sobota, 26 marca 2016

NIEDZIELA ZMARTWYCHWSTANIA PAŃSKIEGO

 


„Nie znajdzie ludzkość uspokojenia,
dopokąd się nie zwróci z ufnością do Miłosierdzia Mojego”


(Dz 300) – (słowa Pana Jezusa Miłosiernego do św. Faustyny).

                        

         Miłosierdzie Boga jest Jego odpowiedzialnością za nas. On czuje się odpowiedzialnym, to znaczy: pragnie naszego dobra i chce nas widzieć szczęśliwymi, napełnionymi radością i pokojem. Na tejże właśnie długości fali powinna zostać dostrojona i zorientowana miłość miłosierna chrześcijan. Tak, jak kocha Ojciec, tak też powinni kochać i synowie. Jak On jest miłosierny, tak też i my jesteśmy wezwani, by być miłosierni: jedni wobec drugich” – (Papież Franciszek, Misericordiae Vultus, 9).

Życzę, aby Święta Wielkanocne,
 w Nadzwyczajnym Jubileuszu Miłosierdzia,
przyniosły łaskę przebaczenia i pokoju, radości oraz wzajemną życzliwość.
By stały się źródłem wzmacniania ducha.
Niech Zmartwychwstały Chrystus, który niesie odrodzenie
napełni pokojem i wiarą, niech da siłę w pokonywaniu trudności
i pozwoli z ufnością patrzeć w przyszłość...  Alleluja!!!
Niech Bóg obdarza łaską Miłosierdzia.

z   pamięcią  w  modlitwie  za  wszystkich
życzy  s. marta  cfs









sobota, 19 marca 2016

NIEDZIELA - PALMOWA - NIEDZIELA MĘKI PAŃSKIEJ

 
                                            
Wielki Tydzień, to również Wielka Tajemnica Wiary. Dla wielu chrześcijan, poddanym wpływom sekularyzacji, Wielki Tydzień, być może stracił już swój głęboki sens. Być może to tylko jeden z 53 tygodni roku!
Jako chrześcijanie nie możemy jednakże zapomnieć, że Wielki Tydzień, który dziś rozpoczęliśmy Palmową Niedzielą, to również Wielka Tajemnica Wiary.

To właśnie wiara w Chrystusa, w kontekście tej Niedzieli, pozwala nam wznieść gałązki palm i głosić z radością, tak pogmatwanemu i zagubionemu światu: „Błogosławiony Król który przychodzi w imię Pańskie (Łk 19, 38).
To właśnie wiara w Chrystusa, w kontekście Palmowej Niedzieli, nie pozwala zamilknąć tam gdzie chodzi o prawdę o Bogu, o człowieku, o Kościele, o wierze, pomimo że tak często w zamian zostajemy obrzucani kamieniami nienawiści i oszczerstw .
To właśnie wiara w Chrystusa, w kontekście pierwszego dnia Wielkiego Tygodnia, pozwala wsłuchać się w Słowo krzepiące, które każdego rana pobudza chrześcijanina – ucznia, aby je przyjąć i nim ożywić swoją działalność i swoje życie .
To właśnie wiara w Chrystusa, w kontekście Niedzieli Palmowej, pozwala przyjąć postawę sługi w służbie światu i Kościołowi, i odrzucić pokusę która hołduje władzy, wyższości, tak często kosztem ludzkiej godności .
To właśnie wiara w Chrystusa, w kontekście Wielkoczwartkowego Krzyżma Świętego pozwala dostrzec w posłudze kapłańskiej, tak bardzo często ograniczonej ludzkimi słabościami, „drugiego Chrystusa”,który przychodzi do człowieka mocą sakramentalnej łaski.
To właśnie wiara w Chrystusa, pozwala przystąpić do Wielkoczwartkowego stołu eucharystycznego i dostrzec w postaci chleba i wina, prawdziwe Ciało i Krew Chrystusa wydane dla naszego zbawienia.
To właśnie wiara w Chrystusa, pozwala upaść na kolana, w wielkopiątkowej adoracji, przed wizerunkiem Chrystusa Ukrzyżowanego i chlubić się krzyżem , gdy tak wielu go odrzuca czy ściąga ze ścian mieszkań i miejsc publicznych.
To właśnie wiara wzmocniona wielkopiątkowym świadectwem Chrystusa z wysokości krzyża pozwala przebaczyć naszym winowajcom: „Ojcze, odpuść im, bo nie wiedzą, co czynią” .
To właśnie wiara wzmocniona Chrystusowym opuszczeniem na krzyżu pozwala doświadczyć Bożej obecności w cierpieniu i doświadczeniu i w ręce Ojca powierzyć losy własnej egzystencji .
To właśnie wiara w Chrystusa w blaskach Paschału pozwala wyśpiewać z radością wielkanocne Alleluja, i pozwala cieszyć się obecnością Zmartwychwstałego Pana.
Ta właśnie wiara, zrodzona w wodach chrztu świętego i odnowiona tajemnicą Wielkiego Tygodnia, i tajemnicą męki, śmierci i zmartwychwstania Pana, pozwoli ci spotkać się z Chrystusem i podążyć za jego śladem, tak aby w jego imię „owce miały życie i miały je w obfitości”.

Oto Wielki Tydzień który dziś rozpoczynamy! Oto wielka Tajemnica Wiary!             Oto Wielka Tajemnica twojej wiary!

