Siostra Marta serdecznie zaprasza...
sobota, 6 czerwca 2015
X NIEDZIELA ZWYKŁA
(Mk 3, 20-35)
Jezus przyszedł do domu, a tłum znów się zbierał, tak, że nawet posilić się nie mogli. Gdy to posłyszeli Jego bliscy, wybrali się, żeby Go powstrzymać. Mówiono bowiem: «Odszedł od zmysłów». Natomiast uczeni w Piśmie, którzy przyszli z Jerozolimy, mówili: «Ma Belzebuba i przez władcę złych duchów wyrzuca złe duchy». Wtedy przywołał ich do siebie i mówił im w przypowieściach: «Jak może szatan wyrzucać szatana? Jeśli jakieś królestwo wewnętrznie jest skłócone, takie królestwo nie może się ostać. I jeśli dom wewnętrznie jest skłócony, to taki dom nie będzie mógł się ostać. Jeśli więc szatan powstał przeciw sobie i wewnętrznie jest skłócony, to nie może się ostać, lecz koniec z nim. Nie nikt nie może wejść do domu mocarza i sprzęt mu zagrabić, jeśli mocarza wpierw nie zwiąże, i wtedy dom jego ograbi. Zaprawdę, powiadam wam: wszystkie grzechy i bluźnierstwa, których by się ludzie dopuścili, będą im odpuszczone. Kto by jednak zbluźnił przeciw Duchowi Świętemu, nigdy nie otrzyma odpuszczenia, lecz winien jest grzechu wiecznego». Mówili bowiem: «Ma ducha nieczystego». Tymczasem nadeszła Jego Matka i bracia i stojąc na dworze, posłali po Niego, aby Go przywołać. Właśnie tłum ludzi siedział wokół Niego, gdy Mu powiedzieli: «Oto Twoja Matka i bracia na dworze pytają się o Ciebie». Odpowiedział im: «Któż jest moją matką i [którzy] są braćmi?» I spoglądając na siedzących dokoła Niego rzekł: «Oto moja matka i moi bracia. Bo kto pełni wolę Bożą, ten Mi jest bratem, siostrą i matką»
Jezus odpowiadając na zarzuty uczonych w Piśmie zarzuca im brak logiki. Jaki sens miałyby „egzorcyzmy” dokonywane przez szatana? Gdyby tak było, klęska szatana byłaby bliska. Gdyby był rozdarty i skłócony sam w sobie, zniszczyłby siebie. Tymczasem zły w swojej inteligencji pragnie zgarnąć w swoje sidła i zniszczyć, rozbić człowieka. Zarzucanie Jezusowi, że czyni dobro mocą zła jest bluźnierstwem i grzechem przeciwko Duchowi Świętemu, przez którego w rzeczywistości działa. Jezus wyraźnie stwierdza, że takie grzechy nie będą odpuszczone.
Grzech przeciw Duchowi Świętemu jest wyrazem wewnętrznego oporu i świadomym odrzuceniem zbawienia z wszystkimi jego konsekwencjami. Nowy Katechizm Kościoła Katolickiego stwierdza: Miłosierdzie Boże nie zna granic, lecz ten, kto świadomie odrzuca przyjęcie ze skruchą miłosierdzia Bożego, odrzuca przebaczenie swoich grzechów i zbawienie darowane przez Ducha Świętego. Taka zatwardziałość może prowadzić do ostatecznego braku pokuty i wiecznej zguby (KKK 1864).
W trakcie dyskusji Jezusa z uczonymi w Piśmie pojawiła się Jego matka z kuzynami . Gdy Jezusa poinformowano o ich przybyciu, wypowiedział trudne dla Maryi słowa: Któż jest moją matką, i którzy są moimi braćmi? I dodał: Kto pełni wolę Bożą, ten jest Mi bratem, siostrą i matką. Maryja przyszła z miłością, by być wsparciem dla Syna w obliczu wrogości i pomówień o szaleństwo, tymczasem On w zagadkowy sposób odsuwa Ją od siebie. Musi stać na zewnątrz, za progiem, samotnie.
Matce niewątpliwie trudno jest zapomnieć o macierzyństwie cielesnym, o wszystkim, czym zapłaciła za wychowanie dziecka (trud, cierpliwość, wyrzeczenia, ofiary). Tymczasem dla Jezusa decydujące znaczenie ma pełnienie woli Ojca. Ono jest ponad więzami krwi. Pierwszeństwo ma życie w łasce Boga. Maryja jednak pełni wolę Ojca w sposób całkowity i doskonały. Jest więc najbliższa sercu swego Syna. Jest najlepszą matką a równocześnie najdoskonalszą uczennicą Jezusa.
Jaki jest mój stosunek do Jezusa? Czy widzę działanie szatana w moim środowisku i życiu? Czy łączę innych czy raczej dzielę? Czy zdarzyło mi się kiedyś popełnić grzech przeciw Duchowi Świętemu? W jaki sposób pełnię wolę Boga Ojca? Jakie znaczenie ma dla mojego życia duchowego Maryja?
środa, 3 czerwca 2015
UROCZYSTOŚĆ NAJŚ. CIAŁA I KRWI CHRYSTUSA
Uroczystość Najświętszego Ciała i Krwi Chrystusa Kościół przeżywa każdego roku w swojej Liturgii podczas Wielkiego Tygodnia. Mówimy – Wielki Czwartek. Jest to dzień ustanowienia dwóch sakramentów: Eucharystii i kapłaństwa. Ale wtedy w przeddzień Męki i Śmierci Pana Jezusa trudno jest o nastrój radosny i uroczysty. Dlatego po okresie Pięćdziesiątnicy Kościół adoruje i czci publicznie Hostię konsekrowaną – prawdziwe Ciało i Krew Pańską.
Wtedy rozlega się poprzez wioski i miasta potężny śpiew Twoja cześć, chwała, nasz wieczny Panie! Wszędzie jest tłum. Wszędzie jest zieleń. Są kwiaty, bo Pan idzie z nieba, pod przymiotami ukryty chleba. Zagrody nasze widzieć przychodzi i jak się dzieciom Jego powodzi. Każdy wychowany na polskiej ziemi nie może nie mieć swoich ciepłych wspomnień związanych z procesją Bożego Ciała. Kto wie czy i tu nostalgia u polskich komunistów nie zrobiła swoje, bo święto Bożego Ciała jakoś się ostało w tym szalejącym i destrukcyjnym zawirowaniu, które likwidowało wszystko co z religią było związane?
