sobota, 17 stycznia 2015

II NIEDZIELA ZWYKŁA

                                                   
                                                                  
(J 1, 35-42).

„Nazajutrz Jan znowu stał w tym miejscu wraz z dwoma swoimi uczniami i gdy zobaczył przechodzącego Jezusa, rzekł: «Oto Baranek Boży». Dwaj uczniowie usłyszeli, jak mówił, i poszli za Jezusem. Jezus zaś odwróciwszy się i ujrzawszy, że oni idą za Nim, rzekł do nich: «Czego szukacie?» Oni powiedzieli do Niego: «Rabbi! - to znaczy: Nauczycielu - gdzie mieszkasz?» Odpowiedział im: «Chodźcie, a zobaczycie». Poszli więc i zobaczyli, gdzie mieszka, i tego dnia pozostali u Niego. Było to około godziny dziesiątej. Jednym z dwóch, którzy to usłyszeli od Jana i poszli za Nim, był Andrzej, brat Szymona Piotra. Ten spotkał najpierw swego brata i rzekł do niego: «Znaleźliśmy Mesjasza» - to znaczy: Chrystusa. I przyprowadził go do Jezusa. A Jezus wejrzawszy na niego rzekł: «Ty jesteś Szymon, syn Jana, ty będziesz nazywał się Kefas» - to znaczy: Piotr”
   Pierwsi uczniowie przybyli z Galilei, by żyć we wspólnocie Jana Chrzciciela, czynić pokutę, nauczyć się czegoś od niego. Tymczasem ich mistrz wskazał im Jezusa jako Mesjasza. Posłuchali go i poszli za Nim. Pierwsze spotkanie z Jezusem było dla nich tak ważne, że zapamiętali miejsce, datę, godzinę; było łaską, która zapadła bardzo głęboko w ich serca. Jezus dokonał całkowitego zwrotu i przewartościowania ich życia. Postawił im również pytanie o oczekiwania i wyobrażenia związane z Jego osobą: Czego szukacie?. Jest to pierwsze pytanie, które Jezus kieruje do każdego ze swoich uczniów (również do nas). Droga z Jezusem nie może przypominać tych, którzy idą za Nim z ciekawości, oczekują cudowności albo innych osobistych korzyści. Jezus chce uczniów świadomych własnych oczekiwań, tęsknot i pragnień. Na pytanie Jezusa uczniowie odpowiadają również pytaniem: Gdzie mieszkasz?, czyli: kim jesteś?, jak żyjesz?, czego nauczasz? Jezus z kolei zaspokaja ich ciekawość zaproszeniem: Chodźcie, a zobaczycie. W ten sposób chce nauczyć uczniów właściwego patrzenia; patrzenia w głąb. Takie patrzenie wymaga wolności. Dlatego muszą najpierw opuścić wszystko, co ich wiąże. Muszą opuścić również siebie samych i przyjść do Jezusa. Gdy zobaczą, kim jest, skąd przychodzi, gdzie mieszka, poznają nie tylko Jezusa, ale również tajemnicę człowieka i tajemnicę Boga. W Jezusie będą mogli zrozumieć siebie. By poznać osobę, trzeba z nią być, patrzeć, jak żyje, co mówi, co czuje, jak odnosi się do innych. Poznanie Jezusa jest warunkiem, który prowadzi do fascynacji Jego osobą, życiem, nauką. Bez poznania nie ma prawdziwej miłości.
Uczniowie poznali Jezusa i pozostali u Niego. Związek, jaki łączy Jezusa z uczniem ma charakter trwały. Jest to głęboka duchowa wspólnota przyjaźni i życia. Mistrz i uczeń dzielą wszystko: ideały, plany, pracę, odpowiedzialność, sukcesy i porażki, cierpienie i radość… Być uczniem Jezusa oznacza utożsamić się z Jego Osobą, nauczaniem, stylem życia, sposobem działania, trwać w Nim, a równocześnie zachować swoją odrębność, tożsamość, specyfikę.
Uczniowie nie tylko pozostali z Jezusem, ale również odczuwali potrzebę mówienia, podzielenia się tym niezwykłym doświadczeniem. Andrzej przyprowadził Piotra do Mistrza. Chciał, by brat sam spotkał Jezusa, by rozpoczął swoją drogę bezpośrednio u źródła. Dobra Nowina powinna się rozszerzać. Nie chodzi jednak o to, by innym narzucać własne doświadczenie. Osobiste przeżycia, bogactwo własnego wnętrza może być zachętą, zaproszeniem. Ale nie modelem, który należy kopiować. Każdy powinien doświadczyć sam, u źródła, u Jezusa. Powinien iść drogą, którą prowadzi go Bóg osobiście.
Czego oczekuję w moim życiu? Jakie nadzieje wiążę z Jezusem?  Czy dzielę się moim wewnętrznym bogactwem i doświadczeniem Boga z innymi?