Dlatego w ciągu tego Tygodnia i tego Triduum, w sposób szczególny, „Głosimy śmierć Twoją, Panie Jezu, wyznajemy Twoje zmartwychwstanie i oczekujemy Twego przyjścia w chwale”.                             
Znalezione obrazy dla zapytania niedziela palmowa rok c

sobota, 12 marca 2016

V NIEDZIELA WIELKIEGO POSTU

                                                                                 (J 8, 1-11       
Jezus natomiast udał się na Górę Oliwną, ale o brzasku zjawił się znów w świątyni. Cały lud schodził się do Niego, a On usiadłszy nauczał ich. Wówczas uczeni w Piśmie i faryzeusze przyprowadzili do Niego kobietę którą pochwycono na cudzołóstwie, a postawiwszy ją pośrodku, powiedzieli do Niego: «Nauczycielu, tę kobietę dopiero pochwycono na cudzołóstwie. W Prawie Mojżesz nakazał nam takie kamienować. A Ty co mówisz?» Mówili to wystawiając Go na próbę, aby mieli o co Go oskarżyć. Lecz Jezus nachyliwszy się pisał palcem po ziemi. A kiedy w dalszym ciągu Go pytali, podniósł się i rzekł do nich: «Kto z was jest bez grzechu, niech pierwszy rzuci na nią kamień». I powtórnie nachyliwszy się pisał na ziemi. Kiedy to usłyszeli, wszyscy jeden po drugim zaczęli odchodzić, poczynając od starszych, aż do ostatnich. Pozostał tylko Jezus i kobieta, stojąca na środku. Wówczas Jezus podniósłszy się rzekł do niej: «Kobieto, gdzież oni są? Nikt cię nie potępił?» A ona odrzekła: «Nikt, Panie!» Rzekł do niej Jezus: «I Ja ciebie nie potępiam. – Idź, a od tej chwili już nie grzesz!»
    Jezus w dzisiejszej Ewangelii nie ocenia kobiety, ani nie wydaje wyroku, chociaż On jeden ma do tego prawo. Pochyla się i kreśli na ziemi jakieś znaki. Milczy. Zwróćmy uwagę na wagę tego momentu. Milczenie Jezusa uspokaja emocje tłumu, żądnego krwi. Milczenie sprawia, że na tę zalęknioną kobietę spływa pokój i łaska. W milczeniu w prawdzie o sobie stają również faryzeusze. Zapomnieli oni, że prawo pochodzi od Boga, a więc z miłości i ma służyć człowiekowi, a nie stawać się celem samym w sobie. Zapomnieli także, że prawo dotyczy wszystkich. Widzieli cudzy grzech, a nie dostrzegali własnej pychy. Widzieli drzazgę w oku bliźniego, a nie widzieli belki we własnym oku: Czemu to widzisz drzazgę w oku swego brata, a belki we własnym oku nie dostrzegasz? Albo jak możesz mówić swemu bratu: Pozwól, że usunę drzazgę z twego oka, gdy belka tkwi w twoim oku? Obłudniku, wyrzuć najpierw belkę ze swego oka, a wtedy przejrzysz, ażeby usunąć drzazgę z oka twego brata (Mt 7, 3-5).
    Głębokie milczenie Jezusa dało im możliwość wsłuchania się w wewnętrzny głos, który tłumili. Jezus daje im czas. Ten czas jest potrzebny, by przenieść wzrok z innych na siebie. By przyznać, że jest się takim samym, a może nawet większym grzesznikiem, jak człowiek, którego się osądza.
Łatwo jest człowieka poniżyć, potępić, odepchnąć, doprowadzić do pogardy do siebie, a nawet do rozpaczy. Ale trzeba później wiele wysiłku i trudu, by przywrócić utracony szacunek, poczucie godności, zaufanie. I chociaż czas leczy rany, niektórych nie da się już zagoić do śmierci.
Najbardziej wyzwalające jest w tej scenie spojrzenie Jezusa. Dzięki niemu faryzeusze odkrywają prawdę o sobie. Wnikają w siebie. Gdy Jezus mówi: Kto z was jest bez grzechu, niech pierwszy rzuci na nią kamień, odchodzą jeden po drugim, począwszy od najstarszych; najbardziej winnych a może najbardziej skruszonych łaską.
Również kobieta zawdzięcza swoje życie i zbawienie spojrzeniu Jezusa. Do chwili spotkania z Jezusem doświadczała dwóch rodzajów spojrzeń: z jednej strony pragnienia, pożądania; a z drugiej odrzucenia, potępienia. Teraz jej oczy spotykają się z Człowiekiem, który patrzy na nią inaczej. Jest to spojrzenie miłosiernej miłości. Miłości, która nie osądza ani nie potępia. Nie jest też obojętna. Niczego nie wymusza, daje wolność, ale równocześnie pragnie dobra osoby. Kocha ją taką, jaką jest.
 Kogo najbardziej w życiu zraniłem? Kogo powinienem dziś przeprosić? W jaki sposób Bóg prowadzi mnie do skruchy? Jakie jest moje spojrzenie? Czy doświadczyłem już miłosnego spojrzenia Jezusa?

