości. Jezus utożsamia się z najmniejszymi. Żaden gest dobroci i miłosierdzia wobec nich nie będzie zapomniany. Najmniejszymi są wszyscy uczniowie Jezusa, ale również każdy człowiek potrzebujący, biedny cierpiący w sposób duchowy, moralny czy materialny, który staje na naszej drodze, prosząc wprost lub w sposób milczący. I więcej, najmniejszym jest każdy z nas. Wszyscy potrzebujemy akceptacji, miłosierdzia, współczucia, życzliwości, miłości…
  Sąd będzie więc objawieniem ukrytych, pokornych, często niedocenianych gestów miłości, którymi było utkane (lub nie) nasze życie. "Pod wieczór naszego życia będziemy sądzeni z miłości" (św. Jan od Krzyża), gdyż tylko ona nadaje wartość i największy sens naszemu życiu.

    Jak wyobrażam sobie moje spotkanie z Chrystusem w chwili śmierci? Czy znam i w jaki sposób praktykuję "uczynki miłosierne co do duszy i ciała"? Jaką wartość stanowi dla mnie miłość (por. 1 Kor 13, 2)?                                                                                        


                                                                       

 
 Zanim przyjdę jako Sędzia Sprawiedliwy, wpierw przychodzę jako KRÓL  MIŁOSIERDZIA.
JESTEM  KRÓLEM  MIŁOSIERDZIA, A  TRONEM  MOIM JEST  TABERNAKULUM ?  /Dz.83,367/
  O, serce moje, czy, ty zdajesz sobie sprawę, że KRÓL  królów przychodzi do ciebie ?
- O , KRÓLU  mój, zostań Królem mego serca na wieki, a to mi wystarczy.
 





sobota, 15 listopada 2014

XXXIII NIEDZIELA ZWYKŁA

                                                                                                     (Mt 25, 14-30)
  
Podobnie też  jak z pewnym człowiekiem, który mając się udać w podróż, przywołał swoje sługi i przekazał im swój majątek. Jednemu dał pięć talentów, drugiemu dwa, trzeciemu jeden, każdemu według jego zdolności, i odjechał. Zaraz ten, który otrzymał pięć talentów, poszedł, puścił je w obrót i zyskał drugie pięć. Tak samo i ten, który dwa otrzymał; on również zyskał drugie dwa. Ten zaś, który otrzymał jeden, poszedł i rozkopawszy ziemię, ukrył pieniądze swego pana. Po dłuższym czasie powrócił pan owych sług i zaczął rozliczać się z nimi. Wówczas przyszedł ten, który otrzymał pięć talentów. Przyniósł drugie pięć i rzekł: Panie, przekazałeś mi pięć talentów, oto drugie pięć talentów zyskałem. Rzekł mu pan: Dobrze, sługo dobry i wierny. Byłeś wierny w rzeczach niewielu, nad wieloma cię postawię: wejdź do radości twego pana. Przyszedł również i ten, który otrzymał dwa talenty, mówiąc: Panie, przekazałeś mi dwa talenty, oto drugie dwa talenty zyskałem. Rzekł mu pan: Dobrze, sługo dobry i wierny. Byłeś wierny w rzeczach niewielu, nad wieloma cię postawię: wejdź do radości twego pana. Przyszedł i ten, który otrzymał jeden talent, i rzekł: Panie, wiedziałem, żeś jest człowiek twardy: chcesz żąć tam, gdzie nie posiałeś, i zbierać tam, gdzieś nie rozsypał. Bojąc się więc, poszedłem i ukryłem twój talent w ziemi. Oto masz swoją własność. Odrzekł mu pan jego: Sługo zły i gnuśny! Wiedziałeś, że chcę żąć tam, gdzie nie posiałem, i zbierać tam, gdziem nie rozsypał. Powinieneś więc był oddać moje pieniądze bankierom, a ja po powrocie byłbym z zyskiem odebrał swoją własność. Dlatego odbierzcie mu ten talent, a dajcie temu, który ma dziesięć talentów. Każdemu bowiem, kto ma, będzie dodane, tak że nadmiar mieć będzie. Temu zaś, kto nie ma, zabiorą nawet to, co ma. A sługę nieużytecznego wyrzućcie na zewnątrz ‑ w ciemności; tam będzie płacz i zgrzytanie zębów .
   Bogaty człowiek, udając się w podróż, powierza swój majątek sługom, aby wykazali się inicjatywą, przedsiębiorczością i mądrze go zainwestowali. Osiem talentów to niewyobrażalna suma. W czasach Jezusa jeden talent srebra wystarczył na założenie przedsiębiorstwa. Pan rozdzielił talenty według zdolności i możliwości rozwoju każdego ze sług; zostawiając im wolność ich wykorzystania.
Każdy z nas ma co najmniej jeden talent, a więc ogromny kapitał, by zrealizować siebie, swoje życie, powołanie i odpowiedzieć na złożone w nas nadzieje Boga. Każdy jest jedyny, niepowtarzalny i ma swoją misję do spełnienia; dlatego Bóg rozdziela i "inwestuje" specyficzne dary, talenty, które pozwalają to zadanie zrealizować.
Dwaj pierwsi słudzy dobrze zrozumieli intencje właściciela talentów. Powierzony majątek wykorzystali stuprocentowo i otrzymali nagrodę. Trzeci wiele się natrudził, wykonał ciężką pracę, by ukryć w ziemi powierzone dobro, jednak efekt wysiłku okazał się daremny, bezowocny, nieproporcjonalny do zaangażowania. Jego praca z musu i lęku okazała się porażką.
Błąd trzeciego sługi polegał na tym, że nie podejmował działań  proporcjonalnych do wiedzy. Znał właściciela talentu; w jego oczach był surowy i wymagający, a jednak nie podjął trudu spełnienia jego oczekiwań. Dlatego został osądzony stosownie do wiedzy i działania.
Bóg nie jest surowy, nie "chce żąć tam, gdzie nie posiał", nie wymaga więcej niż potrafimy, pragnie relacji osobistej, opartej na zaufaniu i miłości, a nie lękowej, daje wolność w korzystaniu darów, pozostawia inicjatywę i możliwość uruchomienia własnej pomysłowości; oczekuje jednak stosownych owoców.
Naszym zadaniem jest odkrywanie własnych specyficznych darów i troska o ich rozwój. I nie jest istotne, ile posiadamy, ale w jaki sposób nimi gospodarujemy. Błędem jest natomiast porównywanie z innymi. Jego skutkiem są kompleksy, poczucie niskiej wartości, zniechęcenie, frustracje, pretensjonalność, zazdrość, zawiść, agresja, albo odwrotnie - pycha, lekceważenie innych, pogarda…
Jakie są moje specyficzne dary, talenty? Czy potrafię wymienić minimum 10? W jaki sposób je rozwijam? Czy potrafię zaryzykować dla Boga? Czy nie noszę w swoim sercu fałszywego, surowego, nadmiernie wymagającego obrazu Boga? Czy porównuję się z innymi?

