Siostra Marta serdecznie zaprasza...
sobota, 9 marca 2013
sobota, 2 marca 2013
3 NIEDZIELA WIELKIEGO POSTU
Oto już trzy lata, odkąd przychodzę i szukam owocu. Prawdopodobnie
bardzo dobrze znasz te słowa. Nie raz wypowiadałeś je przed sobą. Są
sfery w naszym życiu gdzie bardzo pragniemy zmiany, a ciągle nic się nie
dzieje. Kolejne rekolekcje, modlitwa, praca nad sobą - i niestety
dalej wpadamy w te same koleiny naszych słabości, braków, niezrozumienia
innych.
Ewangelia pokazuje nam, że Bóg w takich sytuacjach nie jest nami
rozczarowany, nie ma nas dość, nie złości się tak jak my sami na
siebie - przeciwnie daje nam czas i szanse, mało tego sam wkłada pracę,
aby było nam lepiej. Czytamy, że to chore drzewko okopie i obłoży
nawozem, a więc troskliwie się nim zajmie. Różne nasze choroby duchowe,
mechanizmy obronne, przywiązania, nie są spowodowane przez nas samych
ale są wynikiem tego jak zostaliśmy wychowani, ukształtowani przez
otaczający świat. Bóg chce naszego zdrowia i pełni życia, dlatego
troszczy się o nas i obdarza swoim błogosławieństwem i łaską.Popatrz na te rzeczy w twoim życiu, które są źródłem frustracji, niezadowolenia sobą. Wyobraź je sobie jako chore rośliny, przywiędłe, bez wody, bez odpowiedniej gleby...popatrz na Boga jako na ogrodnika, który troskliwie opiekuje się tymi roślinami, podlewa je kolejno, przycina, dogląda... one powoli kwitną i w końcu wydają owoce. Trwaj w tym wyobrażeniu tak długo jak zechcesz.
Jakiego owocu mam się spodziewać w naszym życiu? Tym owocem jest
Królestwo Boże w moim sercu, w moim życiu. Nie jest to doskonałość,
perfekcja, oczyszczenie się z wad i słabości, ponieważ taki cel jest
jedynie źródłem nieustannego napięcia i niezadowolenia z siebie.
Królestwo Boże to miłość i pokój. To przyjęcie siebie takim, jakim się
jest. To pozwolenie by Bóg się mną zaopiekował i troszczył.
Wyobraź sobie sytuacje kiedy w Twoim życiu pojawiają się owoce
Królestwa Bożego. Na przykład jako szczęście w codziennym życiu, radość w
pracy, na studiach, miłość i pokój w spotkaniach z innymi, w
relacjach... Porozmawiaj z Bogiem o tym, jak dbać o swoje życie by
przynosiło jak najwięcej takich owoców? niedziela, 24 lutego 2013
2 NIEDZIELA WIELKIEGO POSTU
(Łk 9,28b-36)
Na początku dzisiejszej Ewangelii Jezus zabrał ze sobą Piotra, Jana i
Jakuba. Wyszli razem, aby się modlić. Gdy Jezus wyszedł na górę,
przemienił się. Jednym z filarów nie tylko Wielkiego Postu, ale także
życia chrześcijańskiego jest modlitwa. Dzisiaj czytamy, jak Pan Jezus
zaprasza do niej swoich uczniów. Nie czyni tego może słowami, ale po
prostu bierze ich ze sobą, choć jak się później okaże to tylko On się
modli, a uczniowie po prostu zasną. Jezus modli się tak, że nawet
inaczej przy tym wygląda, ukazuje się w ten sposób Jego chwała. Jezus
rozmawia z Mojżeszem i Eliaszem, których to pozostali towarzysze Jezusa
zdołają rozpoznać dopiero, gdy się ockną.
W tym ważnym momencie Bóg chce, żeby z Jezusem byli obecni Jego
uczniowie, choć bynajmniej nie rozumieją oni wtedy, co się dzieje i
nawet nie wiedzą jak się modlić. Dla Boga ważne jest jednak, że tam są i
że mogą ujrzeć chwałę Jezusa.Warto zapytać się siebie, czy chętnie idę z Jezusem na modlitwę, kiedy On mnie do niej zaprasza? Jak ja postrzegam tego przemieniającego się Jezusa i jak z Nim rozmawiam?