sobota, 5 marca 2016

IV NIEDZIELA WIELKIEGO POSTU

         
                                                    (Łk 15, 1-3.11-32)
„Zbliżali się do Jezusa wszyscy celnicy i grzesznicy, aby Go słuchać. Na to szemrali faryzeusze i uczeni w Piśmie: Ten przyjmuje grzeszników i jada z nimi. Opowiedział im wtedy następującą przypowieść: Pewien człowiek miał dwóch synów. Młodszy z nich rzekł do ojca: Ojcze, daj mi część majątku, która na mnie przypada. Podzielił więc majątek między nich. Niedługo potem młodszy syn, zabrawszy wszystko, odjechał w dalekie strony i tam roztrwonił swój majątek, żyjąc rozrzutnie. A gdy wszystko wydał, nastał ciężki głód w owej krainie i on sam zaczął cierpieć niedostatek. Poszedł i przystał do jednego z obywateli owej krainy, a ten posłał go na swoje pola żeby pasł świnie. Pragnął on napełnić swój żołądek strąkami, którymi żywiły się świnie, lecz nikt mu ich nie dawał. Wtedy zastanowił się i rzekł: Iluż to najemników mojego ojca ma pod dostatkiem chleba, a ja tu z głodu ginę. Zabiorę się i pójdę do mego ojca, i powiem mu: Ojcze, zgrzeszyłem przeciw Bogu i względem ciebie; już nie jestem godzien nazywać się twoim synem: uczyń mię choćby jednym z najemników. Wybrał się więc i poszedł do swojego ojca. A gdy był jeszcze daleko, ujrzał go jego ojciec i wzruszył się głęboko; wybiegł naprzeciw niego, rzucił mu się na szyję i ucałował go. A syn rzekł do niego: Ojcze, zgrzeszyłem przeciw Bogu i względem ciebie, już nie jestem godzien nazywać się twoim synem. Lecz ojciec rzekł do swoich sług: Przynieście szybko najlepszą szatę i ubierzcie go; dajcie mu też pierścień na rękę i sandały na nogi. Przyprowadźcie utuczone cielę i zabijcie: będziemy ucztować i bawić się, ponieważ ten mój syn był umarły, a znów ożył; zaginął, a odnalazł się. I zaczęli się bawić. Tymczasem starszy jego syn przebywał na polu. Gdy wracał i był blisko domu, usłyszał muzykę i tańce. Przywołał jednego ze sług i pytał go, co to ma znaczyć. Ten mu rzekł: Twój brat powrócił, a ojciec twój kazał zabić utuczone cielę, ponieważ odzyskał go zdrowego. Na to rozgniewał się i nie chciał wejść; wtedy ojciec jego wyszedł i tłumaczył mu. Lecz on odpowiedział ojcu: Oto tyle lat ci służę i nigdy nie przekroczyłem twojego rozkazu; ale mnie nie dałeś nigdy koźlęcia, żebym się zabawił z przyjaciółmi. Skoro jednak wrócił ten syn twój, który roztrwonił twój majątek z nierządnicami, kazałeś zabić dla niego utuczone cielę. Lecz on mu odpowiedział: Moje dziecko, ty zawsze jesteś przy mnie i wszystko moje do ciebie należy. A trzeba się weselić i cieszyć z tego, że ten brat twój był umarły, a znów ożył, zaginął a odnalazł się”
       Przypowieść Jezusa o miłosiernym ojcu i dwóch synach dotyczy relacji człowieka z Bogiem. 
 Uciekając z domu ojca, syn zanurza się w świecie cierpienia, nieczystości, zła. Jego stopień degradacji określają trzy czynności. Najpierw traci majątek, żyjąc rozrzutnie. Następnie dotyka granicy bycia stworzeniem. Podejmuje się hodowli świń. Staje się poganinem. W końcu, by móc przetrwać kradnie pokarm świniom. Wyzbywa się godności, dotyka dna, stacza się najniżej, jak tylko możliwe. Wolność doprowadziła go do granic człowieczeństwa.
Od dna upokorzenia i nędzy zaczyna się jednak droga powrotu. Wskrzeszenie syna jest skutkiem wcześniejszego doświadczenia hojności, dobroci i miłości ojca. Jest to punkt, który pozwala odbić się od największego dna, by ponownie zanurzyć się w miłosiernych ramionach Boga.
 Starszy syn z kolei pozostaje w domu. Jest wzorowy, posłuszny, ułożony, pilny, wykonujący sumiennie swoje obowiązki, przyzwoity. Jego pierwsza reakcja na wieść o powrocie brata jest przeciwieństwem reakcji ojca. Ojciec wzruszył się na widok powracającego dziecka, natomiast starszy syn rozgniewał się. Starszy syn jest zazdrosny o względy, jakie brat ma u ojca, wyrzuca ojcu jego dobroć, miłosierdzie i miłość. Nie chce uznać swego umarłego brata za żyjącego. Odmawia wejścia do domu ojca i uczestnictwa w przyjęciu. W ten sposób łamie czwarte przykazanie . Zazdrość o brata objawia się w smutku. Jest to demoniczny smutek z cudzego sukcesu, cudzej radości. Taki smutek stawia go poza świętującą wspólnotą i pobudza jego „sprawiedliwy gniew”.
Okazuje się, że nie miał on dobrych relacji z ojcem. Był posłuszny jedynie formalnie, zewnętrznie. Wykonywał obowiązki z czystym sumieniem, ale bez uczucia, bez miłości. Nie akceptował sposobu działania i postaw ojca, a zwłaszcza jego miłosierdzia. Starszy syn jest również martwy i zagubiony – w swojej zalęknionej poprawności.
Ojciec z przypowieści Jezusa w mglistym stopniu oddaje czym jest bezinteresowna, absolutna, nieskończona miłość Boga. Ojcowsko-macierzyńska miłość Boga wyraża się w dyskrecji, w akceptacji ryzyka wolności. Jest również nieskończenie cierpliwa. Miłość Boga przekreśla wszelką ludzką logikę i zastępuje ją Boską logiką bezwarunkowego i bezinteresownego obdarowywania.
Bóg Ojciec pragnie również jedności wszystkich swoich dzieci. Chce, by nas łączyła miłość. Nie kieruje się sprawiedliwością, ale miłosierdziem. Obdarza bezwarunkową miłością, byśmy byli również miłosierni wobec siebie. Miłosierny Ojciec jest szczęśliwy, gdy nasze serca są miłosierne i współczujące.
 Czy w chwilach moich odejść, upadków, moralnego dna, potrafię przyznać się do winy i wrócić pokorny? Czy moja religijność nie jest podszyta lękiem? Czy obraz miłosiernego Ojca jest mi bliski? Dlaczego tak? Dlaczego nie? Co daje radość Bogu? Co Go naprawdę cieszy? Czym mogę przyczynić się do Jego radości?

sobota, 27 lutego 2016

III NIEDZIELA WIELKIEGO POSTU

                    (Łk 13, 1 – 9) 