sobota, 8 listopada 2014

ŚWIĘTO POŚWIĘCENIA BAZYLIKI LATERAŃSKIEJ

                                
  (J 2, 13-22)

Zbliżała się pora Paschy żydowskiej i Jezus udał się do Jerozolimy. W świątyni napotkał tych, którzy sprzedawali woły, baranki i gołębie, oraz siedzących za stołami bankierów.
Wówczas sporządziwszy sobie bicz ze sznurków, powypędzał wszystkich ze świątyni, także baranki i woły, porozrzucał monety bankierów, a stoły powywracał.
Do tych zaś, którzy sprzedawali gołębie, rzekł: «Weźcie to stąd, a nie róbcie z domu mego Ojca targowiska». Uczniowie Jego przypomnieli sobie, że napisano: «Gorliwość o dom Twój pożera Mnie».
W odpowiedzi zaś na to Żydzi rzekli do Niego: «Jakim znakiem wykażesz się wobec nas, skoro takie rzeczy czynisz?»
Jezus dał im taką odpowiedź: «Zburzcie tę świątynię, a Ja w trzech dniach wzniosę ją na nowo».
Powiedzieli do Niego Żydzi: «Czterdzieści sześć lat budowano tę świątynię, a Ty ją wzniesiesz w przeciągu trzech dni?» On zaś mówił o świątyni swego Ciała.
Gdy zatem zmartwychwstał, przypomnieli sobie uczniowie Jego, że to powiedział, i uwierzyli Pismu i słowu, które wyrzekł Jezus.