O tym święcie ks. Janusz Pasierb napisał w swojej książce pt. Czas otwarty, że „to jest bardzo piękne święto, złote i zielone. Zrodziła je zarówno teologia, jak i poezja. Największy myśliciel średniowiecza układał o nim wiersze i hymny. U nas nabrało barokowego kształtu i takie chyba pozostało, ale to nie jest źle: daj Boże innym, bardziej zarozumiałym epokom tyle ludzkiego ciepła i pogodnej mądrości…”
Ksiądz Aleksander Federowicz, proboszcz z Lasek, w rozmowie z księżmi na temat parafii tak powiedział: „Parafia, czy Kościół w swojej istocie – to jest Słowo Boże, Eucharystia i wypływająca z tych źródeł miłość wzajemna”. Jego ulubionym powiedzeniem były słowa: „Msza święta się kończy, msza święta się zaczyna”. Bo rzeczywiście po liturgii mszy świętej zaczyna się msza życia. I ona trwa dalej. Ksiądz Piotr Pawlukiewicz tak obrazuje ten ciąg dalszy mszy świętej: „Gdy ktoś w szpitalu przyjmie komunię świętą, to jego łóżko staje się jak eucharystyczny ołtarz, na którym cierpienie chorego jednoczy się z ofiarą Chrystusa. Msza święta trwa dalej. Słowa prefacji W górę serca! rozbrzmiewają tam, gdzie wobec człowieka załamanego, pogrążonego w smutku ktoś wypowiada słowa: Nie martw się, ja ci pomogę. Msza święta trwa dalej, gdy ludzie mówiąc: Przepraszam, nie gniewaj się, podają sobie ręce i przekazują znak pokoju. Msza święta trwa dalej, gdy udzielamy sobie jednoczącej komunii dobroci i uśmiechu. Eucharystia bez tych codziennych owoców byłaby niepełna. Ona przecież rodzi Kościół, a Kościół jest tam, gdzie ludzie wierzący w Chrystusa żyją na co dzień miłością. Msza święta jest jak uderzenie serca, które rozprowadza tę nadprzyrodzoną krew Bożej miłości po całym organizmie Kościoła.”
Boże Ciało uroczyście niesione w procesji drogą, którą człowiek idzie co dnia do pracy. Jak łatwo wtedy klękam i śpiewam eucharystyczne pieśni – bo jest tłum, bo jest nas aż tylu.
Panie Jezu, proszę, abyś dał mi odwagę uklęknąć przed moim bliźnim, którego postawiłeś na mojej drodze. Wierzę, że to Ty w nim jesteś ukryty, jak w tej białej Hostii. Ale czemu wciąż tak trudno mi Cię rozpoznać?
sobota, 30 maja 2015
UROCZYSTOŚĆ TRÓJCY PRZENAJŚWIĘTSZEJ
Jedenastu
uczniów udało się do Galilei na górę, tam gdzie Jezus im polecił. A gdy
Go ujrzeli, oddali Mu pokłon. Niektórzy jednak wątpili. Wtedy Jezus
podszedł do nich i przemówił tymi słowami: «Dana Mi jest wszelka władza w
niebie i na ziemi. Idźcie więc i nauczajcie wszystkie narody,
udzielając im chrztu w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Uczcie je
zachowywać wszystko, co wam przykazałem. A oto Ja jestem z wami przez
wszystkie dni, aż do skończenia świata»
Po
swoim zmartwychwstaniu Jezus zgromadził uczniów na jednym ze wzgórz
Galilei. Było to terytorium graniczące między świętością Judei (z
świątynią jerozolimską jako centrum kultu żydowskiego) a ludami
pogańskimi. Tutaj Jezus rozpoczął swoją działalność publiczną i stąd po
zmartwychwstaniu rozesłał uczniów na misje. Odtąd każde miejsce, w
którym czci się Jezusa i Boga w Trójcy Jedynego, jest święte. Nie trzeba
pielgrzymować do Jerozolimy. Boga można adorować w każdej „Galilei”.
Nie
wszyscy zebrani w Galilei Apostołowie uwierzyli Jezusowi. Niektórzy
wątpili. Jak wcześniej Tomasz czy uczniowie z Emaus. Chociaż Jezus był z
nimi, obok nich i mogli Go dotykać… Wcześniej w Wieczerniku Jezus wyrzucał im brak wiary i upór, że nie uwierzyli tym, którzy widzieli Go zmartwychwstałego (Mk 16, 14). Użyte przez Marka terminy: niedowiarstwo (gr. apistia) i zatwardziałość serca (gr. sklerokardia)
są mocnymi określeniami w stosunku do uczniów, którzy zostali wychowani
do wiary przez Jezusa. Mimo to Jezus akceptuje ich jakimi są; akceptuje
ich kruchość, zatwardziałość serc, wątpliwości w wierze i posyła w
świat z Dobrą Nowiną.
Wątpliwości
są czymś „naturalnym” w życiu każdego człowieka. Co więcej, są
zbawienne dla dojrzewania wiary. One wyzwalają nowe poszukiwania i
prowadzą do nawrócenia. Bez nich może pojawić się rutyna i religijne
przyzwyczajenia, które są zabójcze dla żywej wiary.
Zmartwychwstały
Jezus wysyła uczniów by chrzcili w imię Trójcy Świętej i uczyli Jego
przykazań. Najważniejsze z nich dotyczy miłości: Będziesz
miłował Pana, Boga swego, całym swoim sercem, całą swoją duszą, całą
swoją mocą i całym swoim umysłem; a swego bliźniego jak siebie samego (Łk 10, 27). Miłość chrześcijańska powinna być wzorowana na Jezusie: Przykazanie nowe daję wam, abyście się wzajemnie miłowali, tak, jak Ja was umiłowałem
(J 13, 34). Jezus nas umiłował miłością nieskończoną, miłością, jaka
jest między Trójcą Boskich Osób. Bóg nie jest „samotny”. Bóg jest
Miłością. Ojciec kocha swego Jednorodzonego Syna odwieczną, absolutną,
nieskończoną miłością. Głębia tej miłości jest nieogarnionym Duchem.
Miłość wymaga do swego istnienia drugiej osoby; zakłada wzajemność. Bez
wzajemności staje się egoizmem lub narcyzmem.
Ślady
miłości Boga odnajdujemy w naszym życiu – w miłości mężczyzny i kobiety
i owocu tej miłości – w dziecku. Jest to jednak zaledwie cień, bardzo
nikły obraz bezwarunkowej i bezgranicznej miłości Boga. Ostatecznie wszystkie nasze źródła są w Nim (Ps 36) i w Nim żyjemy, poruszamy się, jesteśmy (Dz 17,28). Realizacja przykazania miłości jest możliwa dzięki Jezusowi, który towarzyszy nam z „drugiego brzegu”: A oto ja jestem z wami przez wszystkie dni aż do skończenia świata. Autor listu do Hebrajczyków stwierdza: Jezus Chrystus, wczoraj i dziś, ten sam także na wieki (Hbr 13, 8).