Uczniowie Jezusa, choć przed tym zdarzeniem widzieli już dużo działania
swojego Mistrza i usłyszeli pierwszą zapowiedź Jego śmierci, jednak
jeszcze nie rozumieli, co się dzieje. Zobaczyli odmienionego Jezusa,
zobaczyli dwóch proroków, z którymi On rozmawiał i to tak ich znowu
zaskoczyło, że nie wiedzieli, co dalej mają zrobić. W tym momencie jeden
z nich mówi, że po prostu dobrze, że tu jesteśmy i może w takim razie
postawimy namioty dla Jezusa, Mojżesza i Eliasza.
Bóg działa w naszym życiu wiele znaków i cudów, ale często my w te
znaki nie dowierzamy. Kiedy dzieją się kolejne rzeczy, które nas
przerastają, my, choć już jesteśmy doświadczeni przez Boga, znowu nie
wiemy co robić.
Jak to jest ze mną? Jak postępuję na drodze prowadzącej do Boga? Czy z
każdym nowym cudem wiem trochę więcej, co powinienem robić? Jak
odpowiadam na zaskakujące działanie Boga w mojej codzienności?
Choć uczniowie nie wiedzą, co mają robić, Bóg i tak dalej działa i
osłania ich obłokiem, co z kolei powoduje strach. I wtedy słyszą od
Boga: „To jest mój Syn wybrany, Jego słuchajcie”. Okazuje się, że choć
oni ciągle nie rozumieją, a teraz nawet boją się, Bóg ciągle jest przy
nich i nawet mówi do nich, aby zrozumieli i poznali, kim jest Jezus.
Tak samo jak wtedy, Bóg działa także w naszym świecie. Ludzie często
nie rozumieją, ciągle pytają, skupiają się, nie na tym, na czym powinni,
ale Bóg nie gani ich za to, jak są beznadziejni, ale dalej działa i
mówi do nas, bo On chce nam wszystko objawić i tak wiele chce nam po
prostu dać.
Jak ja reaguję, kiedy Bóg bezpośrednio przychodzi i mówi do mnie? Czy
pojawia się we mnie wtedy lęk? Jeśli nawet boję się, to czy potrafię to
przezwyciężyć i po prostu słucham Boga? Czy po prostu wierzę w Jego
słowa, które potwierdzają, że Jezus jest Synem Bożym?
sobota, 16 lutego 2013
1 NIEDZIELA WIELKIEGO POSTU
„Pełen Ducha Świętego, powrócił Jezus znad Jordanu i przebywał w Duchu Świętym na pustyni czterdzieści dni, gdzie był kuszony przez diabła. Nic w owe dni nie jadł, a po ich upływie odczuł głód ......
| Działalność
publiczna Jezusa zaczyna się od aktu odwagi i walki ze złem. Po
opuszczeniu Nazaretu i chrzcie w Jordanie Jezus „przebywał w Duchu
Świętym na pustyni czterdzieści dni, gdzie był kuszony przez diabła”.
Można powiedzieć, że były to „czterdziestodniowe rekolekcje” na pustyni,
w milczeniu i samotności. W czasie tych „rekolekcji” szatan kusi Jezusa, by objawił przedwcześnie swą potęgę mesjańską. Zmierzają do tego trzy klasyczne pokusy. Pierwsza dotyczy konsumpcji, posiadania. Szatan kusi wygłodniałego przez post Jezusa, aby zamienił kamienie w chleb. Chleb jest symbolem wszystkiego, co zmysłowe: posiadania, rozkoszowania się życiem, chciwości, zmysłowości, seksualności… Szatan usiłuje wmówić człowiekowi, że najważniejszy jest „chleb”, czyli wszelkie formy konsumpcji. Niebezpieczeństwo nie tkwi w posiadaniu, ale w pysze. Człowiek mierzy wszystko posiadanymi dobrami. Sądzi, że o jakości i wartości życia decyduje ilość zgromadzonych dóbr. Pozostaje ślepym na innych. Druga pokusa dotyczy władzy i panowania nad drugim człowiekiem. Szatan pokazuje Jezusowi „wszystkie królestwa świata” i obiecuje je w zamian za wyrzeczenie się Boga. Władza stwarza poczucie wszechmocy, daje kontrolę i możność budowania własnej