sobota, 10 stycznia 2015

ŚWIĘTO CHRZTU PAŃSKIEGO

                                           
                 (Mk 1, 6b-11)
„Jan Chrzciciel tak głosił: Idzie za mną mocniejszy ode mnie, a ja nie jestem godzien, aby się schylić i rozwiązać rzemyk u Jego sandałów. Ja chrzciłem was wodą, On zaś chrzcić was będzie Duchem Świętym. W owym czasie przyszedł Jezus z Nazaretu w Galilei i przyjął od Jana chrzest w Jordanie. W chwili gdy wychodził z wody, ujrzał rozwierające się niebo i Ducha jak gołębicę zstępującego na siebie. A z nieba odezwał się głos: Tyś jest mój Syn umiłowany, w Tobie mam upodobanie”
    Wszyscy Ewangeliści zwracają uwagę na trzy symboliczne elementy chrztu, którymi są: woda, Duch Święty i Głos z nieba. Chrzest Jana miał charakter inicjacji; wprowadzał do wspólnoty oczekujących bliskiego przyjścia Mesjasza. Poprzedzało go wyznanie grzechów, które pozostawiano w nurtach wody. Człowiek obmyty wodą łączył się „z boskim źródłem życia”. Jezus również wszedł w nurty wody, biorąc na siebie grzech świata (por. J 1, 29). Jest nim ludzka słabość, nędza, a przede wszystkim pycha, wskutek której człowiek sądzi, że może zająć miejsce Boga (por. Rdz 3, 5).
   Drugim symbolem chrztu jest gołębica, która obrazuje Ducha Świętego. Egzegeci w rożny sposób interpretują gołębicę. Mamy tutaj odniesienie do Ducha, który unosił się nad pierwotnym chaosem, gdy Bóg kształtował świat (Rdz 1, 2). Gołębica pojawia się również po potopie, gdy przynosi Noemu radosną wiadomość o ustąpieniu wód, czyli końcu kary Bożej (Rdz 8, 8nn). W poezji i Biblii gołębica symbolizuje miłość. W czasie chrztu miłość Boża spłynęła na Jezusa, a poprzez Niego na cały świat.
Chrzest Jezusa jest również otwarciem nieba łaski i miłosierdzia Boga. Bóg dał usłyszeć „swój głos”. Przemówił do nas językiem miłości. Słowa, które skierował do Syna: Tyś jest mój Syn umiłowany, w Tobie mam upodobanie, kieruje do każdego z nas. Pomimo naszych niewierności i odejść, niewłaściwych grzesznych wyborów, kreowania własnych bogów i służenia im, On pozostaje wierny. Ciągle na nowo "adoptuje nas" i zapewnia o swojej nieprzerwanej miłości.
                              Dzisiejszy dzień przypomina o naszym chrzcie.
Jakie jest moje doświadczenie Boga Ojca i siebie jako umiłowanego syna (córki) Boga? Jakie miejsce w moim życiu duchowym zajmuje Duch Święty? Jaki sens ma dla mnie sakrament chrztu świętego? Czy nie wstydzę się przynależności do Chrystusa?

poniedziałek, 5 stycznia 2015

UROCZYSTOŚĆ OBJAWIENIA PAŃSKIEGO

                                        (Mt 2, 1-12)
 
„Gdy zaś Jezus narodził się w Betlejem w Judei za panowania króla Heroda, oto Mędrcy ze Wschodu przybyli do Jerozolimy i pytali: «Gdzie jest nowo narodzony król żydowski? Ujrzeliśmy bowiem jego gwiazdę na Wschodzie i przybyliśmy oddać mu pokłon». Skoro to usłyszał król Herod, przeraził się, a z nim cała Jerozolima. Zebrał więc wszystkich arcykapłanów i uczonych ludu i wypytywał ich, gdzie ma się narodzić Mesjasz. Ci mu odpowiedzieli: «W Betlejem judzkim, bo tak napisał Prorok: A ty, Betlejem, ziemio Judy, nie jesteś zgoła najlichsze spośród głównych miast Judy, albowiem z ciebie wyjdzie władca, który będzie pasterzem ludu mego, Izraela». Wtedy Herod przywołał potajemnie Mędrców i wypytał ich dokładnie o czas ukazania się gwiazdy. A kierując ich do Betlejem, rzekł: «Udajcie się tam i wypytujcie starannie o Dziecię, a gdy Je znajdziecie, donieście mi, abym i ja mógł pójść i oddać Mu pokłon». Oni zaś wysłuchawszy króla, ruszyli w drogę. A oto gwiazda, którą widzieli na Wschodzie, szła przed nimi, aż przyszła i zatrzymała się nad miejscem, gdzie było Dziecię. Gdy ujrzeli gwiazdę, bardzo się uradowali. Weszli do domu i zobaczyli Dziecię z Matką Jego, Maryją; upadli na twarz i oddali Mu pokłon. I otworzywszy swe skarby, ofiarowali Mu dary: złoto, kadzidło i mirrę. A otrzymawszy we śnie nakaz, żeby nie wracali do Heroda, inną drogą udali się do swojej ojczyzny”