W tym samym czasie przyszli niektórzy i donieśli Jezusowi o Galilejczykach, których krew Piłat zmieszał z krwią ich ofiar. Jezus im odpowiedział: «Czyż myślicie, że ci Galilejczycy byli większymi grzesznikami niż inni mieszkańcy Galilei, że to ucierpieli? Bynajmniej, powiadam wam; lecz jeśli się nie nawrócicie, wszyscy podobnie zginiecie. Albo myślicie, że owych osiemnastu, na których zwaliła się wieża w Siloam i zabiła ich, było większymi winowajcami niż inni mieszkańcy Jerozolimy? Bynajmniej, powiadam wam; lecz jeśli się nie nawrócicie, wszyscy tak samo zginiecie». I opowiedział im następującą przypowieść: «Pewien człowiek miał drzewo figowe zasadzone w swojej winnicy; przyszedł i szukał na nim owoców, ale nie znalazł. Rzekł więc do ogrodnika: „Oto już trzy lata, odkąd przychodzę i szukam owocu na tym drzewie figowym, a nie znajduję. Wytnij je: po co jeszcze ziemię wyjaławia?” Lecz on mu odpowiedział: „Panie, jeszcze na ten rok je pozostaw; ja okopię je i obłożę nawozem; może wyda owoc. A jeśli nie, w przyszłości możesz je wyciąć”».
    Jezus w dzisiejszej Ewangelii nawiązuje do tragedii, na terenie świątyni jerozolimskiej, do której doszło w czasie składania ofiar przez Galilejczyków. W mentalności Żydów (a często także naszej) istnieje pokusa jednoznacznego wiązania nieszczęść, cierpienia, tragedii z grzechem. Jeśli komuś w życiu się nie wiedzie, spotyka go nieszczęście, tragedia, to nieraz po cichu myślimy: „widocznie zasłużył”. I zamiast żalu, współczucia pojawia się pycha, a może nawet cicha radość, zwłaszcza gdy tragedia dotyka ludzi, których z różnych racji nie darzymy sympatią.
    Jezus odcina się od takiego punktu widzenia. Daleki jest od jednoznacznego łączenia każdego wypadku i tragedii z winą, grzechem. Owszem, zwykle cierpienie i tragedie ludzkie są wynikiem grzechu nas lub naszych bliźnich. Niemniej są tragedie i cierpienia niezawinione, związane z egzystencją, życiem. Jest cierpienie, które pozostaje w największym stopniu tajemnicą, a które służy planom Bożym. Dlatego Jezus napomina, by podobne sytuacje nie upoważniały nas do wnioskowania o winie ofiar bądź o niewinności ocalonych.
Natomiast o wiele ważniejsze jest wyciąganie z takich sytuacji wniosków. Co poprzez taką sytuację Bóg chce mi dzisiaj powiedzieć? Sytuacje tragedii, cierpienia, ludzkich dramatów, chorób, wojen, katastrof są „znakami czasu”, poprzez które Bóg przemawia do nas i wzywa nas do nawrócenia, do przemiany serca:          Jeśli się nie nawrócicie, wszyscy tak samo zginiecie.
   Nawrócenie posiada wymiar negatywny. Jest bolesne, ponieważ wymaga oderwania się od stabilizacji grzechowej, zerwania z przyzwyczajeniami, niewłaściwym myśleniem, wartościowaniem, działaniem. Ale posiada również wymiar pozytywny. Zrywa się ze złem, by powrócić na nowo do Boga, pojednać się z Ojcem, pozwolić Bogu się kochać. Nawrócenie jest wyjściem z ciemności nocy, z ciemnego tunelu i ponownym zmierzaniem w kierunku światła. Jest zgodą, by działał w nas Duch Chrystusa; by uwalniał nas od tego, co zatrzymuje nas w drodze do Ojca i przyciąga do ziemi.
   Nawrócenie jest nadzieją, jest nową szansą. W piękny sposób obrazuje to przypowieść Jezusa o uschłym drzewie figowym. Wartość drzewa figowego mierzy się owocowaniem. Drzewo, które nie wydaje owoców, czeka ogień. Każdy z nas jest drzewem zasługującym na ogień. Ale Bóg jest nieskończenie cierpliwy wobec nas i daje nam nowe możliwości nawrócenia. Ciągle mamy jeszcze ten ewangeliczny „rok”, by wydać owoce. Ale musimy mieć również świadomość, że kiedyś przyjdzie ten ostatni rok. I gdy nie wykorzystamy „ostatniej szansy”, czeka nas los uschłego drzewa figowego.
Co we mnie wymaga nawrócenia? Z czym powinienem dziś zerwać? Czy nie nadużywam cierpliwości Boga? Jakie owoce przynosi moje życie?
                                Znalezione obrazy dla zapytania III NIEDZIELA WIELKIEGO POSTU ROK C