wielkości kosztem innych. Inni muszą nam się kłaniać; stajemy się „bogami”, albo przeciwnie – sami klękamy przed bożkami i idolami tego świata. Trzecią próbą jest pokusa spektakularnego cudu, prowadząca do pychy. Szatan kusi Jezusa, by dowiódł, że jest Synem Boga, rzucając się ze szczytu świątyni w dół. Jeśli jest Mesjaszem, zostanie uratowany przez Aniołów. Pokusa jest bardzo inteligentna. Jej celem jest pozyskanie ludzi dla Ewangelii, dla Boga. W podobny sposób będzie kusił szatan Jezusa na krzyżu. W rzeczywistości pokusa ta jest sprzeciwieniem się woli Boga Ojca, brakiem zaufania Bogu. Jest wyrazem pychy. Pycha jest „piętą Achillesową” życia duchowego i towarzyszy w całej wędrówce duchowej. Jezus stanowczo odrzuca także tę pokusę. Na progu swojej publicznej działalności Jezus pokonuje pokusy Złego. W ten sposób pokazuje swoim uczniom, skąd brać odwagę i w jaki sposób walczyć ze złem. Jezus walczy z szatanem, posługując się słowem Bożym. W Jego słowach jest moc samego Boga. Jezus nie dyskutuje z szatanem, ale odpiera jego pokusy stanowczo, spokojnie i z godnością. Jest pewny, silny, odważny, ma w sobie wewnętrzny pokój, bo całkowicie ufa Ojcu. Wie, że ma za sobą moc Ojca i Ducha Świętego. W całym swoim życiu nie zmaga się z szatanem sam, ale w jedności z Ojcem, w mocy Ducha Świętego. Czy potrafię wytrzymać pustkę, milczenie, samotność? Co jest dla mnie największą pokusą? W czym najczęściej poddaję się podszeptom złego ducha? Co stanowi moją „piętę Achillesową”? Co jest moim „chlebem”, moim pokarmem, czym żywię się na co dzień? Kto lub co jest moim bożkiem, idolem? Komu służę? W jaki sposób przeżywam moje życie? Czego w nim nie akceptuję? Co najboleśniej przeżywam? W czym wyraża się moja duchowa pycha? Czy towarzyszy mi świadomość, że moje życie toczy się w codziennym dramacie walki dobra ze złem? W jaki sposób walczę z pokusami, ze złem? Czy nie podejmuję samotnej walki i nie zapominam o swojej słabości, inteligencji szatana i mocy Boga? |
niedziela, 10 lutego 2013
5 Niedziela Zwykła
... Gdy przestał mówić, rzekł do
Szymona: Wypłyń na głębię i zarzućcie sieci na połów! A Szymon
odpowiedział: Mistrzu, całą noc pracowaliśmy i niceśmy nie ułowili. Lecz
na Twoje słowo zarzucę sieci. Skoro to uczynili, zagarnęli tak wielkie
mnóstwo ryb, że sieci ich zaczynały się rwać. Skinęli więc na
współtowarzyszy w drugiej łodzi, żeby im przyszli z pomocą. Ci
podpłynęli; i napełnili obie łodzie, tak że się prawie zanurzały. Widząc
to Szymon Piotr przypadł Jezusowi do kolan i rzekł: Odejdź ode mnie,
Panie, bo jestem człowiek grzeszny. I jego bowiem, i wszystkich jego
towarzyszy w zdumienie wprawił połów ryb, jakiego dokonali; jak również
Jakuba i Jana, synów Zebedeusza, którzy byli wspólnikami Szymona. Lecz
Jezus rzekł do Szymona: Nie bój się, odtąd ludzi będziesz łowił. I
przyciągnąwszy łodzie do brzegu, zostawili wszystko i poszli za Nim.
Wokół Chrystusa zawsze – no, prawie zawsze – było mnóstwo ludzi. Dzisiaj nadal tak jest , Kościół, co by o nim nie mówić, jest wielki i liczny. Jak widzę Samego Siebie w tym tłumie? Chcę wsiąść do łodzi z Nim, czy mam wrażenie, że nie mogę się dopchać? Czy może wiem, że nic nie znaczę i nikogo nie obchodzę? Jakim wzrokiem patrzy On na mnie?
On zawsze i wszędzie myśli i dba o wszystkich – czujesz to?