Co
stanowi „moją Galileę”, w której szczególnie doświadczam bliskości
Jezusa? Czy towarzyszą mi wątpliwości w wierze? Jak sobie z nimi radzę?
Czy moja wiara jest wciąż żywa i świeża? Czy wkradła się do niej rutyna i
przyzwyczajenie? Czym jest dla mnie tajemnica Trójcy Świętej? Jak
realizuję w praktyce przykazanie miłości? Kogo jest mi najtrudniej
kochać?
niedziela, 24 maja 2015
UROCZYSTOŚĆ ZESŁANIA DUCHA ŚWIĘTEGO
„Wieczorem
owego pierwszego dnia tygodnia, tam gdzie przebywali uczniowie, gdy
drzwi były zamknięte z obawy przed Żydami, przyszedł Jezus, stanął
pośrodku i rzekł do nich: Pokój wam! A to powiedziawszy, pokazał im ręce
i bok. Uradowali się zatem uczniowie ujrzawszy Pana. A Jezus znowu
rzekł do nich: Pokój wam! Jak Ojciec Mnie posłał, tak i Ja was posyłam.
Po tych słowach tchnął na nich i powiedział im: Weźmijcie Ducha
Świętego! Którym odpuścicie grzechy, są im odpuszczone, a którym
zatrzymacie, są im zatrzymane”
Po
swoim zmartwychwstaniu Jezus napełnił uczniów swoim Duchem. Św. Jan
określa Ducha Świętego słowem „paraklet”. Ten grecki wyraz ma bardzo
wiele znaczeń. Można go tłumaczyć jako: adwokat, wspomożyciel, obrońca,
pośrednik, doradca, pocieszyciel. Każde z tych określeń zawiera pewien
atrybut, cechę działania Ducha Świętego
Duch Święty jest „adwokatem i obrońcą”. On
broni przed fałszem i wszystkimi niewłaściwymi kierunkami, jakie
proponuje współczesny świat. Duch Święty jest „wspomożycielem, doradcą”. Poprzez
Niego Jezus jest obecny w swoich uczniach, zwłaszcza w sytuacjach
trudnych, w zderzeniu z rzeczywistością świata, życia. Duch Święty jest
„pocieszycielem i ożywicielem”. On ożywia to wszystko, co w nas chore,
obumarłe. Wnosi w życie nową nadzieję. Duch Święty jest „duchem prawdy”. On przyszedł, jak mówi Jezus, aby przekonać świat „o sądzie, sprawiedliwości i grzechu”.
Czas
Kościoła określa jest czasem działania Ducha Świętego. Jako
chrześcijanie mamy szczególny udział w Duchu Świętym. Święty Paweł nie
zawaha się nazwać uczniów Jezusa Świątyniami Ducha Świętego. W Kościele wschodnim nazywa się chrześcijan nosicielami Ducha Świętego. Być
świętym oznacza, być naczyniem wypełnionym po brzegi Duchem Świętym.
Kościół zachodni z kolei akcentuje świętość jako dar Ducha.
Św. Paweł wśród owoców Ducha Świętego wymienia: miłość, radość, pokój, cierpliwość, uprzejmość, dobroć, wierność, łagodność, opanowanie (Ga 5, 22-23). Ale
właściwie każdy wiek, każdy czas ma swoje szczególne dary Ducha. Wydaje
się, że największym darem Ducha dla nas dziś jest nadzieja i radość.
Ich brak wynika z różnych zniewoleń. Jesteśmy zniewoleni poprzez lęki,
strach, przez oceny, osądy, uwarunkowania, zależności i manipulacje.
Jesteśmy zniewoleni poprzez sposób wychowania, indoktrynacje, reklamę,
szkołę, różnego rodzaju ideologie. Anthony de Mello dodaje: nasze
przekonania, idee, przyzwyczajenia i lęki.
Zwykle
patrzymy na rzeczywistość przez pryzmat zniewoleń i nawet nie jesteśmy
tego świadomi. Większość z nas staje się konformistami; dostosowujemy
się do sposobu życia, warunków, przekonań i zniewoleń, jakie nam
narzucili inni. W świadomy lub nieświadomy sposób rezygnujemy z naszej
wolności. Tymczasem gdy brakuje wolności, nie ma również miłości,
radości, pokoju, cierpliwości, dobroci… Te wszystkie dary pozostają
wówczas na obrzeżach życia. Nawet jeżeli je posiadamy nie potrafimy się
nimi cieszyć ani żyć.
Jaki
atrybut Ducha Świętego jest mi szczególnie bliski? Który z owoców Ducha
Świętego jest mi najbardziej potrzebny dziś? Co mnie szczególnie
zniewala? Jakie świadectwo daję Duchowi Świętemu? Czy jest to świadectwo
udanego życia – zadowolonego, pełnego nadziei, jasnego spojrzenia w
przyszłość w wolności i radości?
niedziela, 17 maja 2015
UROCZYSTOŚĆ WNIEBOWSTĄPIENIA PAŃSKIEGO
„Jezus ukazawszy się Jedenastu powiedział do nich: «Idźcie na cały
świat i głoście Ewangelię wszelkiemu stworzeniu! Kto uwierzy i przyjmie
chrzest, będzie zbawiony; a kto nie uwierzy, będzie potępiony. Tym zaś,
którzy uwierzą, te znaki towarzyszyć będą: w imię moje złe duchy będą
wyrzucać, nowymi językami mówić będą; węże brać będą do rąk, i jeśliby
co zatrutego wypili, nie będzie im szkodzić. Na chorych ręce kłaść będą,
i ci odzyskają zdrowie». Po rozmowie z nimi Pan Jezus został wzięty do
nieba i zasiadł po prawicy Boga. Oni zaś poszli i głosili Ewangelię
wszędzie, a Pan współdziałał z nimi i potwierdził naukę znakami, które
jej towarzyszyły”(Mk 16,
15-20).
Wniebowstąpienie
kieruje nasz wzrok ku niebu. Każdy dzień zbliża do wiecznej
szczęśliwości, do Domu Ojca. Ale z drugiej strony niebo zaczyna się na
ziemi. Pięknie mówił Orygenes: Jesteś niebem i idziesz do nieba.
Im bliżej jesteśmy Chrystusa, im więcej w nas miłości i dzielenia się
nią z bliźnimi, tym bliżej jesteśmy nieba i tym bardziej sami stajemy
się niebem.