sobota, 20 lutego 2016

II NIEDZIELA WIELKIEGO POSTU

                             
                                                                                              (Łk 9, 28b – 36) 
„Jezus wziął z sobą Piotra, Jana i Jakuba i wyszedł na górę, aby się modlić. Gdy się modlił, wygląd Jego twarzy się odmienił, a Jego odzienie stało się lśniąco białe. A oto dwóch mężów rozmawiało z Nim. Byli to Mojżesz i Eliasz. Ukazali się oni w chwale i mówili o Jego odejściu, którego miał dokonać w Jerozolimie. Tymczasem Piotr i towarzysze snem byli zmorzeni. Gdy się ocknęli, ujrzeli Jego chwałę i obydwóch mężów, stojących przy Nim. Gdy oni odchodzili od Niego, Piotr rzekł do Jezusa: «Mistrzu, dobrze, że tu jesteśmy. Postawimy trzy namioty: jeden dla Ciebie, jeden dla Mojżesza i jeden dla Eliasza». Nie wiedział bowiem, co mówi. Gdy jeszcze to mówił, zjawił się obłok i osłonił ich; zlękli się, gdy [tamci] weszli w obłok. A z obłoku odezwał się głos: «To jest Syn mój, Wybrany, Jego słuchajcie!» W chwili, gdy odezwał się ten głos, Jezus znalazł się sam. A oni zachowali milczenie i w owym czasie nikomu nic nie oznajmiali o tym, co widzieli”.
    Dzisiejsza Ewangelia wprowadza w tajemnicę Misterium Paschalnego. Ukazuje chwałę Jezusa na górze Tabor. Droga do chwały wiedzie przez krzyż. Wyjście na górę Tabor jest dla uczniów umocnieniem i przygotowaniem do wyjścia na inną górę – Kalwarii.
    Nasze życie wewnętrzne przypomina sinusoidę. Są w nim momenty trudne, chwile zagubienia, cierpienia, bólu, fiaska naszych pragnień, zagubienia, lęków, smutku.  Ale z drugiej strony są też chwile światła, radości, entuzjazmu, poczucia wzrostu wiary i nadziei, doświadczenia miłości, pokoju. Jest radość i krzyż. Bóg zwykle nie dopuszcza krzyża przez zaskoczenie. Najpierw przygotowuje nasze serca, objawia swoją miłość, daje pociechy, przyjemności duchowe , gdyż jesteśmy słabi i pragnie zrównoważyć atrakcyjność zła. Zaprasza na górę Tabor. Ale kiedy zło przestaje nam się już podobać, gdy jesteśmy coraz dalej na drodze duchowej, kończą się pocieszenia, gasną wszelkie zmysłowe doznania, przychodzi oschłość, a poprzez to czas nauki miłości bezinteresownej.  Dzięki doświadczeniu pobytu na górze Tabor możemy podjąć każdą próbę, każdy krzyż, wyjść z Jezusem na Kalwarię.
Objawienie chwały Jezusa na górze Tabor rodzi w uczniach ambiwalentne uczucia. Z jednej strony radość. Uczniowie ulegają duchowej fascynacji. Piotr chce zatrzymać, utrwalić ten moment, chce zbudować trzy namioty dla Jezusa, Mojżesza i Eliasza. Siła i radość Przemienienia będzie promieniować w całym życiu uczniów. Z drugiej strony pojawia się lęk. Bliskość Boga, więź z Bogiem, nawet największa intymność z Nim, nie oznacza braku bojaźni Bożej.  Wzbudza lęk a równocześnie fascynuje.
Bliskie obcowanie z Jezusem, z Bogiem może spowodować przyzwyczajenie, rutynę. Możemy traktować Boga, jak „dobrotliwego staruszka”, a Jezusa po partnersku, jak kumpla. Tymczasem Bóg, chociaż bliski, nigdy nie będzie „równy”. Zawsze będzie Bogiem, Panem, którego mamy czcić i adorować, któremu mamy okazywać cześć i bojaźń.
Która „góra” jest dla mnie najtrudniejsza? Dlaczego? Czy źródłem mojej radości jest Chrystus? Czy doświadczam bojaźni Bożej? Czy kontemplacja Oblicza Jezusa przemienia moje serce i życie? Czy upodabnia mnie stopniowo do Jezusa Przemienionego, zjednoczonego ze swoim Ojcem?

niedziela, 14 lutego 2016

I NIEDZIELA WIELKIEGO POSTU

              Znalezione obrazy dla zapytania I NIEDZIELA WIELKIEGO POSTU ROK C                   (Łk 4, 1-13)


„Pełen Ducha Świętego, powrócił Jezus znad Jordanu i przebywał w Duchu [Świętym] na pustyni czterdzieści dni, gdzie był kuszony przez diabła. Nic w owe dni nie jadł, a po ich upływie odczuł głód. Rzekł Mu wtedy diabeł: «Jeśli jesteś Synem Bożym, powiedz temu kamieniowi, żeby się stał chlebem». Odpowiedział mu Jezus: «Napisane jest: Nie samym chlebem żyje człowiek». Wówczas wyprowadził Go w górę, pokazał Mu w jednej chwili wszystkie królestwa świata i rzekł diabeł do Niego: «Tobie dam potęgę i wspaniałość tego wszystkiego, bo mnie są poddane i mogę je odstąpić, komu chcę. Jeśli więc upadniesz i oddasz mi pokłon, wszystko będzie Twoje». Lecz Jezus mu odrzekł: «Napisane jest: Panu, Bogu swemu, będziesz oddawał pokłon i Jemu samemu służyć będziesz». Zaprowadził Go też do Jerozolimy, postawił na narożniku świątyni i rzekł do Niego: «Jeśli jesteś Synem Bożym, rzuć się stąd w dół! Jest bowiem napisane: Aniołom swoim rozkaże o Tobie, żeby Cię strzegli, i na rękach nosić Cię będą, byś przypadkiem nie uraził swej nogi o kamień». Lecz Jezus mu odparł: «Powiedziano: Nie będziesz wystawiał na próbę Pana, Boga swego». Gdy diabeł dokończył całego kuszenia, odstąpił od Niego aż do czasu”.
     Działalność publiczna Jezusa zaczyna się od aktu odwagi i walki ze złem. Jezus przebywał w Duchu Świętym na pustyni czterdzieści dni, gdzie był kuszony przez diabła. Można powiedzieć, że były to „czterdziestodniowe rekolekcje” na pustyni, w milczeniu i samotności. W czasie tych „rekolekcji” szatan kusi Jezusa, by objawił przedwcześnie swą potęgę mesjańską. Zmierzają do tego trzy klasyczne pokusy. Pierwsza dotyczy konsumpcji, posiadania. Szatan kusi wygłodniałego przez post Jezusa, aby zamienił kamienie w chleb. Szatan usiłuje wmówić człowiekowi, że najważniejszy jest „chleb”, czyli wszelkie formy konsumpcji. Niebezpieczeństwo nie tkwi w posiadaniu, ale w pysze. Człowiek mierzy wszystko posiadanymi dobrami. Sądzi, że o jakości i wartości życia decyduje ilość zgromadzonych dóbr.
Druga pokusa dotyczy władzy i panowania nad drugim człowiekiem. Szatan pokazuje Jezusowi wszystkie królestwa świata i obiecuje je w zamian za wyrzeczenie się Boga. Władza stwarza poczucie wszechmocy, daje kontrolę i możność budowania własnej wielkości kosztem innych.
Trzecią próbą jest pokusa spektakularnego cudu, prowadząca do pychy. Szatan kusi Jezusa, by dowiódł, że jest Synem Boga, rzucając się ze szczytu świątyni w dół. Jeśli jest Mesjaszem, zostanie uratowany przez Aniołów. Pokusa jest bardzo inteligentna. Jej celem jest pozyskanie ludzi dla Ewangelii, dla Boga. W podobny sposób będzie kusił szatan Jezusa na krzyżu. W rzeczywistości pokusa ta jest sprzeciwieniem się woli Boga Ojca, brakiem zaufania Bogu. Jest wyrazem pychy.
    Na progu swojej publicznej działalności Jezus pokonuje pokusy Złego. W ten sposób pokazuje swoim uczniom, skąd brać odwagę i w jaki sposób walczyć ze złem. Jezus walczy z szatanem, posługując się słowem Bożym. W Jego słowach jest moc samego Boga. Jezus nie dyskutuje z szatanem, ale odpiera jego pokusy stanowczo, spokojnie i z godnością. Jest pewny, silny, odważny, ma w sobie wewnętrzny pokój, bo całkowicie ufa Ojcu. Wie, że ma za sobą moc Ojca i Ducha Świętego. W całym swoim życiu nie zmaga się z szatanem sam, ale w jedności z Ojcem, w mocy Ducha Świętego.
Czy potrafię wytrzymać pustkę, milczenie, samotność? Co jest dla mnie największą pokusą? W czym najczęściej poddaję się podszeptom złego ducha?  Co jest moim „chlebem”, moim pokarmem, czym żywię się na co dzień?  W czym wyraża się moja duchowa pycha? Czy towarzyszy mi świadomość, że moje życie toczy się w codziennym dramacie walki dobra ze złem? W jaki sposób walczę z pokusami, ze złem? Czy nie podejmuję samotnej walki i nie zapominam o swojej słabości, inteligencji szatana i mocy Boga?