Jezus wchodzi do łodzi Piotra, a jakoś nie widać żeby zapytał czy
może. Potem wydaje polecenie Piotrowi i jego załodze. Daje rady komuś,
kto zna się na tym, czym się zajmuje – Piotr to rybak, a w dodatku
zmęczony rybak. Co sprawiło, że Piotr ani razu nie protestował? Przecież wiemy, że był
porywczy i gwałtowny, że potrafił wyrażać swoje zdanie? Co takiego
mówił Jezus, że wszyscy go słuchali?
Co On mówi do mnie? Jak mówi to, co mówi? Jest ciekawy, interesujący, pouczający, mądry? A może nudzi, moralizuje, straszy?
Skoro rybacy uczynili to, co uczynili, czyli zrobili to, co kazał im
Jezus okazało się, że spełniły się ich plany i pragnienia. I to w
sposób, który przekraczał ich najśmielsze oczekiwania.
W księdze proroka Aggeusza Bóg zwraca się do Izraela: Siejecie
wiele, lecz plon macie lichy; przyjmujecie pokarm, lecz nie ma go do
sytości; pijecie, lecz nie gasicie pragnienia; okrywacie się, lecz się
nie rozgrzewacie; […] Wyglądaliście wiele, a oto macie mało, a kiedy [i
to niewiele] znieśliście do domu, Ja to rozproszyłem. Dlaczego tak się
dzieje? Dlaczego tak się dzieje?Bóg zaprasza Izraela do pewnego rodzaju hazardu: zaryzykujcie i oddajcie to, co Mi się należy i sprawdźcie Mnie czy nie będę wam wtedy błogosławił.
Zaryzykowałeś kiedyś i potraktowałaś poważnie słowa Jezusa? Może to dobry czas, żeby chociaż raz dać Mu szansę i sprawdzić Jego obietnice.
sobota, 2 lutego 2013
4 Niedziela zwykła
... Porwali Go z miejsca, wyrzucili Go z miasta i wyprowadzili aż na stok góry, na której ich miasto było zbudowane, aby Go strącić. On jednak przeszedłszy pośród nich oddalił się”. (Łk 4,21-30)
Pierwszą reakcją słuchaczy na prymicyjne wystąpienie Jezusa w rodzinnym Nazarecie było zdziwienie, zdumienie. Jezus przemówił jasno, prosto, by wszyscy mogli Go zrozumieć, a równocześnie w sposób oryginalny, spontaniczny, nowy. Ewangelista Marek przytacza pytania, jakie stawiają sobie mieszkańcy Nazaretu: „Skąd On to ma? I co to za mądrość, która jest Mu dana?” (Mk 6, 2). Pytania te świadczą, że słowa Jezusa wypływają z głębi serca, są Jego słowami, Jego doświadczeniem, Jego życiem: „Dobry człowiek z dobrego skarbca swego serca wydobywa dobro. Bo z obfitości serca mówią jego usta” (Łk 6, 45).
Słowa Jezusa wzbudziły podziw, ale również wątpliwości. Zamiast radości z obwołanego „Roku Łaski” mieszkańcy Nazaretu przechodzą stopniowo do sceptycyzmu, nieufności i krytyki. „Czy nie jest to syn Józefa?” Nazaretańczycy zżyli się z Jezusem. Widzieli Go, gdy wśród nich wzrastał, żył. I trudno było im zrozumieć mądrość Jezusa i tajemnicze działanie Boga.
Wobec krytyki Jezus reaguje zdziwieniem, zaskoczeniem, któremu prawdopodobnie towarzyszy ból. Spodziewał się od rodaków współdzielenia radości; tymczasem spostrzega, że ma przed sobą mur zawiści i zazdrości. Jego miłość i pragnienie uzdrawiania napotykają na przeszkody. W tej scenie mamy pierwszy obraz ewangelizującego Jezusa: nie słuchany, przegrany, odrzucony.
Jezus próbuje zrozumieć przyczynę odrzucenia i blokady mieszkańców Nazaretu: „Tylko w swojej ojczyźnie, wśród swoich krewnych i w swoim domu może być prorok tak lekceważony”. I podaje przykłady Eliasza i Elizeusza. Mieszkańcy Nazaretu nie są w stanie uchwycić przesłania Jezusa, ponieważ nie znajdują się w sytuacji wdowy z Sarepty Sydońskiej (1 Krl 17, 8-24) ani Syryjczyka Naamana (2 Krl 5, 1-27). Nie są wystarczająco świadomi swego ubóstwa i dlatego nie potrafią się ubogacić. Nie są świadomi swojej ślepoty i nie potrafią przyjąć światła. Nie są też wystarczająco świadomi niewoli, w jakiej żyją, by móc cieszyć się głoszoną wolnością.