Wniebowstąpienie
Pańskie jest radosnym świętem Chrystusa i naszym. Wspominamy dzień, w
którym Jezus zakończył swoją misję na ziemi, otoczył Ojca chwałą,
objawił światu Boga i Jego miłość i „przetarł nam drogę” do życia
wiecznego. Odtąd uwielbiony i wywyższony zasiada po prawicy Boga.
Czytamy w nowym katechizmie: Wniebowstąpienie Chrystusa oznacza Jego
uczestnictwo, razem z człowieczeństwem, w mocy i władzy samego Boga.
Jezus Chrystus jest Panem i dlatego posiada wszelką władzę w niebie i na
ziemi. Jest On "ponad wszelką Zwierzchnością i Władzą, i Mocą, i
Panowaniem", ponieważ Ojciec "wszystko poddał pod Jego stopy” (Ef
1,20-22). Chrystus jest Panem wszechświata i historii. W Nim historia człowieka, a nawet całe stworzenie osiąga swoją "rekapitulację", swoje transcendentne wypełnienie (Katechizm Kościoła Katolickiego, 668).
Jezus zmartwychwstały towarzyszy nam w ziemskiej wędrówce z „drugiego brzegu”. Jest z nami przez wszystkie dni aż do skończenia świata (Mt 28, 20). Działa i prowadzi dalej swoje dzieło przez Ducha Świętego Pocieszyciela, a także przez znaki charyzmatyczne.
Zarówno charyzmat
egzorcyzmów, jak i uzdrawiania czy mówienia językami znane były w
pierwotnym Kościele i towarzyszą działalności misyjnej dziś, np. w
Odnowie Charyzmatycznej (por. 1 Kor 14). Słowa o nieszkodliwości wężów i
trucizn mają sens alegoryczny. Wąż jest symbolem zła i szatana. Brać
węże do rąk, oznacza pokonywać zło, które jest bezsilne wobec mocy
miłości i dobra, płynącego od Jezusa. Słowa o piciu trucizny są z kolei
symbolem pokonywania z odwagą wszystkich trudności, krytyki, odrzucenia,
niezrozumienia przez innych, prześladowań... Znaki Jezusa są „wizytówką
ucznia”, który żyje w pokoju, głosi łagodność Ewangelii, proponuje
współczucie, miłosierdzie, miłość, czyli wnosi w zagubiony często świat
uśmiech nieba.
Czy mojemu świadectwu
życia towarzyszy moc Jezusa, dzięki której „wypędzam złego ducha”
(nienawiści, pychy, nieczystości) i „mówię nowymi językami”
(życzliwości, współczucia, przebaczania, miłości)? Czy jestem dla innych
„niebem”?
sobota, 9 maja 2015
VI NIEDZIELA WIELKANOCNA
(J 15, 9-17)
Jezus powiedział do swoich uczniów: „Jak Mnie umiłował Ojciec, tak i Ja was umiłowałem. Wytrwajcie w miłości mojej! Jeśli będziecie zachowywać moje przykazania, będziecie trwać w miłości mojej, tak jak Ja zachowałem przykazania Ojca mego i trwam w Jego miłości. To wam powiedziałem, aby radość moja w was była i aby radość wasza była pełna. To jest moje przykazanie, abyście się wzajemnie miłowali, tak jak Ja was umiłowałem. Nikt nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół swoich. Wy jesteście przyjaciółmi moimi, jeżeli czynicie to, co wam przykazuję. Już was nie nazywam sługami, bo sługa nie wie, co czyni pan jego, ale nazwałem was przyjaciółmi, albowiem oznajmiłem wam wszystko, co usłyszałem od Ojca mego. Nie wyście Mnie wybrali, ale Ja was wybrałem i przeznaczyłem was na to, abyście szli i owoc przynosili, i by owoc wasz trwał - aby wszystko dał wam Ojciec, o cokolwiek Go poprosicie w imię moje. To wam przykazuję, abyście się wzajemnie miłowali”.
W Ewangelii dzisiejszej Chrystus zaprasza nas do trwania w Jego miłości. To trwanie jest jednak możliwe dlatego, że On sam pierwszy nas umiłował. A w Nim jesteśmy umiłowani przez Boga Ojca.
Trwanie w miłości Jezusa możliwe jest ze względu na Jego wybór. To nie człowiek wybiera Boga. Człowiek tylko z wdzięcznością odpowiada. Św. Paweł pisze, że został pochwycony przez Jezusa. I tak może powiedzieć każda osoba żyjąca świadomie Ewangelią i realizująca chrześcijańskie powołanie. Sami z siebie jesteśmy tylko pustymi naczyniami. Jednak Jezus szuka pustych naczyń i wypełnia je po brzegi. A nawet tak, by się przelewały i nawadniały ziemię, napełniały innych dobrocią i miłością.
Trwanie w miłości Jezusa możliwe jest dzięki Jego miłości. Miłość Jezusa nie jest rozdzielona „w równym stopniu” na wielu. Każdy jest i czuje się kochany w sposób niepowtarzalny, jedyny. Inaczej Jezus kocha wrażliwego i łagodnego Jana, inaczej pełnego temperamentu, zdecydowanego, gotowego do poświęceń Piotra, inaczej realistę i sceptyka Tomasza, jeszcze inaczej doktrynera Jakuba czy człowieka interesu, Judasza… Inaczej mnie. Wszyscy uczniowie są jednak w sercu Jezusa.
Trwanie w miłości możliwe jest dzięki przyjaźni Jezusa. W czasach Jezusa tylko nieliczne grono uczniów było dopuszczane do niektórych tajemnic mistrzów czy nauczycieli. Jezus natomiast dzieli z uczniami głęboką autentyczną przyjaźń, która jest oparta o relacje z Ojcem. Jezus nie ma wobec uczniów żadnych tajemnic. To, co jest w Jego sercu, odsłania im stopniowo, w miarę, jak są zdolni je przyjąć i zrozumieć. Przyjaźń Jezusa z uczniami jest prawdziwa, autentyczna, wyzwalająca. Taka przyjaźń nie wiąże, nie krępuje ani nie ogranicza, nie zagarnia wyłącznie dla siebie. Jezus nie traktuje uczniów jak własność, nie zabrania im nawiązywania przyjaźni z innymi. Nie zastrzega sobie prawa wyłączności…
Jezus pozostaje przyjacielem wiernym do końca. Pozostaje przyjacielem, nawet, gdy zostanie opuszczony, zapomniany i zdradzony przez swych uczniów. Jego przyjaźń zwycięża niewierności i tchórzostwo człowieka. Jej szczytem jest wydanie siebie do końca:
Nikt nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół swoich.