    Trzej mędrcy, magowie Wschodu są otwarci na znaki Boga. Gdy zobaczyli nowy znak, nieznaną gwiazdę, natychmiast wyruszyli w drogę.
Znaki, jakie Bóg stawia na naszej drodze nie zawsze są czytelne, przejrzyste. Pokusą życia duchowego jest pragnienie drogi pewnej, prostej, doskonałej, swego rodzaju „duchowej autostrady”. Tymczasem w drodze z Bogiem musimy liczyć się z paradoksami; nie wszystko jest jasne, logiczne, oczywiste, są tajemnice i pytania, na które nie ma jednoznacznej odpowiedzi. Są ciemności i wątpliwości w wierze; jest czas, gdy gwiazda gaśnie, albo świeci w sposób ledwie widoczny.
    Mędrcy oczekiwali pomocy dworu króla Heroda oraz uczonych w Piśmie, kapłanów. Oni przecież stanowili elitę naukową i religijną, badali Pisma, mieszkali w Jerozolimie - centrum życia religijnego i politycznego. I otrzymali pomoc. Ale była to wiedza teoretyczna, zimna, podszyta lękiem. Niepokój Heroda i Jerozolimy kontrastuje z twórczym niepokojem mędrców. Niepokój Heroda rodzi się z lęku o siebie i władzę, natomiast niepokój mędrców z pierwotnej tęsknoty, którą Bóg „wpisał w ludzkie serca”. Każe ona ciągle pragnąć i poszukiwać właściwego źródła, światła i sensu naszego życia – Boga.
Trzej Mędrcy złożyli Jezusowi dary. Są to podarunki, które na Wschodzie składano królowi: złotosymbol władzy królewskiej; kadzidłosymbol bóstwa; mirrasymbol cierpienia. Dary te były wyznaniem Jezusa jako Boga, Króla i Człowieka.
   Stając dziś przed Jezusem nie musimy czuć się zażenowani; możemy Mu ofiarować odpowiednie dary. Złoto symbolizuje miłość, kadzidło wyraża pragnienia, tęsknotę za Bogiem, natomiast mirra to ból, trud, i cierpienie związane z życiem. Pan Bóg nie oczekuje od nas wielkich darów. Wystarczy, że oddamy Mu naszą miłość, pragnienia, tęsknoty oraz słabości i rany, czyli to, co jest nasze. Św. Ambroży napisał: Bóg nie zwraca zbytnio uwagi na to, co Mu dajemy, ale raczej na to, co zachowujemy dla siebie.
   Czy rozpoznaję znaki - „gwiazdy, które Bóg zapala na mojej drodze”? Czy moje życie duchowe naznaczone jest twórczym niepokojem? Czy jest w nim więcej martwego lęku o siebie i przyszłość? Czego nie mogę jeszcze oddać Bogu? Jaki dar zachowuję wyłącznie dla siebie?

 

sobota, 3 stycznia 2015

II NIEDZIELA PO BOŻYM NARODZENIU

                                             (J 1,1-18)Na początku było Słowo, a Słowo było u Boga, i Bogiem było Słowo. Ono było na początku u Boga. Wszystko przez Nie się stało, a bez Niego nic się nie stało, co się stało. W Nim było życie, a życie było światłością ludzi, a światłość w ciemności świeci i ciemność jej nie ogarnęła. Pojawił się człowiek posłany przez Boga - Jan mu było na imię. Przyszedł on na świadectwo, aby zaświadczyć o światłości, by wszyscy uwierzyli przez niego. Nie był on światłością, lecz /posłanym/, aby zaświadczyć o światłości. Była światłość prawdziwa, która oświeca każdego człowieka, gdy na świat przychodzi. Na świecie było /Słowo/, a świat stał się przez Nie, lecz świat Go nie poznał. Przyszło do swojej własności, a swoi Go nie przyjęli. Wszystkim tym jednak, którzy Je przyjęli, dało moc, aby się stali dziećmi Bożymi, tym, którzy wierzą w imię Jego - którzy ani z krwi, ani z żądzy ciała, ani z woli męża, ale z Boga się narodzili. A Słowo stało się ciałem i zamieszkało wśród nas. I oglądaliśmy Jego chwałę, chwałę, jaką Jednorodzony otrzymuje od Ojca, pełen łaski i prawdy. Jan daje o Nim świadectwo i głośno woła w słowach: Ten był, o którym powiedziałem: Ten, który po mnie idzie, przewyższył mnie godnością, gdyż był wcześniej ode mnie. Z Jego pełności wszyscyśmy otrzymali - łaskę po łasce. Podczas gdy Prawo zostało nadane przez Mojżesza, łaska i prawda przyszły przez Jezusa Chrystusa. Boga nikt nigdy nie widział, Ten Jednorodzony Bóg, który jest w łonie Ojca, /o Nim/ pouczył.
                  