Słowa Jezusa o wdowie z Sarepty i Naamanie były niewątpliwie prowokacją. Jednak owa prowokacja, która stanowiła kolejną szansę, stała się przyczyną jeszcze większej zatwardziałości serc; zatwardziałości, która zrodziła myśli zabójcze. Ojcowie Kościoła mówią: „Słońce może być także źródłem stwardnienia, kiedy zamiast trawy gotowej napełnić się jego energią, znajduje na swej drodze błoto, które pod jego wpływem potrafi jedynie stwardnieć”.
Po „nieudanym wystąpieniu” w Nazarecie dokonuje się exodus Jezusa. Jezus jest zmuszony wyjść. Jezus który przyszedł, niosąc w sobie cały ładunek uzdrawiającej mocy, zmuszony jest, wobec ślepoty, zazdrości i zawiści swoich współziomków, zawrócić i udać się gdzie indziej. Zostaje wyrzucony z synagogi poza miasto. To wyrzucenie Jezusa z Nazaretu, choć paradoksalnie wydaje się klęską, przynosi ogromne owoce. Jezus idzie do Kafarnaum, gdzie okazuje w pełni swoją Boską moc. Zwątpienie i niewiara współziomków nie zmieniły planów Jezusa. Nie próbuje szukać innych, bardziej wyrafinowanych form nauczania; czyni to samo, co przedtem. Wolność pozwala Mu przekroczyć ramy „lokalnego proroka” i wyjść poza krąg Nazaretu. Wydaje się niemal, że wzrost niezrozumienia, zazdrości czy też nienawiści ze strony człowieka, pociąga ze strony Jezusa wzrost zrozumienia, życzliwości, miłości.
Jakie jest moje wewnętrzne bogactwo? Czy jest we mnie wewnętrzna spójność pomiędzy tym, czym żyję, a tym, co wyrażam na zewnątrz? Czy zbyt łatwo i szybko nie oceniam i „szufladkuję” ludzi? Czy potrafię „przebijać się” przez pierwsze wrażenia, by odkrywać inność, oryginalność, piękno i tajemnicę każdego człowieka? Czy w relacjach z Jezusem nie poddaję się rutynie? Jakie uczucia wzbudza we mnie obraz „przegranego” Jezusa? Jaka jest moja reakcja wobec niezrozumienia i odrzucenia przez innych? Czy potrafię w wolności i z odwagą kontynuować dzieła, co do których mam moralną pewność, że są słuszne (i Boże)?
sobota, 26 stycznia 2013
3 Niedziela zwykła
Jezus odwiedzał różne wioski,
miasta. Mówił do różnych ludzi. Dzisiaj przychodzi do swojego domu. Do
swoich ludzi, których dobrze znał, którzy dobrze znali Jego. W takim
środowisku jest najtrudniej. Często niewygodnie jest wierzyć wśród
swoich. Jezus tak samo odwiedza TWÓJ dom. Twoją rodzinę, z Waszymi
sprawami, problemami. On nie chce być Bogiem z „sąsiedniej wioski”,
Bogiem Twoich znajomych. On chce być Bogiem Twoim i Twojego domu.
Spróbuj popatrzeć na Twoje życie –
rodzinę, naukę, pracę, problemy. Myślisz, że Jezus tam jest? Jak się z
Nim tam czujesz? Czy chcesz, żeby tam był? Chcesz Go zaprosić?
Jezus mówi, że to DZISIAJ wypełniło
się to słowo. To znaczy, że DZISIAJ dzieje się Jego uwalnianie,
uzdrawianie i pocieszanie Ciebie. Nie kiedyś dawno, kiedy może było
łatwiej wierzyć. Nie za ileś lat, gdy wreszcie będzie łatwiej. Ale
teraz. Teraz, gdy siedzisz i się modlisz. Jezus przychodzi jako Twój
Zbawiciel, to znaczy, że chce Cię wybawić od wszystkiego, co Cię
gniecie, zniewala i zamyka. Jak się czujesz teraz? Czy jesteś więźniem,
niewidomym, uciśnionym czy ubogim? Czy wierzysz, że Jezus do Ciebie
teraz przychodzi? Co chcesz z tym zrobić?