wtorek, 9 lutego 2016

ŚRODA POPIELCOWA

                                         WIELKI   POST

      Znalezione obrazy dla zapytania sroda popielcowa = homilie  Mk 7, 1-13 Prawo Boże i tradycje ludzkie                 

 U Jezusa zebrali się faryzeusze i kilku uczonych w Piśmie, którzy przybyli z Jerozolimy. I zauważyli, że niektórzy z Jego uczniów brali posiłek nieczystymi, to znaczy nie umytymi rękami. Faryzeusze bowiem i w ogóle Żydzi, trzymając się tradycji starszych, nie jedzą, jeśli sobie rąk nie obmyją, rozluźniając pięść. I gdy wrócą z rynku, nie jedzą, dopóki się nie obmyją. Jest jeszcze wiele innych zwyczajów, które przejęli i których przestrzegają, jak obmywanie kubków, dzbanków, naczyń miedzianych.
Zapytali Go więc faryzeusze i uczeni w Piśmie: «Dlaczego Twoi uczniowie nie postępują według tradycji starszych, lecz jedzą nieczystymi rękami?»
Odpowiedział im: «Słusznie prorok Izajasz powiedział o was, obłudnikach, jak jest napisane: „Ten lud czci Mnie wargami, lecz sercem swym daleko jest ode Mnie. Ale czci Mnie na próżno, ucząc zasad podanych przez ludzi”. Uchyliliście przykazanie Boże, a trzymacie się ludzkiej tradycji, dokonujecie obmywania dzbanków i kubków. I wiele innych podobnych rzeczy czynicie».
I mówił do nich: «Umiecie dobrze uchylać przykazanie Boże, aby swoją tradycję zachować. Mojżesz tak powiedział: „Czcij ojca swego i matkę swoją” oraz: „Kto złorzeczy ojcu lub matce, niech śmiercią zginie”. A wy mówicie: „Jeśli kto powie ojcu lub matce: Korban, to znaczy darem złożonym w ofierze jest to, co by ode mnie miało być wsparciem dla ciebie”, to już nie pozwalacie mu nic uczynić dla ojca ni dla matki. I znosicie słowo Boże przez waszą tradycję, którąście sobie przekazali. Wiele też innych tym podobnych rzeczy czynicie».