Czy mam świadomość wybrania przez Jezusa? Czy czuję się jak puste naczynie, które Jezus może wypełnić miłością? Czym jest dla mnie przyjaźń? Jakie cechy przyjaźni cenię sobie najbardziej? Co jestem w stanie dać przyjaciołom? Czy jest to coś zewnętrznego, czy też część siebie samego, serca, miłości, życia? Czego mogę nauczyć się o przyjaźni od Jezusa?
sobota, 2 maja 2015
V NIEDZIELA WIELKANOCNA
(J 15, 1-8)„Ja jestem prawdziwym krzewem winnym, a Ojciec mój jest tym, który [go] uprawia. Każdą latorośl, która we Mnie nie przynosi owocu, odcina, a każdą, która przynosi owoc, oczyszcza, aby przynosiła owoc obfitszy. Wy już jesteście czyści dzięki słowu, które wypowiedziałem do was. Wytrwajcie we Mnie, a Ja [będę trwał] w was. Podobnie jak latorośl nie może przynosić owocu sama z siebie - jeśli nie trwa w winnym krzewie - tak samo i wy, jeżeli we Mnie trwać nie będziecie. Ja jestem krzewem winnym, wy - latoroślami. Kto trwa we Mnie, a Ja w nim, ten przynosi owoc obfity, ponieważ beze Mnie nic nie możecie uczynić. Ten, kto we Mnie nie trwa, zostanie wyrzucony jak winna latorośl i uschnie. I zbiera się ją, i wrzuca do ognia, i płonie. Jeżeli we Mnie trwać będziecie, a słowa moje w was, poproście, o cokolwiek chcecie, a to wam się spełni. Ojciec mój przez to dozna chwały, że owoc obfity przyniesiecie i staniecie się moimi uczniami”
Przypowieść o winnym krzewie i latoroślach oddaje w alegoryczny sposób istotę przyjaźni między nami a Jezusem. Mocno
akcentuje również rolę rolnika – Boga, który przycina krzew, oczyszcza.
Jest to bolesne, ale konieczne, by szczep odnawiał się i przynosił
owoce. Chęć przynoszenia owocu bez przynależności do krzewu jest
zwyczajną iluzją: beze Mnie nic nie możecie uczynić (J 15, 5).
Bóg (ogrodnik) oczekuje owoców. Szczep winny powinien przynosić owoce
szlachetne, które stają się dobrym winem. Męka i śmierć Jezusa i jej
owoc – miłość są nowym kosztownym winem podawanym na uczcie weselnej Boga z ludźmi (Benedykt
XVI). Jezus oczekuje od swoich uczniów podobnego owocu przyjaźni. Tym
owocem jest wierność przykazaniom i miłość, która oczyszcza się przez
krzyż.
Trwanie w Jezusie
zewnętrzne, bez głębszej relacji nie przynosi owoców. Można być w
ciele Chrystusa, którym jest Kościół, czerpać „jego soki”, korzystać ze
słowa Bożego, sakramentów, życia wspólnotowego, a nie przynosić owoców.
Są osoby, które przynależą do wspólnoty Kościoła (czy lokalnej)
formalnie. Korzystają z wszystkich praw związanych z życiem wspólnoty.
Natomiast nie wykazują żadnej zdolności kreatywnej, nie angażują się w
życie wspólnoty, żyją w niej, ale nie tworzą jej. Istnieje również drugi
typ: praktykujący a niewierzący. Są to osoby, dla których
chrześcijaństwo sprowadza się do tradycji, rytów i obrzędów. Brakuje
natomiast żywej wiary i głębszego doświadczenia Boga i przyjaźni z
Jezusem. Jest to forma wegetacji, a nie życia. Takie osoby są uschłe,
martwe, bez życia, bez owoców. Z czasem stają się narażone na odcięcie i
pozostanie na zewnątrz, a nawet spalenie.
Czy trwam w Bogu? Czy trwam w Jezusie? Jaka więź łączy mnie z Jezusem dziś? Skąd czerpię życiodajne soki do mojej aktywności, działania? Jakich
doświadczam obaw, frustracji, napięć związanych z moją aktywnością? Czy moje trwanie w Bogu owocuje w codziennym życiu? Jakie owoce przynosi moje życie?
niedziela, 26 kwietnia 2015
IV NIEDZIELA WIELKANOCNA
Jezus powiedział: Ja jestem dobrym pasterzem. Dobry pasterz daje życie swoje za owce. Najemnik zaś i ten, kto nie jest pasterzem, którego owce nie są własnością, widząc nadchodzącego wilka, opuszcza owce i ucieka, a wilk je porywa i rozprasza; dlatego, że jest najemnikiem i nie zależy mu na owcach. Ja jestem dobrym pasterzem i znam owce moje, a moje Mnie znają, podobnie jak Mnie zna Ojciec, a Ja znam Ojca. Życie moje oddaję za owce. Mam także inne owce, które nie są z tej owczarni. I te muszę przyprowadzić i będą słuchać głosu mego, i nastanie jedna owczarnia, jeden pasterz. Dlatego miłuje Mnie Ojciec, bo Ja życie moje oddaję, aby je [potem] znów odzyskać. Nikt Mi go nie zabiera, lecz Ja od siebie je oddaję. Mam moc je oddać i mam moc je znów odzyskać. Taki nakaz otrzymałem od mojego Ojca
W niedzielę modlitw o powołania kapłańskie Jezus zwraca naszą uwagę na różnice między prawdziwym pasterzem a najemnikiem.
Obraz pasterza, może trochę archaiczny, trafnie oddaje relacje między nami a Jezusem (i hierarchią kościelną). Dobry pasterz zna swoje owce. Jest całkowicie do ich dyspozycji; ma dla nich czas i siebie. Jego serce bije dla nich. Nie myśli o sobie i swoich interesach. Nie wiąże owiec z sobą, ale pozwala im w wolności rozwijać własną tożsamość i pragnienia. Nie jest administratorem, ale bratem i przyjacielem. Z owcami łączy go czuła relacja miłości i troski o ich dobro. W sytuacjach ekstremalnych nie zawodzi. Jest nawet gotów w wolności oddać swoje życie za owce, jak uczynił to Jezus. Nie jest ograniczony żadnymi barierami ani granicami (żadną „zagrodą”), ale otwarty na wszystkie owce. Pragnie ich jedności.