Jakie znaczenie ma słowo Boże w moim życiu? Jak często sięgam do Pisma Świętego? Kiedy? Czy żyję słowem Bożym na co dzień?
|
sobota, 12 stycznia 2013
NIEDZIELA CHRZTU PAŃSKIEGO
Dzisiejsza niedziela kończy w Kościele okres Bożego Narodzenia. Rozpoczynamy tak zwany „czas zwykły”. W ten zwykły czas wprowadza nas tajemnica chrztu Jezusa.
W życiu ludzkim, również religijnym ważna jest inicjacja i rytuały. Taki charakter miał chrzest Jana. Wprowadzał do wspólnoty tych, którzy oczekiwali bliskiego przyjścia Mesjasza. Chrzest poprzedzało wyznanie grzechów. Następnie zanurzano się w wodzie, pozostawiając w jej nurtach grzechy. Człowiek obmyty wodą łączył się z boskim źródłem życia.
Oczywiście, że Jezus, który nie miał nawet cienia grzechu nie potrzebował chrztu. Jednak stanął w grupie grzeszników. Wszedł w nasz świat, naszą słabość, nędzę, grzech. „Zbrukał się” niejako wszystkimi grzechami, które pozostawiano w Jordanie, by później nas z nich wyzwolić poprzez krzyż.
Jedynym sposobem, by spotkać dogłębnie Jezusa jest świadomość, że jesteśmy grzesznikami i potrzebujemy Jezusa. Odcięcie się od grzeszników, przekonanie, że jest się innym, lepszym, sprawiedliwym jest wykluczeniem siebie z relacji z Jezusem.
Św. Łukasz podkreśla trzy symbole chrztu Jezusa:
1. To otwarte niebo. W adwentowym czasie towarzyszyło nam dramatyczne wołanie Izajasza: „Obyś rozdarł niebiosa i zstąpił” (Iz 63, 19). W chwili chrztu Jezusa otwiera się niebo, Więź między Bogiem a człowiekiem, która została zerwana jednostronnie przez człowieka, zostaje ponownie przywrócona. Człowiek wchodzi na nowo w orbitę miłosierdzia i łaski. Dlatego język Jezusa różni się od Jan Chrzciciela. Jan mówił o karze, gniewie Bożym, akcentował sprawiedliwość. Jezus mówi o miłości, dobroci i miłosierdziu Ojca.
2. To Duch Święty w postaci gołębicy. Egzegeci w rożny sposób interpretują gołębicę. Mamy tutaj odniesienie do Ducha, który unosił się nad pierwotnym chaosem, gdy Bóg kształtował świat. Gołębica pojawia się również po potopie, gdy przynosi Noemu radosną wiadomość o ustąpieniu wód, czyli końcu kary Bożej. W poezji i Biblii gołębica symbolizuje miłość. „Gołąbko ma, ukaż mi swą twarz i daj mi usłyszeć swój głos” – mówi oblubieniec do ukochanej w Pieśni nad Pieśniami (2, 14). W czasie chrztu Jezusa miłość Boża znów spłynęła na świat. Bóg w Jezusie ukazał nam „swą twarz” i dał usłyszeć swój głos.
3. Właśnie głos Boga jest trzecim elementem chrztu Jezusa. Zostaje przerwane milczenie. Autor listu do Hebrajczyków pisze: „Wielokrotnie i na różne sposoby przemawiał niegdyś Bóg do ojców przez proroków, a w tych ostatecznych dniach przemówił do nas przez Syna” (Hbr 1, 1n). Bóg przemówił do nas przez Syna językiem miłości: „Tyś jest mój Syn umiłowany, w Tobie mam upodobanie”.
W obrzędzie chrztu Jezusa uczestniczy cała Trójca Święta: Bóg Ojciec, Syn Boży, Duch Święty. Bóg Ojciec jest głosem, wypowiada Słowo, rodzi Syna: „Tyś Synem moim, ja Ciebie dziś zrodziłem” Ps 2, 7. Syn Boży objawia pokorę Boga, wchodzi we wspólnotę z grzesznikami, ogałaca się. Duch Święty, który jest miłością, „unosi się między Ojcem i Synem”. Jakby „łączy” ich; czyni Jednym.