Chcę być realistą. Chcę widzieć siebie w całej prawdzie, a otaczającą mnie rzeczywistość taką jaka jest. W tym dążeniu do realizmu, do prawdy doświadczam faktu przemijania, a słowa podczas obrzędu posypania popiołem „prochem jesteś i w proch się obrócisz”, są oczywiste. Problemem jest, co mam zrobić z tą oczywistością. Wiem, że jest nieuchronna. Czy mam popaść w smutek i apatię? A może rzucić się w szalony wir życia zgodnie z maksymą „użyjmy świata póki służą lata”? Czy to nie z takiego widzenia wyrósł zakończony co karnawał? – A może zamknąć oczy na fakt przemijania, żyć jakby wszystko trwało zawsze? Są być może możliwe inne postawy.
Ja świadomie chcę się zatrzymać nad garstką prochu, w którą się niewątpliwie zmienię. Chciałabym ocalić siebie, chciałabym być z tylu drogimi mi ludźmi, którzy odeszli w stan prochu. Smutno mi, kiedy uświadamiam sobie, że kończy się dla mnie szumiący górski potok, śpiew ptaków i las. W swym realizmie nie chcę tworzyć sobie ułudy, kolorowych baśni. W tej kruchości siebie i świata, szukam tego, co trwałe, co ocala. Logiczny rozum domaga się tego, domaga się sensu, podprowadza do istnienia trwałego. Mój niepokój usiłuje chodzić drogami rozumowych zmagań. Rezultaty tych zmagań nie uspokajają mych lęków jednak do końca.
Przez ten zgiełk pytań, obaw, wątpliwości przebija się radosna, choć i niepojęta wieść, że jest ktoś, kto przeszedł moją drogą, doświadczył losu przemijania, wszedł w rzeczywistość grobu, który spopiela wszystko – i żyje! Więcej! Zapewnia mnie, że jest to możliwe i dla mnie. Możliwe, jeśli Mu uwierzę, jeżeli wejdę na Jego drogę, na której zresztą jestem od momentu chrztu świętego, jeżeli zechcę swoje życie kształtować według Jego słów: „Panie, do kogo pójdziemy? Ty masz słowa życia wiecznego” (J 6,68). Oczywiście, że tym człowiekiem jest Jezus, który dziś przez pośrednictwo kapłana zaprasza, wzywa: „Nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię”, a także oczekuje piotrowego: „A myśmy uwierzyli i poznali, że Ty jesteś Świętym Boga” (J 6,69). Chrystusowe „nawracajcie się” wypowiadane dziś nad nami sygnalizuje mi, że to nie do końca jest tak, iż On stał się centrum mojego życia. A w każdym bądź razie jest pytaniem, czy szukając tego, co trwałe, co mnie ocali, co da życie pełne i na zawsze, zbliżam się coraz bardziej do Niego, wzrastam w Jego życiu zapoczątkowanym we mnie na chrzcie świętym?
A więc Jego słowo, On jako Słowo Boga do mnie i dla mnie. Wierzyć w Ewangelię. Jak można wierzyć w nią, to znaczy w niego, wierzyć Jemu, nie czytając, nie rozważając Jej, nie rozmawiając z Nim o Niej? „Panie, do kogoż pójdziemy? Ty masz słowa życia wiecznego”. A więc Jego wezwanie dziś do nawrócenia jest zaproszeniem do brania do ręki Ewangelii, wnikania w Nią, abym coraz bardziej patrzyła na świat, na moją codzienność oczami Jezusa, myślała jak On, stosowała Jego kryteria oceny i wartościowania. To od Niego mam się uczyć zawierzenia Bogu, zaufania i pełnienia Bożej woli, myśleć po Bożemu a nie po ludzku, nie w kategoriach przemijającego świata . Wielkopostne nawrócenie prowadzące do radości paschalnej oznacza więc pełniejsze zaprzyjaźnienie się ze Słowem Bożym. Dzisiejszy fragment Ewangelii podaje nam konkretne środki wchodzenia w pełnię Chrystusowego życia, w chwałę zmartwychwstania: modlitwa, jałmużna i post. Modlitwa, która defirmowana jest jako rozmowa, wyjątkowa rozmowa z Bogiem. Wyakcentować chcę w tej wielkopostnej rozmowie przede wszystkim słuchanie, zastanawianie się nad tym, co Bóg ma mi do powiedzenia przez wspomnianą już lekturę Bożego Słowa, ale także przez wydarzenia codziennego życia, spotykanych ludzi, ich radości i troski. Bóg zaprasza mnie przez swój Kościół, abym zechciała usłyszeć, odkrywać i zdumiewać się Jego miłością poprzez nabożeństwa wielkopostne takie jak Droga krzyżowa, Gorzkie Żale. Bóg pragnie mówić do mnie w wielkopostnych rekolekcjach, do których niekiedy tak trudno mnie przekonać, szkoda mi czasu. I nie wiadomo dlaczego szkoda mi czasu dla siebie samego, dla posłuchania Tego, który mnie ukochał aż do męki i śmierci krzyżowej.
To moje modlitewne wsłuchiwanie się w Boga winno odkryć mi prawdę o mnie, czemu i komu tak naprawdę służę, w czym szukam spełnienia, oddaję cześć. Trzeba, abym stanęła w prawdzie u początku Wielkiego Postu i dała się przekonać św. Pawłowi z drugiego czytania dzisiejszej liturgii słowa: „W imię Jezusa Chrystusa prosimy: pojednajcie się z Bogiem” (2Kor 5,20). To teraz, u początku Wielkiego Postu, jest najgłębszy sens otworzyć się na Boże miłosierdzie w Sakramencie Pokuty, aby w ten sposób pozwolić Bogu na uświęcenie mnie, upodobnienie do siebie. Jakżeż Bóg będzie mógł mówić do mnie, powierzać mi tajemnice swojej miłości skoro moje myśli, uczucia zaryglowane są nieprzyjaźnią grzechu, przez grzech zabraniam Mu wstępu do mego wnętrza? Jakżeż w tym czasie, gdy w szczególniejszy sposób Kościół wnika w tajemnicę Miłości, która z powodu grzechu dała się przybić do krzyża, ja uparcie odtrącam miłość, trwając w grzechu, a trwając w nim, trwam w śmierci.
Moje nawracanie i pełniejsze uwierzenie Ewangelii ma mnie bardziej upodobnić do Jezusa, napełnić Jego zmartwychwstaniem. Ale jeżeli tak, to trzeba z mojej strony usłyszeć i wprowadzić w czyn Jego słowa: „Kto spożywa moje Ciało ma życie wieczne, a Ja go wskrzeszę w dniu ostatecznym.  Kto spożywa moje Ciało  trwa we Mnie, a Ja w nim” (J 6,54-56).
Trzeba także usłyszeć oświadczenie Chrystusa: „Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili” (Mt 25,40). Przed chwilą więc Jezus mówił mi o dyskretnej jałmużnie, o delikatnej pomocy moim bliźnim. A będzie nią mój czas, moja obecność, moje podzielenie się pieniądzem, ale także doświadczeniem i wiedzą, moją wiarą i zaufaniem, przeżywaniem Boga, moją radością. Będzie to praktyczne zatroskanie się o moja rodzinę, parafię, ojczyznę.
Dzisiejsza Ewangelia podpowiada mi jeszcze jeden środek na drodze nawracania się, przemiany, a jest nim post. To Bóg sam uświęca, daje mi udział w swoim życiu, ale szanując moją wolność, którą mnie obdarzył, potrzebuje niejako, abym usunął przeszkody, które rozstawiłam między sobą a Nim. Żeby mógł mnie przebóstwić, potrzeba mojej zgody, powierzenia Mu siebie. A jak mam Bogu pozwolić uświęcać siebie, powierzyć Mu siebie skoro jestem zniewolona, nie posiadam siebie. Rządzi mną zmysłowość, lenistwo, nienawiść,  egoizm... I wiele innych bożków panuje nade mną, steruje mną. Trzeba mi je rozpoznać i podjąć starania, aby je przezwyciężyć. A więc zdecydowana odpowiedź na pytanie, co odgradza mnie od Jezusa, co odrzucić, co sobie nakazać, w czym się ćwiczyć.
Post, jałmużna i modlitwa są niejako współzależne od siebie.
Post, który pozwala mi panować nad sobą, otwiera mnie na potrzeby braci, otwiera mnie równocześnie na Boga, prowadzi do słuchania Go, do modlitwy.
Modlitwa zaś umacnia nasze siły duchowe, uzdalnia do wysiłku, oświeca umysł i serce, daje wytrwałość i napełnia pokojem i radością.
Nie chcę być jedynie garstką prochu, którą dziś posypią moją głowę. Wierzę w Jezusa Chrystusa, który prawdziwie umarł, ale zmartwychwstał i żyje. Wierzę Mu, że na chrzcie świętym zapoczątkował we mnie swoje zmartwychwstanie, że mogę w nim wzrastać. Chcę się nawrócić do Niego całym sercem, uznaję przed Nim moją grzeszność i pełen wdzięczności za czas Jego łaskawości i miłosierdzia, podejmuję post, jałmużnę i modlitwę, proszę Go o ogarnięcie mnie swoim miłosierdziem w Sakramencie Pokuty, pragnę się karmić Chlebem Eucharystycznym na życie wieczne.