 
     W Nim było życie. Mówiąc o życiu prawdziwym, św. Jan, używa obrazu światła: życie było światłością ludzi, a światłość w ciemności świeci i ciemność jej nie ogarnęła. Światło daje się bezinteresownie, nie narzuca się nikomu. Kto chce może z niego skorzystać i żyć w nim. Nikt jednak nie może zabronić mu świecić. Ciemności nie stłumią światła.
     Była światłość prawdziwa, która oświeca każdego człowieka, gdy na świat przychodzi. Światłość prawdziwa jest odbiciem, odblaskiem piękna, dobroci, świętości, miłości Boga. Bóg „wszczepił ją na trwałe” w ludzkie serca. I chociaż nasze codzienne życie jest trudne, naznaczone krzyżem, cierpieniem, troskami, to jednak jest w Nim Bóg - Miłość - prawdziwa Światłość, która je oświetla. Ciemności, zło, grzech mogą je zamazać, zaćmić, ale nigdy nie mogą zniszczyć.
   Boga nikt nigdy nie widział. Niewątpliwie jest to trudność życia duchowego. Bóg jest Tajemnicą, przed którą musimy zamilknąć. Nigdy nie będziemy mogli powiedzieć – znamy Boga. Ale świadomi tego, możemy otworzyć się na słuchanie Jezusa.
Jedynie Jezus rzeczywiście widział Boga, ponieważ sam jest Bogiem. Spoczywa w sercu Boga. Pozostaje w najbardziej intymnej więzi z Ojcem. I ten Jezus, który jest odbiciem Ojca, stał się człowiekiem, przyjął ciało, wstąpił w naszą historię. Słowo stało się ciałem i zamieszkało wśród nas. Kontemplując Jego ziemskie życie, Jego słowa i czyny, możemy uchwycić coś z życia niezgłębionej tajemnicy Ojca. W Jezusie my, ludzie oglądamy Boga i Jego miłość. I w Jezusie uzyskujemy intymną więź z Ojcem. W Nim możemy niejako spoczywać w sercu Ojca. Kontemplując serce Jezusa doświadczamy w jakimś stopniu tego, o czym mówi św. Jan – oglądamy chwałę Boga.
Z Jego pełności wszyscyśmy otrzymali – łaskę po łasce. Łaska i prawda przyszły przez Jezusa Chrystusa. W ciągu pokoleń, od krwi Abla, jak mówił św. Grzegorz, przelewały się na ludzkość łaski. Łaska po łasce. Aż nastąpiło całkowite wypełnienie w Jezusie. W tych łaskach mamy udział również my. Beze Mnie nic uczynić nie możecie powie Jezus (J 15, 5).
W naszej codzienności jesteśmy zbyt pochłonięci problemami i troską o godne życie, a czasem tylko o „przeżycie” i gubimy świadomość łaski. Słowo „łaska” staje się niezrozumiałe, dalekie, albo zostaje w ogóle wyparte z naszego życia. Łaska wydaje nam się należnością, a nie darem. Umiemy upominać się o łaski, a nie potrafimy za nie dziękować. Zapominamy, że wdzięczność jest pamięcią serca.
 Czy pamiętam na co dzień o obrazie Boga „wyrytym w moim sercu”? Czy nie „zamazuję”, niszczę w sobie przymiotów i piękna Boga? Jaki jest „mój Bóg”, do którego się modlę? Czy znajduję w codzienności czas na kontemplacje Oblicza Boga w Jezusie? Co dla mnie oznacza słowo „łaska”? Jakich szczególnych łask doświadczyłem w minionym roku? Czy wypowiedziałem już za nie słowa wdzięczności?
                                                                  
                                                                  
 

środa, 31 grudnia 2014

UROCZYSTOŚĆ ŚWIĘTEJ BOŻEJ RODZICIELKI MARYI - NOWY 2015 ROK

                              
  Z najlepszymi życzeniami na Nowy  2015  Rok , aby był dla każdego z Was udany oraz dobrze zapisany
                                                        
                               NOWA KARTKA

Lekcja była prawie skończona,
Gdy podszedł do mnie i wyszeptał drżący:
« Proszę Pana, chciałbym nową kartkę,
Tę zniszczyłem niechcący »
Podał mi kartkę pomazaną i zaplamioną,
Dałem mu nową, czystą, niezniszczoną
I rzekłem z uśmiechem, patrząc w jego oczy zasmucone:
« Postaraj się, dziecko, niech teraz to będzie lepiej zrobione »
Stary rok dobiegał już końca.
Gdy zbliżyłem się do Ojca tronu i wyszeptałem drżący,
« Ojcze, czy dla mnie również ten rok nowy?
Spójrz, stary zmarnowałem niechcący »
Wziął ode mnie kartę życia pomazaną, zaplamioną
I dał mi na ten rok nową, wcale niezniszczoną.
I rzekł z uśmiechem, patrząc w me serce zasmucone:
« Postaraj się, dziecko, niech teraz to będzie lepiej zrobione »