Trójca Święta towarzyszy również początkowi naszego życia duchowego. Jest z nami w czasie sakramentu chrztu. Bóg Ojciec wypowiada te same słowa, które wypowiedział nad Jezusem: „Tyś jest mój Syn umiłowany, w Tobie mam upodobanie”. Jezus zaprasza nas do intymnej relacji przyjaźni. A Duch Święty napełnia Bożą miłością.
Jaki sens ma dla mnie rytuał chrztu świętego? Czy świadomość, że jestem chrześcijaninem, a więc ochrzczonym przekłada się na moje codzienne życie? Jakie jest moje doświadczenie Boga Ojca i siebie jako dziecka Bożego? Jak wygląda moja przyjaźń z Jezusem? Jakie miejsce w moim życiu duchowym zajmuje Duch Święty? Jak często modlę się do Trójcy Świętej?

W życiu ludzkim, również religijnym ważna jest inicjacja i rytuały. Taki charakter miał chrzest Jana. Wprowadzał do wspólnoty tych, którzy oczekiwali bliskiego przyjścia Mesjasza. Chrzest poprzedzało wyznanie grzechów. Następnie zanurzano się w wodzie, pozostawiając w jej nurtach grzechy. Człowiek obmyty wodą łączył się z boskim źródłem życia.
Oczywiście, że Jezus, który nie miał nawet cienia grzechu nie potrzebował chrztu. Jednak stanął w grupie grzeszników. Wszedł w nasz świat, naszą słabość, nędzę, grzech. „Zbrukał się” niejako wszystkimi grzechami, które pozostawiano w Jordanie, by później nas z nich wyzwolić poprzez krzyż.
Jedynym sposobem, by spotkać dogłębnie Jezusa jest świadomość, że jesteśmy grzesznikami i potrzebujemy Jezusa. Odcięcie się od grzeszników, przekonanie, że jest się innym, lepszym, sprawiedliwym jest wykluczeniem siebie z relacji z Jezusem.
Św. Łukasz podkreśla trzy symbole chrztu Jezusa:
1. To otwarte niebo. W adwentowym czasie towarzyszyło nam dramatyczne wołanie Izajasza: „Obyś rozdarł niebiosa i zstąpił” (Iz 63, 19). W chwili chrztu Jezusa otwiera się niebo, Więź między Bogiem a człowiekiem, która została zerwana jednostronnie przez człowieka, zostaje ponownie przywrócona. Człowiek wchodzi na nowo w orbitę miłosierdzia i łaski. Dlatego język Jezusa różni się od Jan Chrzciciela. Jan mówił o karze, gniewie Bożym, akcentował sprawiedliwość. Jezus mówi o miłości, dobroci i miłosierdziu Ojca.
2. To Duch Święty w postaci gołębicy. Egzegeci w rożny sposób interpretują gołębicę. Mamy tutaj odniesienie do Ducha, który unosił się nad pierwotnym chaosem, gdy Bóg kształtował świat. Gołębica pojawia się również po potopie, gdy przynosi Noemu radosną wiadomość o ustąpieniu wód, czyli końcu kary Bożej. W poezji i Biblii gołębica symbolizuje miłość. „Gołąbko ma, ukaż mi swą twarz i daj mi usłyszeć swój głos” – mówi oblubieniec do ukochanej w Pieśni nad Pieśniami (2, 14). W czasie chrztu Jezusa miłość Boża znów spłynęła na świat. Bóg w Jezusie ukazał nam „swą twarz” i dał usłyszeć swój głos.
3. Właśnie głos Boga jest trzecim elementem chrztu Jezusa. Zostaje przerwane milczenie. Autor listu do Hebrajczyków pisze: „Wielokrotnie i na różne sposoby przemawiał niegdyś Bóg do ojców przez proroków, a w tych ostatecznych dniach przemówił do nas przez Syna” (Hbr 1, 1n). Bóg przemówił do nas przez Syna językiem miłości: „Tyś jest mój Syn umiłowany, w Tobie mam upodobanie”.