sobota, 6 lutego 2016

V NIEDZIELA ZWYKŁA

                                                                                                      (Łk 5, 1-11)
„Pewnego razu – gdy tłum cisnął się do Niego aby słuchać słowa Bożego, a On stał nad jeziorem Genezaret – zobaczył dwie łodzie, stojące przy brzegu; rybacy zaś wyszli z nich i płukali sieci. Wszedłszy do jednej łodzi, która należała do Szymona, poprosił go, żeby nieco odbił od brzegu. Potem usiadł i z łodzi nauczał tłumy. Gdy przestał mówić, rzekł do Szymona: «Wypłyń na głębię i zarzućcie sieci na połów!». A Szymon odpowiedział: «Mistrzu, całą noc pracowaliśmy i niceśmy nie ułowili. Lecz na Twoje słowo zarzucę sieci». Skoro to uczynili, zagarnęli tak wielkie mnóstwo ryb, że sieci ich zaczynały się rwać. Skinęli więc na wspólników w drugiej łodzi, żeby im przyszli z pomocą. Ci podpłynęli; i napełnili obie łodzie, tak że się prawie zanurzały. Widząc to Szymon Piotr przypadł Jezusowi do kolan i rzekł: «Odejdź ode mnie, Panie, bo jestem człowiek grzeszny». I jego bowiem, i wszystkich jego towarzyszy w zdumienie wprawił połów ryb, jakiego dokonali; jak również Jakuba i Jana, synów Zebedeusza, którzy byli wspólnikami Szymona. Lecz Jezus rzekł do Szymona: «Nie bój się, odtąd ludzi będziesz łowił». I przyciągnąwszy łodzie do brzegu, zostawili wszystko i poszli za Nim”.
    Dzisiejsza Ewangelia zawiera trzy obrazy :  w pierwszym obrazie widzimy Jezusa głoszącego słowo do tłumu zgromadzonego nad jeziorem. W drugim Jezus zaprasza Piotra, by podjął się ponownie połowu, mimo wcześniejszego fiaska. W trzecim Jezus czyni Piotra głosicielem słowa – „rybakiem ludzi”. W każdej z tych odsłon uderza moc słowa Jezusa. Słowo gromadzi tłumy cisnących się do Jezusa ludzi, dokonuje cudu połowu oraz cudu przemiany Piotra.
    Wypłyń na głębię – zaprasza nas również Jezus. Jeżeli chcemy wydać owoce, musimy przekraczać siebie, swoje przyzwyczajenia, schematy. Wychodzić ze swego małego „grajdołka” i podejmować wyzwania. Inaczej wcześniej czy później ugrzęźniemy na mieliźnie, urządzimy się w przeciętności.
Piotr jest w stanie przekroczyć siebie i swój ludzki sposób myślenia. Przyjęcie słowa Jezusa jest ryzykiem. Słowa Jezusa są dalekie od ekonomii i kalkulacji. Piotr podejmuje ryzyko, przełamuje zmęczenie i obawę przed ośmieszeniem. Ma odwagę, by wyjść poza granice kalkulacji, pewności.
Na Twoje słowo zarzucę sieci. Ważna jest nasza praca, duchowy wysiłek, asceza, modlitwa, Eucharystia niedzielna, kierownictwo duchowe, dobre uczynki. Ale to wszystko bez zaufania stanie się woluntaryzmem i dążeniem do perfekcjonizmu, a nie świętości. Świętość wymaga pokory i odwagi porzucenia własnych kalkulacji, by zaufać Jezusowi, Jego słowu.
    Gdy Piotr zawierza słowu Jezusa, staje się świadkiem podwójnego cudu. Pierwszy, zewnętrzny dotyczy połowu, który przerasta wszelkie kalkulacje i oczekiwania. A drugi – wewnętrzny, ważniejszy dotyczy przemiany serca Piotra. Pada przed Jezusem na kolana i uznaje swoją grzeszność. Nie lęka się już ani Jezusa, ani ludzkich opinii.
Jezus przemienia serce Piotra. Z człowieka wyrachowanego, zadufanego w sobie, czyni go pokornym, świadomym swego ubóstwa, ufającym i wolnym. Odtąd Piotr przekroczy Jezioro Galilejskie, ludzkie powiązania, opinie, lęki i wypłynie na ocean – głębię, którą jest Bóg.
Nie bój się te słowa kieruje Jezus również do nas. Gdy Mu zaufamy, zawierzymy, pozwolimy zapanować nad naszymi lękami, obawami, wtedy On poprowadzi nas na prawdziwą głębię. Będziemy łowić ludzi. Będziemy odważnie dawać świadectwo Jezusowi i Ewangelii.
Czy odkrywam w codzienności własną głębię?  Czy otwieram się na głębię samego Boga? Jakie są moje największe lęki? Jakie są granice mojego zaufania?  Czy potrafię dziś powiedzieć Jezusowi: Na Twoje słowo?