__________________________

sobota, 27 grudnia 2014

ŚWIĘTO ŚWIĘTEJ RODZINY

                                                                               
                                                                                                                                                 (Łk 2, 22-40)
„Gdy potem upłynęły dni ich oczyszczenia według Prawa Mojżeszowego, przynieśli Je do Jerozolimy, aby Je przedstawić Panu. Tak bowiem jest napisane w Prawie Pańskim: Każde pierworodne dziecko płci męskiej będzie poświęcone Panu. Mieli również złożyć w ofierze parę synogarlic albo dwa młode gołębie, zgodnie z przepisem Prawa Pańskiego. A żył w Jerozolimie człowiek, imieniem Symeon. Był to człowiek sprawiedliwy i pobożny, wyczekiwał pociechy Izraela, a Duch Święty spoczywał na nim. Jemu Duch Święty objawił, że nie ujrzy śmierci, aż zobaczy Mesjasza Pańskiego. Za natchnieniem więc Ducha przyszedł do świątyni. A gdy Rodzice wnosili Dzieciątko Jezus, aby postąpić z Nim według zwyczaju Prawa, on wziął Je w objęcia, błogosławił Boga i mówił: Teraz, o Władco, pozwól odejść słudze Twemu w pokoju, według Twojego słowa. Bo moje oczy ujrzały Twoje zbawienie, któreś przygotował wobec wszystkich narodów: światło na oświecenie pogan i chwałę ludu Twego, Izraela.  A Jego ojciec i Matka dziwili się temu, co o Nim mówiono. Symeon zaś błogosławił Ich i rzekł do Maryi, Matki Jego: Oto Ten przeznaczony jest na upadek i na powstanie wielu w Izraelu, i na znak, któremu sprzeciwiać się będą. A Twoją duszę miecz przeniknie, aby na jaw wyszły zamysły serc wielu. Była tam również prorokini Anna, córka Fanuela z pokolenia Asera, bardzo podeszła w latach. Od swego panieństwa siedem lat żyła z mężem i pozostawała wdową. Liczyła już osiemdziesiąty czwarty rok życia. Nie rozstawała się ze świątynią, służąc Bogu w postach i modlitwach dniem i nocą. Przyszedłszy w tej właśnie chwili, sławiła Boga i mówiła o Nim wszystkim, którzy oczekiwali wyzwolenia Jerozolimy.  A gdy wypełnili wszystko według Prawa Pańskiego, wrócili do Galilei, do swego miasta - Nazaret. Dziecię zaś rosło i nabierało mocy, napełniając się mądrością, a łaska Boża spoczywała na Nim”.
 

Trwamy w okresie bożonarodzeniowym. W kolejnym świątecznym dniu oktawy obchodzimy święto Świętej Rodziny Jezusa, Maryi i Józefa. W Liturgii Słowa czytamy opis ofiarowania Jezusa w świątyni. Dwiema najbardziej wyeksponowanymi postaciami tego wydarzenia są Symeon i Maryja.
Starzec Symeon to człowiek sprawiedliwy i pobożny, napełniony Duchem świętym. Jest w Nim głęboka tęsknota i pragnienie, by ujrzeć Jezusa, Mesjasza. Jest w nim cichość, pokora, ciągłe życie w obecności Boga. To wszystko sprawia, że otrzymuje od Boga obietnicę, nie umrze nim zobaczy Zbawiciela. Dzięki natchnieniu Ducha Świętego udaje się do świątyni, gdzie rozpoznaje w małym Dziecku wniesionym na rękach Maryi Mesjasza. Symeon bierze w swoje ramiona Dziecko i błogosławi Boga.
Scena ta ma w sobie coś bardzo głęboko ludzkiego. Tchnie nadzieją, radością. Jest nam bardzo bliska. Rodzice cieszą się swym potomstwem. Dziadkowie wnukami. Mistrz cieszy się, gdy uczeń podejmuje jego myśl. Człowiek cieszy się, gdy widzi, że inni podejmą jego dzieło. Mimo schyłku życia, mimo przemijania istnieje odrodzenie, przedłużenie życia, nadzieja.
 Ale z drugiej strony obraz ten jest zapowiedzią trudu, cierpienia, krzyża, obumierania. Starcowi wcale nie jest tak łatwo, bez obaw, przyjąć dziecko . Pojawia się niepokój, lęk, że będzie ono niezdolne do kontynuacji, że nie zechce wybrać tego samego ideału, zajmie centralne miejsce, pozostawi starca na uboczu.
W scenie ofiarowania Jezusa uderza spotkanie Symeona z Maryją. Między nimi wywiązuje się swoisty dialog. Symeon mówi, a Maryja słucha. Symeon jest pierwszym prorokiem chrześcijańskim. Ma wgląd w przyszłość Jezusa i Maryi. Widzi, jak cierpienie Maryi i Jezusa wzajemnie się splatają.
Ponad tym cierpieniem jest jednak radość i nadzieja, które wnoszą głęboki pokój. Symeon modli się przepiękną, prostą modlitwą, którą odmawiamy codziennie w wieczornej Liturgii Godzin: "Teraz, o Władco, pozwól odejść słudze Twemu w pokoju, według Twojego słowa. Bo moje oczy ujrzały Twoje zbawienie, któreś przygotował wobec wszystkich narodów: światło na oświecenie pogan i chwałę ludu Twego, Izraela".
Symeon mówi, modli się. Natomiast Maryja słucha. Jej odpowiedzią jest milczenie, słuchanie, zachowywanie wszystkiego w sercu. Każdy, kto pragnie kontaktu z Maryją otrzymuje coś z tego milczenia, otwartości, kontemplacji. Może dlatego, gdy odmawiamy proste modlitwy do Maryi, różaniec czy litanie, rodzi się w nas pokój. Poprzez stałe, monotonne powtarzanie modlitw maryjnych, człowiek staje się łagodny, cichy, bardziej pokorny. Wchodzi w kontemplacje Boga.   
Czego mogę nauczyć się od Symeona? A czego od Maryi? Czy jest we mnie tęsknota za Zbawicielem? Jak wygląda mój dialog z innymi? Czy cenię sobie modlitwę różańcową?
                                                      

środa, 24 grudnia 2014

UROCZYSTOŚĆ BOŻEGO NARODZENIA


BOŻE NARODZENIE

- 2014 -

 

 

„Oto zwiastuję wam radość wielką,

która będzie udziałem całego narodu:

dziś w mieście Dawida narodził się wam

Zbawiciel, którym jest Mesjasz, Pan.