W obrzędzie chrztu Jezusa uczestniczy cała Trójca Święta: Bóg Ojciec, Syn Boży, Duch Święty. Bóg Ojciec jest głosem, wypowiada Słowo, rodzi Syna: „Tyś Synem moim, ja Ciebie dziś zrodziłem” Ps 2, 7. Syn Boży objawia pokorę Boga, wchodzi we wspólnotę z grzesznikami, ogałaca się. Duch Święty, który jest miłością, „unosi się między Ojcem i Synem”. Jakby „łączy” ich; czyni Jednym.
Trójca Święta towarzyszy również początkowi naszego życia duchowego. Jest z nami w czasie sakramentu chrztu. Bóg Ojciec wypowiada te same słowa, które wypowiedział nad Jezusem: „Tyś jest mój Syn umiłowany, w Tobie mam upodobanie”. Jezus zaprasza nas do intymnej relacji przyjaźni. A Duch Święty napełnia Bożą miłością.
Jaki sens ma dla mnie rytuał chrztu świętego? Czy świadomość, że jestem chrześcijaninem, a więc ochrzczonym przekłada się na moje codzienne życie? Jakie jest moje doświadczenie Boga Ojca i siebie jako dziecka Bożego? Jak wygląda moja przyjaźń z Jezusem? Jakie miejsce w moim życiu duchowym zajmuje Duch Święty? Jak często modlę się do Trójcy Świętej?
sobota, 5 stycznia 2013
UROCZYSTOŚĆ OBJAWIENIA PAŃSKIEGO
... A oto gwiazda, którą widzieli na Wschodzie, szła przed nimi, aż
przyszła i zatrzymała się nad miejscem, gdzie było Dziecię. Gdy ujrzeli
gwiazdę, bardzo się uradowali. Weszli do domu i zobaczyli Dziecię z
Matką Jego, Maryją; upadli na twarz i oddali Mu pokłon. I otworzywszy
swe skarby, ofiarowali Mu dary: złoto, kadzidło i mirrę .... (Mt 2, 1-12)
Żeby zaistniało nowe życie, muszą być do tego odpowiednie warunki.
Przyjazna i otwarta na życie rodzina, a przede wszystkim kobieta, matka.
Czy Jezus ma możliwość i warunki, aby mógł narodzić się w moim sercu, w
moim życiu? Jakie to są warunki? Czy mam w swojej codzienności
„przestrzeń” ciszy i milczenia, modlitwy, aby Jezus mógł być ze mną i
mówić do mnie? A może ja uciekam od ciszy, boję się samotności na
modlitwie? Może obawiam się narodzin Jezusa w moim życiu i traktuje to
jako utrudnienie i ograniczenie?
Mędrcy rozpoznali gwiazdę
nowo-narodzonego Króla. Rozpoznali tzn. zobaczyli znak i potrafili go
prawidłowo odczytać. Poza tym podjęli odważną i pełną wiary decyzję, aby
za tym znakiem pójść.
A ja? Czy mam już doświadczenie takiej „gwiazdy” w
moim życiu? Jak rozpoznaję „znaki” obecności Jezusa w moim życiu? Czy
rozpoznaję? A jeśli rozpoznaję, to czy potrafię te „znaki” prawidłowo
odczytać? Czy mam również odwagę, aby pójść za takim „znakiem-gwiazdą” w
nadziei, że poprowadzi mnie ostatecznie do spotkania z Chrystusem?
Na przychodzącego Jezusa można zareagować w różny sposób. Dla pasterzy
była to Dobra Nowina o pokoju i radości. Dla Heroda wiadomość o
narodzinach Jezusa (Mesjasza i Króla) była czymś przerażającym,
zareagował nienawiścią i agresją. Wielu w ogóle tego faktu nie zauważyło
albo byli obojętni. Moje serce i życie może również posiadać różne
„obszary”, w których Jezus jest witany z radością i pokojem, w innych z
lękiem i agresją lub obojętnie i z ignorancją.
Spróbuję się zastanowić,
zobaczyć i otworzyć całe swoje serce, aby zobaczyć różne „obszary”,
bardziej i mniej przychylne dla przychodzącego Jezusa. On pragnie
narodzić się w sercu każdego człowieka i chce, aby to było źródłem
pokoju a nie lęku.
Bóg jest Miłością, a w Miłości nie ma lęku!
wtorek, 1 stycznia 2013
NOWY ROK 2013
życzy z całego serca s. Marta
Subskrybuj:
Posty (Atom)