Bazylika św. Jana na Lateranie, jako katedra papieża oraz Matka i Głowa wszystkich kościołów Miasta Rzymu i Świata, jest wielkim i wspólnym kościołem parafialnym nas wszystkich wierzących, dlatego jako Kościół powszechny obchodzimy dziś to radosne święto w łączności z Papieżem Benedyktem XVI. Kościół chce dziś wyrazić również swoją wielką wdzięczność za wszystkie świątynie, jakie zostały wybudowane przez i dla jego wiernych. Słowo Boże skierowane dzisiaj do nas pragnie zwrócić naszą uwagę na jeszcze jedną ważną tajemnicę Jednego, Świętego, Powszechnego i Apostolskiego Kościoła: wszyscy jesteśmy żywym Kościołem i Domem Bożym dla wszystkich ludzi dobrej woli.
   Czyż nie wiecie, żeście świątynią Boga i że Duch Boży mieszka w was? W Roku Wiary, Apostoł Narodów przypomina nam, że teologii, a zwłaszcza eklezjologii nie tworzy się „zza biurka”, lecz zawsze „w drodze – pielgrzymce wiary”: głosząc Słowo Boże oraz zakładając wspólnoty ludzi wierzących. Fundamentem „Bożej budowli i świątyni” jest zawsze Jezus Chrystus i żadna rzeczywistość czysto ludzka  nie może Go zastąpić, bo wtedy mielibyśmy do czynienia – tak jak chcą niektórzy – tylko z „filozofią św. Piotra”, „nauką św. Pawła” czy „polityką polsko-pruską św. Wojciecha”. Wielki i proroczy Sobór Watykański II przypomniał nam, że Kościół z natury swej jest misyjny. A zatem, każdy człowiek wierzący, jako apostoł, misjonarz i katecheta, ma być wytrawnym, wytrwałym i roztropnym budowniczym Mistycznego Ciała Chrystusa – żywego Kościoła. W wielu wypadkach zapominamy, że misyjność mojego Kościoła partykularnego (diecezja), lokalnego (parafia) i mojego „małego Kościoła” (rodzina) zależy od mojej wiary, mojego świadectwa wiary i od mojej nowej ewangelizacji.
   Bóg jest we wnętrzu swojego Kościoła. Nie możemy zrozumieć świętości i trwałości Kościoła bez nieustannej obecności Boga w swoim dziele, bez Chrystusowego fundamentu i bez stałej i ożywczej asystencji Ducha Świętego. Autor psalmu pragnie nauczyć nas najpierw ufnej modlitwy do Boga, naszej ucieczki, siły i najpewniejszej pomocy w trudnościach życia i wiary. Następnie pragnie przypomnieć budowniczym świątyni-Kościoła fundamentalną prawdę, która powinna podnosić na duchu małodusznych, chwiejnych i obojętnych, że to „Bóg jest w jego wnętrzu, więc się nie zachwieje”. Jeśli „Pan Zastępów jest z nami”, jeśli „Bóg jest naszą obroną”, to skąd tyle obaw, niedowierzania i słabej wiary?
    On zaś mówił o świątyni swego Ciała. Jako ludzie wierzący, nie możemy sobie wyobrazić niedzieli i świąt bez bycia w kościele i uczestniczenia we Mszy Świętej, tak jak dla pobożnego Żyda nie było do pomyślenia nieuczestniczenie w synagodze w święcie szabatu czy nie bycie w świątyni Jerozolimskiej podczas świąt Paschy. „Zbliżała się pora Paschy żydowskiej i Jezus udał się do Jerozolimy”. Jak wielkim zaskoczeniem dla Jezusa był fakt, kiedy w świątyni, miejscu tak świętym i przeznaczonym tylko do modlitwy, zastał zwyczajne i przepełnione zgiełkiem targowisko. Gest oczyszczenia świątyni z tego, co nieświęte i niegodne Boga, staje się znakiem sprzeciwu dla tych, którzy jako pierwsi powinni zadbać o świętość tego miejsca – domu Boga. Dawanie coraz więcej miejsca temu, co nieświęte, niegodne i nieczyste w życiu człowieka i Kościoła, odbywa się zawsze „kosztem Boga i człowieka”. Gdy oddala się lub wprost odpycha się Boga od tego, co On stworzył i co od zawsze należy do Niego (świat, człowiek, małżeństwo, rodzina, Kościół), tym samym oddala się lub wprost odpycha się człowieka od Boga, swojego Stwórcy i Zbawiciela. W obu wypadkach traci przede wszystkim człowiek, który oddala się lub jest odpychany przez innych od Źródła Miłości, Prawdy i Życia. „Zburzcie tę świątynię, a Ja w trzech dniach wzniosę ją na nowo”. Odważne i prorocze słowa Jezusa posiadają wiele znaczeń i odniesień. Pierwsze jest oczywiste, o którym wspomina bezpośrednio św. Jan Ewangelista: „On zaś mówił o świątyni swego Ciała”. Tylko Jezus Chrystus zmartwychwstał po trzech dniach, a tym samym odbudował Swoją i naszą świątynię. Wracają tutaj teologicznym echem słowa św. Pawła: „Jesteście Bożą budowlą, świątynią Boga”, „Świątynia Boga jest święta, a wy nią jesteście”, bo „Duch Boży mieszka w was”. Po zburzeniu świątyni Jerozolimskiej przez legiony rzymskie w 70 r. nasuwa się inne tłumaczenie: istnieje tylko jedna i święta Świątynia: Jezus Chrystus, a w Nim, przez Niego i dla Niego Jeden, Święty, Powszechny i Apostolski Kościół. Profetyczny gest Jezusa oczyszczenia świątyni nasuwa nam jeszcze inne, wiąż aktualne tłumaczenie: świętość Kościoła powszechnego, mojej diecezji, mojej parafii i mojej rodziny zależy od mojej i naszej świętości osobistej.