A to będzie znakiem dla was:

Znajdziecie Niemowlę,

owinięte w pieluszki i leżące w żłobie”

Łk 2, 10-12

 

... a czemu dzisiaj wśród ludzi tyle łez,

jęków, katuszy;

bo nie ma miejsca dla Ciebie,

w niejednej człowieczej duszy” - (Słowa kolędy)

 

Ta najradośniejsza Tajemnica Bożej miłości,

staje przed nami znowu w tegoroczną Noc Bożego Narodzenia.

W jej promieniach łamiemy się opłatkiem i składamy sobie życzenia.

 

Dziś, gdy świat pogrążony jest w ciemności

niech światło nocy betlejemskiej rozbłyśnie na nowo w sercach naszych,

abyśmy z radością przyjęli Odwieczne Słowo Ojca,

które daje nam moc stawania się dziećmi Bożymi.

Niech Boża Dziecina obdarza błogosławieństwem

i pomaga życie uczynić szczęśliwym.

 

Do tych życzeń dołączam modlitwę oraz wdzięczność.

Niech łaska Bożego Narodzenia owocuje w duszy wiarą, nadzieją i miłością

oraz nieustannym obcowaniem z Tym, który przyszedł na świat,

by być EMMANUELEM – „Bogiem z nami”.

 

Wszystkiego co najlepsze w dniu Bożego Narodzenia

i na cały Nowy Rok 2015.

życzy wszystkim blogowiczom
 
s. marta

 

niedziela, 21 grudnia 2014

IV NIEDZIELA ADWENTU

                                                      ( Łk 1, 26-38 )


"W szóstym miesiącu posłał Bóg anioła Gabriela do miasta w Galilei, zwanego Nazaret, do Dziewicy poślubionej mężowi, imieniem Józef, z rodu Dawida; a Dziewicy było na imię Maryja. Anioł wszedł do Niej i rzekł: Bądź pozdrowiona, pełna łaski, Pan z Tobą, [błogosławiona jesteś między niewiastami]. Ona zmieszała się na te słowa i rozważała, co miałoby znaczyć to pozdrowienie. Lecz anioł rzekł do Niej: Nie bój się, Maryjo, znalazłaś bowiem łaskę u Boga. Oto poczniesz i porodzisz Syna, któremu nadasz imię Jezus. Będzie On wielki i będzie nazwany Synem Najwyższego, a Pan Bóg da Mu tron Jego praojca, Dawida. Będzie panował nad domem Jakuba na wieki, a Jego panowaniu nie będzie końca. Na to Maryja rzekła do anioła: Jakże się to stanie, skoro nie znam pożycia z mężem? Anioł Jej odpowiedział: Duch Święty zstąpi na Ciebie i moc Najwyższego osłoni Cię. Dlatego też Święte, które się narodzi, będzie nazwane Synem Bożym. A oto również krewna Twoja, Elżbieta, poczęła w swej starości syna i jest już w szóstym miesiącu ta, która uchodzi za niepłodną. Dla Boga bowiem nie ma nic niemożliwego. Na to rzekła Maryja: Oto Ja służebnica Pańska, niech Mi się stanie według twego słowa. Wtedy odszedł od Niej anioł".