Ideę dobrego pasterza trafnie ujmuje historyjka opowiedziana przez A. de Mello: Jedna owca znalazła dziurę w płocie i przecisnęła się przez nią. Ucieczka napełnił ją szczęściem. Błądziła długo i wreszcie zagubiła się. Wtem spostrzegła, że idzie za nią wilk. Zaczęła uciekać, ale wilk ciągle był za nią. Aż przyszedł pasterz, ocalił ją i przyprowadził na powrót, z wielką czułością, do stada. Pasterz, choć wszyscy nakłaniali go do czegoś przeciwnego, nie chciał naprawić dziury w płocie.
Najemnik jest przeciwieństwem dobrego pasterza. Nie zna owiec ani mu na nich nie zależy. Jego „ambicją” jest osobisty sukces. Myśli jedynie o własnych interesach. Relację z owcami traktuje na zasadzie obowiązku, powinności. Brakuje mu serca i współczucia. Owce nie mogą na niego liczyć. W trudnych sytuacjach dezerteruje. Pozostawia je na łasce losu. Zły pasterz jest nie tylko najemnikiem, ale pływającą miną, która gdy wybucha, niszczy cały kościół Boży (F. Palmisano).
Jaka więź łączy mnie z Jezusem Dobrym Pasterzem? Jakim pasterzem jestem ja? Czy inni mogą zawsze na mnie liczyć? Jak zachowuję się w sytuacjach ekstremalnych? Czy modlę się o pasterzy „według Serca Jezusa”?
sobota, 18 kwietnia 2015
III NIEDZIELA WIELKANOCNA
(Łk 24, 35-48)
„Uczniowie również opowiadali, co ich spotkało w drodze, i jak Go poznali przy łamaniu chleba. A gdy rozmawiali o tym, On sam stanął pośród nich i rzekł do nich: «Pokój wam!» Zatrwożonym i wylękłym zdawało się, że widzą ducha. Lecz On rzekł do nich: «Czemu jesteście zmieszani i dlaczego wątpliwości budzą się w waszych sercach? Popatrzcie na moje ręce i nogi: to Ja jestem. Dotknijcie się Mnie i przekonajcie: duch nie ma ciała ani kości, jak widzicie, że Ja mam». Przy tych słowach pokazał im swoje ręce i nogi. Lecz gdy oni z radości jeszcze nie wierzyli i pełni byli zdumienia, rzekł do nich: «Macie tu coś do jedzenia?» Oni podali Mu kawałek pieczonej ryby. Wziął i jadł wobec nich. Potem rzekł do nich: «To właśnie znaczyły słowa, które mówiłem do was, gdy byłem jeszcze z wami: Musi się wypełnić wszystko, co napisane jest o Mnie w Prawie Mojżesza, u Proroków i w Psalmach». Wtedy oświecił ich umysły, aby rozumieli Pisma, i rzekł do nich: «Tak jest napisane: Mesjasz będzie cierpiał i trzeciego dnia zmartwychwstanie, w imię Jego głoszone będzie nawrócenie i odpuszczenie grzechów wszystkim narodom, począwszy od Jerozolimy. Wy jesteście świadkami tego”.
Św. Łukasz w dzisiejszym opowiadaniu paschalnym przypomina, w jaki sposób Kościół pierwszych wieków przyjął do świadomości rzeczywistość zmartwychwstania. Wskazuje cztery drogi, które są również naszymi drogami dziś.
Pierwszą
drogą jest świadectwo uczniów. Apostołowie byli pierwszymi sceptykami.
Nie uwierzyli kobietom, które opowiadały o zmartwychwstaniu. Tomasz nie
uwierzył swoim kolegom. W Wieczerniku nadal wątpili. Myśleli, że Jezus
jest zjawą, duchem. Ustąpili dopiero przed faktami. Jezus pokazał im
ręce, nogi i przebity bok.
Bycie
świadkiem zobowiązuje. Chrystusa nie otrzymuje się po to, by Go
zatrzymać tylko dla siebie, jak chciała to uczynić Maria Magdalena.
Chrystusa doświadcza się, by się Nim dzielić z innymi. Dawanie
świadectwa powinno być autentyczne i delikatne. Bycie świadkiem powinno być
siłą, która rozwija pąki życia, prowadzi innych do przebudzenia ze snu.
Drugą
drogą jest świadectwo Ducha Świętego. Jezus nie pozostawi nas samymi,
gdy będziemy o Nim mówili. Będzie obecny przez swego Ducha i w trudnych
sytuacjach sam podpowie nam słowa i rozwiązania. Duch Święty przypomina
słowa Jezusa: A Pocieszyciel,
Duch Święty, którego Ojciec pośle w Moim imieniu, On was wszystkiego
nauczy i przypomni wam wszystko, co Ja wam powiedziałem (J
14, 26). W czasie kontemplacji, modlitwy Duch Święty „pracuje” w naszym
wnętrzu, kształtuje, rzeźbi w nas obraz Jezusa, gromadzi Jego słowa.
Gdy żyjemy w Duchu, On sam „wydobywa” z naszego wnętrza słowa, które
mają moc świadectwa.
Trzecią drogą jest słowo Boże. Jezus
Zmartwychwstały robi „wykład biblijny” najpierw dwom uczniom w drodze
do Emaus, później Apostołom w Wieczerniku. Niewiara uczniów wynika
częściowo z ich luki w pamięci. Człowiek słyszy zwykle to, co chce
słyszeć i łatwo zapomina o tym, na czym mu nie zależy. Świadomość, że
Jezus umrze na krzyżu była dla uczniów nie do przyjęcia. I dlatego nie
zrozumieli zapowiedzi Jezusa o śmierci i chcieli szybko o niej
zapomnieć. Gdy przepowiednia się spełnia, są kompletnie zaskoczeni. Tak
naprawdę nigdy nie uwierzyli w mękę i śmierć Mesjasza. I zapomnieli, że
Jezus przepowiadał również swoje zmartwychwstanie. Wstrząs spowodowany
śmiercią Mistrza załamał ich wiarę i spowodował zanik pamięci.
Zatrzymanie
się na krzyżu, na śmierci jest przyjęciem tylko połowy Dobrej Nowiny.
Krzyż, cierpienie, śmierć może przysłonić prawdę o zmartwychwstaniu.
Krzyż nie zaakceptowany albo przeakcentowany może zwalić się jak kłoda u
nóg. I wypełnić życie smutkiem, goryczą, bólem, przesłaniając swoim
cieniem radość i nadzieję.
Czwartą
drogą życia perspektywą zmartwychwstania jest Eucharystia. Uczniowie w
drodze do Emaus rozpoznają Chrystusa przy łamaniu chleba. Również w
Wieczerniku Jezus nawiązuje z uczniami bliski kontakt przez wspólny
posiłek, który jest symbolem Eucharystii, wspólnoty gromadzącej się na
łamaniu chleba. Dla pierwszych chrześcijan każda Eucharystia była
radością paschalną, wspominaniem zmartwychwstania Jezusa. Z niej
czerpiemy siłę, by żyć Jezusem i z nadzieją o Nim świadczyć. W
Eucharystii przychodzi do nas Chrystus Zmartwychwstały i mówi: Dlaczego
w twoim sercu rodzą się wątpliwości? Popatrz na moje ręce i nogi.
Popatrz na moje przebite z miłości serce. Dotknij Mnie. Przekonaj się!
Uwierz! To Ja jestem.
Kto dla mnie jest prawdziwym świadkiem Jezusa? Jakim świadkiem jestem ja? Jakie miejsce w moim życiu duchowym zajmuje Duch Święty? Czy mam świadomość Jego „pracy we mnie”? Jak
często czytam i rozważam Pismo święte? Czy nadmiernie nie akcentuję
krzyża i cierpienia, a zapominam o zmartwychwstaniu? Czy potrafię
słuchać i zapamiętywać? Jak przeżywam Eucharystię? Czy jest dla mnie
ważnym momentem niedzieli? Czy doświadczam w niej obecności i bliskości
zmartwychwstałego Pana?
sobota, 11 kwietnia 2015
NIEDZIELA MIŁOSIERDZIA BOŻEGO
Dzisiaj w 2 Niedzielę Wielkanocną zwaną Niedzielą Miłosierdzia Bożego, pragniemy przypomnieć sobie i uwielbić Boga, który jest miłością. Jawi się On nam jako zmartwychwstały i miłosierny. Kiedy patrzymy na apostołów, dostrzegamy u nich z początku brak wiary. Załamują się, rezygnują i rozpaczają. Chcą powrócić do swoich dawnych zajęć po śmierci Jezusa. Wspominają Go jako przeszłość, historię. Żądają nawet namacalnych znaków, bo inaczej nie uwierzą.
Słowa Jezusa zmartwychwstałego to Pokój wam! Jezus przychodzi z nadzieją, radością i miłością. On żyje i pragnie być z nami. Potrzebna jest nam więc mocna wiara.
Wiek XX to wiek wielkich okrucieństw – dwóch wojen światowych, systemów totalitarnych – faszyzm, komunizm, które zniszczyły godność człowieka. Zdeptały wszelkie wartości, na miejscu Boga postawiły siebie określając swoje własne przykazania. W tym wieku XX zginęły niewinnie miliony ludzi na całym świecie w imię chorej ambicji i szatańskich ideologii. I właśnie w tym czasie, czasie międzywojennym, w środku szalejących wrogich ideologii Bóg przypomniał się światu, że mimo szalejącego zła, które obficie zbiera swoje żniwo, jednak ostatnie słowo należy do Niego.
Na czele tej idei postawił Polkę, zakonnicę s. Faustynę Kowalską. Urodziła się ona w 1905 roku we wsi Głogowiec z biednej wielodzietnej rodziny. Wychowywana była w duchu miłości do Boga i przykładzie religijnych rodziców. Ukończyła tylko trzy klasy szkoły podstawowej. Głos Jezusa wzywający ją do oddania mu swojego życia po raz pierwszy usłyszała mając 6 lat. Z czasem wstąpiła do zakonu gdzie była zwykłą siostrą pracującą jako pomoc w kuchni, w ogrodzie, na furcie. Lecz jej pobożność i misja zlecona od Jezusa sprawiły, że stała się znana na cały świat. Papież Jan Paweł II najpierw ją beatyfikował a w roku 2002 kanonizował.
Bóg właśnie za jej przyczyną zapragnął przypomnieć światu, w którym zło zbierało swoje niepojęte żniwo, że jest Bogiem miłosiernym, przebaczającym. Mówił do niej: Ile razy chcesz Mi sprawić radość – to mów światu o Moim wielkim i niezgłębionym miłosierdziu. Powiedz, że Miłosierdzie jest największym przymiotem Boga. Chociażby grzechy dusz były czarne jak noc, kiedy grzesznik zwraca się do Miłosierdzia Mojego, oddaje Mi największą chwałę. Kiedy dusza wysławia Moją dobroć, wtenczas szatan drży przed nią i ucieka na samo dno piekła.
Wielu ludzi w tym czasie było zrozpaczonych przez wojny, prześladowania i niesprawiedliwość. Ludzie masowo tracili wiarę w Boga, przeklinali go lub zaczynali przechodzić na stronę zła. Potrzeba było głoszenia nadziei na dobro, że Bóg jest nie zapomniał o człowieku, dlatego prosił Faustynę w słowach: Mów światu o Moim miłosierdziu, niech pozna cała ludzkość niezgłębione Miłosierdzie Moje. Pragnę, aby czczono miłosierdzie Moje, daję ludzkości ostatnią deskę ratunku – to jest ucieczkę do miłosierdzia Mojego. Wielką obietnicę Jezus wyraził tym, którzy będą głosić miłosierdzie Boże: Dusze, które szerzą cześć miłosierdzia Mojego osłaniam je przez życie całe, jak czuła matka swe niemowlę, a w godzinę śmierci nie będę im Sędzią, ale miłosiernym Zbawicielem.
Jezus polecił św. Faustynie pięć naczyń, z których mogą czerpać miłosierdzie Boże. A są to obraz Jezusa miłosiernego, nowenna, koronka, święto i godzina miłosierdzia. Najpierw obraz - Faustyna wspomina: wieczorem, kiedy byłam w celi, ujrzałam Pana Jezusa ubranego w szacie białej. Jedna ręka wzniesiona do błogosławieństwa, a druga dotykała szaty na piersiach. Z uchylenia szaty na piersiach wychodziły dwa wielkie promienie, jeden czerwony, drugi blady. Po chwili powiedział mi Jezus: wymaluj obraz według rysunku, który widzisz, z podpisem: Jezu, ufam Tobie. Pragnę, aby ten obraz czczono na całym świecie. W pierwszą niedzielę po Wielkanocy, pragnę, aby był publicznie ten obraz wystawiony. Te dwa promienie oznaczają Krew, która jest życiem dusz i Wodę, – blady promień, który usprawiedliwia dusze. Te dwa promienie wyszły z wnętrzności Miłosierdzia Mojego wówczas, kiedy konające serce moje zostało włócznią otwarte na krzyżu. Szczęśliwy, kto w ich cieniu żyć będzie, bo nie dosięgnie go sprawiedliwa ręka Boga.