      W Łukaszowym obrazie uderza delikatność i szacunek Boga wobec człowieka. Gdy anioł Gabriel oznajmił Maryi dobrą nowinę, Bóg zamilkł. Teologowie mnożą hipotezy, co by było, gdyby Maryja odmówiła Bogu. Zapewne znalazłby On inny sposób zbawienia człowieka. Ale nie musiał, ponieważ wcześniej znalazł Maryję. Przygotował Ją, uformował, nie pozwolił dotknąć żadnemu grzechowi, najmniejszemu złu. Pewne arcydzieła udają się tylko Bogu. Maryja jest największym arcydziełem, jest pełna łaski. Jest kontemplowana przez samego Boga, aby stać się żywą świątynią Jego obecności w świecie.
Maryja jednak jest wolna, jak każdy z nas. Dlatego Bóg czeka na Jej odpowiedź. Podczas, gdy anioł milczy i oczekuje odpowiedzi, Maryja, Panna roztropna, zastanawia się, roztrząsa pojawiające się wątpliwości. Niepokalana znaczy wolna od grzechu, ale nie wolna od pytań, wątpliwości, wahań, pokus czy cierpienia. Maryja jest człowiekiem, jak my i swoją drogę musi przejść z pomocą własnej wiary. W Jej życiu będzie też wiele pytań. Będzie poszukiwać światła w ciemnościach, uczyć się odczytywać codzienne zdarzenia i znaki Boga. Jej "tak" wypowiedziane w Nazarecie jest zgodą na nieznane.
Maryja całkowicie zaufała Bogu, zawierzyła bezgranicznie Jego słowu, Jego Opatrzności. Zgodziła się na tajemnice i wszystkie konsekwencje swojej decyzji. Oto ja służebnica Pańska. Niech mi się stanie według twego słowa. Te słowa, oznaczające doskonałe posłuszeństwo, są powierzeniem życia woli Bożej. Są również modlitwą całkowitego powierzenia siebie Bogu, ofiarowania siebie.
   Najważniejsze w relacji z Panem Bogiem jest zaufanie. Jeśli powiemy "tak", z czasem przyjdą wyjaśnienia, wiedza i poznanie. Drogę poznaje się, gdy się nią idzie. Boga poznaje się, gdy się Mu zaufa i wejdzie w tajemnice, w które On sam prowadzi. Ponadto każde zaufanie sprawdza się poprzez próby. Wybór Boga, Jezusa nie jest wydarzeniem jednorazowym. Jest raczej faktem dynamicznym, który musi być nieustannie odnawiany. Nikt z nas nie wie do końca, co kryje się za ofiarowaniem siebie Bogu, za przyrzeczeniami chrztu św., przysięgą małżeńską, wyborem kapłaństwa, ślubami zakonnymi, czy innymi obietnicami. Nasze "tak", które wypowiadamy Jezusowi, kobiecie, mężczyźnie, przyjacielowi jakiemuś trudnemu zadaniu musi być potwierdzane dzień po dniu, przez całe życie.
Jakie uczucia i reakcje towarzyszą mi, gdy Bóg burzy moje plany? Czy doświadczam w moim życiu mocy Boga, osłony Boga? Co jest dla mnie ważniejsze: poznanie Boga czy zaufanie Jemu? Jakie uczucia rodzą się we mnie na myśl o całkowitym oddaniu się Bogu? Jaką rolę w moim życiu duchowym pełni Maryja? Czego uczę się od Niej?

sobota, 13 grudnia 2014

III NIEDZIELA ADWENTU

                                                          (J 1, 6-8 . 19-38)


"Pojawił się człowiek posłany przez Boga - Jan mu było na imię. Przyszedł on na świadectwo, aby zaświadczyć o światłości, by wszyscy uwierzyli przez niego. Nie był on światłością, lecz /posłanym/, aby zaświadczyć o światłości. Takie jest świadectwo Jana. Gdy Żydzi wysłali do niego z Jerozolimy kapłanów i lewitów z zapytaniem: Kto ty jesteś?, on wyznał, a nie zaprzeczył, oświadczając: Ja nie jestem Mesjaszem. Zapytali go: Cóż zatem? Czy jesteś Eliaszem? Odrzekł: Nie jestem. Czy ty jesteś prorokiem? Odparł: Nie! Powiedzieli mu więc: Kim jesteś, abyśmy mogli dać odpowiedź tym, którzy nas wysłali? Co mówisz sam o sobie? Odpowiedział: Jam głos wołającego na pustyni: Prostujcie drogę Pańską, jak powiedział prorok Izajasz. A wysłannicy byli spośród faryzeuszów. I zadawali mu pytania, mówiąc do niego: Czemu zatem chrzcisz, skoro nie jesteś ani Mesjaszem, ani Eliaszem, ani prorokiem? Jan im tak odpowiedział: Ja chrzczę wodą. Pośród was stoi Ten, którego wy nie znacie, który po mnie idzie, a któremu ja nie jestem godzien odwiązać rzemyka u Jego sandała. Działo się to w Betanii, po drugiej stronie Jordanu, gdzie Jan udzielał chrztu".