Kolejnym znakiem ma być Święto Miłosierdzia Bożego. Właśnie dziś obchodzone, czyli w pierwszą niedzielę po Wielkanocy. Jezus jej powiedział: Pragnę, ażeby pierwsza niedziela po Wielkanocy była Świętem Miłosierdzia a kapłani mają w dniu tym mówić duszom o tym wielkim miłosierdziu moim. Córko moja, mów światu całemu o niepojętym miłosierdziu Moim. Pragnę, aby święto miłosierdzia było ucieczką i schronieniem dla wszystkich dusz, a szczególnie dla biednych grzeszników. W dniu tym otwarte są wnętrzności miłosierdzia mojego, wylewam całe morze łask na dusze, które się zbliżą do źródła miłosierdzia mojego; która dusza przystąpi do spowiedzi i Komunii św. dostąpi zupełnego odpuszczenia win i kar; w dniu tym otwarte są wszystkie upusty Boże, przez które płyną łaski. Jezus dziś pragnie wylać na każdego z nas swoje miłosierdzie.
Czy jesteś pojednany z Bogiem, czy byłeś pojednany na święta wielkanocne? A może nie zdążyłeś? Skorzystaj zatem z wielkiej łaski jaką dziś Bóg chce Ci dać.
Kolejnym elementem czerpania łask ze zdroju Bożego miłosierdzia jest Koronka. Kiedyś Faustyna usłyszała takie słowa od Jezusa: Modlitwa ta jest na uśmierzenie gniewu mojego. Odmawiaj nieustannie tę koronkę, której cię nauczyłem. Ktokolwiek będzie ją odmawiał, dostąpi wielkiego miłosierdzia w godzinę śmierci. Kapłani będą podawać grzesznikom jako ostatnią deskę ratunku; chociażby był grzesznik najzatwardzialszy, jeżeli raz tylko zmówi koronkę, dostąpi łaski z nieskończonego miłosierdzia Mojego. Dusze, które odmawiać będą tę koronkę, miłosierdzie Moje ogarnie ich w życiu, a szczególnie w śmierci godzinie.
Czwartym narzędziem do uzyskania miłosierdzia Bożego jest nowenna rozpoczynająca się w Wielki Piątek: Pragnę, abyś przez dziewięć dni sprowadzała dusze do zdroju mojego miłosierdzia. W każdym dniu przyprowadzisz do serca Mojego odmienną grupę dusz i zanurzysz je w morzu miłosierdzia Mojego. A więc kolejno: wszystkich grzeszników, dusze kapłańskie i zakonne, pobożne i wierne, pogan, heretyków, dusze ciche i pokorne, małych dzieci, tych, którzy czczą miłosierdzie Boże, co są w czyśćcu i dusze oziębłe.
I ostatnim naczyniem do czerpania miłosierdzia Bożego jest Godzina Miłosierdzia, trzecia po południu. Jest to godzina śmierci Jezusa na krzyżu. To godzina także wielkiej łaski dla całego świata. W Wielki Piątek w 1935 roku i rok później o godz. 15.00 siostra Faustyna miała widzenie Chrystusa ukrzyżowanego, który spoglądał na nią mówiąc: Pragnę. Dwie wiązki promieni tryskały z Jego boku, tak jak przedstawia obraz. Jezus mówił: O trzeciej godzinie błagaj Mojego miłosierdzia szczególnie dla grzeszników. Choć przez krótki moment zagłębiaj się w Mojej Męce. Jest to godzina wielkiego miłosierdzia dla świata. W godzinie tej uprosisz wszystko dla siebie i dla innych, w tej godzinie stała się łaska dla świata całego.
Jezus poleca Faustynie nie tylko ufać Jego miłosierdziu, lecz je czynić na trzy sposoby: Podaję ci trzy sposoby czynienia miłosierdzia bliźnim: pierwszy – czyn, drugi – słowo, trzeci – modlitwa, w tych trzech stopniach zawiera się pełnia miłosierdzia. Nawet wiara najsilniejsza, nic nie pomoże bez uczynków. I wiedz o tym, że cokolwiek dobrego uczynisz jakiejkolwiek duszy, przyjmuję, jakobyś Mnie Samemu to uczyniła.
Widzimy zatem, że Bóg bardzo kocha nas i chce naszego szczęścia. Mimo wielkiego zła jakie otacza człowieka podczas jego życia, ważna jest wiara.
Jan Paweł II w ostatniej swojej książce Pamięć i tożsamość napisał: Bóg zawsze potrafi wyprowadzić dobro ze zła, Bóg chce, ażeby wszyscy byli zbawieni i mogli dojść do poznania prawdy. Bóg jest Miłością. Chrystus chciał powiedzieć za pośrednictwem Faustyny, że zło nie odnosi ostatecznego zwycięstwa!
A zatem jak odnaleźć się w świecie pełnym przemocy, zła, terroryzmu, kiedy gasną nam wielkie autorytety jak Matka Teresa, s. Łucja i Jan Paweł II? Wydawałoby się pozornie, że panuje chaos, a jedynym prawem, które odnosi sukces i zwycięstwo jest przemoc. Jednak NIE! Każdy z tych autorytetów wskazywał na życie wieczne. Żyli na ziemi życiem niebieskim. Wierzyli w Boga Miłosiernego, kochającego, do którego zdążali. Bóg ma swoje plany i mówi: Myśli moje nie są myślami waszymi i drogi moje nie są drogami waszymi. Żeby zrozumieć działanie Boże należy mu głęboko zaufać, w tym co mam, co mnie dotyka, i otacza. Na dobre i złe. Na zawsze. Apostołowie póki nie uwierzyli w Jezusa zmartwychwstałego,
dotąd byli przygnębieni i pełni rozpaczy. A kiedy uwierzyli, to wówczas pokazali czym jest wiara i jak należy kochać Boga.
Czy wierzysz Bogu na tyle aby nie narzekać na życie, na los, na zdrowie? Czy umiesz dziękować Bogu, czy ufasz mu? Jaki jesteś dla drugiego człowieka? Czy czynisz miłosierdzie czy tylko w nie wierzysz? Na twarzy Twojej jest grymas, pycha, złość i pretensje do całego świata czy radość i nadzieja spotkania z Bogiem miłosiernym?
Na koniec św. Paweł chciałby nam coś powiedzieć i zakończyć to rozważanie: Dlatego radujcie się, choć teraz musicie doznać trochę smutku przez różnorodne doświadczenia. Przez to wartość waszej wiary okaże się o wiele cenniejsza od zniszczalnego złota(…) przy objawieniu Jezusa Chrystusa.
Subskrybuj:
Posty (Atom)