      Ewangelia z niedzieli "Gaudete" rozpoczyna się fragmentem Prologu. Jan Chrzciciel przyszedł, aby świadczyć o Światłości, która wypełniła ziemię z chwilą narodzenia Jezusa Chrystusa.
Jan jest posłanym, aby świadczyć. Jest to trudna misja, która wymaga rezygnacji i trudu. Jezus wszedł na teren jego działalności i "zabrał mu uczniów". Jan trudził się, aby zgromadzić uczniów, a Jezus zebrał  plon na "jego polu". Jednak Jan nie widzi w Nim konkurenta, który pozbawia go sławy, popularności, osiągnięć. Przeciwnie, sam wskazuje uczniom Jezusa. Cieszy się, że Jezus będzie wzrastał, a on zejdzie z centrum, na bok, w cień. Jan zna swoją tożsamość, swoje miejsce i swoją życiową rolę. Dlatego nazwie siebie głosem; będzie głosił Jezusa, by później zamilknąć.
W języku greckim świadectwo pokrywa się z męczeństwem. Jan wskazuje Jezusa jako Mesjasza, ale również zginie z Jego powodu. Śmierć Jana jest wspaniałym dopełnieniem świadectwa. Przyszedł, by się "umniejszać, aby Jezus mógł wzrastać". Z chwilą śmierci umniejszył się ostatecznie. Został stracony z powodu swego posłannictwa. Został "wchłonięty" przez Jezusa i misję. Do Jana można odnieść słowa Pawła: Teraz zaś już nie ja żyję, lecz żyje we mnie Chrystus (Ga 2, 20).
Nasze życie, jako uczniów Jezusa ma być również świadectwem. Miejmy nadzieję, że ominie nas śmierć męczeńska, ale powinniśmy nieustannie "obumierać" własnemu egoizmowi i zatapiać się w Chrystusa. Prawdziwy świadek nie przeszkadza, nie zasłania Jezusa, nie skupia uwagi na sobie, ale pozostawia miejsce dla Jezusa. Pozostawia również przestrzeń wolności dla innych.
   Dzisiejsza niedziela nosi nazwę "Gaudete". Jest niedzielą radości. Jej źródłem jest Jezus Chrystus. Niedługo będziemy w uroczysty sposób obchodzić pamiątkę Jego przyjścia na ziemię. Ale przecież On Zmartwychwstały jest już pośród nas: Pośród was stoi Ten, którego wy nie znacie.
W  życiu wewnętrznym zbyt jednostronnie kładziemy nacisk na przykre i trudne doświadczenia, na walkę ze złem, pokonywanie wad, trudności, umartwienie i zapieranie siebie. Mniej natomiast przeżywamy radości i przyjemności ze spotkania z Bogiem, z Chrystusem. Mało jest doświadczeń pokoju, nadziei, entuzjazmu, radości. Brak radości, częste stany zniechęcenia, przygnębienia, frustracji świadczą o braku dojrzałej więzi osobowej z Chrystusem. Autentyzm życia chrześcijańskiego mierzy się również doświadczeniem wewnętrznej radości, dzielonej w spontaniczny sposób z innymi.
Jakim świadkiem Jezusa jestem dziś? Czy nie gram pierwszych skrzypiec, skupiając uwagę wszystkich na sobie? Czy wiem kiedy odejść? Jak wygląda na co dzień moje "obumieranie"? Jakie przeszkody muszę usuwać, by Jezus mógł "we mnie wzrastać"? Czy w moim życiu jest dużo radości? Czy jej źródłem jest Chrystus? Czy dzielę się radością z innymi?
                                                                   

               

sobota, 6 grudnia 2014

II NIEDZIELA ADWENTU

                    (Mk 1, 1-8)

"Początek Ewangelii o Jezusie Chrystusie, Synu Bożym. Jak jest napisane u proroka Izajasza: Oto Ja posyłam wysłańca mego przed Tobą; on przygotuje drogę Twoją. Głos wołającego na pustyni: Przygotujcie drogę Panu, Jemu prostujcie ścieżki. Wystąpił Jan Chrzciciel na pustyni i głosił chrzest nawrócenia na odpuszczenie grzechów. Ciągnęła do niego cała judzka kraina oraz wszyscy mieszkańcy Jerozolimy i przyjmowali od niego chrzest w rzece Jordan, wyznając /przy tym/ swe grzechy. Jan nosił odzienie z sierści wielbłądziej i pas skórzany około bioder, a żywił się szarańczą i miodem leśnym. I tak głosił: Idzie za mną mocniejszy ode mnie, a ja nie jestem godzien, aby się schylić i rozwiązać rzemyk u Jego sandałów. Ja chrzciłem was wodą, On zaś chrzcić was będzie Duchem Świętym".
     Św. Marek rozpoczyna swoją Ewangelię od opisu publicznego wystąpienia prekursora Jezusa - Jana Chrzciciela na pustyni. Jan jest człowiekiem wielkiego formatu. Surowy, asceta, wymagający od siebie i innych, bezkompromisowy, głoszący odważnie prawdę, otwarty na Ducha Świętego i Jego prowadzenie, pokorny. Te i podobne zalety sprawiają, że ciągną do niego tłumy z całej Palestyny. Jedni z wiary i faktycznego nawrócenia, inni z pragnienia spotkania ascety i człowieka nieprzeciętnego, jeszcze inni z powodu ciekawości. Jan ma do każdego właściwe słowo, wzywające do przemiany i nawrócenia. Jan jest człowiekiem pokornym. Dobrze zna swoje miejsce, powołanie i rolę w historii. W czasach Jezusa uczniowie usługiwali swoim nauczycielom podejmując czynności niewolnicze, z wyjątkiem najbardziej upokarzających, za jaką uważano np. zdejmowanie sandałów mistrzowi. Jan w swojej pokorze czuje się niegodny, by być najmniejszym niewolnikiem Jezusa.
    Wielka godność Jezusa, na którą wskazuje Jan polega na Jego Boskiej mocy i mesjańskiej misji. Będzie chrzcił Duchem Świętym; a więc prawdziwie oczyści swój lud, udzieli mu prorockiego namaszczenia. Chrzest Święty włącza każdego ucznia Jezusa w Jego potrójną misję: kapłańską, mesjańską i prorocką. Jako prorocy chwalimy Boga słowem i przede wszystkim naszym życiem . Jako kapłani czcimy Go, czyniąc z naszego życia liturgię. Misja królewska (i tu jest wielki paradoks Ewangelii) oznacza służbę (Mt 20, 26-28).

Co mnie szczególnie pociąga  w Janie Chrzcicielu? Kto dla mnie dziś stanowi autorytet? Dlaczego słucham ludzi autorytetu i wielkiego formatu (np. Jana Pawła II)? Jak przeżywam sytuacje upokorzenia? Co dla mnie osobiście oznacza mieć udział w potrójnej misji Jezusa?